Teodor znalazł się w bardzo złej sytuacji. Nie jest psem młodym i własnie teraz został sam. Po latach został oddany przez właścicielkę osobie, która bardzo szybko doszła do wniosku, że jednak go nie chce. Pies po latach bycia psem kanapowym - trafił do schroniska. Schronisko nie jest miejscem odpowiednim dla jamników, a szczególnie dla jedenastoletnich jamników. Teodor nie potrafi przystosować się do nowych warunków. Teodor ginie. Pies natychmiast potrzebuje pomocy - choćby domu tymczasowego. Jest psem lubiącym towarzystwo ludzi i raczej wesołym. Nie przepada za dziećmi - raczej schodzi im z drogi Jeśli ktoś może zaopiekować się Teodorem proszę opilny kontakt z Fundacją.
Teodor znalazł się w bardzo złej sytuacji. Nie jest psem młodym i własnie teraz został sam. Po latach został oddany przez właścicielkę osobie, która bardzo szybko doszła do wniosku, że jednak go nie chce. Pies po latach bycia psem kanapowym - trafił do schroniska. Schronisko nie jest miejscem odpowiednim dla jamników, a szczególnie dla jedenastoletnich jamników. Teodor nie potrafi przystosować się do nowych warunków. Teodor ginie. Pies natychmiast potrzebuje pomocy - choćby domu tymczasowego. Jest psem lubiącym towarzystwo ludzi i raczej wesołym. Nie przepada za dziećmi - raczej schodzi im z drogi Jeśli ktoś może zaopiekować się Teodorem proszę opilny kontakt z Fundacją.
No tam, można się spodziewać, że nikogo nie interesuje los Teodora. A Teodor zasługuje na odrobinę uczuć od człowieka. No ale nie jest puchatym szczeniakiem, którego można pokazać innym dzieciakom w piaskownicy.
Teodor ma jedenaście lat. Jest psiakiem, którym opiekuje się koleżanka - opiekuje medialnie, bo kiedy nie znalazła domu dla niego w odpowiednim czasie, właścicielka oddała go na Paluch (!). Ten pies tam zginie, nie wytrzyma tych warunków.
Przepraszam, ale krew mnie zalala w momencie kiedy przeczytalam Pani/Pana rozczulajaca opowiesc o Teodorze. Nastepnym razem prosze sie upewnic, iz pisane tutaj rzeczy sa zgodne z faktami. Bralam w jego akcji udzial i z pierwszej reki wiem, jak sie owe maja. Teodor zostal oddany osobie ktora po krotkim trzydniowym pobycie zostala DOTKLIWIE POGRYZIONA W TWARZ i wyladowala w szpitalu. Ponadto, poprzednia wlascicielka psa nie zaszczepila go przed wscieklizna i wynikly z tego problemy. Psa momentalnie osobie poszkodowanej odebralysmy, mimo ze ze lzami w oczach nie chciala sie na to zgodzic, i miala juz specjalne zamowione dla niego zabiegi, gdyz byl najnormalniej w swiecie dla niej niebezpieczny. Wlascicielka z Czestochowy nie uznala za wazne podczas adopcji powiadomic o agresji, niebywalej dominacji psa oraz gwalceniu czego popadnie. Jako ze nikt inny nie chcial sie ze wzgledu bezpieczenstwa Teodorem zaopiekowac - a to ze podczas spacerow atakowal obcych ludzi jeszcze bardziej ludzi odstraszylo - wyladowal na Paluchu. Rozczulaja sie tutaj Panstwo nad psem, ktory ze wzgledu na tak dotkliwy atak na czlowieka w kazdym innym kraju zostalby uspiony. To prawda, jest piekny, i mnie samej smutno ze tak zakonczyla sie cala akcja szukania nowego domu, zwlaszcza ze osobie ktora go adoptowala nie przeszkadzal ani wiek, ani nawet agresja ktora okazal. Jednak jak widac w Panstwa oczach wiecej znaczy niebezpieczny i ze wychowany pies, niz dobroduszna Pani ktora skonczyla w szpitalu z dziurami w twarzy i ze zlamanym sercem.
Na szczęście "u nas" nie usypia się tak szybko. Znam tego psa z opowiadań osoby znającej go osobiście. I nie mówi o nim jak o mordercy. Jamnik to szczególna rasa i być może osoba która został ugryziona przez Teodora popełniła jakiś błąd. To wcale nie oznacza, że ten pies potrzebuje pomocy, a pobyt w schronisku go zabija.
no to teraz to ma raczej nikle szanse na adopcję ,chyba że ktoś odważny się zdecyduje . Istnieje też możliwość że temu psu się to przydażyło raz z jakiegoś powodu i więcej nie będzie takiego zachowania z jego strony ,no ale to już wyjaśnienia powyżej dają wiele do myślenia .
no to teraz to ma raczej nikle szanse na adopcję ,chyba że ktoś odważny się zdecyduje . Istnieje też możliwość że temu psu się to przydażyło raz z jakiegoś powodu i więcej nie będzie takiego zachowania z jego strony ,no ale to już wyjaśnienia powyżej dają wiele do myślenia .
Istotnie daja wiele do myslenia np czy pani ze złamanym sercem nie odpytała o zwyczaje psiaka, nie uznała tego za ważne? Ile pani rozmawiałą z byłymi włascicielami o psie, co lubi, jak się bawi, jak sie zachowuje w szczególnych sytuacjach? Moje przekonanie jest takie była rozmowa mozę nawet nieco dłuższa w stylu "och jaki sliczny - tak sliczny - och jaki biedny - tak biedny - bede kochać - świetnie to umawiamy sie na" czy pani ze złamanym sercem wie ze pies wyrwany po 11 latach to żywe stworzenie i przeżywa stress który może być powodem róznych reakcji którym mozna zapobiec. Chociażby nie popełniajac jednego z podstawowych błedów ludzi "kochajacych swetaśnie zwierzatka" i zagałaskujące je na śmierć. Lub zwyczajnie pytajac ludzi znających psychike, behawior. Byle nie Goździkowej która miała od dziecka swoją Perełke a potem jej dzieci i dzieci dzieci (bo przecież suka musi mieć raz) - zatem uznała sie za znajaća na psach.czy pani ze złamanym sercem rozmawiała z poprzednią pania o stanie zdrowia, o szczepieniach? czy fakt (o ile w ogóle zaistniał) tzw gwałcenia wszystkiego po kolei to przypadkiem nie typowe zachowanie psa na dodatek jamnika który z natury jest dominujący. Typowe w tej szczególnej sytuacji gdy pies zopstał wyrwany z korzeniami ze swojego dotychczasowego miejsca?czy ktokolwiek zastanowił się aby psu dać na nową drogę jego stare rzeczy (legowisko, zabawki)?Prawda jak to cudnie i łatwo przyczepić psu łatkę i zrobić z niego Baskervilla. A moze po prostu nagle wybuchła alergia, może ktoś z członków rodziny nie wiedział o adopcji i się na nią nie zgadzał. A moze ugryzienie nastąpiło nie w wyniku ataku "potężnego rozsierdzonego jamnika" w wyniku nieprzemyślanych zachowań. To człowiek ma myśleć nie pies. Np gdy (PRZYPOMINAM PIES WYRWANY PO 11 LATACH ZE SWOJEGO ŚRODOWISKA) jadł, albo na siłe był sadzany na kolana, przytulany etc etc. Każdy znajacy odrobinę psychikę psa, wie że taki pies nie wie co się dzieje. JEst ogłupiały i przerażony. Przerażony pies nie szepnie pani/panu na uszko nie rób tak bo nie lubie, bo sie boję, - tylko sie broni. Nie należy mu sie narzucać, trzeba pozwolić aby sam sobie znalazł miejsce.Tu odnoszę nieodparte wrażenie że za chwile okaże się, ze pies zaatakował pół miasta.
Mam bardzo ważne pytanie. Kiedy pies miał ostatnie szczepienie na wściekliznę? W większości krajów wiadomo i jest to uznawane szczepionki p/wściekliźnie są ważne 2 lata. U nas pokutuje nadal stary przepis ale w takich sytuacjach jak ta i u nas nie podchodzi sie drastycznie z morbitalem.
Jeżeli rzeczywiście uryzienie (bo w pogryzienie wątpię) miało miejsce to oczywiscie współczuję pani ze złamanym sercem, swoich blizn po pogryzieniach i ugryzieniach demonstrowac nie będe ale powiem ze nigdy nie przyszło mi do głowy że tylko morbital jest rozwiązaniem. A za to było powodem do zastanowienia się jaki był błąd, wyszło to na dobre psom żyjacym w nowych rodzinach już i będacych cudownymi kanapowcami.
O fakcie że pies jest agresywny należało by napisac. Zastanawiałam się nad adopcją Teodora bo szkoda biedaka , mam dzieci za którymi pies podobno nie przepada.Widzę że dla fundacji ważniejsze jest dobro psa niż ludzi. Wzięła bym zwierzaka , a potem oddała i na forum opisano by mnie jako ta która wzięła ale się rozmyśliła się i już go nie chce. Chyba nie na tym to polega
O fakcie że pies jest agresywny należało by napisac. Zastanawiałam się nad adopcją Teodora bo szkoda biedaka , mam dzieci za którymi pies podobno nie przepada.Widzę że dla fundacji ważniejsze jest dobro psa niż ludzi. Wzięła bym zwierzaka , a potem oddała i na forum opisano by mnie jako ta która wzięła ale się rozmyśliła się i już go nie chce. Chyba nie na tym to polega
W ogłoszeniu piszemy tylko potwierdzone rzeczy. Fakt agresji nie jest potwierdzony, jest przekaz tylko. Niemniej jednak gdyby ktokolwiek profesjonalnie uczestniczył w tej adopcji napewno pies nie byłby wydany do domu z dzieckiem, jako ze jamniki z zasady nie lubią dzieci. I nie istotnie jest przekaz miejski o tym że jedna pani mówiła drugiej pani że u nich jamniczka kocha dzieci. Z zasady potem okazuje się zę np jamnik był od szczeniaka a najcześciej to nie jest jamnik. Ale ma krótkie łapy i jest mały wiec w osiedlowym slangu jest to jamnik. NAPEWNO z potencjanym domem byłoby spotkanie czyli tzw wizyta przedadopcyjna. Kiedy ktoś sie nie zgadza na taką - nie jest brany pod uwage. W czasie takiej wizyty jest po prostu szczera rozmowa, szczegółowa rozmowa o psie (szczególnie jezeli jest to pies w typie rasy na rozmowe idzie osoba zajmująca sie takimi psami). Napewno byłaby rozmowa o znajomości psychiki psa po przejsciach i siadomosci możliwych reakcji (niekoniecznie majacych zawsze miejsce), a szczególnie jamnika który jest psem z charakterem, dominującym z natury rzeczy. I napewno osoba wizytująca nie dałaby sie wziac na sliczne słowka i zapewnieniu "podoba mi sie bedzie miał u mnie super bo koFFam pieseczki". W mojej wieloletniej praktyce bywało zę dzięki takim wizytom ludzie rozmyslili sie lub zdecydowali na całkiem innego psa, bo sie okazało ze ich temperament nie był odpowiedni akurat dla takiego dla którego była dana wizyta. Bywa też że dzieki temu osoby biora same od razu dwa psy. Z takimi domami mamy kontakt szczególnie w pierwszym okresie.
Taka wizyta wiele wyjaśnia. Na to sa sprawdzone procedury, pytania.
tak z ciekawości się zapytam czy w końcu ten pies nadaje się do adopcji do domu gdzie jest np. kot i małe dziecko czy nie ,o co tu chodzi czy szukamy domu czy nie , osobiście kilku osobom go proponowałem i chcę wiedzieć czy gra jest warta świeczki żebym nie wyszedł na głupca jak się ktoś zdecyduje z moich znajomych,a on im zacznie jak w opisie powyżej cuda wyprawiać .
tak z ciekawości się zapytam czy w końcu ten pies nadaje się do adopcji do domu gdzie jest np. kot i małe dziecko czy nie ,o co tu chodzi czy szukamy domu czy nie , osobiście kilku osobom go proponowałem i chcę wiedzieć czy gra jest warta świeczki żebym nie wyszedł na głupca jak się ktoś zdecyduje z moich znajomych,a on im zacznie jak w opisie powyżej cuda wyprawiać .
Ja proponuje przeczytać moje posty. Będzie odpowiedź w kwestii czy Teodor nadaje się do domu z dzieckiem. I przypomnę to jest JAMNIK - jamniki nie są psami dla dzieci. W temacie kota powiem tak - jamniki to psy mysliwskie i zdecydowanie odradzam jamnika który sie nie chował przy kocie do domu z kotem. Gdyby to był jamnik do roku mozna ćwiczyć. U 11-letniego jamnika, jamnika w jamniku, będacego przez całe swoje zycie jednym zwierzakiem w domu - odradzam, nie dawałabym do domu z kotem.
Ideałem byłoby gdyby Teodor znalazł dom w Warszawie gdzie mogę podjechać i pomóc w pierwszym okresie behawioralnie. Aczkolwiek jeżeli w czasie wizyty przedadopcyjne uzgodnimy możłiwe zachowania i reakcje psa po przejsciach (porzuconego i z traumą w zwiazku z tym) i ludzie beda sie stosować to mój udział będzie minimalny. Reakcje psa odrzuconego mogą, ale nie muszą zaistnieć. Jeżeli ludzie będa wiedzieli czego się spodziewać, w 95% unikną niespodzianek. Chociażby podstawowa sprawa "nie zalizać, nie zamiziać, nie zacałować". Pies nie wie dlaczego nagle jest seriami miziany BOI SIĘ. Takiego psa obserwuje sie z boku dajac mu swobode, idzie to idzie, kładzie sie w najmniej spodziewanym kącie to się kładzie. Przerwanie mu tego uzna za wrogość. Po paru dniach a być moze godzinach sam podejdzie, sam zamerda, sam wepchnie głowe z prośba o mizianie. I wtedy jesteśmy wygrani.
Jeżeli sa jeszcze jakieś pytania prosze pytać odpowiem.
@fundacjanero: KAZDA rasa jest specjalna - czy jamnik, czy nie. Osoba ktora adoptowala psa sama posiada starsze juz jamniki i zna rase od dekad. Ja sie jak najbardziej zgadzam, ze pies potrzebuje pomocy i domu - jednak domu swiadomego, odpowiedniego, gdzie nowemu wlascicielowi nie bedzie sie bez sensu cukrzyc. Inaczej sytuacja sie powtorzy - tego Panstwo chca?
@Petronela: - oczywiscie ze sie odpytala, mowimy tu o osobie ktora hodowala swego czasu psy i swoja najstarsza sunie nadal posiada. Odsylam do swojego poprzedniego postu - pierwotna wlascicielka ZATAILA pewne fakty o psie. - Pani Petronelo, prosze nie robic z ludzi idiotow - kazdy jest swiadom takiego stresu, i nim glownie tlumaczono jego drobniejsze wybryki majace miejsce przed glownym pogryzieniem. Najwiekszy problem polega tutaj na tym, ze pies ktory przyjechal nie mial zadnego zwiazku z psem, ktory zostal opisany - sama adoptowalam psy oraz bralam udzial w takich procesach, i zmiana miejsca mozna wytlumaczyc pewne zachowania, ale nie 100% zmiane osobowosci. To nie byl w zadnym stopniu wesolutki kochajacy ludzi piesek, jak to widnieje w opisach. Powinna byc Pani swiadoma tego, jak wazne jest poprawne poinformowanie - jestem pewna ze cala sytuacja bylaby znacznie mniej tragiczna i dla niego i dla innych, gdyby na starcie zostala powiedziana po prostu prawda, bez zbednego cukrzenia, "byleby tylko psu znalezc miejsce". Psu powinno byc znalezione miejsce ODPOWIEDNIE, z braniem pod uwage jego PRAWDZIWEGO charakteru, a nie byleby ktokolwiek go wzial - a wlasnie do tego zmierzala poprzednia wlascicielka, i do tego zmierzacie tutaj Panstwo, rozczulajac sie nad jego "swetasnymi oczkami" i pomijajac mniej przyjemne fakty. - owszem, rozmowa byla, i tu kolejny raz popelnila blad poprzednia wlascicielka, gdyz z rozmowy wynikalo ze szczepionka "ma jeszcze dwa tygodnie". Wielki blad osoby adoptujacej ze momentalnie nie zweryfikowala tego z ksiazeczka zdrowia. - czy fakt w ogole zaistnial? Jesli Pani uznaje tutaj moje wywody za klamstwo, to dlaczego w ogole odpowiada? Pies zostal wyrwany z korzeniami - zgadzam sie jak najbardziej z tym, jednak jest to wina osoby porzucajacej, nie przygarniajacej. To cale dominowanie nie bylo dla nowej wlascicielki problemem nie do pokonania - - pies dostal swoja poduszeczke i poslanie, nie bylo to tak brutalne wyrwanie ze swiata jak Pani chce myslec. Nie robie z tego psa ani mordercy, ani Baskervilla - najnormalniej w swiecie pokazuje, ze nie jest to taki aniolek na jak go Panstwo pokazuja, i ze kolejny dom stracil nie z powodu braku serca czy cierpliwosci nowej wlascicielki. W dostosowaniu do nowego domu pomagala osoba doswiadczona i z odpowiednimi referencjami, pokazujac domownikom (ktorzy ZGODZILI sie na adopcje, cokolwiek Pani tutaj insynuuje) jak nalezy sie zachowywac dla dobra obojga stron. Ta adopcja to nie byla bezmyslna niezaplanowana rzecz p.t. "oooo nowy piesek miziajmy miziajmy", tylko prawdziwa chec przygarniecia nowej osobowosci do domu. Prosze fakt wielokrotnego zatopienia klow w twarzy oraz uszach ktore potem wymagalo interwencji lekarskiej zwac jakkolwiek Pani chce, nie zmienia to stanu rzeczy. Skoro Pani i tak oskarza mnie o klamstwo, to latka ugryzienie/pogryzienie i tak Pani nie obchodzi, wolalaby Pani aby po prostu jej nie bylo, niezaleznie od tego co sie stalo. Osobiscie nie widze zbytniej logiki w opisywaniu nieistniejacych sytuacji, w momencie gdy moga one zwierzeciu zaszkodzic - najwidoczniej jednak wg Pani wlasnie taka idiotka jestem. Z calym szacunkiem, gdybysmy w morbitalu widzieli rozwiazanie, ten pies nie bylby w schronisku a w ziemi. Rozumiem ze chce Pani mnie przedstawic jako zla osobe, byleby psu pomoc - jednak pomoc jaka Panstwo mu tutaj oferuja, jest niedzwiedzia przysluga. Pies ma problemy z zachowaniem, jesli nowi wlasciciele nie beda o tym wiedziec, cala historia znowu sie powtorzy. I jego kolejne wyrzucenie i kolejne wizyty w szpitalu bylby na Panstwa sumieniu. On zostal w tej sytuacji najbardziej skrzywdzony - zatem prosze tutaj niepotrzebnie nie cukrzyc, inaczej skrzywdza go Panstwo PO RAZ KOLEJNY. Myslenie dlugoterminowe poplaca.
No tak. Czegoś tu chyba nie rozumie. Skoro Pani, która była hodowczynią jamników i miała wsparcie w postaci siły fachowej została tak dotkliwie pogryziona, to czemu ta bestia jeszcze żyje? Trochę mnie zastanawia jak pies postury jamnika dostał się do jej uszu? Skoro Pani miała wsparcie w postaci fachowca to była świadoma, że Teodor nie jest pieseczkiem do "miziania". I co? - musiała jakoś te uszy mu podstawić.Alura, jeszcze raz przeczytałam co jest napisane w ogłoszeniu - nie ma ani trochę cukru. Osoba odpowiedzialna za adopcję Teodora z pewnością szczegółowo poinformowała by osobę chcącą mu pomóc o jego wadach (pewnie i zaletach). Na pewno rozważnie wybrałaby tę osobę. Nikt nie powiedział, że pies poszedłby do pierwszej chętnej osoby i to może jeszcze z gromadką dzieci. Wyobraź sobie, że czasem zdarzają się ludzie potrafiący postępować z trudnymi psami, nie jesteś jedyną osobą znającą się na bestiach.Po kilku zamieszczonych tu postach Teodor, spokojnie może zgnić w schronisku. Zresztą może to będzie najlepsze wyjście dla ludzi. Bo nie można dopuścić by taki pies-morderca wyszedł poza schroniskowy boks (czy koci kontenerek bo i w takich "pomieszczeniach" trzyma się tam psy).I Alura, Fundacja zawsze ma na względzie dobro psa, ale też i ludzi, którzy się na psa decydują. Zawsze adopcja jest poprzedzona rozmowami, mającymi na celu ustalenie czy dany pies będzie odpowiedni dla tych ludzi i czy ludzie do których idzie zwierze są odpowiedni. Nie robimy adopcji tylko po to by pozbyć się psa. Zarówno zwierze jak i człowiek maja z tego związku mieć korzyści. Gdybyśmy szli na ilość nie mielibyśmy na dość drogim utrzymaniu Milki, Marleja, LaCosty, Piaskowego, Malwy - co z tego, że piękne jak problemowe i nie dla każdego. Oj Alura, coś nie lubisz Ty tego psa, oj nie lubisz. No cóż pewnie teraz będzie mu jeszcze trudniej wydostać się ze schroniskowej klitki.
No tak. Czegoś tu chyba nie rozumie. Skoro Pani, która była hodowczynią jamników i miała wsparcie w postaci siły fachowej została tak dotkliwie pogryziona, to czemu ta bestia jeszcze żyje? Trochę mnie zastanawia jak pies postury jamnika dostał się do jej uszu? Skoro Pani miała wsparcie w postaci fachowca to była świadoma, że Teodor nie jest pieseczkiem do "miziania". I co? - musiała jakoś te uszy mu podstawić. Alura, jeszcze raz przeczytałam co jest napisane w ogłoszeniu - nie ma ani trochę cukru. Osoba odpowiedzialna za adopcję Teodora z pewnością szczegółowo poinformowała by osobę chcącą mu pomóc o jego wadach (pewnie i zaletach). Na pewno rozważnie wybrałaby tę osobę. Nikt nie powiedział, że pies poszedłby do pierwszej chętnej osoby i to może jeszcze z gromadką dzieci. Wyobraź sobie, że czasem zdarzają się ludzie potrafiący postępować z trudnymi psami, nie jesteś jedyną osobą znającą się na bestiach.Po kilku zamieszczonych tu postach Teodor, spokojnie może zgnić w schronisku. Zresztą może to będzie najlepsze wyjście dla ludzi. Bo nie można dopuścić by taki pies-morderca wyszedł poza schroniskowy boks (czy koci kontenerek bo i w takich "pomieszczeniach" trzyma się tam psy).I Alura, Fundacja zawsze ma na względzie dobro psa, ale też i ludzi, którzy się na psa decydują. Zawsze adopcja jest poprzedzona rozmowami, mającymi na celu ustalenie czy dany pies będzie odpowiedni dla tych ludzi i czy ludzie do których idzie zwierze są odpowiedni. Nie robimy adopcji tylko po to by pozbyć się psa. Zarówno zwierze jak i człowiek maja z tego związku mieć korzyści. Gdybyśmy szli na ilość nie mielibyśmy na dość drogim utrzymaniu Milki, Marleja, LaCosty, Piaskowego, Malwy - co z tego, że piękne jak problemowe i nie dla każdego. Oj Alura, coś nie lubisz Ty tego psa, oj nie lubisz. No cóż pewnie teraz będzie mu jeszcze trudniej wydostać się ze schroniskowej klitki. Przypomnę, ze NIKT SIĘ NIE POFATYGOWAŁ aby zwrócić sie o POMOC do ludzi którzy zęby zjedli na adopcjach. najwięszą winę ponosi była Pani która mimo rozmowy i oferowanej pomocy w tym wizyta przedadopcyjna nie skorzystała. Zatem pretensje prosże miec do samych siebie i do byłej Pani. Pogryzienie przez psa nie rozpatruję sie jednoliniowo "a to agresor a nam nie powiedzieli, morderca, gwałciciel" a rozpoznać okoliczności w jakich to nastapiło. W schronie jakoś Teodor nie wykazuje agresji, a niewątpliwei jest to gorsze miejce niż kanapa. Termin szczepienia był na 08.02.2012. Z relacji byłej Pani wiem, że nie został szczepiony przed wyjazdem na zyczenie niedoszłej
Ludzie oddają psa z przeóznych powodów, które w bardzo niestety wielu przypadkach sa nieprawdziwe. W tym np nagle wybuchła alergia (tu mogę sobie mocno podyskutowac jako allergik do tego stopnia, ze jestem objęta Europejskim programem firmy Glaxo jako ciekawy przypadek). Wystarczą mi dwa czy nawet jedno proste pytanie i już wiem że ludzie kłamią. Agresja tez jest powodem oddania psa. Niestety duża grupa psów po zmianie domu okazuje się barankami. napewno dom Teodora będzie wiedział o zgłoszonym przypadku ugryzienia. W przypadku Teodora powiedziane że oddano do schronu podajac jako przyczyne pogryzienie, niezależnie od tego jak wypadnie obserwacja w domu tymczasowym. W ogłsozeniach owszem podajemy np zdiagnozowaną chorobę psa. Bo to jest diagnoza a nie "Goździkowa powiedziała ze etopiryna jest dobra". Natomiast agresja jak wspomniałam powinna byc ropatrzona dwutorowo. Przez ludzi błąd, bezmyślność, niewiedzę nie można przypinać psu łatki. Trzeba aby stwierdzili to ludzie majacy pojęcie o behawiorze.
To wszystko sie wyjaśni w najbliższym czasie bo Teodor będzie rozpoznany w domu tymczasowym. Dla mnie jedna i druga strona ma "za uszami". Posiadanie nawet kilku psiaków w życiu,a jeszcze od szczeniaka absolutnie nie znaczy że ten ktoś zna psychike psów. Wyciągniecie jakiegoś psiaka zze schronu, czy złapanie na ulicy to tez ciut mało. Trzeba wejś wielokrotnie do boksu, bywać tam. Jeżdze do schroniska, robie foty, wokoło lata setka spów w tym w typie TTP. Psy przywiezione z interwencji. Nie byłam nigdy pogryziona. A przez włąsnego nieżyjacego jamnika tak. Ugryzł mnie gdy był nieprzytomny z bólu w czasie poważnej choroby, któa z czasem była przyczyną jego smierci. Ugryzła mnie 3-4 krotnie w schronie mała do koolan terierkowata suczka, zawsze ta sama. Pech chciał że trafiała w to samo miejsce i mam brzydka bliznę. Sunia jest kupka łagodności, ale tak bardzo chce w tłumie wielkich psów zaistnieć ze gryzie... kazdego bo nie tylko mnie z bywających tam dziabneła. Nie nazywam jej agresorem, nie wyrzucam z balkonu. Ale jak wchodzę staram sie aby najpierw ją przywitać. Pomogło. Ale ja obserwuję psy, znam je, kalkuluje i myslę i szukam przyczyny przede wszystkim w sobie, w swoim zachowaniu. Pomimo duzej wiedzy i praktyki przy psach cały czas się uczę. Moją naczelną zasadą jest TO CZŁOWIEK MA MYŚLEĆ NIE PIES. I tego każdy siedzący po uszy w ratowaniu psów się trzyma. Proste jak konstrukcja cepa.
Tyle ode mnie i dla mnie EOT. Odezwe sie za jakiś czas po rozpoznaniu Teodora.
no i z radością informuję, że Teodor znajduje się domu tymczasowym. Jak donoszą osoby się nim opiekujące nikogo nie zjadł, nikomu gardła nie przegryzł, a co gorsze jest bardzo miłym i grzecznym JAMNIKIEM.Jeśli ktoś chce poczytać wiadomości bieżących o Teodorku - proszę oto link
Uprzedzone o jakoby zaistniałych mrożących krew w żyłach aktach gwałtu i agresji w wykonaniu Teodora, uprzedziłyśmy pracowników schroniska i lekarza mającego wykonywać zabieg. Tak niebezpieczny, gwałcący wszystko co na drodze i atakujący również na spacerach pies – tworzy zagrożenie. Dlatego trasa którą miałyśmy przebyć z Teodorem do szpitalika została wyczyszczona z wszelkich przedmiotów które można by zgwałcić. Ludzi mieli zakaz wchodzenia nam w drogę. Lekarz miał kamizelkę szczękoodporną, tytanowe rękawice, oraz hełm kosmonautów zabezpieczający twarz i uszy i inne części ciała.
Z wielkim lękiem, trzymając z dala uszy i twarz, ubrane w ochronne fartuchy postwiłyśmy Teodora na stole zabiegowym. Oczywiście został założony kaganiec. Ponieważ każdy się bał, wiedząc o krwiożerczości i o akcji poskramiania potwora. Musiałyśmy losować kto założy kaganiec. Zrozumiałe, że każdy się bał. Zastosowałyśmy metodę orła i reszki. Wypadło na Opiekunkę z DT Teodora. W końcu to ona od kilku dni przeżywa horror posiadania w domu psa niebezpiecznego dla otoczenia...
A teraz chwila prawdy...
U lekarza nawet nie warknął. Lekarz zaglądał mu w pychola, uszy, bardzo długo osłuchiwał i badał. Teodor wszystko znosił grzecznie. Nawet nie mruknął. Zastrzyk przyjął bezproblemowo. Zabieg kastracji odsunięty w czasie ze względu na kaszelek - prawdopodobnie serduszkowy. Teodorka nie ominęła jamnicza przypadłość – nie domykająca się zastawka. Teoś ma zaordynowane leki na dwa tygodnie po których trzeba zrobić diagnostykę. Ta wada to nie wyrok śmierci. Niemniej jednak potrzebna jest diagnoza i właściwe ustawienie leczenie i jamnik może się cieszyć swoim długim jamniczy życiem. Jak wiadomo to psiaki długowieczne osiągające wiek nawet 20 lat.
Nasuwa mi się taka myśl – dlaczego ludzie tak głupio potrafią tłumaczyć swój brak sumienia, że o empatii nie wspomnę. Dlaczego tak łatwo ferują wyroki. Dlaczego tak łatwo znajdują się klakierzy takowych wyroków? (Tu ukłon w stronę aga52010 z nadzieja, ze w przyszłości odczeka chwile zanim zgani nas). Aż się boję myśleć co Teodor przeżywał po porzuceniu po latach (już to było dla niego traumą) i w czasie pobytu trzy dni w byłym na szczęście domu. Co się działo tam - skoro tu przez kilka dni w sytuacjach absolutnie stresujących, nie wykazał ani razu agresji, nie „zgwałcił” ani jednego przedmiotu czy kogokolwiek. Na spacerach jest karny, grzeczny NIE ZACZEPIA. Okazuje się, ze nawet obok kotów przeszedł spokojnie. Dał się wykąpać, zbadać, wyczesać, jest posłuszny....
Wiecie co? Ja chyba nawet nie chcę wiedzieć co on przeżywał, co go spotkało. Wierzę, że było zagrożenie – np. Teodorowi groziło wyrzucenie z balkonu. Ręce i cycki opadaja, a nóż w kieszeni się otwiera. Ja naprawde nie chcę wiedzieć co on przeżył :(
Dziękuję Fundacji Nero i userowi: dragon36 za wyważony głos w temacie, bo atak mający znamiona "apogeum nienawiści" w wykonaniu Alury trudno dyskusją nazwać.
Petronelo! Ja nikogo nie ganie tylko wole wiedzieć że pies jest takiej a nie innej natury . Bardzo lubię zwierzęta i jeśli jakieś adoptuje to wcześniej dobrze się zastanowię .
Teodor już w domu od kilku godzin. Nie ma doniesień aby kogoś zagryzł czy zgwałcił. Z rezydentami-samcami w tym jeden bardzo dominujący sztama i zabawa. Teraz ściskamy kciuki jeszcze jakiś czas, psiak jest po przejściach i traumie porzucenia i diabli wiedza jeszcze czego, chyba nawet nie chcę wiedzieć. Przez półtora miesiąca okazał się wspaniałym mądrym psem. Nikogo nie pogryzł, nikogo nie zgwałcił ani niczego.
Trochę późno, ale może mój głos się przyda przy następnych trudnych adopcjach ...jak patrzę na te zwisające uszy Teodora i te psie oczy pełne lęku, to widzę naszą spanielkę. Została adoptowana z poletka doświadczalnego pewnej firmy, miała 1,5 roku. Początki były tak samo trudne, suńka całe swoje życie spędziła w boksie i trzeba było trochę cierpliwości przy uczeniu czystości ....w kontakcie trzeba było uważać na każdym kroku , bo potrafiła ugryźć dotkliwie. Przywłaszczała sobie różne rzeczy, a to szalik, kurtkę dziecka , czy plecak, jakiś kocyk i wtedy nie można było do niej dojść ...nie można było swobodnie chodzić po kuchni jak miała jedzenie w misce ....jak udało się ją wykąpać, to już z zabraniem jej ręcznika nikt nie ryzykował, a usunięcie kleszcza było możliwe po związaniu jej pyska bandażem, czego nauczył nas wet, który też ją z takim zabezpieczeniem przyjmował. Dziś jest to już szczęśliwy pies, nie mamy tych problemów. Chodź charakterek spaniela nie jest najprzyjemniejszy, to jest kochana. Ciągle domaga się pieszczot, lecz czasami jej oczy wydają się pytać - a czy mnie nie porzucicie ? Myślę ,że jamnik i spaniel mają podobne charaktery, ale sercem można zdziałać wiele. Bardzo się ucieszyłam ,że Teodor ma swój nowy dom , aby już do końca.
to Teodor bardzo nieszczęśliwy pies
TEODOR
Teodor znalazł się w bardzo złej sytuacji. Nie jest psem młodym i
własnie teraz został sam. Po latach został oddany przez właścicielkę
osobie, która bardzo szybko doszła do wniosku, że jednak go nie chce.
Pies po latach bycia psem kanapowym - trafił do schroniska. Schronisko
nie jest miejscem odpowiednim dla jamników, a szczególnie dla
jedenastoletnich jamników. Teodor nie potrafi przystosować się do
nowych warunków. Teodor ginie.
Pies natychmiast potrzebuje pomocy - choćby domu tymczasowego. Jest
psem lubiącym towarzystwo ludzi i raczej wesołym. Nie przepada za
dziećmi - raczej schodzi im z drogi
Jeśli ktoś może zaopiekować się Teodorem proszę opilny kontakt z Fundacją.
Teodor znalazł się w bardzo złej sytuacji. Nie jest psem młodym i
własnie teraz został sam. Po latach został oddany przez właścicielkę
osobie, która bardzo szybko doszła do wniosku, że jednak go nie chce.
Pies po latach bycia psem kanapowym - trafił do schroniska. Schronisko
nie jest miejscem odpowiednim dla jamników, a szczególnie dla
jedenastoletnich jamników. Teodor nie potrafi przystosować się do
nowych warunków. Teodor ginie.
Pies natychmiast potrzebuje pomocy - choćby domu tymczasowego. Jest
psem lubiącym towarzystwo ludzi i raczej wesołym. Nie przepada za
dziećmi - raczej schodzi im z drogi
Jeśli ktoś może zaopiekować się Teodorem proszę opilny kontakt z Fundacją.
No tam, można się spodziewać, że nikogo nie interesuje los Teodora. A Teodor zasługuje na odrobinę uczuć od człowieka. No ale nie jest puchatym szczeniakiem, którego można pokazać innym dzieciakom w piaskownicy.
W jaki wieku jest Teodor, przebywa w AZORKU czy na Młynarskiej ?
Teodor ma jedenaście lat. Jest psiakiem, którym opiekuje się koleżanka - opiekuje medialnie, bo kiedy nie znalazła domu dla niego w odpowiednim czasie, właścicielka oddała go na Paluch (!). Ten pies tam zginie, nie wytrzyma tych warunków.
Przepraszam, ale krew mnie zalala w momencie kiedy przeczytalam Pani/Pana rozczulajaca opowiesc o Teodorze. Nastepnym razem prosze sie upewnic, iz pisane tutaj rzeczy sa zgodne z faktami. Bralam w jego akcji udzial i z pierwszej reki wiem, jak sie owe maja. Teodor zostal oddany osobie ktora po krotkim trzydniowym pobycie zostala DOTKLIWIE POGRYZIONA W TWARZ i wyladowala w szpitalu. Ponadto, poprzednia wlascicielka psa nie zaszczepila go przed wscieklizna i wynikly z tego problemy. Psa momentalnie osobie poszkodowanej odebralysmy, mimo ze ze lzami w oczach nie chciala sie na to zgodzic, i miala juz specjalne zamowione dla niego zabiegi, gdyz byl najnormalniej w swiecie dla niej niebezpieczny. Wlascicielka z Czestochowy nie uznala za wazne podczas adopcji powiadomic o agresji, niebywalej dominacji psa oraz gwalceniu czego popadnie. Jako ze nikt inny nie chcial sie ze wzgledu bezpieczenstwa Teodorem zaopiekowac - a to ze podczas spacerow atakowal obcych ludzi jeszcze bardziej ludzi odstraszylo - wyladowal na Paluchu.
Rozczulaja sie tutaj Panstwo nad psem, ktory ze wzgledu na tak dotkliwy atak na czlowieka w kazdym innym kraju zostalby uspiony. To prawda, jest piekny, i mnie samej smutno ze tak zakonczyla sie cala akcja szukania nowego domu, zwlaszcza ze osobie ktora go adoptowala nie przeszkadzal ani wiek, ani nawet agresja ktora okazal. Jednak jak widac w Panstwa oczach wiecej znaczy niebezpieczny i ze wychowany pies, niz dobroduszna Pani ktora skonczyla w szpitalu z dziurami w twarzy i ze zlamanym sercem.
Na szczęście "u nas" nie usypia się tak szybko. Znam tego psa z opowiadań osoby znającej go osobiście. I nie mówi o nim jak o mordercy. Jamnik to szczególna rasa i być może osoba która został ugryziona przez Teodora popełniła jakiś błąd. To wcale nie oznacza, że ten pies potrzebuje pomocy, a pobyt w schronisku go zabija.
Mam pomysł, zamiast odbudowywać zamek zbudujmy tam budę dla "teodorka"
no to teraz to ma raczej nikle szanse na adopcję ,chyba że ktoś odważny się zdecyduje . Istnieje też możliwość że temu psu się to przydażyło raz z jakiegoś powodu i więcej nie będzie takiego zachowania z jego strony ,no ale to już wyjaśnienia powyżej dają wiele do myślenia .
no to teraz to ma raczej nikle szanse na adopcję ,chyba że ktoś odważny się zdecyduje . Istnieje też możliwość że temu psu się to przydażyło raz z jakiegoś powodu i więcej nie będzie takiego zachowania z jego strony ,no ale to już wyjaśnienia powyżej dają wiele do myślenia .
Istotnie daja wiele do myslenia np
czy pani ze złamanym sercem nie odpytała o zwyczaje psiaka, nie uznała tego za ważne? Ile pani rozmawiałą z byłymi włascicielami o psie, co lubi, jak się bawi, jak sie zachowuje w szczególnych sytuacjach? Moje przekonanie jest takie była rozmowa mozę nawet nieco dłuższa w stylu "och jaki sliczny - tak sliczny - och jaki biedny - tak biedny - bede kochać - świetnie to umawiamy sie na"
czy pani ze złamanym sercem wie ze pies wyrwany po 11 latach to żywe stworzenie i przeżywa stress który może być powodem róznych reakcji którym mozna zapobiec. Chociażby nie popełniajac jednego z podstawowych błedów ludzi "kochajacych swetaśnie zwierzatka" i zagałaskujące je na śmierć. Lub zwyczajnie pytajac ludzi znających psychike, behawior. Byle nie Goździkowej która miała od dziecka swoją Perełke a potem jej dzieci i dzieci dzieci (bo przecież suka musi mieć raz) - zatem uznała sie za znajaća na psach.czy pani ze złamanym sercem rozmawiała z poprzednią pania o stanie zdrowia, o szczepieniach? czy fakt (o ile w ogóle zaistniał) tzw gwałcenia wszystkiego po kolei to przypadkiem nie typowe zachowanie psa na dodatek jamnika który z natury jest dominujący. Typowe w tej szczególnej sytuacji gdy pies zopstał wyrwany z korzeniami ze swojego dotychczasowego miejsca?czy ktokolwiek zastanowił się aby psu dać na nową drogę jego stare rzeczy (legowisko, zabawki)?Prawda jak to cudnie i łatwo przyczepić psu łatkę i zrobić z niego Baskervilla. A moze po prostu nagle wybuchła alergia, może ktoś z członków rodziny nie wiedział o adopcji i się na nią nie zgadzał. A moze ugryzienie nastąpiło nie w wyniku ataku "potężnego rozsierdzonego jamnika" w wyniku nieprzemyślanych zachowań. To człowiek ma myśleć nie pies. Np gdy (PRZYPOMINAM PIES WYRWANY PO 11 LATACH ZE SWOJEGO ŚRODOWISKA) jadł, albo na siłe był sadzany na kolana, przytulany etc etc. Każdy znajacy odrobinę psychikę psa, wie że taki pies nie wie co się dzieje. JEst ogłupiały i przerażony. Przerażony pies nie szepnie pani/panu na uszko nie rób tak bo nie lubie, bo sie boję, - tylko sie broni. Nie należy mu sie narzucać, trzeba pozwolić aby sam sobie znalazł miejsce. Tu odnoszę nieodparte wrażenie że za chwile okaże się, ze pies zaatakował pół miasta.
Mam bardzo ważne pytanie. Kiedy pies miał ostatnie szczepienie na wściekliznę? W większości krajów wiadomo i jest to uznawane szczepionki p/wściekliźnie są ważne 2 lata. U nas pokutuje nadal stary przepis ale w takich sytuacjach jak ta i u nas nie podchodzi sie drastycznie z morbitalem.
Jeżeli rzeczywiście uryzienie (bo w pogryzienie wątpię) miało miejsce to oczywiscie współczuję pani ze złamanym sercem, swoich blizn po pogryzieniach i ugryzieniach demonstrowac nie będe ale powiem ze nigdy nie przyszło mi do głowy że tylko morbital jest rozwiązaniem. A za to było powodem do zastanowienia się jaki był błąd, wyszło to na dobre psom żyjacym w nowych rodzinach już i będacych cudownymi kanapowcami.
O fakcie że pies jest agresywny należało by napisac. Zastanawiałam się nad adopcją Teodora bo szkoda biedaka , mam dzieci za którymi pies podobno nie przepada.Widzę że dla fundacji ważniejsze jest dobro psa niż ludzi. Wzięła bym zwierzaka , a potem oddała i na forum opisano by mnie jako ta która wzięła ale się rozmyśliła się i już go nie chce. Chyba nie na tym to polega
O fakcie że pies jest agresywny należało by napisac. Zastanawiałam się nad adopcją Teodora bo szkoda biedaka , mam dzieci za którymi pies podobno nie przepada.Widzę że dla fundacji ważniejsze jest dobro psa niż ludzi. Wzięła bym zwierzaka , a potem oddała i na forum opisano by mnie jako ta która wzięła ale się rozmyśliła się i już go nie chce. Chyba nie na tym to polega
W ogłoszeniu piszemy tylko potwierdzone rzeczy. Fakt agresji nie jest potwierdzony, jest przekaz tylko. Niemniej jednak gdyby ktokolwiek profesjonalnie uczestniczył w tej adopcji napewno pies nie byłby wydany do domu z dzieckiem, jako ze jamniki z zasady nie lubią dzieci. I nie istotnie jest przekaz miejski o tym że jedna pani mówiła drugiej pani że u nich jamniczka kocha dzieci. Z zasady potem okazuje się zę np jamnik był od szczeniaka a najcześciej to nie jest jamnik. Ale ma krótkie łapy i jest mały wiec w osiedlowym slangu jest to jamnik. NAPEWNO z potencjanym domem byłoby spotkanie czyli tzw wizyta przedadopcyjna. Kiedy ktoś sie nie zgadza na taką - nie jest brany pod uwage. W czasie takiej wizyty jest po prostu szczera rozmowa, szczegółowa rozmowa o psie (szczególnie jezeli jest to pies w typie rasy na rozmowe idzie osoba zajmująca sie takimi psami). Napewno byłaby rozmowa o znajomości psychiki psa po przejsciach i siadomosci możliwych reakcji (niekoniecznie majacych zawsze miejsce), a szczególnie jamnika który jest psem z charakterem, dominującym z natury rzeczy. I napewno osoba wizytująca nie dałaby sie wziac na sliczne słowka i zapewnieniu "podoba mi sie bedzie miał u mnie super bo koFFam pieseczki". W mojej wieloletniej praktyce bywało zę dzięki takim wizytom ludzie rozmyslili sie lub zdecydowali na całkiem innego psa, bo sie okazało ze ich temperament nie był odpowiedni akurat dla takiego dla którego była dana wizyta. Bywa też że dzieki temu osoby biora same od razu dwa psy. Z takimi domami mamy kontakt szczególnie w pierwszym okresie.
Taka wizyta wiele wyjaśnia. Na to sa sprawdzone procedury, pytania.
tak z ciekawości się zapytam czy w końcu ten pies nadaje się do adopcji do domu gdzie jest np. kot i małe dziecko czy nie ,o co tu chodzi czy szukamy domu czy nie , osobiście kilku osobom go proponowałem i chcę wiedzieć czy gra jest warta świeczki żebym nie wyszedł na głupca jak się ktoś zdecyduje z moich znajomych,a on im zacznie jak w opisie powyżej cuda wyprawiać .
tak z ciekawości się zapytam czy w końcu ten pies nadaje się do adopcji do domu gdzie jest np. kot i małe dziecko czy nie ,o co tu chodzi czy szukamy domu czy nie , osobiście kilku osobom go proponowałem i chcę wiedzieć czy gra jest warta świeczki żebym nie wyszedł na głupca jak się ktoś zdecyduje z moich znajomych,a on im zacznie jak w opisie powyżej cuda wyprawiać .
Ja proponuje przeczytać moje posty. Będzie odpowiedź w kwestii czy Teodor nadaje się do domu z dzieckiem. I przypomnę to jest JAMNIK - jamniki nie są psami dla dzieci.
W temacie kota powiem tak - jamniki to psy mysliwskie i zdecydowanie odradzam jamnika który sie nie chował przy kocie do domu z kotem. Gdyby to był jamnik do roku mozna ćwiczyć. U 11-letniego jamnika, jamnika w jamniku, będacego przez całe swoje zycie jednym zwierzakiem w domu - odradzam, nie dawałabym do domu z kotem.
Ideałem byłoby gdyby Teodor znalazł dom w Warszawie gdzie mogę podjechać i pomóc w pierwszym okresie behawioralnie. Aczkolwiek jeżeli w czasie wizyty przedadopcyjne uzgodnimy możłiwe zachowania i reakcje psa po przejsciach (porzuconego i z traumą w zwiazku z tym) i ludzie beda sie stosować to mój udział będzie minimalny. Reakcje psa odrzuconego mogą, ale nie muszą zaistnieć. Jeżeli ludzie będa wiedzieli czego się spodziewać, w 95% unikną niespodzianek. Chociażby podstawowa sprawa "nie zalizać, nie zamiziać, nie zacałować". Pies nie wie dlaczego nagle jest seriami miziany BOI SIĘ. Takiego psa obserwuje sie z boku dajac mu swobode, idzie to idzie, kładzie sie w najmniej spodziewanym kącie to się kładzie. Przerwanie mu tego uzna za wrogość. Po paru dniach a być moze godzinach sam podejdzie, sam zamerda, sam wepchnie głowe z prośba o mizianie. I wtedy jesteśmy wygrani.
Jeżeli sa jeszcze jakieś pytania prosze pytać odpowiem.
dzięki za wyczerpująca odpowiedz ,teraz wiem co i jak .
test
@fundacjanero: KAZDA rasa jest specjalna - czy jamnik, czy nie. Osoba ktora adoptowala psa sama posiada starsze juz jamniki i zna rase od dekad. Ja sie jak najbardziej zgadzam, ze pies potrzebuje pomocy i domu - jednak domu swiadomego, odpowiedniego, gdzie nowemu wlascicielowi nie bedzie sie bez sensu cukrzyc. Inaczej sytuacja sie powtorzy - tego Panstwo chca?
@Petronela: - oczywiscie ze sie odpytala, mowimy tu o osobie ktora hodowala swego czasu psy i swoja najstarsza sunie nadal posiada. Odsylam do swojego poprzedniego postu - pierwotna wlascicielka ZATAILA pewne fakty o psie.
- Pani Petronelo, prosze nie robic z ludzi idiotow - kazdy jest swiadom takiego stresu, i nim glownie tlumaczono jego drobniejsze wybryki majace miejsce przed glownym pogryzieniem. Najwiekszy problem polega tutaj na tym, ze pies ktory przyjechal nie mial zadnego zwiazku z psem, ktory zostal opisany - sama adoptowalam psy oraz bralam udzial w takich procesach, i zmiana miejsca mozna wytlumaczyc pewne zachowania, ale nie 100% zmiane osobowosci. To nie byl w zadnym stopniu wesolutki kochajacy ludzi piesek, jak to widnieje w opisach. Powinna byc Pani swiadoma tego, jak wazne jest poprawne poinformowanie - jestem pewna ze cala sytuacja bylaby znacznie mniej tragiczna i dla niego i dla innych, gdyby na starcie zostala powiedziana po prostu prawda, bez zbednego cukrzenia, "byleby tylko psu znalezc miejsce". Psu powinno byc znalezione miejsce ODPOWIEDNIE, z braniem pod uwage jego PRAWDZIWEGO charakteru, a nie byleby ktokolwiek go wzial - a wlasnie do tego zmierzala poprzednia wlascicielka, i do tego zmierzacie tutaj Panstwo, rozczulajac sie nad jego "swetasnymi oczkami" i pomijajac mniej przyjemne fakty.
- owszem, rozmowa byla, i tu kolejny raz popelnila blad poprzednia wlascicielka, gdyz z rozmowy wynikalo ze szczepionka "ma jeszcze dwa tygodnie". Wielki blad osoby adoptujacej ze momentalnie nie zweryfikowala tego z ksiazeczka zdrowia.
- czy fakt w ogole zaistnial? Jesli Pani uznaje tutaj moje wywody za klamstwo, to dlaczego w ogole odpowiada? Pies zostal wyrwany z korzeniami - zgadzam sie jak najbardziej z tym, jednak jest to wina osoby porzucajacej, nie przygarniajacej. To cale dominowanie nie bylo dla nowej wlascicielki problemem nie do pokonania -
- pies dostal swoja poduszeczke i poslanie, nie bylo to tak brutalne wyrwanie ze swiata jak Pani chce myslec.
Nie robie z tego psa ani mordercy, ani Baskervilla - najnormalniej w swiecie pokazuje, ze nie jest to taki aniolek na jak go Panstwo pokazuja, i ze kolejny dom stracil nie z powodu braku serca czy cierpliwosci nowej wlascicielki. W dostosowaniu do nowego domu pomagala osoba doswiadczona i z odpowiednimi referencjami, pokazujac domownikom (ktorzy ZGODZILI sie na adopcje, cokolwiek Pani tutaj insynuuje) jak nalezy sie zachowywac dla dobra obojga stron. Ta adopcja to nie byla bezmyslna niezaplanowana rzecz p.t. "oooo nowy piesek miziajmy miziajmy", tylko prawdziwa chec przygarniecia nowej osobowosci do domu.
Prosze fakt wielokrotnego zatopienia klow w twarzy oraz uszach ktore potem wymagalo interwencji lekarskiej zwac jakkolwiek Pani chce, nie zmienia to stanu rzeczy. Skoro Pani i tak oskarza mnie o klamstwo, to latka ugryzienie/pogryzienie i tak Pani nie obchodzi, wolalaby Pani aby po prostu jej nie bylo, niezaleznie od tego co sie stalo. Osobiscie nie widze zbytniej logiki w opisywaniu nieistniejacych sytuacji, w momencie gdy moga one zwierzeciu zaszkodzic - najwidoczniej jednak wg Pani wlasnie taka idiotka jestem.
Z calym szacunkiem, gdybysmy w morbitalu widzieli rozwiazanie, ten pies nie bylby w schronisku a w ziemi. Rozumiem ze chce Pani mnie przedstawic jako zla osobe, byleby psu pomoc - jednak pomoc jaka Panstwo mu tutaj oferuja, jest niedzwiedzia przysluga. Pies ma problemy z zachowaniem, jesli nowi wlasciciele nie beda o tym wiedziec, cala historia znowu sie powtorzy. I jego kolejne wyrzucenie i kolejne wizyty w szpitalu bylby na Panstwa sumieniu. On zostal w tej sytuacji najbardziej skrzywdzony - zatem prosze tutaj niepotrzebnie nie cukrzyc, inaczej skrzywdza go Panstwo PO RAZ KOLEJNY. Myslenie dlugoterminowe poplaca.
No tak. Czegoś tu chyba nie rozumie. Skoro Pani, która była hodowczynią jamników i miała wsparcie w postaci siły fachowej została tak dotkliwie pogryziona, to czemu ta bestia jeszcze żyje? Trochę mnie zastanawia jak pies postury jamnika dostał się do jej uszu? Skoro Pani miała wsparcie w postaci fachowca to była świadoma, że Teodor nie jest pieseczkiem do "miziania". I co? - musiała jakoś te uszy mu podstawić.Alura, jeszcze raz przeczytałam co jest napisane w ogłoszeniu - nie ma ani trochę cukru. Osoba odpowiedzialna za adopcję Teodora z pewnością szczegółowo poinformowała by osobę chcącą mu pomóc o jego wadach (pewnie i zaletach). Na pewno rozważnie wybrałaby tę osobę. Nikt nie powiedział, że pies poszedłby do pierwszej chętnej osoby i to może jeszcze z gromadką dzieci. Wyobraź sobie, że czasem zdarzają się ludzie potrafiący postępować z trudnymi psami, nie jesteś jedyną osobą znającą się na bestiach.Po kilku zamieszczonych tu postach Teodor, spokojnie może zgnić w schronisku. Zresztą może to będzie najlepsze wyjście dla ludzi. Bo nie można dopuścić by taki pies-morderca wyszedł poza schroniskowy boks (czy koci kontenerek bo i w takich "pomieszczeniach" trzyma się tam psy).I Alura, Fundacja zawsze ma na względzie dobro psa, ale też i ludzi, którzy się na psa decydują. Zawsze adopcja jest poprzedzona rozmowami, mającymi na celu ustalenie czy dany pies będzie odpowiedni dla tych ludzi i czy ludzie do których idzie zwierze są odpowiedni. Nie robimy adopcji tylko po to by pozbyć się psa. Zarówno zwierze jak i człowiek maja z tego związku mieć korzyści. Gdybyśmy szli na ilość nie mielibyśmy na dość drogim utrzymaniu Milki, Marleja, LaCosty, Piaskowego, Malwy - co z tego, że piękne jak problemowe i nie dla każdego. Oj Alura, coś nie lubisz Ty tego psa, oj nie lubisz. No cóż pewnie teraz będzie mu jeszcze trudniej wydostać się ze schroniskowej klitki.
No tak. Czegoś tu chyba nie rozumie. Skoro Pani, która była hodowczynią jamników i miała wsparcie w postaci siły fachowej została tak dotkliwie pogryziona, to czemu ta bestia jeszcze żyje? Trochę mnie zastanawia jak pies postury jamnika dostał się do jej uszu? Skoro Pani miała wsparcie w postaci fachowca to była świadoma, że Teodor nie jest pieseczkiem do "miziania". I co? - musiała jakoś te uszy mu podstawić.
Alura, jeszcze raz przeczytałam co jest napisane w ogłoszeniu - nie ma ani trochę cukru. Osoba odpowiedzialna za adopcję Teodora z pewnością szczegółowo poinformowała by osobę chcącą mu pomóc o jego wadach (pewnie i zaletach). Na pewno rozważnie wybrałaby tę osobę. Nikt nie powiedział, że pies poszedłby do pierwszej chętnej osoby i to może jeszcze z gromadką dzieci. Wyobraź sobie, że czasem zdarzają się ludzie potrafiący postępować z trudnymi psami, nie jesteś jedyną osobą znającą się na bestiach.Po kilku zamieszczonych tu postach Teodor, spokojnie może zgnić w schronisku. Zresztą może to będzie najlepsze wyjście dla ludzi. Bo nie można dopuścić by taki pies-morderca wyszedł poza schroniskowy boks (czy koci kontenerek bo i w takich "pomieszczeniach" trzyma się tam psy).I Alura, Fundacja zawsze ma na względzie dobro psa, ale też i ludzi, którzy się na psa decydują. Zawsze adopcja jest poprzedzona rozmowami, mającymi na celu ustalenie czy dany pies będzie odpowiedni dla tych ludzi i czy ludzie do których idzie zwierze są odpowiedni. Nie robimy adopcji tylko po to by pozbyć się psa. Zarówno zwierze jak i człowiek maja z tego związku mieć korzyści. Gdybyśmy szli na ilość nie mielibyśmy na dość drogim utrzymaniu Milki, Marleja, LaCosty, Piaskowego, Malwy - co z tego, że piękne jak problemowe i nie dla każdego. Oj Alura, coś nie lubisz Ty tego psa, oj nie lubisz. No cóż pewnie teraz będzie mu jeszcze trudniej wydostać się ze schroniskowej klitki.
Przypomnę, ze NIKT SIĘ NIE POFATYGOWAŁ aby zwrócić sie o POMOC do ludzi którzy zęby zjedli na adopcjach. najwięszą winę ponosi była Pani która mimo rozmowy i oferowanej pomocy w tym wizyta przedadopcyjna nie skorzystała. Zatem pretensje prosże miec do samych siebie i do byłej Pani. Pogryzienie przez psa nie rozpatruję sie jednoliniowo "a to agresor a nam nie powiedzieli, morderca, gwałciciel" a rozpoznać okoliczności w jakich to nastapiło. W schronie jakoś Teodor nie wykazuje agresji, a niewątpliwei jest to gorsze miejce niż kanapa. Termin szczepienia był na 08.02.2012. Z relacji byłej Pani wiem, że nie został szczepiony przed wyjazdem na zyczenie niedoszłej
Ludzie oddają psa z przeóznych powodów, które w bardzo niestety wielu przypadkach sa nieprawdziwe. W tym np nagle wybuchła alergia (tu mogę sobie mocno podyskutowac jako allergik do tego stopnia, ze jestem objęta Europejskim programem firmy Glaxo jako ciekawy przypadek). Wystarczą mi dwa czy nawet jedno proste pytanie i już wiem że ludzie kłamią. Agresja tez jest powodem oddania psa. Niestety duża grupa psów po zmianie domu okazuje się barankami. napewno dom Teodora będzie wiedział o zgłoszonym przypadku ugryzienia. W przypadku Teodora powiedziane że oddano do schronu podajac jako przyczyne pogryzienie, niezależnie od tego jak wypadnie obserwacja w domu tymczasowym. W ogłsozeniach owszem podajemy np zdiagnozowaną chorobę psa. Bo to jest diagnoza a nie "Goździkowa powiedziała ze etopiryna jest dobra". Natomiast agresja jak wspomniałam powinna byc ropatrzona dwutorowo. Przez ludzi błąd, bezmyślność, niewiedzę nie można przypinać psu łatki. Trzeba aby stwierdzili to ludzie majacy pojęcie o behawiorze.
To wszystko sie wyjaśni w najbliższym czasie bo Teodor będzie rozpoznany w domu tymczasowym. Dla mnie jedna i druga strona ma "za uszami". Posiadanie nawet kilku psiaków w życiu,a jeszcze od szczeniaka absolutnie nie znaczy że ten ktoś zna psychike psów. Wyciągniecie jakiegoś psiaka zze schronu, czy złapanie na ulicy to tez ciut mało. Trzeba wejś wielokrotnie do boksu, bywać tam. Jeżdze do schroniska, robie foty, wokoło lata setka spów w tym w typie TTP. Psy przywiezione z interwencji. Nie byłam nigdy pogryziona. A przez włąsnego nieżyjacego jamnika tak. Ugryzł mnie gdy był nieprzytomny z bólu w czasie poważnej choroby, któa z czasem była przyczyną jego smierci. Ugryzła mnie 3-4 krotnie w schronie mała do koolan terierkowata suczka, zawsze ta sama. Pech chciał że trafiała w to samo miejsce i mam brzydka bliznę. Sunia jest kupka łagodności, ale tak bardzo chce w tłumie wielkich psów zaistnieć ze gryzie... kazdego bo nie tylko mnie z bywających tam dziabneła. Nie nazywam jej agresorem, nie wyrzucam z balkonu. Ale jak wchodzę staram sie aby najpierw ją przywitać. Pomogło. Ale ja obserwuję psy, znam je, kalkuluje i myslę i szukam przyczyny przede wszystkim w sobie, w swoim zachowaniu. Pomimo duzej wiedzy i praktyki przy psach cały czas się uczę. Moją naczelną zasadą jest TO CZŁOWIEK MA MYŚLEĆ NIE PIES. I tego każdy siedzący po uszy w ratowaniu psów się trzyma. Proste jak konstrukcja cepa.
Tyle ode mnie i dla mnie EOT. Odezwe sie za jakiś czas po rozpoznaniu Teodora.
no i z radością informuję, że Teodor znajduje się domu tymczasowym. Jak donoszą osoby się nim opiekujące nikogo nie zjadł, nikomu gardła nie przegryzł, a co gorsze jest bardzo miłym i grzecznym JAMNIKIEM.Jeśli ktoś chce poczytać wiadomości bieżących o Teodorku - proszę oto link
http://www.dogomania.pl/forum/threads/226135-Zdrada-oboj%C4%99tno%C5%9B%C4%87-okrucie%C5%84stwo-po-11-latach-z-kanapy-w-schronisku-tu%C5%82aczka
Teodor nadal szuka domu w którym będzie mógł spokojnie żyć aż do śmierci.(W podanym linku można zobaczyć więcej zdjęć )
O AGRESJI I GWAŁTACH SŁÓW KILKA...
Dziś miał się odbyć zabieg kastracji Teodora...
Uprzedzone o jakoby zaistniałych mrożących krew w żyłach aktach gwałtu i agresji w wykonaniu Teodora, uprzedziłyśmy pracowników schroniska i lekarza mającego wykonywać zabieg. Tak niebezpieczny, gwałcący wszystko co na drodze i atakujący również na spacerach pies – tworzy zagrożenie. Dlatego trasa którą miałyśmy przebyć z Teodorem do szpitalika została wyczyszczona z wszelkich przedmiotów które można by zgwałcić. Ludzi mieli zakaz wchodzenia nam w drogę. Lekarz miał kamizelkę szczękoodporną, tytanowe rękawice, oraz hełm kosmonautów zabezpieczający twarz i uszy i inne części ciała.
Z wielkim lękiem, trzymając z dala uszy i twarz, ubrane w ochronne fartuchy postwiłyśmy Teodora na stole zabiegowym. Oczywiście został założony kaganiec. Ponieważ każdy się bał, wiedząc o krwiożerczości i o akcji poskramiania potwora. Musiałyśmy losować kto założy kaganiec. Zrozumiałe, że każdy się bał. Zastosowałyśmy metodę orła i reszki. Wypadło na Opiekunkę z DT Teodora. W końcu to ona od kilku dni przeżywa horror posiadania w domu psa niebezpiecznego dla otoczenia...
A teraz chwila prawdy...
U lekarza nawet nie warknął. Lekarz zaglądał mu w pychola, uszy, bardzo długo osłuchiwał i badał. Teodor wszystko znosił grzecznie. Nawet nie mruknął. Zastrzyk przyjął bezproblemowo. Zabieg kastracji odsunięty w czasie ze względu na kaszelek - prawdopodobnie serduszkowy. Teodorka nie ominęła jamnicza przypadłość – nie domykająca się zastawka. Teoś ma zaordynowane leki na dwa tygodnie po których trzeba zrobić diagnostykę. Ta wada to nie wyrok śmierci. Niemniej jednak potrzebna jest diagnoza i właściwe ustawienie leczenie i jamnik może się cieszyć swoim długim jamniczy życiem. Jak wiadomo to psiaki długowieczne osiągające wiek nawet 20 lat.
Nasuwa mi się taka myśl – dlaczego ludzie tak głupio potrafią tłumaczyć swój brak sumienia, że o empatii nie wspomnę. Dlaczego tak łatwo ferują wyroki. Dlaczego tak łatwo znajdują się klakierzy takowych wyroków? (Tu ukłon w stronę aga52010 z nadzieja, ze w przyszłości odczeka chwile zanim zgani nas). Aż się boję myśleć co Teodor przeżywał po porzuceniu po latach (już to było dla niego traumą) i w czasie pobytu trzy dni w byłym na szczęście domu. Co się działo tam - skoro tu przez kilka dni w sytuacjach absolutnie stresujących, nie wykazał ani razu agresji, nie „zgwałcił” ani jednego przedmiotu czy kogokolwiek. Na spacerach jest karny, grzeczny NIE ZACZEPIA. Okazuje się, ze nawet obok kotów przeszedł spokojnie. Dał się wykąpać, zbadać, wyczesać, jest posłuszny....
Wiecie co? Ja chyba nawet nie chcę wiedzieć co on przeżywał, co go spotkało. Wierzę, że było zagrożenie – np. Teodorowi groziło wyrzucenie z balkonu. Ręce i cycki opadaja, a nóż w kieszeni się otwiera. Ja naprawde nie chcę wiedzieć co on przeżył :(
Dziękuję Fundacji Nero i userowi: dragon36 za wyważony głos w temacie, bo atak mający znamiona "apogeum nienawiści" w wykonaniu Alury trudno dyskusją nazwać.
No i okazuje się, że nie taki Teodor straszny jak go malują. Jeśli ktoś bardzo chce być jego kumplem, proszę o kontakt - podam kontakt do opiekunki.
Petronelo! Ja nikogo nie ganie tylko wole wiedzieć że pies jest takiej a nie innej natury . Bardzo lubię zwierzęta i jeśli jakieś adoptuje to wcześniej dobrze się zastanowię .
Teodor czeka na nowy dom
Teodor już w domu od kilku godzin. Nie ma doniesień aby kogoś zagryzł czy zgwałcił. Z rezydentami-samcami w tym jeden bardzo dominujący sztama i zabawa. Teraz ściskamy kciuki jeszcze jakiś czas, psiak jest po przejściach i traumie porzucenia i diabli wiedza jeszcze czego, chyba nawet nie chcę wiedzieć. Przez półtora miesiąca okazał się wspaniałym mądrym psem. Nikogo nie pogryzł, nikogo nie zgwałcił ani niczego.
[img]http://i3.fmix.pl/fmi2351/c8af2e3000298c874fca355b[/img]
[img]http://i2.fmix.pl/fmi2663/510bdb82002c713a4fca358a[/img]
[img]http://i2.fmix.pl/fmi941/bfeb6824002537e84fca353d[/img]
Największą nagrodą w całej tej pracy jest machający ogon zadowolonego psa. I wtedy nie ma znaczenia ludzkie gadanie.
Trochę późno, ale może mój głos się przyda przy następnych trudnych adopcjach ...jak patrzę na te zwisające uszy Teodora i te psie oczy pełne lęku, to widzę naszą spanielkę. Została adoptowana z poletka doświadczalnego pewnej firmy, miała 1,5 roku. Początki były tak samo trudne, suńka całe swoje życie spędziła w boksie i trzeba było trochę cierpliwości przy uczeniu czystości ....w kontakcie trzeba było uważać na każdym kroku , bo potrafiła ugryźć dotkliwie. Przywłaszczała sobie różne rzeczy, a to szalik, kurtkę dziecka , czy plecak, jakiś kocyk i wtedy nie można było do niej dojść ...nie można było swobodnie chodzić po kuchni jak miała jedzenie w misce ....jak udało się ją wykąpać, to już z zabraniem jej ręcznika nikt nie ryzykował, a usunięcie kleszcza było możliwe po związaniu jej pyska bandażem, czego nauczył nas wet, który też ją z takim zabezpieczeniem przyjmował. Dziś jest to już szczęśliwy pies, nie mamy tych problemów. Chodź charakterek spaniela nie jest najprzyjemniejszy, to jest kochana. Ciągle domaga się pieszczot, lecz czasami jej oczy wydają się pytać - a czy mnie nie porzucicie ?
Myślę ,że jamnik i spaniel mają podobne charaktery, ale sercem można zdziałać wiele.
Bardzo się ucieszyłam ,że Teodor ma swój nowy dom , aby już do końca.
W jakim charakterze ta Alura się tu wypowiadała, i jaki jest jej udział w życiu tego biedaka Teodora....