Dzisiaj po raz pierwszy w życiu z wiadomych przyczyn, zmuszona byłam skorzystać z toalety na rynku. Nie byłoby w tym nic dziwnego a jednak....
Własnym oczom nie mogłam uwierzyć, że w dzisiejszych czasach, w ogólnodostępnym miejscu mogą być takie warunki!!!
stare przerdzewiałe umywalki przypominające bidet...jakaś zasłona za która tylko brakuje "skoczni" ! i zero estetyki! ale,że nie miałam innego wyjścia więc skorzystałam z tego przybytku za który grzecznie zapłaciłam 1,5 zeta i nawet papieru toaletowego mi nie wyliczono i dostałam kawałek ręcznika papierowego do wytarcia rąk.
Dla porówniania w warszawskim metrze za tę samą czynność płaci się 2 zł. ale korzysta się z przestronnych kabin, czystych i ładnych umywalek a wszystko to w estetycznym pomieszczeniu bez lamperii na ścianach.
Nikt nie wymaga aby były zaraz złote sedesy ale tutaj chodzi o stworzenie przyzwoitych warunków, godnych naszego miasta bo przecież rynek odwiedza mnóstwo mieszkańców i nigdy nie wiadomo ile osób tam zajrzy i zapłaci....czyli koszt się zwróci prawda?
A przecież to nie są takie duże nakłady i nie robi się tego na raz tylko na dłużej a po tym co dzisiaj zobaczyłam to taka inwestycja posłuży ze 30 lat minimum!
Mam nadzieję, że zarządca rynku cokolwiek zadziała w tym temacie bo przeciez bierze za to pieniądze więc żadna łaska! bo to po prostu Wstyd!
Dzięki Bogu i Gierkowi zbudowano miliony mieszkań z własną toaletą-łazienką,więc nie musimy tułać się po toaletach publicznych,w przedwojniu potrzebna była akcja ""Slawojek",długo po wojnie były czynne "łaźnie publiczne",ale lata PRL odsunęły te siermiężne czasy w niepamięć,dzisiaj,dzięki zdobyczom kapitalizmu załatwiamy się z rana w pracy,szkole,w pubie i innych pizzerniach porzucając staropolski obyczaj- "prawdziwy gospodarz przynosi wszystko do domu",spuszczając wodę raz dziennie(ocieplenie klimatu i pazerność wodociągów miejskich)z kibla domowego,nie składając talerzy po obiedzie w stertę bo trzeba by myć z obu stron,będąc petentem UM,US,albo innego urzędu,wchodząc mówimy-"dzień dobry,udajemy się do toalety a potem staramy się załatwić sprawę.Chodząc do publicznej toalety ,NIEBIESKA,dowodzisz swojego nierozgarnięci,na stacji PKP wybudowali (lata temu)fajny kibel,tyle że na końcu torów-czy on jeszcze istnieje?następnym razem przewidź swoją potrzebę i idź do toalety miejskiej na rynku,ul. Pokoju,czysto,schludnie tylko do 16.oo,taka niedogodność,wyreguluj sobie zegar biologiczny na pozbywanie się toksyn-dojeżdżasz do Warszawy o 7,45,dochodząc do toalety na stacji metra o 8.02,bedziesz miała czysto,schludnie z muzyczką za 2 złote,pozdrawiam
widzisz ROBROY, widocznie mój zegarek się rozregulował ( a wszystko to przez zmianę czasu)
ja uważam, że zrobienie siq w publicznej toalecie gdziekolwiek by nie była nie przynosi hańby! tak jesteśmy stworzeni i nic na to nie poradzisz.
ale temat jest nie o mnie i mojej gospodarce wodnej tylko o warunkach ku temu stworzonych!
no ale widocznie Tobie to nie przeszkadza ....
a gdy już Twój zegarek Cię zawiedzie - czego Ci nie życzę- to pewnie wybierzesz pierwsze lepsze drzewko lub krzaki na łonie natury niż publiczną toaletę bądź czym prędzej podążysz na stację :P
Z tymi problemami ludzkośc boryka się nie od dziś.
Poniżej cytat z książki pt. "Wieszanie" W.Rymkiewicza
" Gnój - gnój domowy oraz gnój uliczny , zwykle zmieszany z jesiennym i zimowym błotem - był jednym z największych problemów XVIII w iecznej Warszawy, która wyróżniała się wśtód innych miast Europy swoją czystością, była znacznie czystsza od Wiednia ,Londynu i straszliwie brudnego paryża, gnój pozostawał problemem, z którym radzono sobie z wielkim trudem. Żeby zrozumieć, na czym polegał , trzeba przede wszystkim zdać sobie sprawę , jak wyglądały ówczesne kloaki. Były to dziury, które wykopywano w ziemi - na dziedzińcach lub w ogrodach, ale także we wnętrzu domostw, w sieniach lub pod schodami, znacznie rzadziej w jakiś komórkach. W warszawie znaczna ilość tych dziur znajdowała sią na Starym Mieście. Nie było mowy o oczywiście o żadnym oczyszczaniu- wobec tego wszystko to straszliwie śmierdziało.Miasto było wielkim zbiornikiem zwierzęcego i ludzkiego smrodu.Kupy gnoju leżały na ulicach do wiosny ,nawet do lata, a gnój rozkładał się i oczywiście śmierdzial. Poważnie utrudniało to komunikację miejską.Sytuacja poprawiała się wczenym latem kiedy gnój wysychał i można było go wywieźć , budowano wtedy z niego wieże (na wysokośc do 1-piętra) i podpalano... "
Dobrze ,że żyjemy w XXI w. i nawet średnio zadbany kibelek na rynku w Sochaczewie to luksus w porównaniu z tym co było zanim wynaleziono kanalizację. (nie dotyczy Cesarstwa Rzymskiego :)
NIEBIESKA poruszyła ważny temat a Wy chyba kolejny raz robicie sobie kpiny z problemów : jesteśmy w cywilizowanym kraju , Sochaczew to chyba nie pipidów , a człowiek nie zwierze , które może sikać na trawkę { zresztą jeszcze trochę i psa nauczymy sikać do toalet } - skąd te głupie komentarze ?????? może ruszyć ze sprawą do Sanepidu -a na stacji nie ma kibelka od dawna , nie ma zegara , nie ma nowoczesności stoimy w miejscu razem z całym otoczeniem , parkingiem i dworcem PKS .....................
na stacji PKP wybudowali (lata temu)fajny kibel,tyle że na końcu torów-czy on jeszcze istnieje?
Raczej peronu nr 1, ale zrównano go z ziemią już parę lat temu - został tylko podwyższony placyk za ogrodzeniem. Standard był umiarkowany a cena dość wysoka - raz byłem; dodam, że toaleta była zbyt daleko od budynku stacyjnego - przyjezdny mógł nawet nie zauważyć. Teraz przy samym budynku dworca, przy dawnych toaletach z czasów PRLu stoi kilka plastikowych budek. Koszmar, ale dobre choć tyle.
Zdecydowanie NIE zgadzam się z Twoim wywodem na temat korzystania z toalet publicznych i regulowania zegara.
A swoją drogą: temat naprawdę dostępnych toalet w nieuwłaczającym godności człowieka standardzie nie tylko w Sochaczewie, ale także w całej niemal Polsce w zasadzie całkowicie leży. Mam porównanie z krajem o nazwie Serbia i Czarnogóra, w którym byłem kilka miesięcy po zakończeniu działań wojennych w byłej Jugosławii (dokładnie w miejscowości Pozarewac). Jako Polaka zaszokował mnie bar/gospoda przy drodze - normalnie buda, do której zjeżdżają się okoliczni rolnicy na rowerach i takim śmiesznym traktorem, żeby wypić porcję śliwowicy pod małą buteleczkę wody. Musiałem skorzystać z toalety i miałem najgorsze przeczucia - a zaskoczyła mnie czystość, brak jakichkolwiek przykrych zapachów i ćwierkanie ptaków z ukrytego dyskretnie głośnika (!!!). Tylko zamiast muszli była "stalowa ubikacja kucana typu tureckiego", oczywiście ze spłuczką - podobno zdrowsza. A wszystko gratis. Kilka dni później korzystałem z przybytku na dworcu PKP Warszawa Zachodnia - drogo i syf, że trudno opisać. Jakbym z centrum Nowego Jorku trafił do wojskowej latryny.
niebieska,mój post wypełniony był sarkazmem,znam problem i wqrw mnie bierze że trafić publiczną toaletę jest jak 4 w lotto,na wszelki wypadek podczas spaceru mam opracowane punkty typu pub,bar,knajpa gdzie mógłbym zdążyć w razie cóś,kilkakrotnie byłem świadkiem jak ludzie wchodzili do toalety w Kauflandzie i wychodzili nie zaglądając do sklepu,-nagła potrzeba czy nowy świecki obyczaj? a do ManfrwedaBee-"stalowa ubikacja kucana typu tureckiego"-jest ergonomiczna i zdrowa-człowiek tysiące lat kucał i wszystko w organiźmie układało się pod ten kuc,dopiero niedawno wymyślili trony na których się siadało i na których się siedzi do dziś,no ale cywilizacja!
fraterr słusznie zauważyłeś, że ten temat od lat jest nie tylko moim czy Twoim problemem ale powinien opierać się na najwyższych szczeblach władzy samorządowej.
To zarząd odpowiada za takie przybytki! to władza, ma w ręku narzędzia i pieniądze i powinna o to dbać!
a może tu chodzi o utrzymanie klimatu z czasów PRL ,bo to też obecnie modna sprawa i często nie którzy wracają do tamtej epoki w rożnych sprawach .A tak serio to pewnie że łazienka na targowisku pozostawia wiele do życzenia ,choć nie jest tak obskurnie ale powinno być milej.
o to właśnie chodzi aby zapewnić mieszkańcom elementarne warunki, sprawić by żyło się łatwiej (że przyjemniej już nie wspomnę)
a my zamiast rozwijać się i iść do przodu to cofamy się!
na stacji - nad wejściem głównym nie ma zegara....co prawda jest w środku, w poczekalni ale ten kto nie jeździ pociągami lub robi to sporadycznie nawet nie zwróci na to uwagi ale stałym podróżnym taki zegar i to podświetlany jest wręcz niezbędny ponieważ z daleka go widać a tutaj każda minutka jest bezcenna.
pewnie zaraz posypią się odpowiedzie typu, że to miasto nie odpowiada tylko kolej...kolej odpowie, że nie mają pieniędzy itd....a tak naprawdę co Nas to obchodzi!
za bilety płacimy niemałe pieniądze, podatki również płacimy a zegar nie kosztuje aż tak dużo!
dalej:
na stacji stoją bodajże dwa toy-toy"e i jak ktoś słusznie powiedział - dobre i to!
a pewnie, że dobre ale niedługo będziemy się cieszyć z tego, że nam latryny zrobią:)
Jak widzę robroy na całe szczęście i Tobie również temat nie jest obojętny.
Wiadomo...nie zbawimy świata i nie jesteśmy w stanie zmienić wszystkiego ale możemy na całe szczęście głośno mówić o tym co nam się nie podoba! należy również liczyć się ze zdaniem innych a co z tego wyniknie to zobaczymy...czas pokaże!
pomóżmy to przez 4 tygodnie to daje 1.800,00 złotych
z tego niech zapłacą tej miłej Pani, która tam pracuje tak +/- 600zł bo moim
zdaniem więcej nie ma i nawet niech odliczone będzie zużycie wody 200 złotych
to wychodzi 1.000,00 zysk na czysto bez żadnych dodatkowych nakładów.
Z przykrością stwierdzam, że się mylisz.
Załóżmy dla ustalenia uwagi, że podajesz realne kwoty.
Zwróć uwagę, że jeśli nawet ta pani zarabia 600zł na rękę, to kosztuje dwa razy więcej (weź pod uwagę podatek, dwa ZUS-y i inne).
Dodaj bieżącą konserwację, remont co kilka lat (żeby obiekt nie popadał w ruinę), wynajem powierzchni albo stratę z niewynajmowania jej we własnym obiekcie, podatki - i już wyjście na zero będzie graniczyło z cudem. Gdyby miało być inaczej, to w "zas**ny interes", jak go nazywasz, wchodziliby prywaciarze. A jakoś nie widać zainteresowania.
I oby nikomu z Was do głowy nie przyszła myśl skorzystania z Toy-toya pod dumnymi ruinami zamku sochaczewskiego ...przestrzegam ,a władze miasta niech się wstydzą .....chyba ,że one nie są od spraw gnoju ...a to przepraszam
Święta racja jak pisze Maestro że ,,Ludziom to na prawdę przewraca się w głowach’’
Pracuję parę lat na rynku miejskim i znam problem od postaw. Zastrzegam że piszę o rynku miejskim nie PSS Społem, gdyż są dwa rynki i na obu są toalety. Na rynku miejskim w toalecie z pewnością niema zardzewiałych umywalek i niema tam żadnych kotar czy lamperii. Toaleta co prawda nie jest z bajerami i nie ćwierkają w niej ptaszki lecz jest czysto i schludnie. Ciekawe czy każdy co z niej korzysta ma aby tak zadbane w sowiej domowej. Toaleta jest często sprzątana i przeprowadzana jest jej dezynfekcja. Są różni użytkownicy i nieraz wchodzi się po kimś i trudno żeby ta pani z osobna każdego pilnowała. O kulturze każdego świadczy jaki pozostawia po sobie porządek w toalecie.Wystarczy zgłosić zastrzeżenie co do czystości żeby na bieżąco było sprzątnięte. Starsza pani jest życzliwa, sympatyczna i bardzo uprzejma. Do niedawna ta pani również sprzątała z mężem i synem teren targowiska. Niedawno odszedł jej mąż. Żenujące jest wyliczanie kogoś i doszukiwanie się wielkich zarobków nie znając tematu. Nieraz taka kalkulacja w ogóle inaczej wychodzi. Podejrzewam że mimo dużego bezrobocia nie jedna osoba szybko by zrezygnowała z wykonywania tej pracy. Podejrzewam że ta pani nadal pracuje bo jest osobą bardzo odpowiedzialną i obowiązkową jak i ze względu na kontakt z ludźmi.
Co prawda nie wiem jak jest na sąsiednim rynku ale niejednokrotnie na rynku miejskim zauważyłem przeprowadzaną kontrolę toalety przez sanepid. Skoro kontrolowany jest rynek przemysłowy to tym bardziej powinien być kontrolowany rynek spożywczo warzywny.
Uważam że toalety w mieście są bardzo ważną sprawą. Między innymi one to składają się nawizerunk a nie uzyskane jeszcze przez poprzedniego burmistrza o niczym nie świadczące liczne wyróżnienia i certyfikaty.
Dzisiaj po raz pierwszy w życiu z wiadomych przyczyn, zmuszona byłam skorzystać z toalety na rynku. Nie byłoby w tym nic dziwnego a jednak....
Własnym oczom nie mogłam uwierzyć, że w dzisiejszych czasach, w ogólnodostępnym miejscu mogą być takie warunki!!!
stare przerdzewiałe umywalki przypominające bidet...jakaś zasłona za która tylko brakuje "skoczni" ! i zero estetyki! ale,że nie miałam innego wyjścia więc skorzystałam z tego przybytku za który grzecznie zapłaciłam 1,5 zeta i nawet papieru toaletowego mi nie wyliczono i dostałam kawałek ręcznika papierowego do wytarcia rąk.
Dla porówniania w warszawskim metrze za tę samą czynność płaci się 2 zł. ale korzysta się z przestronnych kabin, czystych i ładnych umywalek a wszystko to w estetycznym pomieszczeniu bez lamperii na ścianach.
Nikt nie wymaga aby były zaraz złote sedesy ale tutaj chodzi o stworzenie przyzwoitych warunków, godnych naszego miasta bo przecież rynek odwiedza mnóstwo mieszkańców i nigdy nie wiadomo ile osób tam zajrzy i zapłaci....czyli koszt się zwróci prawda?
A przecież to nie są takie duże nakłady i nie robi się tego na raz tylko na dłużej a po tym co dzisiaj zobaczyłam to taka inwestycja posłuży ze 30 lat minimum!
Mam nadzieję, że zarządca rynku cokolwiek zadziała w tym temacie bo przeciez bierze za to pieniądze więc żadna łaska! bo to po prostu Wstyd!
Dzięki Bogu i Gierkowi zbudowano miliony mieszkań z własną toaletą-łazienką,więc nie musimy tułać się po toaletach publicznych,w przedwojniu potrzebna była akcja ""Slawojek",długo po wojnie były czynne "łaźnie publiczne",ale lata PRL odsunęły te siermiężne czasy w niepamięć,dzisiaj,dzięki zdobyczom kapitalizmu załatwiamy się z rana w pracy,szkole,w pubie i innych pizzerniach porzucając staropolski obyczaj- "prawdziwy gospodarz przynosi wszystko do domu",spuszczając wodę raz dziennie(ocieplenie klimatu i pazerność wodociągów miejskich)z kibla domowego,nie składając talerzy po obiedzie w stertę bo trzeba by myć z obu stron,będąc petentem UM,US,albo innego urzędu,wchodząc mówimy-"dzień dobry,udajemy się do toalety a potem staramy się załatwić sprawę.Chodząc do publicznej toalety ,NIEBIESKA,dowodzisz swojego nierozgarnięci,na stacji PKP wybudowali (lata temu)fajny kibel,tyle że na końcu torów-czy on jeszcze istnieje?następnym razem przewidź swoją potrzebę i idź do toalety miejskiej na rynku,ul. Pokoju,czysto,schludnie tylko do 16.oo,taka niedogodność,wyreguluj sobie zegar biologiczny na pozbywanie się toksyn-dojeżdżasz do Warszawy o 7,45,dochodząc do toalety na stacji metra o 8.02,bedziesz miała czysto,schludnie z muzyczką za 2 złote,pozdrawiam
widzisz ROBROY, widocznie mój zegarek się rozregulował ( a wszystko to przez zmianę czasu)
ja uważam, że zrobienie siq w publicznej toalecie gdziekolwiek by nie była nie przynosi hańby! tak jesteśmy stworzeni i nic na to nie poradzisz.
ale temat jest nie o mnie i mojej gospodarce wodnej tylko o warunkach ku temu stworzonych!
no ale widocznie Tobie to nie przeszkadza ....
a gdy już Twój zegarek Cię zawiedzie - czego Ci nie życzę- to pewnie wybierzesz pierwsze lepsze drzewko lub krzaki na łonie natury niż publiczną toaletę bądź czym prędzej podążysz na stację :P
albo pojedziesz do metra :) ....windą bliżej:)
to pisała nierozgarnięta niebieska
która robi siqu w toalecie
a nie obok pieska :P
Z tymi problemami ludzkośc boryka się nie od dziś.
Poniżej cytat z książki pt. "Wieszanie" W.Rymkiewicza
" Gnój - gnój domowy oraz gnój uliczny , zwykle zmieszany z jesiennym i zimowym błotem - był jednym z największych problemów XVIII w iecznej Warszawy, która wyróżniała się wśtód innych miast Europy swoją czystością, była znacznie czystsza od Wiednia ,Londynu i straszliwie brudnego paryża, gnój pozostawał problemem, z którym radzono sobie z wielkim trudem. Żeby zrozumieć, na czym polegał , trzeba przede wszystkim zdać sobie sprawę , jak wyglądały ówczesne kloaki. Były to dziury, które wykopywano w ziemi - na dziedzińcach lub w ogrodach, ale także we wnętrzu domostw, w sieniach lub pod schodami, znacznie rzadziej w jakiś komórkach. W warszawie znaczna ilość tych dziur znajdowała sią na Starym Mieście. Nie było mowy o oczywiście o żadnym oczyszczaniu- wobec tego wszystko to straszliwie śmierdziało.Miasto było wielkim zbiornikiem zwierzęcego i ludzkiego smrodu.Kupy gnoju leżały na ulicach do wiosny ,nawet do lata, a gnój rozkładał się i oczywiście śmierdzial. Poważnie utrudniało to komunikację miejską.Sytuacja poprawiała się wczenym latem kiedy gnój wysychał i można było go wywieźć , budowano wtedy z niego wieże (na wysokośc do 1-piętra) i podpalano... "
Dobrze ,że żyjemy w XXI w. i nawet średnio zadbany kibelek na rynku w Sochaczewie to luksus w porównaniu z tym co było zanim wynaleziono kanalizację. (nie dotyczy Cesarstwa Rzymskiego :)
NIEBIESKA poruszyła ważny temat a Wy chyba kolejny raz robicie sobie kpiny z problemów : jesteśmy w cywilizowanym kraju , Sochaczew to chyba nie pipidów , a człowiek nie zwierze , które może sikać na trawkę { zresztą jeszcze trochę i psa nauczymy sikać do toalet } - skąd te głupie komentarze ?????? może ruszyć ze sprawą do Sanepidu -a na stacji nie ma kibelka od dawna , nie ma zegara , nie ma nowoczesności stoimy w miejscu razem z całym otoczeniem , parkingiem i dworcem PKS .....................
na stacji PKP wybudowali (lata temu)fajny kibel,tyle że na końcu torów-czy on jeszcze istnieje?
Raczej peronu nr 1, ale zrównano go z ziemią już parę lat temu - został tylko podwyższony placyk za ogrodzeniem. Standard był umiarkowany a cena dość wysoka - raz byłem; dodam, że toaleta była zbyt daleko od budynku stacyjnego - przyjezdny mógł nawet nie zauważyć. Teraz przy samym budynku dworca, przy dawnych toaletach z czasów PRLu stoi kilka plastikowych budek. Koszmar, ale dobre choć tyle.
Zdecydowanie NIE zgadzam się z Twoim wywodem na temat korzystania z toalet publicznych i regulowania zegara.
A swoją drogą: temat naprawdę dostępnych toalet w nieuwłaczającym godności człowieka standardzie nie tylko w Sochaczewie, ale także w całej niemal Polsce w zasadzie całkowicie leży.
Mam porównanie z krajem o nazwie Serbia i Czarnogóra, w którym byłem kilka miesięcy po zakończeniu działań wojennych w byłej Jugosławii (dokładnie w miejscowości Pozarewac). Jako Polaka zaszokował mnie bar/gospoda przy drodze - normalnie buda, do której zjeżdżają się okoliczni rolnicy na rowerach i takim śmiesznym traktorem, żeby wypić porcję śliwowicy pod małą buteleczkę wody. Musiałem skorzystać z toalety i miałem najgorsze przeczucia - a zaskoczyła mnie czystość, brak jakichkolwiek przykrych zapachów i ćwierkanie ptaków z ukrytego dyskretnie głośnika (!!!). Tylko zamiast muszli była "stalowa ubikacja kucana typu tureckiego", oczywiście ze spłuczką - podobno zdrowsza. A wszystko gratis. Kilka dni później korzystałem z przybytku na dworcu PKP Warszawa Zachodnia - drogo i syf, że trudno opisać. Jakbym z centrum Nowego Jorku trafił do wojskowej latryny.
niebieska,mój post wypełniony był sarkazmem,znam problem i wqrw mnie bierze że trafić publiczną toaletę jest jak 4 w lotto,na wszelki wypadek podczas spaceru mam opracowane punkty typu pub,bar,knajpa gdzie mógłbym zdążyć w razie cóś,kilkakrotnie byłem świadkiem jak ludzie wchodzili do toalety w Kauflandzie i wychodzili nie zaglądając do sklepu,-nagła potrzeba czy nowy świecki obyczaj? a do ManfrwedaBee-"stalowa ubikacja kucana typu tureckiego"-jest ergonomiczna i zdrowa-człowiek tysiące lat kucał i wszystko w organiźmie układało się pod ten kuc,dopiero niedawno wymyślili trony na których się siadało i na których się siedzi do dziś,no ale cywilizacja!
fraterr słusznie zauważyłeś, że ten temat od lat jest nie tylko moim czy Twoim problemem ale powinien opierać się na najwyższych szczeblach władzy samorządowej.
To zarząd odpowiada za takie przybytki! to władza, ma w ręku narzędzia i pieniądze i powinna o to dbać!
i albo jest się dobrym gospodarzem albo nie!
a może tu chodzi o utrzymanie klimatu z czasów PRL ,bo to też obecnie modna sprawa i często nie którzy wracają do tamtej epoki w rożnych sprawach .A tak serio to pewnie że łazienka na targowisku pozostawia wiele do życzenia ,choć nie jest tak obskurnie ale powinno być milej.
Bingo medika_a!
o to właśnie chodzi aby zapewnić mieszkańcom elementarne warunki, sprawić by żyło się łatwiej (że przyjemniej już nie wspomnę)
a my zamiast rozwijać się i iść do przodu to cofamy się!
na stacji - nad wejściem głównym nie ma zegara....co prawda jest w środku, w poczekalni ale ten kto nie jeździ pociągami lub robi to sporadycznie nawet nie zwróci na to uwagi ale stałym podróżnym taki zegar i to podświetlany jest wręcz niezbędny ponieważ z daleka go widać a tutaj każda minutka jest bezcenna.
pewnie zaraz posypią się odpowiedzie typu, że to miasto nie odpowiada tylko kolej...kolej odpowie, że nie mają pieniędzy itd....a tak naprawdę co Nas to obchodzi!
za bilety płacimy niemałe pieniądze, podatki również płacimy a zegar nie kosztuje aż tak dużo!
dalej:
na stacji stoją bodajże dwa toy-toy"e i jak ktoś słusznie powiedział - dobre i to!
a pewnie, że dobre ale niedługo będziemy się cieszyć z tego, że nam latryny zrobią:)
ManfredzieBee właśnie do tego zmierzam!
wystarczy tak niewiele aby osiągnąć tak wiele. Nie trzeba tęgiej głowy aby policzyć że:
rynek we wtorek- około 100 stanowisk stałych x 1 raz skorzystania x 1,50 = 150 zł.
rynek w piątek - jw. = 150 zł
rynek w sobotę - jw. = 150 zł.
_____________
czyli tak na "dzień dobry" przy minimalnej liczbie korzystających mamy 450 zł.
pomóżmy to przez 4 tygodnie to daje 1.800,00 złotych
z tego niech zapłacą tej miłej Pani, która tam pracuje tak +/- 600zł bo moim
zdaniem więcej nie ma i nawet niech odliczone będzie zużycie wody 200 złotych
to wychodzi 1.000,00 zysk na czysto bez żadnych dodatkowych nakładów.
jak na zas**ny interes całkiem nieźle :))
Jak widzę robroy na całe szczęście i Tobie również temat nie jest obojętny.
Wiadomo...nie zbawimy świata i nie jesteśmy w stanie zmienić wszystkiego ale możemy na całe szczęście głośno mówić o tym co nam się nie podoba! należy również liczyć się ze zdaniem innych a co z tego wyniknie to zobaczymy...czas pokaże!
Pozdrawiam :)
dragon36 pewnie to Ty masz rację;-) rynkowe WC będzie skansenem!
Nasze wnuki będą mogły na własne oczy zobaczyć jak wyglądał kibelek w XXI wieku;-)
tylko nie wiem jak one to ogarną bo z jednej strony mamy loty na księżyc, komputery, cuda na kiju a tu proszę...... normalnie nie trafią w lata :)))
dragonie...obskurnie nie jest i da się tam wejść ale mnie chodzi o polepszenie tych warunków!:))
pomóżmy to przez 4 tygodnie to daje 1.800,00 złotych
z tego niech zapłacą tej miłej Pani, która tam pracuje tak +/- 600zł bo moim
zdaniem więcej nie ma i nawet niech odliczone będzie zużycie wody 200 złotych
to wychodzi 1.000,00 zysk na czysto bez żadnych dodatkowych nakładów.
Z przykrością stwierdzam, że się mylisz.
Załóżmy dla ustalenia uwagi, że podajesz realne kwoty.
Zwróć uwagę, że jeśli nawet ta pani zarabia 600zł na rękę, to kosztuje dwa razy więcej (weź pod uwagę podatek, dwa ZUS-y i inne).
Dodaj bieżącą konserwację, remont co kilka lat (żeby obiekt nie popadał w ruinę), wynajem powierzchni albo stratę z niewynajmowania jej we własnym obiekcie, podatki - i już wyjście na zero będzie graniczyło z cudem. Gdyby miało być inaczej, to w "zas**ny interes", jak go nazywasz, wchodziliby prywaciarze. A jakoś nie widać zainteresowania.
i na ogrzewnie dorzuć od paźdz. - do kwietnia - 6 m-cy po 100 zł/m-c = 600 zł mniej zysku
pewnie macie rację:)
a tak naprawdę to są tylko przypuszczenia ponieważ nie wiemy jakie są fakty.
Reasumując...
temat ujrzał światło dzienne a co z tego wyniknie....zobaczymy:)
Dziękuję za udział w dyskusji:)
I oby nikomu z Was do głowy nie przyszła myśl skorzystania z Toy-toya pod dumnymi ruinami zamku sochaczewskiego ...przestrzegam ,a władze miasta niech się wstydzą .....chyba ,że one nie są od spraw gnoju ...a to przepraszam
Pampersy noście jak wam nie podobają się kible publiczne. Albo kora w odbyt i sprint do własnego wypasionego kibelka.
Ludziom to na prawdę przewraca się w głowach.
http://www.youtube.com/watch?v=uHBdv6DakbE
http://www.youtube.com/watch?v=n1qxMA7miyk
miłego słuchania
Święta racja jak pisze Maestro że ,,Ludziom to na prawdę przewraca się w głowach’’
Pracuję parę lat na rynku miejskim i znam problem od postaw. Zastrzegam że piszę o rynku miejskim nie PSS Społem, gdyż są dwa rynki i na obu są toalety. Na rynku miejskim w toalecie z pewnością niema zardzewiałych umywalek i niema tam żadnych kotar czy lamperii. Toaleta co prawda nie jest z bajerami i nie ćwierkają w niej ptaszki lecz jest czysto i schludnie. Ciekawe czy każdy co z niej korzysta ma aby tak zadbane w sowiej domowej. Toaleta jest często sprzątana i przeprowadzana jest jej dezynfekcja. Są różni użytkownicy i nieraz wchodzi się po kimś i trudno żeby ta pani z osobna każdego pilnowała. O kulturze każdego świadczy jaki pozostawia po sobie porządek w toalecie. Wystarczy zgłosić zastrzeżenie co do czystości żeby na bieżąco było sprzątnięte. Starsza pani jest życzliwa, sympatyczna i bardzo uprzejma. Do niedawna ta pani również sprzątała z mężem i synem teren targowiska. Niedawno odszedł jej mąż. Żenujące jest wyliczanie kogoś i doszukiwanie się wielkich zarobków nie znając tematu. Nieraz taka kalkulacja w ogóle inaczej wychodzi. Podejrzewam że mimo dużego bezrobocia nie jedna osoba szybko by zrezygnowała z wykonywania tej pracy. Podejrzewam że ta pani nadal pracuje bo jest osobą bardzo odpowiedzialną i obowiązkową jak i ze względu na kontakt z ludźmi.
Co prawda nie wiem jak jest na sąsiednim rynku ale niejednokrotnie na rynku miejskim zauważyłem przeprowadzaną kontrolę toalety przez sanepid. Skoro kontrolowany jest rynek przemysłowy to tym bardziej powinien być kontrolowany rynek spożywczo warzywny.
Uważam że toalety w mieście są bardzo ważną sprawą. Między innymi one to składają się na wizerunk a nie uzyskane jeszcze przez poprzedniego burmistrza o niczym nie świadczące liczne wyróżnienia i certyfikaty.