W dobie opanowującej Polskę manii mydlanych opero-seriali oraz męczącej, wylewającej się zewsząd, popularności ich tzw. gwiazd, wywiad z Janem Nowickim to dość trafna i dosadna recenzja obecnej sytuacji w polskiej kulturze...
Przykładowy cytat: "Oglądałem w telewizji przeniesiony z Teatru Narodowego spektakl "Narty Ojca Świętego" w reżyserii Piotra Cieplaka. Patrzyłem na Janusza Gajosa i myślałem sobie: k---a, czy ktoś widzi, jak on gra? Czy Mroczek, Cichopek i cała ta serialowa hałastra widzą, co ten facet robi ze swoją rolą? Przecież tego, co on pokazuje w ciągu minuty, oni nie zrobią w ciągu całego życia."
Pewnie masz rację, ale język jakim to wypowiadasz, Paweł, jest żałosny. Bardziej mnie sfrustrowałeś niż Mroczkowie , Cichopek i Nowicki razem wzięci. Nie dziwię się Nowickiemu, że jest sfrustrowany, ale Tobie się dziwię, takich lekkich myśli związanych z naszą kulturą i cywilizacją. Pogratulować z całego serca!
Wypowiedź Nowickiego, chociaż miejscami słuszna, przypomina mi wywiad rzekę z Żuławskim. W zasadzie wszyscy są "be", tylko ja jestem w porządku. Przecież wiadomo, że festiwal w Gdyni to dmuchanie ryżu. Ale w końcu zdarzają się tam i perełki. I to nieprawda z tymi Oskarami. Kto słyszał dziś o Helen Hunt, która niedawno odebrała nagrodę za "Lepiej być nie może"? A Nagroda Akademii dla Gwyneth Paltrow? To była tylko wisienka na torcie do okładek magazynów. Ech...Myślę, że mechanizmy są takie same za oceanem. Tylko pieniądze większe.
Owszem, pewnie tak jest. Ale, koniec końców, człowiek ma prawo do własnego zdania. Osobiście nie interesuje mnie ani festiwal w Gdyni, ani rozdawanie Oscarów, ale mogę jako obywatel czuć przynajmniej niesmak, że tzw. publiczna telewizja opłaca pieniędzmi z abonamentu jakiś pseudoartystów (to jeszcze pół biedy) i zwykłe dresiarstwo (nazwiska pomijam). Nie dziwię się specjalnie ludziom, którzy jak Nowicki tyle lat siedzieli w tym biznesie i z jakiś względów zeszli na boczny tor. Choć na pewno, wyrażając poglądy w ten sposób, łatwo się narazić na ataki osobników dobrze osadzonych w tej tandetnej rzeczywistości i znakomicie się w niej czujących. A przynajmniej udających, że znakomicie się czują. Bez względu na to, jak Nowicki wyraża swoje myśli, zasługują one na wysłuchanie. Ale Pawłowi nie wystarczyło nawet nazwanie Nowickiego "frustratem", co jeszcze by jakoś uszło. Musiał ukuc coś na poczekaniu i wyszedł "sfrustrowaniec". Piękne słowo! Mniej więcej tak piękne jak owe gwiazdy tak znienawidzone przez Nowickiego.
Sfrustrowianiec to postawa pełna nienawiści wobec wszystkiego, co nie podoba się Panu Nowickiemu. Wyśmiewa wszystko od szkoły Mroczków do systemu antyrakietowego. Widać dyplom szkoły błaznów jest lepszy od dyplomu politechniki, a granie czegokolwiek od wiedzy politycznej Tuska.
W dobie opanowującej Polskę manii mydlanych opero-seriali oraz męczącej, wylewającej się zewsząd, popularności ich tzw. gwiazd, wywiad z Janem Nowickim to dość trafna i dosadna recenzja obecnej sytuacji w polskiej kulturze...
film.onet.pl/0,0,1511235,1,596,artykul.html
Przykładowy cytat:
"Oglądałem w telewizji przeniesiony z Teatru Narodowego spektakl "Narty Ojca Świętego" w reżyserii Piotra Cieplaka. Patrzyłem na Janusza Gajosa i myślałem sobie: k---a, czy ktoś widzi, jak on gra? Czy Mroczek, Cichopek i cała ta serialowa hałastra widzą, co ten facet robi ze swoją rolą? Przecież tego, co on pokazuje w ciągu minuty, oni nie zrobią w ciągu całego życia."
Raczej spowiedź sfrustrowańca co się nie załapał do reklam i nowielek.
Pewnie masz rację, ale język jakim to wypowiadasz, Paweł, jest żałosny. Bardziej mnie sfrustrowałeś niż Mroczkowie , Cichopek i Nowicki razem wzięci. Nie dziwię się Nowickiemu, że jest sfrustrowany, ale Tobie się dziwię, takich lekkich myśli związanych z naszą kulturą i cywilizacją.
Pogratulować z całego serca!
Wypowiedź Nowickiego, chociaż miejscami słuszna, przypomina mi wywiad rzekę z Żuławskim. W zasadzie wszyscy są "be", tylko ja jestem w porządku. Przecież wiadomo, że festiwal w Gdyni to dmuchanie ryżu. Ale w końcu zdarzają się tam i perełki. I to nieprawda z tymi Oskarami. Kto słyszał dziś o Helen Hunt, która niedawno odebrała nagrodę za "Lepiej być nie może"? A Nagroda Akademii dla Gwyneth Paltrow? To była tylko wisienka na torcie do okładek magazynów. Ech...Myślę, że mechanizmy są takie same za oceanem. Tylko pieniądze większe.
Owszem, pewnie tak jest. Ale, koniec końców, człowiek ma prawo do własnego zdania. Osobiście nie interesuje mnie ani festiwal w Gdyni, ani rozdawanie Oscarów, ale mogę jako obywatel czuć przynajmniej niesmak, że tzw. publiczna telewizja opłaca pieniędzmi z abonamentu jakiś pseudoartystów (to jeszcze pół biedy) i zwykłe dresiarstwo (nazwiska pomijam). Nie dziwię się specjalnie ludziom, którzy jak Nowicki tyle lat siedzieli w tym biznesie i z jakiś względów zeszli na boczny tor. Choć na pewno, wyrażając poglądy w ten sposób, łatwo się narazić na ataki osobników dobrze osadzonych w tej tandetnej rzeczywistości i znakomicie się w niej czujących. A przynajmniej udających, że znakomicie się czują. Bez względu na to, jak Nowicki wyraża swoje myśli, zasługują one na wysłuchanie. Ale Pawłowi nie wystarczyło nawet nazwanie Nowickiego "frustratem", co jeszcze by jakoś uszło. Musiał ukuc coś na poczekaniu i wyszedł "sfrustrowaniec". Piękne słowo! Mniej więcej tak piękne jak owe gwiazdy tak znienawidzone przez Nowickiego.
Sfrustrowianiec to postawa pełna nienawiści wobec wszystkiego, co nie podoba się Panu Nowickiemu. Wyśmiewa wszystko od szkoły Mroczków do systemu antyrakietowego. Widać dyplom szkoły błaznów jest lepszy od dyplomu politechniki, a granie czegokolwiek od wiedzy politycznej Tuska.
A jakie wykształcenie trzeba uzyskać, żeby posługiwać się takim obrzydliwym językiem, w jakim raczyłeś się wypowiedzieć? Błazna, inżyniera, filologa?
Ja tylko cytuję mistrza sfrustrowania, zazdrośnika i starego capa.
Wybacz, ale zabrzmiało jak Twoje własne słowa, a nie jak cytat.