Czy nie odnoście czasami wrażenia, że żyjemy w rzeczywistości rządzącej się innymi prawami logiki oraz tzw. "zdrowego rozsądku". Wiele razy spotykam się w życiu z takimi absurdami, że z rezygnacją stwierdzam, że nasz kraj to jakaś "bananowa republika".
Spotyka mnie to często, ale opisze jedno zdarzenie, które dotyczy naszego miasta. W Urzędzie Rejonowym oddział komunikacji otwartym od 8.00 jest okienko gdzie kupuje się znaczki skarbowe potrzebne to opłaty za dokumenty (prawo jazdy, rejestracja samochodu itp.). Ktoś wpadła na "genialny"!!!pomysł, aby było ono otwarte od 9.00. Niezły absurd!!(odbuerałem prawojazdy 31.07.02 i chyba się nic nie zmieniło od tego czasu) Nasza administracja ma to do siebie, że to MY istniejemy dla niej. Tysiące urzędasów ma przyjemność z wrzeszczenia na NAS i robienia łaski nie zamykając okienka 20 minut przed czasem.
Rzeczywiście w Wydziale Komunikacji sprawa kasy od 9 do 15 jest nader denerwująca, wiem bo sam kiedyś padłem ofiarą takiej organizacji pracy...... no ale cóż zrobić jak się jest tylko zwykłym obywatelem to trzeba swoje odstać.. :(
Ale gdzie tu Państwo widzą paradoks? Jest warstwa która ma, a reszta to niewolnicy którzy na nią pracują. To sie nie zmieni ( do następnej rewolucji). Wszyscy pracujecie na kolejne miliony dla tych co mają. Mówią, że Czerwoni przegrali. Nie przegrali. To co zrobili to jest meisterstuk. Po wewnętrznym przewrocie (za Gierka) oddali wadzę i ulokowali sie w elitach. Teraz powrócili i nadal robią swoje,tylko że teraz maja kogo obarczyć za ten balagan. A Państwo myślą jak przeżyc od pierwszego do pierwszego. I gratuluje odwagi wychodzenia poza schematy myslenia. A może komus zależy żeby Państwo tak myśleli?
zdarzylo sie to to dwa lata temu. po skonczeniu szkoly postanowilem troche pojezdzic po swiecie. pomyslalem ze warto potwierdzic swoj dyplom ukonczenia genialnej prywatnej warszawskiej uczelni w ministerstwie spraw zagranicznych. wiecie zeby po angielsku napiali ze ja jem magister. pewnego dnia zjawilem sie w ministerstwie . dlugo szukalem upragnionych drzwi ale znalazem je tylko dlatego ze jestem bardzo upary. oczywiscie nie mialem szczescia. drzwi byly zamkniete i wisiala na nich wywieszka. dokladnie juz nie pamietam ale "chlasnieta" kartka na bialych drzwiach mowila ze biuro otwarte jest tylko przez godzine w czwartki od 1:30-2:30. wygospodarowalem wiec czas i ponownie, juz w czwartek, okolo godziny 2 zjawilem sie przed moimi bialymi drzwiami. z grzecznosci wyniesionej z domu wczesniej lekko zapukalem. nic. chwycilem lagodnie klamke i nic. szarpalem i nic. drzwi byly kurka zamkniete. pamietam ta zlosc. musialem rano wstac jechac pociagiem z socho do warszawy zaplacic za bilet i stracic caly dzien dla tej jednej godziny. w tym momencie pojawila sie dama z flilizanka w dloni. "nie szarp maly bo klamke urwiesz, nie widzisz ze pani poszla na laun`cz i zaraz przyjdzie"- powiedziala. nie wiem czy chciala mnie tym uspokoic czy bardziej wcurwic. ale to nic grzecznie usiadlem i czekalem. po okolo 10 minutach przyszla inna zapracowana urzedniczka z nieskonczonym jescze ciachem na talerzyku. po przetlumaczeniu moich dokumentow pani powiedziala z blyskiem w oku- ale pan sie poswieca dla brata. wyjechalem.
Po wielu latach Bog spojrzal znow na ziemie i stwierdzil, ze sie bardzo zle dzieje. Ludzie byli zepsuci i sklonni do przemocy, wiec postanowil znow zeslac potop i zniszczyc ludzkosc. Ale przedtem zawolal Noego i powiedzial: "Zbuduj arke z drzewa cedrowego, tak jak wtedy: 300 lokci dluga, 50 lokci szeroka, 30 lokci wysoka. Zabierz zone i dzieci, i z kazdego gatunku zwierzat po parze. A za 6 tygodni zesle wielki deszcz". Noe nie byl zachwycony - znow 40 dni deszczu, 150 dni bez wygod na arce, bez telewizora i z tymi wszystkimi zwierzetami - ale byl posluszny i obiecal spelnic wymagania Boga. Po 6 tygodniach zaczelo padac dzien i noc. Noe siedzial w ogrodku plakal, bo nie mial arki. Bog wychylil sie z nieba i zapytal "Dlaczego nie spelniles mojego rozkazu?" Noe odpowiedzial: "Panie, cos mi uczynil? Jako pierwsze musialem zlozyc podanie o budowe. W urzedzie mysleli, ze chce budowac stajnie dla baranow. Potem nie podobala im sie architektura - za wymyslna dla baranow, a w budowe statku na ladzie nie chcieli wierzyc. Takze wymiary nie znalazly poparcia, bo dzis nikt nie wie, jaka miara jest lokiec. Po przedlozeniu nowych planow dostalem znow odmowe, bo budowa stoczni w terenie zamieszkanym jest niedozwolona. Po kupnie odpowiedniej dzialki zaczely sie nowe klopoty. W tej chwili np. chodzi o to, ze w planach nie sa uwzglednione systemy do gaszenia w czasie pozaru. Na moja uwage, ze bede przeciez otoczony woda, przyslali mi psychiatre powiatowego. Kiedy psychiatra upewnil sie, ze jednak buduje statek, zadzwonili do mnie z wojewodztwa, zeby mi uswiadomic, ze na transport statku do morza bedzie potrzebne nowe zezwolenie, a bedzie o nie trudno, bo minister podal sie do dymisji. Kiedy powiedzialem, ze statku nie musze transportowac, bo bedzie i tak otoczony woda, kazali mi z ministerstwa marynarki wojennej, wedlug przepisow unii, zlozyc podanie do Brukseli w osmiu odbitkach i trzech urzedowych jezykach o zezwolenie na zalanie terenow zamieszkalych. Z drzewa cedrowego musialem tez zrezygnowac - nie wolno go juz ze wzgledow ekologicznych sprowadzac. Probowalem kupic tutejsze drzewo, ale nie dostalem tej ilosci ze wzgledu na przepis o ochronie srodowiska, najpierw musialbym zadbac o sadzenie drzew zastepczych. Na moja wzmianke o tym, ze i tak bedzie potop i nie oplaca sie tu sadzic zadnych drzew, przyslali mi nowego psychiatre, tym razem z wojewodztwa. Krotko mowiac - dalem kilka lapowek, kupilem drzewo, znalazlem nawet ciesli do budowy, ale oni najpierw utworzyli zwiazki zawodowe. Kiedy sie okazalo, ze nie moge ich placic wg. taryfy, to rozpoczeli strajk, tak ze budowa arki znow sie odwlekala. W miedzyczasie zaczalem sprowadzac zwierzeta. Tylko ze wmieszal sie zwiazek ochrony zwierzat i zabronil mi (zarzadzenie unii europejskiej Nr 733/6/987) transportu jeleni w okresie rykowiska. Poza tym musialem podac cel transportu tych zwierzat, jestem na stronie 22 pierwszego formularza z 47, moi adwokaci sprawdzaja, czy przepisy dotyczace krolikow obejmuja rowniez zajace. A dzialacze z Greenpeace wskazali na koniecznosc specjalnego urzadzenia do pozbycia sie gnoju i innych odpadow pochodzacych z hodowli zwierzat. Panie Boze, teraz jeszcze podal mnie moj sasiad do sadu, twierdzac, ze buduje prywatne zoo bez zezwolenia. Moje nerwy sa zszarpane, nie moge spac, arka nie gotowa, a ty juz zeslales deszcz."
W tej chwili przestalo padac, wyszlo slonce i tecza. Noe spojrzal w niebo i powiedzial: "Czyzbys sie Boze rozmyslil i nie chcesz juz zniszczyc ludzkosci?"
Bog odpowiedzial: "Nie trzeba. To zalatwi biurokracja".
Czy nie odnoście czasami wrażenia, że żyjemy w rzeczywistości rządzącej się innymi prawami logiki oraz tzw. "zdrowego rozsądku". Wiele razy spotykam się w życiu z takimi absurdami, że z rezygnacją stwierdzam, że nasz kraj to jakaś "bananowa republika".
Spotyka mnie to często, ale opisze jedno zdarzenie, które dotyczy naszego miasta.
W Urzędzie Rejonowym oddział komunikacji otwartym od 8.00 jest okienko gdzie kupuje się znaczki skarbowe potrzebne to opłaty za dokumenty (prawo jazdy, rejestracja samochodu itp.). Ktoś wpadła na "genialny"!!!pomysł, aby było ono otwarte od 9.00. Niezły absurd!!(odbuerałem prawojazdy 31.07.02 i chyba się nic nie zmieniło od tego czasu) Nasza administracja ma to do siebie, że to MY istniejemy dla niej. Tysiące urzędasów ma przyjemność z wrzeszczenia na NAS i robienia łaski nie zamykając okienka 20 minut przed czasem.
Co do "bananowej republiki" to masz 100% rację.
Ale nawiazując do nazwy wątku - proponuję takie rozszyfrowanie - RP - Rzeczpospolita Paradoksalna :))
Rzeczywiście w Wydziale Komunikacji sprawa kasy od 9 do 15 jest nader denerwująca, wiem bo sam kiedyś padłem ofiarą takiej organizacji pracy...... no ale cóż zrobić jak się jest tylko zwykłym obywatelem to trzeba swoje odstać.. :(
Ale gdzie tu Państwo widzą paradoks?
Jest warstwa która ma, a reszta to niewolnicy którzy na nią pracują.
To sie nie zmieni ( do następnej rewolucji).
Wszyscy pracujecie na kolejne miliony dla tych co mają.
Mówią, że Czerwoni przegrali. Nie przegrali. To co zrobili to jest meisterstuk. Po wewnętrznym przewrocie (za Gierka) oddali wadzę i ulokowali sie w elitach.
Teraz powrócili i nadal robią swoje,tylko że teraz maja kogo obarczyć za ten balagan. A Państwo myślą jak przeżyc od pierwszego do pierwszego.
I gratuluje odwagi wychodzenia poza schematy myslenia.
A może komus zależy żeby Państwo tak myśleli?
Ha
Ha
Ha
A już myślałem, że nasz dyżurny prowokator zapadł się pod ziemię, ale jak widać ma się dobrze - można by rzec jest w szczytowej formie! :-)
gorące pozdrowienia - rj
cczuje sie przynajmnie urazony - odebrano mi palme pierwszenstwa w proewokaji :)))
zdarzylo sie to to dwa lata temu. po skonczeniu szkoly postanowilem troche pojezdzic po swiecie. pomyslalem ze warto potwierdzic swoj dyplom ukonczenia genialnej prywatnej warszawskiej uczelni w ministerstwie spraw zagranicznych. wiecie zeby po angielsku napiali ze ja jem magister. pewnego dnia zjawilem sie w ministerstwie . dlugo szukalem upragnionych drzwi ale znalazem je tylko dlatego ze jestem bardzo upary. oczywiscie nie mialem szczescia. drzwi byly zamkniete i wisiala na nich wywieszka. dokladnie juz nie pamietam ale "chlasnieta" kartka na bialych drzwiach mowila ze biuro otwarte jest tylko przez godzine w czwartki od 1:30-2:30. wygospodarowalem wiec czas i ponownie, juz w czwartek, okolo godziny 2 zjawilem sie przed moimi bialymi drzwiami. z grzecznosci wyniesionej z domu wczesniej lekko zapukalem. nic. chwycilem lagodnie klamke i nic. szarpalem i nic. drzwi byly kurka zamkniete. pamietam ta zlosc. musialem rano wstac jechac pociagiem z socho do warszawy zaplacic za bilet i stracic caly dzien dla tej jednej godziny. w tym momencie pojawila sie dama z flilizanka w dloni.
"nie szarp maly bo klamke urwiesz, nie widzisz ze pani poszla na laun`cz i zaraz przyjdzie"- powiedziala. nie wiem czy chciala mnie tym uspokoic czy bardziej wcurwic. ale to nic grzecznie usiadlem i czekalem. po okolo 10 minutach przyszla inna zapracowana urzedniczka z nieskonczonym jescze ciachem na talerzyku. po przetlumaczeniu moich dokumentow pani powiedziala z blyskiem w oku- ale pan sie poswieca dla brata. wyjechalem.
Po wielu latach Bog spojrzal znow na ziemie i stwierdzil, ze sie bardzo zle dzieje. Ludzie byli zepsuci i sklonni do przemocy, wiec postanowil znow zeslac potop i zniszczyc ludzkosc. Ale przedtem zawolal Noego i powiedzial: "Zbuduj arke z drzewa cedrowego, tak jak wtedy: 300 lokci dluga, 50 lokci szeroka, 30 lokci wysoka. Zabierz zone i dzieci, i z kazdego gatunku zwierzat po parze. A za 6 tygodni zesle wielki deszcz". Noe nie byl zachwycony - znow 40 dni deszczu, 150 dni bez wygod na arce, bez telewizora i z tymi wszystkimi zwierzetami - ale byl posluszny i obiecal spelnic wymagania Boga.
Po 6 tygodniach zaczelo padac dzien i noc. Noe siedzial w ogrodku plakal, bo nie mial arki. Bog wychylil sie z nieba i zapytal "Dlaczego nie spelniles mojego rozkazu?" Noe odpowiedzial: "Panie, cos mi uczynil? Jako pierwsze musialem zlozyc podanie o budowe. W urzedzie mysleli, ze chce budowac stajnie dla baranow. Potem nie podobala im sie architektura - za wymyslna dla baranow, a w budowe statku na ladzie nie chcieli wierzyc. Takze wymiary nie znalazly poparcia, bo dzis nikt nie wie, jaka miara jest lokiec. Po przedlozeniu nowych planow dostalem znow odmowe, bo budowa stoczni w terenie zamieszkanym jest niedozwolona. Po kupnie odpowiedniej dzialki zaczely sie nowe klopoty. W tej chwili np. chodzi o to, ze w planach nie sa uwzglednione systemy do gaszenia w czasie pozaru. Na moja uwage, ze bede przeciez otoczony woda, przyslali mi psychiatre powiatowego. Kiedy psychiatra upewnil sie, ze jednak buduje statek, zadzwonili do mnie z wojewodztwa, zeby mi uswiadomic, ze na transport statku do morza bedzie potrzebne nowe zezwolenie, a bedzie o nie trudno, bo minister podal sie do dymisji. Kiedy powiedzialem, ze statku nie musze transportowac, bo bedzie i tak otoczony woda, kazali mi z ministerstwa marynarki wojennej, wedlug przepisow unii, zlozyc podanie do Brukseli w osmiu odbitkach i trzech urzedowych jezykach o zezwolenie na zalanie terenow zamieszkalych. Z drzewa cedrowego musialem tez zrezygnowac - nie wolno go juz ze wzgledow ekologicznych sprowadzac. Probowalem kupic tutejsze drzewo, ale nie dostalem tej ilosci ze wzgledu na przepis o ochronie srodowiska, najpierw musialbym zadbac o sadzenie drzew zastepczych. Na moja wzmianke o tym,
ze i tak bedzie potop i nie oplaca sie tu sadzic zadnych drzew, przyslali mi nowego psychiatre, tym razem z wojewodztwa.
Krotko mowiac - dalem kilka lapowek, kupilem drzewo, znalazlem nawet ciesli do budowy, ale oni najpierw utworzyli zwiazki zawodowe. Kiedy sie okazalo, ze nie moge ich placic wg. taryfy, to rozpoczeli strajk, tak
ze budowa arki znow sie odwlekala. W miedzyczasie zaczalem sprowadzac zwierzeta. Tylko ze wmieszal sie zwiazek ochrony zwierzat i zabronil mi (zarzadzenie unii europejskiej Nr 733/6/987) transportu jeleni w okresie rykowiska. Poza tym musialem podac cel transportu tych zwierzat, jestem na stronie 22 pierwszego formularza z 47, moi adwokaci sprawdzaja, czy przepisy dotyczace krolikow obejmuja rowniez zajace. A dzialacze z Greenpeace wskazali na koniecznosc specjalnego
urzadzenia do pozbycia sie gnoju i innych odpadow pochodzacych z hodowli zwierzat.
Panie Boze, teraz jeszcze podal mnie moj sasiad do sadu, twierdzac, ze buduje prywatne zoo bez zezwolenia. Moje nerwy sa zszarpane, nie moge spac, arka nie gotowa, a ty juz zeslales deszcz."
W tej chwili przestalo padac, wyszlo slonce i tecza. Noe spojrzal w niebo i powiedzial: "Czyzbys sie Boze rozmyslil i nie chcesz juz zniszczyc ludzkosci?"
Bog odpowiedzial: "Nie trzeba. To zalatwi biurokracja".