Pytnie pozostawie bez odpowiedzi. Po wczorajszym wystąpieniu przewodniczącej związków zawodowych pielęgniarek wynika że muszą szukać partnerów życiowych lekarzy i podwyżki wtedy nie są konieczne(futerka za ponad dwa tysiące wystarczą). Zupełnie poważnie to jedne zasługują na podwyżki inne w dalszym ciągu pracują jak w PRL-u, czy się stoi czy się leży...
pielęgniarkom,jak i lekarzom-jak i innym grupom zawodowym należy się godziwa pensja za pracę,na godne życie,na świecie pielęgniarka,nauczyciel nie zarabia więcej od wysoko kwalifikowanego robotnika przemysłowego,lekarz zarabia więcej od pielęgniarki ale nie pięć razy,szczegół tkwi w tym że za pensję można przeżyć i odłożyć parę groszy,ale to na zachodzie,nie u nas,
Nie podlega dyskusji, że praca pielegniarek nie należy do najlżejszych. Niestety czasami bywa też nie przyjemna. Ludzie maja różne temperamenty, a będąc pacjentem potrafią wyładowywać swoje bóle na tych, którzy w szpitalach są najbliżej, czyli kadra pielęgniarska.
Nie chodzi tutaj o dyskusję czy 3000 to dużo czy mało. Na pewno powinny dostawać pensję adekwatną do ich doświadczenia i umiejętności. Przede wszytkim powinna ona wystarczać na godne życie, na które zasługuje każdy człowiek.
Były minister zdrowia Bolesław Piecha komentował tę sprawę w TVN24: - Punkt widzenia zmienia się w zależności od tego, gdzie się siedzi. Do niedawna podwyżki były problemem rządu, a teraz są problemem dyrektorów – dodał. Według niego, niedobrze się stało, że uzgodnienia dyrektorzy podpisywali tylko z jedną grupą zawodową – z lekarzami. - Pielęgniarki, położne, pracownicy techniczni, ratownicy, fizykoterapeuci - oni też się upomną o swoje – powiedział Piecha. Można zatem wysunąć wniosek, że w Polsce mamy taki zwyczaj, może już tradycje szukania winnych różnych istniejących problemów i właściwie ważniejsze jest znalezienie tego Naszego „Winnego” niż koncentrowanie się na znajdowaniu ewentualnych sposobów rozwiązywania takich trudnych sytuacji… Zastanówmy się także czemu żeby coś zmienić, osiągnąć jakiś cel różne grupy zawodowe muszą posuwać się aż do takich środków jak strajk- myślę że to też duży problem. Czy Polska jest krajem w którym nic nie da się ustalić, osiągnąć bez użycia „siły strajku”, czy wszystkie decyzje muszą być „wymuszone”???
Jak słusznie zauważa Malina1 Polska jest krajem, którego obywatele mają wybitnie postawę roszczeniową. Sprawę pogarsza jeszcze tzw. syndrom Polactwa (termin wprowadzony do debaty publicznej przez Rafała Ziemkiewicza). Jego istotę opisuje takie oto stwierdzenie: "Zjeść ciastko i mieć ciastko- samo ciastko się oczywiście należy". Przyczyn tego stanu rzeczy trzeba upatrywać przede wszystkim w naszej historii. Chodzi tu główie o pewien anachroniczny jej bieg. Kiedy w Polsce kwitła demokracja szlachecka, gdzie indziej panował absolutyzm oświecony. Potem były zabory, które dodatkowo ukształtowały negatywny stosunek Polsków do władzy. Zaborcę trzeba było rolować na wszelkie sposoby. Nie lepiej było w okresie rządów komunistów. W Polsce nie mógł sie rozwinąć więc swoisty common sense czyli taki współny dla danej wspólnoty katalog wartości dotyczący m.in. stosunku do państwa jako dobra wspólnego. Nie wykształciły się mechanizmu dialogu społecznego, ponieważ każdy chce każdego przechytrzyć, ograć. W kwestii zarobków pielęginarek trudno jest powiedzieć, ile powinny one zarabiać. Niby do czego to odnieść? Skoro system ochrony zdrowia jest czysto redystrybutywny - nie ma mechanizmów rynkowych regulujących kwestie zapłaty za pracę. Pensje w systemie ochrony zdrowia są ustalane przez urzędników.
Pytanie zasadnicze, czy możliwe jest stworzenie w miarę efektywnego systemu ochrony zdrowia opartego na przymusowym podatku zdrowotnym - jest pytaniem, czy może być efektywna gospodarka centralnie planowana. Są jeszcze tacy, co w to wierzą.... Tak nawiasem pisząc, klasyk liberalizmu gospodarczego mówił tu o błędzie kartezjańskim. Planiści wg Hayeka musieliby wykonać niesamowitą liczbę obliczeń, poza tym decyzje konsumenckie opatrzone są pewną dozą nieprzewidywalności. Wracając do tematu - nie da się stworzyć wg mnie scentralizowanego systemu ochrony zdrowia opartego wyłącznie na środkach budżetowych. Tak jak gospodarka centralnie sterowana nie mogła być efektywna. Ja jestem za systemem kombinowanym. Podstawę powinien docelowo stworzyć sektor prywatny usług medycznych. Jest tańszy i efektywniejszy z natury rzeczy. Drugi filar to jeszcze nadal środki budżetowe: podatek zdrowotny powinien jednak sukcesywnie maleć - gdyż musimy spłacić tych, którzy dziś nie daliby rady płacić za usługi medyczne (np. emeryci, renciści). Trzeci filar to być może współpłacenie - ograniczy nadużywanie darmochy. Czwart filar to fundacje różnego rodzaju jak np. Caritas, WOŚP. Należy stworzyć rynek konkurujących ze sobą ubezpieczalni, które będą walczyły o klienta-pacjenta. Jak w USA. Lekarz jest pod kontrolą zarówno pacjenta, jak i ubezpieczyciela. Wtedy - sądzę - będą różne zarobki w służbie zdrowia, ale będzie konkurencja między lekarzami i innymi pracownikami słuzby zdrowia. Nie będzie problemów - jak się wydaje - z ustalaniem płacy za pracę lekarza. Nie ma innej rady - tylko rynek...
Stawianie USA jako wzoru w kwestii systemu ochrony zdrowia jest nieporozumieniem. Grubo ponad 40 mln Amerykanów nie posiada żadnego ubezpieczenia zdrowotnego - nie są tam obowiązkowe. Jakie to ma konsekwencje nie muszę chyba pisać. System oparty na przymusowym podatku zdrowotnym może być i zdecydowanie jest wydajny - wystarczy spojrzeć na kraje skandynawskie. Kwestia obowiązkowych ubezpieczeń nie rozwiąże oczywiście wszystkiego. Ważny jest również styl życia obywateli. Skandynawowie przykładają na przykład ogromną wagę do aktywności fizycznej (dotyczy to zarówno młodych, jak i starych). Dzięki temu są po prostu zdrowsi i rzadziej wymagają opieki lekarskiej. A Amerykanie? Nawet nie chce mi się o tym pisać...
Nie ma systemu idealnego. Cechą amerykańskiego zdecentralnizowanego systemu opartego głównie na konkurencji rynkowej jest jego spore zróżnicowanie. Ale zwróćmy uwagę na pewien plus tego stanu rzeczy. Gdy coś jest narzucone i pod przymusem, to raczej nikt nie dba o jakość tego czegoś. Należy dodać, że system amerykański jest najbardziej zasobny i najbardziej dynamiczny, jeśli chodzi o sferę badań medycznych. To, że Amerykanie mniej dbają o siebie niż Skandynawowie - trudno taki ich wybór i dobrze, że go mają. Wiele osób na okoliczność dyskusji o podatkach, gospodarce i czy zdrowiu przywołuje przykład skandynawski. Kraje te - najogólniej rzecz biorąc - do pewnego stopnia zrealizowały z sukcesem ideę "państwa dobrobytu". Nie chcę się wdawać w szczegóły, ale z grubsza takie są fakty. Jednak trzeba z całą mocą zauważyć, że jest to tak naprawdę jednostkowy fenomen. Nigdzie indziej nie udało się tego powtórzyć. Nie udało się to ani np. w Niemczech, ani w Holandii -w krajach kulturowo dosyć - jak się wydaje - kompatybilnych. Z czego to wynika, to temat na oddzielną dyskusję. To co my możemy zrobić, to - jak słusznie tutaj przywołuje Jessie Skandynawów - dbać o zdrowie we własnym zakresie. Na pewno się opłaca!
Systemom w różnych krajach można się przyglądać i toczyć długie dyskusje, który nam się bardziej podoba, ale trzeba brać pod uwagę realia kraju w którym żyjemy. A wygląda to tak, że ogromną większość społeczeństwa nie stać i nie będzie stać na płacenie za drogie usługi medyczne. Słyszałem od znajomych lekarzy ile kosztują niektóre zabiegi, których nie wykonuje żadna prywatna klinika, np. drogie operacje, są to dziesiątki lub setki tysięcy złotych, za które mało kogo stać zapłacić z własnej kieszeni, a ratują życie. Dlatego ubezpieczenie musi obowiązkowe, które to pokryje oraz zapewni pewien podstawowy zakres niezbędnych świadczeń i usług. Reszta to składka dobrowolna, w zależności kogo na co stać. Nie oszukujmy się, bo to działa w Polsce od lat, najbardziej widać to w dużych miastach, gdzie konkurencja prywatnych klinik jest duża, a klientów przybywa. Z tymi badaniami za oceanem to przecież jest tak, że są sponsorowane przez firmy farmaceutyczne, a nie z pieniędzy "składkowych". To gigantyczny biznes, który żyje z zysków koncernów z całego świata, w tym także Polski, wystarczy popatrzeć na leki, które kupujemy w aptece, któ jest producentem i mamy odpowiedź, gdzie trafiają zyski. No i wreszcie przedmiot dyskusji, czyli wynagrodzenia lekarzy i pielęgniarek. Jestem zwolennikiem uwolnienia tego rynku, sprywatyzowania placówek i reszta się wyreguluje sama. Tak jak jest w biznesie. Placówki nierentowne lub świadczące usługi słabej jakości same się "odstrzelą".
Moja mama jest pielęgniarką już od 10 lat. Coż, nie zarabia kokosów, ale wiedziała na co się piszę biorąc pracę za młodu jaką wzieła. Oczywiście 3000 zł to miła sumka, lecz patrząc na realia - nierealistyczna.
A powiedzcie mi ile taka pielęgniarka faktycznie pracuje w ciągu ośmiu godzin,w większości siedzą sobie w pokojach,piją kawkę,a w nocy zazwyczaj śpią.Niestety to prawda,czym one tak naprawdę się napracują.A jak potrzeba zawołać jakąś w nocy to jest bardzo zła,że się ją obudziło.3 tyś zł.pensji,za co?A co mają powiedzieć ludzie którzy dźwigają ciężary na magazynach,listonosze w zimę marzną roznosząc listy,sprzedawcy w sklepach i marketach nie mają nawet nieraz 1200zł pensji.
MOŻE LUDZIE KTÓRZY NIE MAJĄ POJĘCIA O PRACY PIELĘGNIARKI NIECH SIĘ NIE WYPOWIADAJĄ BO SAMI NIE MUSZĄ MYĆ BRUDNEJ DUPKI STAREJ BABCI, I PO WŁAŚNIE ZAKOŃCZONEJ PRACY NA NOCNYM DYŻURZE NIE MUSZĄ IŚĆ DO NASTĘPNEJ PRACY, - KILER - CIEKAWE CZY TY BYŚ WYTRZYMAŁ CZASAMI NIE SPAĆ PRZEZ 48 H BO MOJA MAMA NIESTETY MUSI, WIĘC JAK MAJĄ MOŻLIWOŚĆ TO ŚPIĄ, W KAŻDEJ PRACY TAK JEST...
to ciężko określić która z pan ile powinna zarabiać - ja spotkałem sie ostatnio z siostrzyczką co zle robiła (niepotrafiła)zastrzyk podskórny -ale są i naprawdę super wyspecjalizowane panie które niemal mogą zastąpić lekarzy .Na pewno błędne jest myślenie ze zależy to od stażu -myślę ze to zależy od podejścia .Tak czy siak to trudny zawód nawet jak sie pije kawę w pokoju to i tak ma sie na głowie kilka żyć na oddzielę i nie karzda pani mogła by ja spokojnie przełknąć wiedząc za za ścianą ktoś może umrzeć
A znacie takie słowo jak odporność i rutyna... tak ja nie zazdroszczę tym co poświecają się dla innych nawet za te 3-tys. jednak jest wiele takich pielęgniarek które poprostu lesrują i tylko wydzierają te swoje "gęby". Pozdrawiam
Generalnie cała służba Zdrowia w naszym kraju powinna uledz gruntownej reformie. Bo gdy w kolejce do kardiologa ktos musi czekać 2 lata może najprędzej umrzeć w kolejce pod drzwiami, heh, o wizycie u dentysty już nie wspomnę , odkąd pamiętam leczenie stomatologiczne miała sens tylko prywatnie. Osobiscie wolałbym nie płacić składek zdrowotnych skoro jeśli muszę iść do specjalisty idę prywatnie a wizyty obecnie nie nalezą do tanich, Trudno się odnieść do propozycji finansowej podanej w tym temacie ponieważ problem niskich wynagrodzeń nie dotyczy wyłącznie pielęgniarek. Inna sprawa to przykład tzw. ustawy 203 bez pokrycia finansowego. Więc jeśli komuś przyjdzie do głowy dać podwyżki pielęgniarkom niech najpierw znajdzie na to pokrycie finansowe. Czasem słysze ludzi o zgrozo popierających liberałów , heh bo to niby doganiamy świat w sodomie i gomorji z całym liberalnym zboczeństwem, heh dogońmy najpierw ekonomicznie tak aby każdy zarobił na godne życie i aby Służba Zdrowia była opłacana i funkcjonowała tak jak np w Holandii. Jak sobie wybieracie podczas wyborów tak potem macie. Sami decydujecie
Jak można pisać, że pielęgniarka nic nie robi?? To szczyt idiotyzmu. Sama jestem pielęgniarką. Ukończyłam studia II-stopniowe i ciągle się dokształcam. Niejednokrotnie zdarzały mi się kilkugodzinne reanimacje, także w nocy, nie wspominając o dalszej opiece nad pacjentem, gdy rola lekarza się kończy. Wiele razy właśnie dzięki doświadczeniu pielęgniarek udało się uratować ludzkie życie, bo lekarze po wielogodzinnych dyżurach prywatnych wymyślali niedorzeczne zlecenia mogące uśmiercać pacjentów. Więc radzę wszystkim, zwłaszcza KILEROWI, zastanowić się zanim się wygłosi krzywdzące fanaberie. Nie wrzuca się wszystkich do jednego worka.
3000 zł dla pielęgniarek - tak przynajmniej mówią ankietowani GFK Polonia. Waszym zdaniem to dużo czy mało?
Pytnie pozostawie bez odpowiedzi. Po wczorajszym wystąpieniu przewodniczącej związków zawodowych pielęgniarek wynika że muszą szukać partnerów życiowych lekarzy i podwyżki wtedy nie są konieczne(futerka za ponad dwa tysiące wystarczą).
Zupełnie poważnie to jedne zasługują na podwyżki inne w dalszym ciągu pracują jak w PRL-u, czy się stoi czy się leży...
pielęgniarkom,jak i lekarzom-jak i innym grupom zawodowym należy się godziwa pensja za pracę,na godne życie,na świecie pielęgniarka,nauczyciel nie zarabia więcej od wysoko kwalifikowanego robotnika przemysłowego,lekarz zarabia więcej od pielęgniarki ale nie pięć razy,szczegół tkwi w tym że za pensję można przeżyć i odłożyć parę groszy,ale to na zachodzie,nie u nas,
Nie podlega dyskusji, że praca pielegniarek nie należy do najlżejszych. Niestety czasami bywa też nie przyjemna. Ludzie maja różne temperamenty, a będąc pacjentem potrafią wyładowywać swoje bóle na tych, którzy w szpitalach są najbliżej, czyli kadra pielęgniarska.
Nie chodzi tutaj o dyskusję czy 3000 to dużo czy mało. Na pewno powinny dostawać pensję adekwatną do ich doświadczenia i umiejętności. Przede wszytkim powinna ona wystarczać na godne życie, na które zasługuje każdy człowiek.
Były minister zdrowia Bolesław Piecha komentował tę sprawę w TVN24: - Punkt widzenia zmienia się w zależności od tego, gdzie się siedzi. Do niedawna podwyżki były problemem rządu, a teraz są problemem dyrektorów – dodał. Według niego, niedobrze się stało, że uzgodnienia dyrektorzy podpisywali tylko z jedną grupą zawodową – z lekarzami. - Pielęgniarki, położne, pracownicy techniczni, ratownicy, fizykoterapeuci - oni też się upomną o swoje – powiedział Piecha. Można zatem wysunąć wniosek, że w Polsce mamy taki zwyczaj, może już tradycje szukania winnych różnych istniejących problemów i właściwie ważniejsze jest znalezienie tego Naszego „Winnego” niż koncentrowanie się na znajdowaniu ewentualnych sposobów rozwiązywania takich trudnych sytuacji… Zastanówmy się także czemu żeby coś zmienić, osiągnąć jakiś cel różne grupy zawodowe muszą posuwać się aż do takich środków jak strajk- myślę że to też duży problem. Czy Polska jest krajem w którym nic nie da się ustalić, osiągnąć bez użycia „siły strajku”, czy wszystkie decyzje muszą być „wymuszone”???
Jak słusznie zauważa Malina1 Polska jest krajem, którego obywatele mają wybitnie postawę roszczeniową. Sprawę pogarsza jeszcze tzw. syndrom Polactwa (termin wprowadzony do debaty publicznej przez Rafała Ziemkiewicza). Jego istotę opisuje takie oto stwierdzenie: "Zjeść ciastko i mieć ciastko- samo ciastko się oczywiście należy". Przyczyn tego stanu rzeczy trzeba upatrywać przede wszystkim w naszej historii. Chodzi tu główie o pewien anachroniczny jej bieg. Kiedy w Polsce kwitła demokracja szlachecka, gdzie indziej panował absolutyzm oświecony. Potem były zabory, które dodatkowo ukształtowały negatywny stosunek Polsków do władzy. Zaborcę trzeba było rolować na wszelkie sposoby. Nie lepiej było w okresie rządów komunistów. W Polsce nie mógł sie rozwinąć więc swoisty common sense czyli taki współny dla danej wspólnoty katalog wartości dotyczący m.in. stosunku do państwa jako dobra wspólnego. Nie wykształciły się mechanizmu dialogu społecznego, ponieważ każdy chce każdego przechytrzyć, ograć. W kwestii zarobków pielęginarek trudno jest powiedzieć, ile powinny one zarabiać. Niby do czego to odnieść? Skoro system ochrony zdrowia jest czysto redystrybutywny - nie ma mechanizmów rynkowych regulujących kwestie zapłaty za pracę. Pensje w systemie ochrony zdrowia są ustalane przez urzędników.
Pielęgniarkom należy sie 70% tego czego żądają lub 50% więcej niż zaproponuje strona rządowa.
Może ktoś z forumowiczów ma jakiś pomysł na algorytm obliczania podwyżek dla sfery budżetowej?
Pytanie zasadnicze, czy możliwe jest stworzenie w miarę efektywnego systemu ochrony zdrowia opartego na przymusowym podatku zdrowotnym - jest pytaniem, czy może być efektywna gospodarka centralnie planowana. Są jeszcze tacy, co w to wierzą.... Tak nawiasem pisząc, klasyk liberalizmu gospodarczego mówił tu o błędzie kartezjańskim. Planiści wg Hayeka musieliby wykonać niesamowitą liczbę obliczeń, poza tym decyzje konsumenckie opatrzone są pewną dozą nieprzewidywalności. Wracając do tematu - nie da się stworzyć wg mnie scentralizowanego systemu ochrony zdrowia opartego wyłącznie na środkach budżetowych. Tak jak gospodarka centralnie sterowana nie mogła być efektywna. Ja jestem za systemem kombinowanym. Podstawę powinien docelowo stworzyć sektor prywatny usług medycznych. Jest tańszy i efektywniejszy z natury rzeczy. Drugi filar to jeszcze nadal środki budżetowe: podatek zdrowotny powinien jednak sukcesywnie maleć - gdyż musimy spłacić tych, którzy dziś nie daliby rady płacić za usługi medyczne (np. emeryci, renciści). Trzeci filar to być może współpłacenie - ograniczy nadużywanie darmochy. Czwart filar to fundacje różnego rodzaju jak np. Caritas, WOŚP. Należy stworzyć rynek konkurujących ze sobą ubezpieczalni, które będą walczyły o klienta-pacjenta. Jak w USA. Lekarz jest pod kontrolą zarówno pacjenta, jak i ubezpieczyciela. Wtedy - sądzę - będą różne zarobki w służbie zdrowia, ale będzie konkurencja między lekarzami i innymi pracownikami słuzby zdrowia. Nie będzie problemów - jak się wydaje - z ustalaniem płacy za pracę lekarza. Nie ma innej rady - tylko rynek...
Stawianie USA jako wzoru w kwestii systemu ochrony zdrowia jest nieporozumieniem. Grubo ponad 40 mln Amerykanów nie posiada żadnego ubezpieczenia zdrowotnego - nie są tam obowiązkowe. Jakie to ma konsekwencje nie muszę chyba pisać.
System oparty na przymusowym podatku zdrowotnym może być i zdecydowanie jest wydajny - wystarczy spojrzeć na kraje skandynawskie. Kwestia obowiązkowych ubezpieczeń nie rozwiąże oczywiście wszystkiego. Ważny jest również styl życia obywateli. Skandynawowie przykładają na przykład ogromną wagę do aktywności fizycznej (dotyczy to zarówno młodych, jak i starych). Dzięki temu są po prostu zdrowsi i rzadziej wymagają opieki lekarskiej.
A Amerykanie? Nawet nie chce mi się o tym pisać...
Nie ma systemu idealnego. Cechą amerykańskiego zdecentralnizowanego systemu opartego głównie na konkurencji rynkowej jest jego spore zróżnicowanie. Ale zwróćmy uwagę na pewien plus tego stanu rzeczy. Gdy coś jest narzucone i pod przymusem, to raczej nikt nie dba o jakość tego czegoś. Należy dodać, że system amerykański jest najbardziej zasobny i najbardziej dynamiczny, jeśli chodzi o sferę badań medycznych. To, że Amerykanie mniej dbają o siebie niż Skandynawowie - trudno taki ich wybór i dobrze, że go mają. Wiele osób na okoliczność dyskusji o podatkach, gospodarce i czy zdrowiu przywołuje przykład skandynawski. Kraje te - najogólniej rzecz biorąc - do pewnego stopnia zrealizowały z sukcesem ideę "państwa dobrobytu". Nie chcę się wdawać w szczegóły, ale z grubsza takie są fakty. Jednak trzeba z całą mocą zauważyć, że jest to tak naprawdę jednostkowy fenomen. Nigdzie indziej nie udało się tego powtórzyć. Nie udało się to ani np. w Niemczech, ani w Holandii -w krajach kulturowo dosyć - jak się wydaje - kompatybilnych. Z czego to wynika, to temat na oddzielną dyskusję. To co my możemy zrobić, to - jak słusznie tutaj przywołuje Jessie Skandynawów - dbać o zdrowie we własnym zakresie. Na pewno się opłaca!
Systemom w różnych krajach można się przyglądać i toczyć długie dyskusje, który nam się bardziej podoba, ale trzeba brać pod uwagę realia kraju w którym żyjemy. A wygląda to tak, że ogromną większość społeczeństwa nie stać i nie będzie stać na płacenie za drogie usługi medyczne. Słyszałem od znajomych lekarzy ile kosztują niektóre zabiegi, których nie wykonuje żadna prywatna klinika, np. drogie operacje, są to dziesiątki lub setki tysięcy złotych, za które mało kogo stać zapłacić z własnej kieszeni, a ratują życie. Dlatego ubezpieczenie musi obowiązkowe, które to pokryje oraz zapewni pewien podstawowy zakres niezbędnych świadczeń i usług. Reszta to składka dobrowolna, w zależności kogo na co stać. Nie oszukujmy się, bo to działa w Polsce od lat, najbardziej widać to w dużych miastach, gdzie konkurencja prywatnych klinik jest duża, a klientów przybywa. Z tymi badaniami za oceanem to przecież jest tak, że są sponsorowane przez firmy farmaceutyczne, a nie z pieniędzy "składkowych". To gigantyczny biznes, który żyje z zysków koncernów z całego świata, w tym także Polski, wystarczy popatrzeć na leki, które kupujemy w aptece, któ jest producentem i mamy odpowiedź, gdzie trafiają zyski. No i wreszcie przedmiot dyskusji, czyli wynagrodzenia lekarzy i pielęgniarek. Jestem zwolennikiem uwolnienia tego rynku, sprywatyzowania placówek i reszta się wyreguluje sama. Tak jak jest w biznesie. Placówki nierentowne lub świadczące usługi słabej jakości same się "odstrzelą".
Moja mama jest pielęgniarką już od 10 lat. Coż, nie zarabia kokosów, ale wiedziała na co się piszę biorąc pracę za młodu jaką wzieła. Oczywiście 3000 zł to miła sumka, lecz patrząc na realia - nierealistyczna.
A powiedzcie mi ile taka pielęgniarka faktycznie pracuje w ciągu ośmiu godzin,w większości siedzą sobie w pokojach,piją kawkę,a w nocy zazwyczaj śpią.Niestety to prawda,czym one tak naprawdę się napracują.A jak potrzeba zawołać jakąś w nocy to jest bardzo zła,że się ją obudziło.3 tyś zł.pensji,za co?A co mają powiedzieć ludzie którzy dźwigają ciężary na magazynach,listonosze w zimę marzną roznosząc listy,sprzedawcy w sklepach i marketach nie mają nawet nieraz 1200zł pensji.
MOŻE LUDZIE KTÓRZY NIE MAJĄ POJĘCIA O PRACY PIELĘGNIARKI NIECH SIĘ NIE WYPOWIADAJĄ BO SAMI NIE MUSZĄ MYĆ BRUDNEJ DUPKI STAREJ BABCI, I PO WŁAŚNIE ZAKOŃCZONEJ PRACY NA NOCNYM DYŻURZE NIE MUSZĄ IŚĆ DO NASTĘPNEJ PRACY, - KILER - CIEKAWE CZY TY BYŚ WYTRZYMAŁ CZASAMI NIE SPAĆ PRZEZ 48 H BO MOJA MAMA NIESTETY MUSI, WIĘC JAK MAJĄ MOŻLIWOŚĆ TO ŚPIĄ, W KAŻDEJ PRACY TAK JEST...
to ciężko określić która z pan ile powinna zarabiać - ja spotkałem sie ostatnio z siostrzyczką co zle robiła (niepotrafiła)zastrzyk podskórny -ale są i naprawdę super wyspecjalizowane panie które niemal mogą zastąpić lekarzy .Na pewno błędne jest myślenie ze zależy to od stażu -myślę ze to zależy od podejścia .Tak czy siak to trudny zawód nawet jak sie pije kawę w pokoju to i tak ma sie na głowie kilka żyć na oddzielę i nie karzda pani mogła by ja spokojnie przełknąć wiedząc za za ścianą ktoś może umrzeć
A znacie takie słowo jak odporność i rutyna... tak ja nie zazdroszczę tym co poświecają się dla innych nawet za te 3-tys. jednak jest wiele takich pielęgniarek które poprostu lesrują i tylko wydzierają te swoje "gęby".
Pozdrawiam
Generalnie cała służba Zdrowia w naszym kraju powinna uledz gruntownej reformie. Bo gdy w kolejce do kardiologa ktos musi czekać 2 lata może najprędzej umrzeć w kolejce pod drzwiami, heh, o wizycie u dentysty już nie wspomnę , odkąd pamiętam leczenie stomatologiczne miała sens tylko prywatnie. Osobiscie wolałbym nie płacić składek zdrowotnych skoro jeśli muszę iść do specjalisty idę prywatnie a wizyty obecnie nie nalezą do tanich, Trudno się odnieść do propozycji finansowej podanej w tym temacie ponieważ problem niskich wynagrodzeń nie dotyczy wyłącznie pielęgniarek. Inna sprawa to przykład tzw. ustawy 203 bez pokrycia finansowego. Więc jeśli komuś przyjdzie do głowy dać podwyżki pielęgniarkom niech najpierw znajdzie na to pokrycie finansowe. Czasem słysze ludzi o zgrozo popierających liberałów , heh bo to niby doganiamy świat w sodomie i gomorji z całym liberalnym zboczeństwem, heh dogońmy najpierw ekonomicznie tak aby każdy zarobił na godne życie i aby Służba Zdrowia była opłacana i funkcjonowała tak jak np w Holandii. Jak sobie wybieracie podczas wyborów tak potem macie. Sami decydujecie
Jak można pisać, że pielęgniarka nic nie robi?? To szczyt idiotyzmu. Sama jestem pielęgniarką. Ukończyłam studia II-stopniowe i ciągle się dokształcam. Niejednokrotnie zdarzały mi się kilkugodzinne reanimacje, także w nocy, nie wspominając o dalszej opiece nad pacjentem, gdy rola lekarza się kończy. Wiele razy właśnie dzięki doświadczeniu pielęgniarek udało się uratować ludzkie życie, bo lekarze po wielogodzinnych dyżurach prywatnych wymyślali niedorzeczne zlecenia mogące uśmiercać pacjentów. Więc radzę wszystkim, zwłaszcza KILEROWI, zastanowić się zanim się wygłosi krzywdzące fanaberie. Nie wrzuca się wszystkich do jednego worka.