(...) Kiedy córka była w drugiej klasie, przyszedłem na doroczne spotkanie dyrekcji szkoły z rodzicami. Dowiedziałem się wtedy, ile problemów ma szkoła przy organizacji artystycznych, kształcących młodzież projektów, głównie z uwagi na formalne ograniczenia i przepisy. Siedziałem, słuchałem i przyszedł mi do głowy pomysł założenia stowarzyszenia, które działałoby wyłącznie na pożytek szkoły. Zgłosiłem to pani dyrektor Joannie Niewiadomskiej-Kocik i już wkrótce podjęliśmy działania na rzecz rejestracji stowarzyszenia...
Ze Stanisławem Kajdasem, prezesem Stowarzyszenia Przyjaciół Szkoły Muzycznej, o potrzebie jego powstania oraz działaniach wspierających szkołę rozmawia Małgorzata Pałuba.
Słyszałam, że gdyby nie dziesięcioletnia już działalność stowarzyszenia sochaczewska szkoła nie stałaby się jedną z najbardziej znanych i cenionych muzycznych szkół w Polsce.
Być może jest w tym odrobinę przesady, ale faktycznie stowarzyszenie z jednej strony wspierało szkołę finansowo, ale także umożliwiało przekazywanie jej darowizn od sponsorów, co wpłynęło znacząco na możliwość realizacji wielu projektów, z organizowanymi tu festiwalami na czele. Gdyby nie to wsparcie, zapewne ich rozwój, a tym samym rosnąca pozycja szkoły nie byłyby tak znaczące jak obecnie.
Jak to się więc stało, że pojawił się pomysł zorganizowania stowarzyszenia?
Trochę był to przypadek. Kiedy córka była w drugiej klasie, przyszedłem na doroczne spotkanie dyrekcji szkoły z rodzicami. Dowiedziałem się wtedy, ile problemów ma szkoła przy organizacji artystycznych, kształcących młodzież projektów, głównie z uwagi na formalne ograniczenia i przepisy. Siedziałem, słuchałem i przyszedł mi do głowy pomysł założenia stowarzyszenia, które działałoby wyłącznie na pożytek szkoły. Zgłosiłem to pani dyrektor Joannie Niewiadomskiej-Kocik i już wkrótce podjęliśmy działania na rzecz rejestracji stowarzyszenia.
Ale nie wszystko na początku szło gładko.
Oczywiście, trzeba było namówić 15 osób, bo tyle wymagane jest do rejestracji, ale z tym pani dyrektor poradziła sobie znakomicie. Gorzej było w sądzie, gdzie nie mogli uwierzyć w taką formułę stowarzyszenia powołanego jedynie do wspierania szkoły. Trwało to trochę, ale na szczęście właśnie wtedy z okazji rocznicy szkoły, wydano album, który zawierał wiele informacji o jej dokonaniach i działalności dydaktycznej. Tym albumem mogłem wylegitymować się w sądzie potwierdzając, że nie jest to organizacja tylko na papierze pisana, a ten w końcu dał wiarę i stowarzyszenie zarejestrował.
Dlaczego było to takie ważne? Czego szkoła muzyczna nie mogłaby robić, o co byłaby uboższa, gdyby stowarzyszenia nie było?
Przede wszystkim, jak wiemy, niemal każdy projekt wymaga finansowego wsparcia. I jeżeli nawet znajdzie się sponsor, na przykład władze miasta, bezpośrednio szkole nie może pieniędzy przekazać. Nie ma ona bowiem osobowości prawnej. A więc rozliczenia finansowe muszą znaleźć się poza szkołą. Stowarzyszenie Przyjaciół Szkoły Muzycznej przejęło więc rolę pośrednika. Ale nie tylko, bo z czasem samo zaczęło zarabiać, by zdobyte tą drogą środki przeznaczyć w całości na różne potrzeby szkoły. W ten właśnie sposób w 2010 roku, gdy Sochaczew pełnił rolę stolicy kulturalnej Mazowsza, nasze stowarzyszenie podpisało z Urzędem Marszałkowskim kilka umów na dość znaczne kwoty, a umowy te realizowała młodzież i nauczyciele szkoły.
Powiedział pan, że oprócz wsparcia ze strony urzędów, rozmaitych darowizn, stowarzyszenie zaczęło również zarabiać.
Tak, z inicjatywy niektórych nauczycieli szkoły zrodził się pomysł, aby zorganizować zajęcia pozaszkolne dla osób, które nie wpisują się wiekowo w szkolną strukturę i najczęściej nie pragną też przechodzić całego cyklu szkolnego kształcenia, natomiast chcą nauczyć się gry na jakimś instrumencie. I to się powiodło, bo znaleźli się chętni, czasem rodzice uczniów tej szkoły, którzy dokształcają się muzycznie, by móc w domu muzykować z własnymi dziećmi. I jest to bardzo sympatyczne. Mogą to czynić w ramach stowarzyszenia, ponosząc pewne koszty, bo przecież trzeba zapłacić nauczycielom, a i stowarzyszenie musi mieć z tego jakiś zysk, by gromadzić środki na wspieranie np. działań dydaktycznych szkoły.
O ile pamiętam, stowarzyszenie powołało również w pewnym momencie muzyczną zerówkę.
Tak, dla umuzykalniania dzieci młodszych i oswajania ich ze szkołą muzyczną zorganizowaliśmy taką formę kształcenia najmłodszych, która również funkcjonuje do dziś. Ona też przynosi stowarzyszeniu dochód i nie są to wcale małe kwoty, bo rocznie jest to około 10 tys. złotych.
A z 1 procenta?
Obecnie to są wpływy rzędu 12 - 15 tys. złotych.
Na co zatem te wszystkie pieniądze są przeznaczane?
Tak jak już powiedziałem, na najrozmaitsze potrzeby szkoły. Chociażby na dofinansowanie Letnich Koncertów na scenie w parku. Zwłaszcza gdy trzeba zapłacić honoraria zaproszonym artystom lub choćby zwrócić im koszty przejazdu. Tak więc nie można byłoby realizować tego projektu, gdyby nie stowarzyszenie. A była też kiedyś sytuacja, gdy Urząd Marszałkowski, z obiecanych środków na koncerty w ostatniej chwili się wycofał. Artyści zaproszeni, słuchacze również, a tu taka przykrość. Wtedy też sytuację uratowały środki, które zgromadziło stowarzyszenie.
Pełen tekst w najnowszym numerze.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze