Czytam już od dłuzszego czasu tę polemikę mam mieszane uczucia. Bo dobrze, Ostryglino, zacząłeś, ale teraz najwyraźniej ponoszą Cię emocje - ze szkodą dla dyskusji, bo jeśli naprawdę jesteś policjantem, to mógłbys nam dużo wyjaśnić i opowiedzieć, jak sie naprawdę sprawy mają. A co do czucia się bezpiecznie.... Tak się składa, że przez kilka lat z powodu pracy byłam zmuszona do powrótów do domu o rozmaitych bardzo porach, często póżnonocnych. Chodziłam ulicą Żeromskiego do 600-lecia. Nie jestem specjalnie bojaźliwa, nie uciekam przed ludźmi, nie dostaję gęsiej skórki. To znaczy tak było, ponieważ ostatnio mam poważne obawy wracając późno do domu. Coraz więcej nietrzeźwej młodzieży na ulicach, motocykle i samochody jeżdżą z ogromną prędkością. Nie jest to reguła, czasem na osiedlu przy Żeromskiego jest idealny spokój i spacer do domu jest bardzo przyjemny. Ale coraz rzadziej. Nie mówię że policja jest wszystkiemu winna. Jednak widywałam więcej policji na ulicach kiedy było spokojniej niz teraz. A w niedzielne poranki (od około 3 do 6 rano, kiedy młodzi wracają z imprez w duzych czasem grupach naprawdę przydałoby sie więcej patroli. A co do picia alkoholu na ławkach w różnych miejscach... No cóż, to moze być przyjemne, zwłaszcza w jakis wieczór letni, ale jest zabronione, więc nie dziwmy sie policji, że reaguje... Moze na żulika z tanim winem taka interwencja nie wpłynie, juz za późno, ale facet w garniturze ma jeszcze jakąś przyszłość :) Pozdrawiam
To chyba zjawisko spotykane w całym kraju. Nie oszukujmy się chłopaki z policji poprostu się boją zbirów. Dlaczego spisują uczciwych obywateli? Coś trzeba robić - statystyki, przełożeni, itd...
A swoją drogą jeśli chodzi o sochaczewskich stróżów prawa to mnie kiedyś zatrzymali jak rano wyjeżdżałem do pracy, sprawdzili przez "walkie-talkie" i zabrali na komendę na przesłuchanie. Podejżewali mnie o kradzieże samochodów mimo iż pracuję w banku i dodatkowo prowadzę firmę. Policjant, który mnie przesłuchiwał nie błyszczał intelektem, wrzeszcząc co chwilę próbował na mnie wymusić żebym się rzekomo przyznał i sobie przypomniał - tylko nie wiem do czego i co :). Na koniec poprosiłem żeby wypisał mi jakiś kwitek do pracy to powiedział, że nie. Acha oczywiście nie pozwolili mi zadzwonić, że będę później i zabrali telefon (na czas wizyty w komendzie). W konsekwencji w pracy byłem grubo po dziesiątej zamiast o ósmej. A... i dostałem po kilku miesiącach wezwanie do sądu jako świadek, gdzie zostałem od razu zwolniony do domu, gdyż sędzina nie widziała związku ze sprawą.
Na początku śmiać mi się z tego chciało, ale teraz z perspektywy czasu stwierdzam, że to jest poprostu żałosne. Są to ludzie utrzymywani z naszych podatków. Ja ciężko pracuję, oddaję część swoich przychodów na utrzymanie Policji, która bezpodstawnie czepia się mnie. Czy to nie paradoks? Zamiast zabrać się za łapanie zbirów czepiają się uczciwych ludzi, żeby coś było w papierach. A jacy są wtedy odważni, ojej, mało co się nie zesr..ą żeby pokazać swoją wyższość i siłę, a tak naprawdę pokazują tylko swoją głupotę i prostotę, a jak zobaczą prawdziwego łobuza to odwracają głowy udając, że nic nie widzą - TCHÓRZE.
Tak naprawdę powinienem wtedy złożyć skargę i to gdzieś do Warszawy, ale tak naprawdę to mi się nie chciało. Ech...
Ale kultura szanowny janiekowalski! Wyzywac od tchórzy to pan sobie może, ale kolegów. Myślałby kto. Niewiniątko! Niewinnego zgarnęli, męczyli, torturowali i wypuścili biedaka! Jeśli to byłaby prawda należało złożyc skargę do przełozonych policjantów, zażalenie do sądu itd. Naiwne tłumaczenie że sie komuś nie chciało nikogo chyba nie przekonuje. Jak sie panu nie chciało to proszę teraz bezpodstawnych kalumni na Policje nie rzucać, bo anonimowo to każdy potrafi udawać chojraka.
Czy mam coś na sumieniu? Nigdy nie zrobiłem nic co jest niezgodne z prawem. No... nie licząc kilku mandatów za prędkość. :))
Też myślę, że powinienem złożyć skargę - tylko po co? Co by to dało? Jak i tak skarga by pewnie szybko zsunęła się z biurka prosto do kosza. Jeśli bym miał robić już zamieszanie to tylko na dużą skalę (sąd, komenda wojewódzka), ale do tego jak potrzeba dużo czasu i nerwów, a prosze mi uwieżyć znam o wiele milsze sposoby spędzania wolnego czasu. Tak nawiasem mówiąc "tortury", jak Pan to napisał to za duże słowo. :)
Ok, pomyłki się zdarzają ale wkurza mnie to, że Policjanci nie pozwolili mi zadzwonić do pracy i nie wystawili żadnego zaświadczenia. Na szczęście jestem dobrym pracownikiem i nie miałem z tego tytułu żadnych nieprzyjemności, ale ktoś pracujący w jakiejś małej firmie mógłby w skrajnym przypadku stracić pracę - takie są niestety polskie realia.
Myślę Panowie, że jeśli byście byli milsi dla zwykłych obywateli to obraz policji zmienił by się w przeciągu kilkunastu miesięcy, prawda? Uważam, że to wpłynęło by również pozytywnie na współpracę ze społeczeństwem i w konsekwencji na wykrywalność przestępstw. Tylko czy tak naprawdę policjantom na tym zależy? Nie mówię o przełożonych. Moje osobiste zdanie jest takie: Zwykłemu Policjantowi zależy tylko na tym, żeby odbębnić godziny pracy i pójść do domu. A że muszą coś robić to czasami ich ofiarą padają uczciwi obywatele. Przecież, żebym wtedy został potraktowany jak człowiek (tzn. mógłbym poinformować zakład pracy, że będę później; dostałbym jakieś zaświadczenie, że zostałem zatrzymany; a rozmowa przebiegłaby w sposób normalny) ta dyskusja nie miała by miejsca, a ja osobiście opowiadał bym o Policji, jako o partnerach społeczeństwa, którzy strzegą porządku.
Policjanci to powinni być ludzie z powołaniem, którzy wierzą w swoją misję. Niestety realia są inne. Zawód Policjanta jest traktowany jak zwykła, średnio płatna praca, która jest niestety ignorowana przez wykonujących ją pracowników.
Odnośnie słowa "tchórz", to tak jak napisałem wcześniej - w stosunku do mnie Panowie byliście aż za bardzo odważni. Szkoda tylko, że boicie się zbirów i łobuzów. :(((
Czytam już od dłuzszego czasu tę polemikę mam mieszane uczucia. Bo dobrze, Ostryglino, zacząłeś, ale teraz najwyraźniej ponoszą Cię emocje - ze szkodą dla dyskusji, bo jeśli naprawdę jesteś policjantem, to mógłbys nam dużo wyjaśnić i opowiedzieć, jak sie naprawdę sprawy mają. A co do czucia się bezpiecznie.... Tak się składa, że przez kilka lat z powodu pracy byłam zmuszona do powrótów do domu o rozmaitych bardzo porach, często póżnonocnych. Chodziłam ulicą Żeromskiego do 600-lecia. Nie jestem specjalnie bojaźliwa, nie uciekam przed ludźmi, nie dostaję gęsiej skórki. To znaczy tak było, ponieważ ostatnio mam poważne obawy wracając późno do domu. Coraz więcej nietrzeźwej młodzieży na ulicach, motocykle i samochody jeżdżą z ogromną prędkością. Nie jest to reguła, czasem na osiedlu przy Żeromskiego jest idealny spokój i spacer do domu jest bardzo przyjemny. Ale coraz rzadziej. Nie mówię że policja jest wszystkiemu winna. Jednak widywałam więcej policji na ulicach kiedy było spokojniej niz teraz. A w niedzielne poranki (od około 3 do 6 rano, kiedy młodzi wracają z imprez w duzych czasem grupach naprawdę przydałoby sie więcej patroli. A co do picia alkoholu na ławkach w różnych miejscach... No cóż, to moze być przyjemne, zwłaszcza w jakis wieczór letni, ale jest zabronione, więc nie dziwmy sie policji, że reaguje... Moze na żulika z tanim winem taka interwencja nie wpłynie, juz za późno, ale facet w garniturze ma jeszcze jakąś przyszłość :) Pozdrawiam
To chyba zjawisko spotykane w całym kraju. Nie oszukujmy się chłopaki z policji poprostu się boją zbirów. Dlaczego spisują uczciwych obywateli? Coś trzeba robić - statystyki, przełożeni, itd...
A swoją drogą jeśli chodzi o sochaczewskich stróżów prawa to mnie kiedyś zatrzymali jak rano wyjeżdżałem do pracy, sprawdzili przez "walkie-talkie" i zabrali na komendę na przesłuchanie. Podejżewali mnie o kradzieże samochodów mimo iż pracuję w banku i dodatkowo prowadzę firmę. Policjant, który mnie przesłuchiwał nie błyszczał intelektem, wrzeszcząc co chwilę próbował na mnie wymusić żebym się rzekomo przyznał i sobie przypomniał - tylko nie wiem do czego i co :). Na koniec poprosiłem żeby wypisał mi jakiś kwitek do pracy to powiedział, że nie. Acha oczywiście nie pozwolili mi zadzwonić, że będę później i zabrali telefon (na czas wizyty w komendzie). W konsekwencji w pracy byłem grubo po dziesiątej zamiast o ósmej. A... i dostałem po kilku miesiącach wezwanie do sądu jako świadek, gdzie zostałem od razu zwolniony do domu, gdyż sędzina nie widziała związku ze sprawą.
Na początku śmiać mi się z tego chciało, ale teraz z perspektywy czasu stwierdzam, że to jest poprostu żałosne. Są to ludzie utrzymywani z naszych podatków. Ja ciężko pracuję, oddaję część swoich przychodów na utrzymanie Policji, która bezpodstawnie czepia się mnie. Czy to nie paradoks? Zamiast zabrać się za łapanie zbirów czepiają się uczciwych ludzi, żeby coś było w papierach. A jacy są wtedy odważni, ojej, mało co się nie zesr..ą żeby pokazać swoją wyższość i siłę, a tak naprawdę pokazują tylko swoją głupotę i prostotę, a jak zobaczą prawdziwego łobuza to odwracają głowy udając, że nic nie widzą - TCHÓRZE.
Tak naprawdę powinienem wtedy złożyć skargę i to gdzieś do Warszawy, ale tak naprawdę to mi się nie chciało. Ech...
Ale kultura szanowny janiekowalski! Wyzywac od tchórzy to pan sobie może, ale kolegów. Myślałby kto. Niewiniątko! Niewinnego zgarnęli, męczyli, torturowali i wypuścili biedaka! Jeśli to byłaby prawda należało złożyc skargę do przełozonych policjantów, zażalenie do sądu itd. Naiwne tłumaczenie że sie komuś nie chciało nikogo chyba nie przekonuje. Jak sie panu nie chciało to proszę teraz bezpodstawnych kalumni na Policje nie rzucać, bo anonimowo to każdy potrafi udawać chojraka.
Czy mam coś na sumieniu? Nigdy nie zrobiłem nic co jest niezgodne z prawem. No... nie licząc kilku mandatów za prędkość. :))
Też myślę, że powinienem złożyć skargę - tylko po co? Co by to dało? Jak i tak skarga by pewnie szybko zsunęła się z biurka prosto do kosza. Jeśli bym miał robić już zamieszanie to tylko na dużą skalę (sąd, komenda wojewódzka), ale do tego jak potrzeba dużo czasu i nerwów, a prosze mi uwieżyć znam o wiele milsze sposoby spędzania wolnego czasu. Tak nawiasem mówiąc "tortury", jak Pan to napisał to za duże słowo. :)
Ok, pomyłki się zdarzają ale wkurza mnie to, że Policjanci nie pozwolili mi zadzwonić do pracy i nie wystawili żadnego zaświadczenia. Na szczęście jestem dobrym pracownikiem i nie miałem z tego tytułu żadnych nieprzyjemności, ale ktoś pracujący w jakiejś małej firmie mógłby w skrajnym przypadku stracić pracę - takie są niestety polskie realia.
Myślę Panowie, że jeśli byście byli milsi dla zwykłych obywateli to obraz policji zmienił by się w przeciągu kilkunastu miesięcy, prawda? Uważam, że to wpłynęło by również pozytywnie na współpracę ze społeczeństwem i w konsekwencji na wykrywalność przestępstw. Tylko czy tak naprawdę policjantom na tym zależy? Nie mówię o przełożonych. Moje osobiste zdanie jest takie: Zwykłemu Policjantowi zależy tylko na tym, żeby odbębnić godziny pracy i pójść do domu. A że muszą coś robić to czasami ich ofiarą padają uczciwi obywatele. Przecież, żebym wtedy został potraktowany jak człowiek (tzn. mógłbym poinformować zakład pracy, że będę później; dostałbym jakieś zaświadczenie, że zostałem zatrzymany; a rozmowa przebiegłaby w sposób normalny) ta dyskusja nie miała by miejsca, a ja osobiście opowiadał bym o Policji, jako o partnerach społeczeństwa, którzy strzegą porządku.
Policjanci to powinni być ludzie z powołaniem, którzy wierzą w swoją misję. Niestety realia są inne. Zawód Policjanta jest traktowany jak zwykła, średnio płatna praca, która jest niestety ignorowana przez wykonujących ją pracowników.
Odnośnie słowa "tchórz", to tak jak napisałem wcześniej - w stosunku do mnie Panowie byliście aż za bardzo odważni. Szkoda tylko, że boicie się zbirów i łobuzów. :(((