Reklama
  • redakcja2002-04-29 16:54:27

    W niedzielę płocka policja zatrzymała w Sochaczewie Jarosława G., który żył z udzielania nielegalnych pożyczek. Tylko że dług stawał się z każdym dniem coraz większy, a jego dłużnicy tracili samochody, domy i sklepy. Wszystko.

    Tuż po godz. 6 rano funkcjonariusze płockiego CBŚ wpadli jednocześnie do trzech domów w Sochaczewie, zatrzymując: 45-letniego Jarosława G. oraz jego ochroniarzy - 28-letniego Mariusza G. i 37-letniego Marka P.

    Procedura ich przestępczych działań była prosta. Najczęściej padało pytanie "ile chcesz" i Jarosław G. z plastykowej reklamówki wyjmował od razu odpowiednią kwotę. Zapisywał ją w notatniku wraz z telefonem dłużnika. Odsetki ustalał "ustnie". W razie opóźnień naliczał odsetki od odsetek i niebotycznie zwiększał kwotę.

    Kiedy nadchodził termin płatności, Jarosław G. dzwonił i zapraszał do siebie. Jeśli ktoś się nie stawiał - wysyłał swoich goryli, którzy dłużnikowi przypominali o pieniądzach. Nie bili, ale zachowywali się w taki sposób, że pokrzywdzeni nie mieli wątpliwości, co im grozi.

    I aby oddać lawinowo rosnący dług, sprzedawali samochody, pożyczali od rodziców, zaciągali kredyty w banku, ukrywali się u znajomych. Jeden stracił firmę, inny dom jednorodzinny.

    Nikt tego nie widział, ale mówiło się po cichu o tym, jak Jarosław G. traktuje niesolidnych dłużników. Podobno "skaleczył" pewnych braci, którzy mieli firmę budowlaną. Jednemu zabrał stara, drugiego położył głową pod kołami ciężarówki i pytał, kiedy dostanie pieniądze. Jeszcze innego miał wrzucić do klatki z psami.

    Niektórzy uważają, że G. celowo sam wymyślał i puszczał w obieg te historie.

    Lubił też mówić: sprzedam twoje długi takim, którzy wiedzą, jak odebrać kasę.

    Dłużnicy uważali, że nic się nie da zrobić, bo Jarosław G. miał ponoć układy w policji. Jeździł drogimi samochodami, mieszkał w domu schowanym za wysokim płotem. Obok stawia nowy, większy. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, nic nie należy do niego, właścicielem jest jego żona.

    - To mała społeczność, ale udało się nam przełamać barierę strachu i milczenia - mówi rzecznik prasowy płockiej policji Jarosław Brach. - Dzięki temu zdobyliśmy dowody i mogliśmy przygotować zatrzymanie. Teraz apelujemy do pokrzywdzonych, by nie bali się mówić.

    Prokuratura wystąpi do sądu z wnioskiem o zastosowanie tymczasowego aresztu. Zatrzymanym grozi do dziesięciu lat więzienia.
    GW/02/04/28

  • redakcja 2002-04-29 18:16:48

    Sochaczew znow slawny...

  • redakcja 2002-04-29 22:23:05

    Nareszcie policja wzięła się za sochaczewskich bandziorów. Miejmy nadzieje, że nie spocznie na laurach.

  • redakcja 2002-04-30 17:41:29

    Miejmy nadzieję, że reszta płotek też znajdzie się w ciupie, to właśnie demokracja. Kto za komuny słyszał o zorganizowanych grupach przestępczych o charakterze zbrojnym oraz o przestępstwach gospodarczych i narkotykowych na taką skalę, którego bezrobotnego stać byłoby na fortecę za wielkim murem, kiedy to wszystko się skończy?!
    Chyba nigdy, zawsze będziemy zastraszani, wymuszane będą od nas ciężko zarabiane pieniądze przez napompowanych, tępych pustaków, którzy nie obrażając gęsi są od nich głupsi i sterowani przez cwanych wyrafinowanych boss"ów.

  • Reklama
  • redakcja 2002-05-02 10:21:09

    Gdyby to był Dziki Zachód to szeryf dawno by go zastrzelił albo ludzie by go zlinczowali a tak do jakiś pier... adwokat go bedzie ratował ale ufam że mu sie to nie uda i kiilka lat ten skur..... posiedzi !!!!



Reklama
Reklama