Panie Andrzeju sądzę podobnie i dodam jeszcze, że u nas marnuje się wiele środków na rzeczy zbędne. Jednak tu powinien wypowiedzieć się rzecznik(powiatowy, miejski czy gminny) z kokretnymi - realnymi planami inwestycyjnymi na które są środki własne.
Nie chce mi się wierzyć, by takie praktyki stosowano gdzieś w kraju, ale jeśli tak jest, to można wyrazić jedynie żal. W Sochaczewie co roku aktualizuje się listę projektów na które ratusz ma nadzieję pozyskać dofinansowanie (jest ich 18, w 2008 roku było 13) i zapewniam, że żaden z projektów nie jest traktowany w pisywany przez GW sposób. Lista musi być aktualizowana, gdyż w ciągu roku ogłaszane są nowe konkursy, zmieniają się zasady dzielenia pieniędzy itp. Nie wiem skąd przekonanie Andrzeja, że Sochaczew pisze wnioski z założeniem, że nie otrzyma dofinansowania. Nic takiego nie ma miejsca - patrz Plac Kościuszki, kanalizacja, plac targowy. Tylko te trzy projekty to kilkanaście milionów zwrotu poniesionych wydatków. Doceniają to eksperci. Dwa razy z rzędu Sochaczew znalazł się na wysokim miejscu w rankingu “Europejska Gmina - Europejskie Miasto”. W oparciu o dane Ministerstwa Rozwoju Regionalnego eksperci ustalili, że suma unijnego dofinansowania przypadająca na jednego mieszkańca ulokowała Sochaczew w 2007 roku na 17 miejscu, a w 2008 roku na 28 miejscu na Mazowszu. Na marginesie - władze samorządowe powinny być rozliczane z ilość zdobytych pieniędzy a nie napisanych wniosków. Napisać można i 200, ale po co, jeśli gminę stać na wkład własny do 5? Jeśli jest "normalna" Rada Gminy (miasta), to rozumie, że występują ograniczenia finansowe i pewnych spraw się nie przeskoczy.
A jak to jest u nas? Coraz częściej odnoszę wrażenie, że podobnie.
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,6895170,Jak__nie__dostac_pieniedzy_z_Unii_Europejskiej.html
Panie Andrzeju sądzę podobnie i dodam jeszcze, że u nas marnuje się wiele środków na rzeczy zbędne. Jednak tu powinien wypowiedzieć się rzecznik(powiatowy, miejski czy gminny) z kokretnymi - realnymi planami inwestycyjnymi na które są środki własne.
Jak jest z maturą burmistrza, bo podobno jej nie ma. A nie chce pokazać świadectwa dojrzałości to może faktycznie ma tylko podstawówkę.
Nie chce mi się wierzyć, by takie praktyki stosowano gdzieś w kraju, ale jeśli tak jest, to można wyrazić jedynie żal. W Sochaczewie co roku aktualizuje się listę projektów na które ratusz ma nadzieję pozyskać dofinansowanie (jest ich 18, w 2008 roku było 13) i zapewniam, że żaden z projektów nie jest traktowany w pisywany przez GW sposób. Lista musi być aktualizowana, gdyż w ciągu roku ogłaszane są nowe konkursy, zmieniają się zasady dzielenia pieniędzy itp. Nie wiem skąd przekonanie Andrzeja, że Sochaczew pisze wnioski z założeniem, że nie otrzyma dofinansowania. Nic takiego nie ma miejsca - patrz Plac Kościuszki, kanalizacja, plac targowy. Tylko te trzy projekty to kilkanaście milionów zwrotu poniesionych wydatków. Doceniają to eksperci. Dwa razy z rzędu Sochaczew znalazł się na wysokim miejscu w rankingu “Europejska Gmina - Europejskie Miasto”. W oparciu o dane Ministerstwa Rozwoju Regionalnego eksperci ustalili, że suma unijnego dofinansowania przypadająca na jednego mieszkańca ulokowała Sochaczew w 2007 roku na 17 miejscu, a w 2008 roku na 28 miejscu na Mazowszu. Na marginesie - władze samorządowe powinny być rozliczane z ilość zdobytych pieniędzy a nie napisanych wniosków. Napisać można i 200, ale po co, jeśli gminę stać na wkład własny do 5? Jeśli jest "normalna" Rada Gminy (miasta), to rozumie, że występują ograniczenia finansowe i pewnych spraw się nie przeskoczy.
Dziękuję za odpowiedź, Danielu. Pozdrawiam!