Witam Serdecznie, powiedźcie moi mili jak sobie radzić z uczuciem smutku? czy też czasem ogarnia Was wrażenie, że przegraliście życie? jestem naprawdę optymistyczną osobą z zewnątrz ale duszenie wszystkiego w sobie dobija... Jak sobie z tym radzić?
Witam Serdecznie, powiedźcie moi mili jak sobie radzić z uczuciem smutku? czy też czasem ogarnia Was wrażenie, że przegraliście życie? jestem naprawdę optymistyczną osobą z zewnątrz ale duszenie wszystkiego w sobie dobija... Jak sobie z tym radzić?
Porozmawiaj z kimś o tym co Cię trapi, zrób przerwę , pojedź na weekend w ulubione miejsce, otwórz się , nie duś wszystkiego w sobie.
powiedźcie moi mili jak sobie radzić z uczuciem smutku? czy też czasem ogarnia Was wrażenie, że przegraliście życie? jestem naprawdę optymistyczną osobą z zewnątrz ale duszenie wszystkiego w sobie dobija... Jak sobie z tym radzić?
Piszesz że jesteś osobą optymistyczną, a dalej, że duszenie w sobie dobija. Chyba nie jesteś optymistką w środku (optymista nigdy nie powie "ogarnia mnie wrażenie,że przegrałem życie") a jedynie okazujesz optymizm na zewnątrz. Czasami warto okazywać to co czujemy, na bieżąco spuszczać złe emocje bo takie tłumienie w sobie może sprawić, że kiedyś wylądujesz na psychiatrycznym ze schizofrenią paranoidalną. Zauważ, że często ludzie którzy zapadli na jakieś schorzenia nerwowe wcześniej uchodzili za optymistów, zawsze szli pod wiatr aż tu nagle coś siadło w główce i w jedną chwilę życie odwrócilo się o 360 stopni.
Na początek mniej wymagaj od siebie, zacznij się cieszyć z najmniejszych osiągnięć, a kiedy naprawdę masz dosyć nie udawaj twardzielki tylko najzwyczajniej się wypłacz w poduszkę.
ogólnie tez tak czasami mniewam ale powiem CI nie ma czym sie przejmowac życie toczy sie dalej jesli rozmowa Ci nie pomaga znajc sobie jakas rozrywke wyjdz gdzies ze znajomimi moze poznaj nowych ludzi zeby wiecej radosci i szczescia było w Twoim zyciu czego Ci zycze :)
Czy ogarnia mnie poczucie smutku-niestety i to często ale walcze z tym i to z sukcesem!!! Mówisz ze jestes optymistka ja jestem nie poprawnym wręcz-wierze ludzia, choc często dostaje po dupie od nich!!! Ps nie wiem jaki masz problem-ale nie rób zadnej głupoty, proszę !!!
Jeżeli nie masz przyjaciół to Twoja wina, jest póżno-ale nie za póżno!
JEŚLI chodzi o mnie to posiadam takowe osoby ale jakoś ostatnio wychodzę z zalożenia, że i tak mi nie pomogą... Dobra kontynuujcie temat, nie wcinam się...
Ja jestem tego zdania, że zawsze trzeba pokazywać to co się czuje. Nie można w sobie wszystkiego tłumić. Ja jak jestem zła to krzyczę, jak smutna to nawet czasami łze uronię, a jak wesoła to uśmiecham się od ucha do ucha. Niestety do mnie też przychodzą takie dni gdzie tracę sens mojego bytu, nic mi się nie chce i najchętniej zrobiłabym demolkę w domu ( no przynajmniej w swoim pokoju :) ).
przyznaję, że jestem raczej pesymistka ( czasami mam przejawy optymizmu ), ale jakoś daję radę iść przez to często beznadziejne życie. Zawszę sobie powtarzam, że są ludzie który modlą się żeby mieć to co ja mam i to zazwyczaj działa :)
Fajne te wasze wypowiedzi, choć w każdej z nich jest odrobina smutku.
Kochani więcej uśmiechu, życzliwości do ludzi i swobody w działaniu. Każdy z nas to inna osobowość, każdy potrzebuje, oczekuje innej pomocy i wreszcie kto jak nie wy sami znacie siebie najlepiej.
Inna z nicka nioskuję, że jesteś kobietą a kobiety uwielbiają zakupy, zmiany fryzur, kosmetyki, romantyczne spotkania, a nawet drobny kwiatek. Jeśli nie jesteś samotna to mały kłopot. Możesz wypowiedzieć się do przyjaciół, znajomych i wspólnie coś zorganizować. Jeśli zaś jesteś samotna to staraj się nawiązać znajomości w szkole, pracy, z sąsiadami... wtedy małymi kroczkami może rozwinie się przyjaźń z osobą której powierzysz swoje smutki i radości.
Oby tych ostatnich było zdecydowanie więcej...tego Ci życzę...Karol
Inna , spójrz za okno.. wiosna ,zielono, świat w zasięgu ręki, trzeba marzyć, trzeba być..
przypomnij sobie co kiedyś sprawialo Ci radość ..
spróbuj to powtórzyć ,
jak mam doła lubię na chwilę zniknąć , zdarzyło mi się spontanicznie wsiąść do pociągu i pojechać do gdańska na piwo i z powrotem do domu , po takim wypadzie wracałem do normy :)
Ktoś powie drogo, ale wizyta u psychologa też kosztuje :)
musisz przewietrzyć umysł , bo czasem za dużo myśli się zbiera
Fraterr,jużeś otrzeźwiał ?,rady Innej dajesz,a jak najdalej tydzień temu Karol pogotowie straż i policję do Twojego domu wezwał?? (MOJA FILOZOFIA ŻYCIA)w stresie śmiertelnym byłeś a teraz ptaszki każesz odsłuchiwać?PKP jeździć?
Krocz spokojnie pośród zgiełku i pośpiechu, pamiętając jaki spokój można znaleźć w ciszy. O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie,bądź na dobrej stopie ze wszystkimi. Prawdę swoją wypowiadaj jasno i spokojnie. Słuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych,oni też mają swoja opowieść. Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha. Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały,bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie. Źródłem radości niech będą dla Ciebie zarówno twoje osiągnięcia jak i plany. Wykonuj swą pracę z sercem, jakakolwiek byłaby skromna,jedynie ją posiadasz w zmiennych kolejach losu. Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa. Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty,wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu. Bądź sobą, a zwłaszcza nie udawaj uczucia,ani też nie podchodź cynicznie do miłości,albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmuj spokojnie to, co przynoszą ci lata,z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu.Nie dręcz się jednak tworami wyobraźni.Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny. Jesteś dzieckiem wszechświata,nie mniej niż drzewa i gwiazdy masz prawo być tutaj. I czy to jest dla ciebie jasne, czy nie – wszechświat bez wątpienia jest taki, jaki być powinien. Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje,czymkolwiek się trudzisz i jakikolwiek są twoje pragnienia,w zgiełku życia pozostań w zgodzie ze swą duszą. Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat. Bądź uważny. Staraj się być szczęśliwy.(1927r. Dezyderata, Max Ehrmann)
nie sądziłam, że będzie tu tak wiele wypowiedzi. To bardzo miłe naprawdę. Powiem kolejna być może głupią rzecz. Mam kochaną osobę u boku oraz przyjaciółkę, która wspiera jak może. Za co bardzo im dziękuję :) tylko widzicie, że tak powiem miauczenie o tym samym bliskim też wzbudza we mnie poczucie winy, bo każdy <nie oszukujmy się> ma własne życie problemy troski i radości. Cieszy mnie każda chwila... ale po chwili chwili nie ma. Wierzcie mi kocham życie głupstwa mi nie w głowie, ale tak się boje że hmm te smutki mnie dobiją heh. Mam plany które chce realizować i myslałam, że jak człowiek dużo w życiu przeszedł to jest silniejszy ale czuje jak ta siła jest coraz mniejsza. Myślałam o terapii ale <śmieszne> kasy mi szkoda by płacić komuś za słuchanie moich żali <może źle myśle> a po drugie chyba bym sie przyznała, że przegrałam sama ze sobą... Czy można żyć z taką huśtawką myśli? "o jak cudownie życie jest piękne", a po chwili "po co to wszystko"...
Fraterr,jużeś otrzeźwiał ?,rady Innej dajesz,a jak najdalej tydzień temu Karol pogotowie straż i policję do Twojego domu wezwał??(MOJA FILOZOFIA ŻYCIA)w stresie śmiertelnym byłeś a teraz ptaszki każesz odsłuchiwać?PKP jeździć?
Ani w stresie nie byłem , ani zamroczony, bym miał otrzeźwiać.
Mam bogatą osobowość i sporo przemyśleń o ludzkiej egzystencji wynikających z wyniesionych doswiadczeń życiowych. dlatego mogę zrozumiec drugiego człowieka i dać mu radę , pozytywną radę.
natomiast Twoja uwaga do mnie jest tu nie na miejscu, bo to INNA zwróciła się o pomoc .
[CODE] bo każdy <nie oszukujmy się> ma własne życie problemy troski i radości[/CODE]
Słuchanie jak to nazywasz miałczenia daje poczucie, że jesteśmy potrzebni, że ktoś nas obdarzył zaufaniem i mówi nam o swoich problemach, słabościach, obawach. Dobre rady może dawać każdy a wysłuchać bezinteresownie naszego biadolenia do końca potrafi tylko ktoś nam bliski.
Tak swoją drogą to dobrze świadczy o Tobie, że dostrzegasz swoje niepowodzenia i potrafisz się publicznie przyznać, że masz czasami wątpliwości. Teraz coraz więcej ludzi za żadne skarby nie przyzna się do słabości i kreuje siebie na osobę idealną której zawsze wszystko wychodzi i nigdy nie ponosi porażek.
P.S
Czy Ty nie za wiele od siebie wymagasz? Masz kochaną osobę u boku, przyjaciólkę która wspiera, plany na przyszłość, bardzo fajny charakter a mówisz,że odnosisz wrażenie, że przegrałaś życie.
faktycznie może za dużo od siebie wymagam, może to trochę wina wychowania... nie wiem. A proszę napiszcie czy mieliście sytuacje w których, a raczej problem z którym nie wiedzieliście jak sobie poradzić, czy czekaliście aż sam się rozwiąże czy jednak staraliście się coś uczynić?
wiecie chciałabym gdzieś wyjechać zostawić to co mnie otacza, ale kiedyś usłyszałam, że nie można uciekać od problemów, bo to najgorsze co można zrobić... też tak sądzicie?
Od problemów nie da się się uciec, zawsze Cie dopadną i pojawia się nowe!!! Trzeba stawić im czoła!!! Wydaje mi się że jestes młoda osoba-więc sił , chęci itp do walki z różnymi zawirowaniami w twoim zyciu nie powinno ci brakować!!! Ps Co do twego pytania-wybacz to forum nie jest odpowiednim miejscem na zwierzanie sie !!! Po za tym trzeba kogos dobrze znać, ufać by móc sie zwierzać-to podstawa . Oczywiscie nie bierz tego do siebie :)
Jest takie powiedzenie "co nas nie zabije, to nas wzmocni" więc walczmy z przeciwnościami losu, walczmy o lepsze jutro i nie oglądajmy się za siebie, idźmy do przodu. Wspaniale, że nie jesteś sama to wspaniale, że masz do kogo się wypowiedzieć. Trudniej jest osobom samotnym i mało kontaktowym, zamkniętym, nieufnym, a Ty taka nie jesteś. Jesteś otwarta i masz normalne przemyślenia, które trapią wiele osób. Potrafisz jak już zostało to przez moich przedmóców zauważone dzielić się własnymi problemami i to jest dobre. Wiesz, dziś trudno jest znaleźć ludzi, którzy otwarcie mówią o swoich problemach, mam na myśli poważne problemy. Choć mówi się często jak Cię widzą tak Cię piszą to jednak wnętrze człowieka jest najważniejsze bo "nie szata zdobi człowieka". Myślisz nie tylko o sobie, myślisz o bliskich Ci osobach i masz świadomość, że możesz ich męczyć, więc zmień to... zacznij dzień od pozytywnego nastawiania a dla ułatwienia psycholodzy robią taki test: weź kartkę papieru i przedziel ją wzdłuż pionowo, po jednej stronie wypisz co potrafisz a po drugiej czego nie potrafisz...to samo można zrobić z celami czyli co osiągnęłaś a co chcesz jeszcze osiągnąć...to pomaga...często wychodzi, że wiele umiemy tylko tego nie doceniamy, nie widzimy a to właśnie może być bardzo wartościowe. Uwierz w siebie, uwierz we własną moc takie huśtawki nastrojów ma każdy normalny człowiek, więc nie martw się tym, nie jesteś odmieńcem. Cieszę się, że dzięki Tobie poznaję wiele wspaniałych osób które się tu wypowiadają. Pomyśl i poczuj, tą integrację, tą wspaniałą bezinteresowną pomoc od ludzi na forum, tą wrażliwość na problemy ludzkie.
wiecie chciałabym gdzieś wyjechać zostawić to co mnie otacza, ale kiedyś usłyszałam, że nie można uciekać od problemów, bo to najgorsze co można zrobić... też tak sądzicie?
Odnośnie wyjechania to powiem Ci, że mam przyjaciółkę, która też miała wszystkiego dosyć. Nieopacznie powiedziała, że chciałaby gdzieś wyjechać, zostawić swoje problemy i nic nie robić. Minęło kilka dni i jej prośba została wysłuchana. Miała wypadek samochodowy, złamała nogę w biodrze. 5 tygodni na wyciągu w szpitalu no i miała tak jak prosiła - wyjechała, zostawiła problemy i nic nie robiła. Także Inna uważaj o co prosisz, bo nieraz zostajemy wysłuchani tylko nie do końca tak jak sobie byśmy tego życzyli.
rozumiem... no domyślam się, że to marne rozwiązanie by życzyć sobie "świętego spokoju"... ja nie chciałabym się tu nad sobie użalać bo życie i tak toczy się dalej, a w sumie sporo go chyba przede mną... tylko wiecie chciałabym się uczepić jakiejś idei jakiejś myśli, która pomogła by mi jakoś zachować wewnętrzny spokój. Dlatego też dopytuje Was kochani jak sobie z tym radzicie, co niektórzy podejrzewam mają spore doświadczenie życiowe i wiadomo różne chwile się przytrafiają.
Czasem chciałabym by ktoś za rękę dalej poprowadziłby mnie przez życie heh...
Dlatego też dopytuje Was kochani jak sobie z tym radzicie, co niektórzy podejrzewam mają spore doświadczenie życiowe i wiadomo różne chwile się przytrafiają.
Czasem chciałabym by ktoś za rękę dalej poprowadziłby mnie przez życie heh...
Różnie bywało , życie jak sinusoida, raz w górę raz w dół, raz hossa , raz bessa..
Różne rady a bardzo dziwi mnie, że nie ma żadnego odwołania do Boga. Przecież to on inna prowadzi nas za rękę. Jak moich znajomych ogarnia smutek zadaję jedno proste pytanie, kiedy ostatnio byłeś/aś u spowiedzi. Zwykle okazuje się, że tu tkwi problem. Eucharystia jest najlepszym lekarstwem i oddanie swoich problemów w ręce Boga.
Halinko, nie ma w tym nic dziwnego, nikt nie wie czy inna jest wierząca i praktykująca, a chodzi tu tylko o jej spokój, a nie spokój jej ducha...
Inna, nikt Cię za rękę przez życie prowadzić nie będzie chyba że mąż...ale wtedy będziecie kroczyć przez to życie razem. Odpowiedzialnie wspólnie, jako rodzina pokonacie trudy tego życia...wtedy jest łatwiej.
Masz racje Karol... jesli chodzi o wiare nie bierzcie tego absolutnie do siebie i prosze też nie oceniajcie mnie pod tym kątem. Moja wiara osłabła może to przykre, że człowiek przestaje wierzyć kiedy widzi, że ta wiara nie wiele daje... bardzo się modliłam, prosiłam, wierzyłam, pragnęłam by było dobrze... nie było. Wierze jeszcze tylko dlatego by kiedyś kiedy przyjdzie czas powiedzieć sobie w duszy, że Oni są w niebie bo zasługują na to... czego ja o sobie zapewne nie powiem...
Właśnie wiara... kiedyś ktoś mi powiedział taką mądrą chyba rzecz którą usłyszała właśnie od księdza, że człowiek dostaje taki krzyż na swoje barki jaki jest w stanie udźwignąć, tylko tak myśle gdzie są tego granice... dziś jest dzień matki kolejny dzień w którym nie umiem sobie poradzić ze smutkiem. Wiem, że to nie dział "wyżal się i czekaj na współczucie" ale cholera czemu to wszystko jest takie trudne... czy naprawdę krzyż niektórych <bo wiem, że nie tylko ja mam problemy> musi być tak ciężki?
Inna coś mi się wydaje, że wiem z czym się borykasz...a prznajmniej się domyślam.
Mam na to bardzo prosty sposób idź załatw sprawę <tet a tet> prosto w oczy i wal śmiało wtedy nie będziesz się zadręczać i dowiesz się czego można się dalej spodziewać.
Jeśli się dowiesz, wtedy masz prawo do własnych decyzji i własnego życia... żyj swoim życiem i nie patrz na opinię innych. Czy trafiłem??? Przestań się obwiniać i zadręczać, oto chodzi???
Karol problem w tym, że wiem jak jest i raczej jak będzie... co dalej za tym idzie nie mam sumienia "żyć własnym życiem" to wszystko jest bardzo skomplikowane przynajmniej już dla mnie... natomiast oczywiście nie będę już tak publicznie mówić jakie to mnie problemy dręczą heh... dręczą i zadręczą. Ale cisza spokój kwiat lotosu i żyje się dalej... chyba...
swoją drogą chciałabym porozmawiać z kimś dorosłym <nie nie jestem dzieckiem chodzi o doświadczenie w życiu> bo tak myśle co by zrobił ktoś na moim miejscu... ale może to inna historia... Bo sama nie wiem co robie źle, że jest jak jest
Inna, zyj swoim życiem...joga pomaga...ja często słucham ulubionej muzyki...jak wiesz czym zakończy się rozmowa to sobie ją daruj i rób swoje... nie patrz na innych...napewno łatwiej komuś z boku doradzać niż widzieć własne problemy ale wierzę, że dasz radę...myśl pozytywnie i już się nie zadręczaj...
Jesli ktoś będzie mówił ze Cie rozumie , wie co przezywasz co Cie dręczy itp to nie wierz w to. Dopóki nie spotka go to co ciebie moze tylko próbować Cie zrozumieć!!! Móglbym powiedzieć "Ja" i inni co z robilbym na twoim miejscu ale obawiam sie ze bardziej bysmy na mieszali w twojej głowie. Nie znaczy to zę rozmowa nie pomaga w ręcz przeciwnie!!! Ps Co do wiary w Boga hmmm tu sie gubie sam , choć wierze i jestem katolikiem!!!
Inna jesli będziesz chciała porozmawiać, odezwij się na priv-a. Ja przeszłam w życiu swoje, hmm może nawet dalej przechodzę. Nie poddaję się nie załamuję. A jak to kiedyś powiedziała do mnie bardzo młoda dziewczyna z którą jakiś czas pracowałam "dla kogo warto żyć, dla rodziców? przecież kiedyś odejdą, dla chłopaka/męża? przecież też zdarza się że odchodzą -jej stwierdzenie było proste -tylko dla Boga warto żyć. My dorośli często sobie sami komplikujemy to życie... stawiając wysokie wymagania sami sobie.
Halinko dziekuje, natomiast Szakul chyba masz rację, że ciężko jest komuś pisać czy mówić, że rozumie jesli tego nie przeżył. Myśle skąd szukać pokładów optymizmu by jakoś przebrnąć następne dnie heh... bardzo mi pomogliście. Wydawało mi się, że ludzie raczej są obojetni na smutki drugiej osoby, bo problemów w życiu nie brakuje... dziękuję :)
Witam Serdecznie,
powiedźcie moi mili jak sobie radzić z uczuciem smutku? czy też czasem ogarnia Was wrażenie, że przegraliście życie? jestem naprawdę optymistyczną osobą z zewnątrz ale duszenie wszystkiego w sobie dobija... Jak sobie z tym radzić?
No co ty.
"Jeszcze będzie przepięknie,jeszcze będzie normalnie"
A wcześniej krzyczeli NO FUTURE!
Witam Serdecznie,
powiedźcie moi mili jak sobie radzić z uczuciem smutku? czy też czasem ogarnia Was wrażenie, że przegraliście życie? jestem naprawdę optymistyczną osobą z zewnątrz ale duszenie wszystkiego w sobie dobija... Jak sobie z tym radzić?
Porozmawiaj z kimś o tym co Cię trapi, zrób przerwę , pojedź na weekend w ulubione miejsce, otwórz się , nie duś wszystkiego w sobie.
może to zabrzmi strasznie głupio, ale co czynić gdy nawet rozmowa już nie pomaga?
Może jakaś poradnia?
Może jakaś poradnia?
Zaraz tam poradnia.Inna porozmawiaj ze mną sama mam właśnie takie poczucie i ni cholery nie mam się komu wyżalić...
Jeżeli nie masz przyjaciół to Twoja wina, jest póżno-ale nie za póżno!
Witam Serdecznie,
powiedźcie moi mili jak sobie radzić z uczuciem smutku? czy też czasem ogarnia Was wrażenie, że przegraliście życie? jestem naprawdę optymistyczną osobą z zewnątrz ale duszenie wszystkiego w sobie dobija... Jak sobie z tym radzić?
Piszesz że jesteś osobą optymistyczną, a dalej, że duszenie w sobie dobija. Chyba nie jesteś optymistką w środku (optymista nigdy nie powie "ogarnia mnie wrażenie,że przegrałem życie") a jedynie okazujesz optymizm na zewnątrz. Czasami warto okazywać to co czujemy, na bieżąco spuszczać złe emocje bo takie tłumienie w sobie może sprawić, że kiedyś wylądujesz na psychiatrycznym ze schizofrenią paranoidalną. Zauważ, że często ludzie którzy zapadli na jakieś schorzenia nerwowe wcześniej uchodzili za optymistów, zawsze szli pod wiatr aż tu nagle coś siadło w główce i w jedną chwilę życie odwrócilo się o 360 stopni.
Na początek mniej wymagaj od siebie, zacznij się cieszyć z najmniejszych osiągnięć, a kiedy naprawdę masz dosyć nie udawaj twardzielki tylko najzwyczajniej się wypłacz w poduszkę.
Pozdrawiam
Witam
ogólnie tez tak czasami mniewam ale powiem CI nie ma czym sie przejmowac życie toczy sie dalej jesli rozmowa Ci nie pomaga znajc sobie jakas rozrywke wyjdz gdzies ze znajomimi moze poznaj nowych ludzi zeby wiecej radosci i szczescia było w Twoim zyciu czego Ci zycze :)
Czy ogarnia mnie poczucie smutku-niestety i to często ale walcze z tym i to z sukcesem!!! Mówisz ze jestes optymistka ja jestem nie poprawnym wręcz-wierze ludzia, choc często dostaje po dupie od nich!!! Ps nie wiem jaki masz problem-ale nie rób zadnej głupoty, proszę !!!
Rozmowa zawsze pomaga-tylko zależy z kim rozmawiasz:)
Jeżeli nie masz przyjaciół to Twoja wina, jest póżno-ale nie za póżno!
JEŚLI chodzi o mnie to posiadam takowe osoby ale jakoś ostatnio wychodzę z zalożenia, że i tak mi nie pomogą... Dobra kontynuujcie temat, nie wcinam się...
Ja jestem tego zdania, że zawsze trzeba pokazywać to co się czuje. Nie można w sobie wszystkiego tłumić. Ja jak jestem zła to krzyczę, jak smutna to nawet czasami łze uronię, a jak wesoła to uśmiecham się od ucha do ucha. Niestety do mnie też przychodzą takie dni gdzie tracę sens mojego bytu, nic mi się nie chce i najchętniej zrobiłabym demolkę w domu ( no przynajmniej w swoim pokoju :) ).
przyznaję, że jestem raczej pesymistka ( czasami mam przejawy optymizmu ), ale jakoś daję radę iść przez to często beznadziejne życie. Zawszę sobie powtarzam, że są ludzie który modlą się żeby mieć to co ja mam i to zazwyczaj działa :)
Fajne te wasze wypowiedzi, choć w każdej z nich jest odrobina smutku.
Kochani więcej uśmiechu, życzliwości do ludzi i swobody w działaniu. Każdy z nas to inna osobowość, każdy potrzebuje, oczekuje innej pomocy i wreszcie kto jak nie wy sami znacie siebie najlepiej.
Inna z nicka nioskuję, że jesteś kobietą a kobiety uwielbiają zakupy, zmiany fryzur, kosmetyki, romantyczne spotkania, a nawet drobny kwiatek. Jeśli nie jesteś samotna to mały kłopot. Możesz wypowiedzieć się do przyjaciół, znajomych i wspólnie coś zorganizować. Jeśli zaś jesteś samotna to staraj się nawiązać znajomości w szkole, pracy, z sąsiadami... wtedy małymi kroczkami może rozwinie się przyjaźń z osobą której powierzysz swoje smutki i radości.
Oby tych ostatnich było zdecydowanie więcej...tego Ci życzę...Karol
Inna , spójrz za okno.. wiosna ,zielono, świat w zasięgu ręki, trzeba marzyć, trzeba być..
przypomnij sobie co kiedyś sprawialo Ci radość ..
spróbuj to powtórzyć ,
jak mam doła lubię na chwilę zniknąć , zdarzyło mi się spontanicznie wsiąść do pociągu i pojechać do gdańska na piwo i z powrotem do domu , po takim wypadzie wracałem do normy :)
Ktoś powie drogo, ale wizyta u psychologa też kosztuje :)
musisz przewietrzyć umysł , bo czasem za dużo myśli się zbiera
Fraterr,jużeś otrzeźwiał ?,rady Innej dajesz,a jak najdalej tydzień temu Karol pogotowie straż i policję do Twojego domu wezwał?? (MOJA FILOZOFIA ŻYCIA)w stresie śmiertelnym byłeś a teraz ptaszki każesz odsłuchiwać?PKP jeździć?
Robroy, spokojnie może moja mała znajomość filozofii mu właśnie pomogła...:)
Nie bądź zazdrosny Tobie też mogę doradzić...:) tak trzymaj z tym poczuciem humoru, świat jest wtedy weselszy...:) tylko z pywem nie przesadzaj...:)
Pozdrawiam Karol
Krocz spokojnie pośród zgiełku i pośpiechu, pamiętając jaki spokój można znaleźć w ciszy. O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie,bądź na dobrej stopie ze wszystkimi. Prawdę swoją wypowiadaj jasno i spokojnie. Słuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych,oni też mają swoja opowieść. Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha. Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały,bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie. Źródłem radości niech będą dla Ciebie zarówno twoje osiągnięcia jak i plany. Wykonuj swą pracę z sercem, jakakolwiek byłaby skromna,jedynie ją posiadasz w zmiennych kolejach losu. Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa. Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty,wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu. Bądź sobą, a zwłaszcza nie udawaj uczucia,ani też nie podchodź cynicznie do miłości,albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmuj spokojnie to, co przynoszą ci lata,z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu.Nie dręcz się jednak tworami wyobraźni.Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny. Jesteś dzieckiem wszechświata,nie mniej niż drzewa i gwiazdy masz prawo być tutaj. I czy to jest dla ciebie jasne, czy nie – wszechświat bez wątpienia jest taki, jaki być powinien. Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje,czymkolwiek się trudzisz i jakikolwiek są twoje pragnienia,w zgiełku życia pozostań w zgodzie ze swą duszą. Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat. Bądź uważny. Staraj się być szczęśliwy. (1927r. Dezyderata, Max Ehrmann)
nie sądziłam, że będzie tu tak wiele wypowiedzi. To bardzo miłe naprawdę. Powiem kolejna być może głupią rzecz. Mam kochaną osobę u boku oraz przyjaciółkę, która wspiera jak może. Za co bardzo im dziękuję :) tylko widzicie, że tak powiem miauczenie o tym samym bliskim też wzbudza we mnie poczucie winy, bo każdy <nie oszukujmy się> ma własne życie problemy troski i radości. Cieszy mnie każda chwila... ale po chwili chwili nie ma. Wierzcie mi kocham życie głupstwa mi nie w głowie, ale tak się boje że hmm te smutki mnie dobiją heh. Mam plany które chce realizować i myslałam, że jak człowiek dużo w życiu przeszedł to jest silniejszy ale czuje jak ta siła jest coraz mniejsza. Myślałam o terapii ale <śmieszne> kasy mi szkoda by płacić komuś za słuchanie moich żali <może źle myśle> a po drugie chyba bym sie przyznała, że przegrałam sama ze sobą... Czy można żyć z taką huśtawką myśli? "o jak cudownie życie jest piękne", a po chwili "po co to wszystko"...
Fraterr,jużeś otrzeźwiał ?,rady Innej dajesz,a jak najdalej tydzień temu Karol pogotowie straż i policję do Twojego domu wezwał??(MOJA FILOZOFIA ŻYCIA)w stresie śmiertelnym byłeś a teraz ptaszki każesz odsłuchiwać?PKP jeździć?
Ani w stresie nie byłem , ani zamroczony, bym miał otrzeźwiać.
Mam bogatą osobowość i sporo przemyśleń o ludzkiej egzystencji wynikających z wyniesionych doswiadczeń życiowych. dlatego mogę zrozumiec drugiego człowieka i dać mu radę , pozytywną radę.
natomiast Twoja uwaga do mnie jest tu nie na miejscu, bo to INNA zwróciła się o pomoc .
[CODE] bo każdy <nie oszukujmy się> ma własne życie problemy troski i radości[/CODE]
Słuchanie jak to nazywasz miałczenia daje poczucie, że jesteśmy potrzebni, że ktoś nas obdarzył zaufaniem i mówi nam o swoich problemach, słabościach, obawach. Dobre rady może dawać każdy a wysłuchać bezinteresownie naszego biadolenia do końca potrafi tylko ktoś nam bliski.
Tak swoją drogą to dobrze świadczy o Tobie, że dostrzegasz swoje niepowodzenia i potrafisz się publicznie przyznać, że masz czasami wątpliwości. Teraz coraz więcej ludzi za żadne skarby nie przyzna się do słabości i kreuje siebie na osobę idealną której zawsze wszystko wychodzi i nigdy nie ponosi porażek.
P.S
Czy Ty nie za wiele od siebie wymagasz? Masz kochaną osobę u boku, przyjaciólkę która wspiera, plany na przyszłość, bardzo fajny charakter a mówisz,że odnosisz wrażenie, że przegrałaś życie.
faktycznie może za dużo od siebie wymagam, może to trochę wina wychowania... nie wiem. A proszę napiszcie czy mieliście sytuacje w których, a raczej problem z którym nie wiedzieliście jak sobie poradzić, czy czekaliście aż sam się rozwiąże czy jednak staraliście się coś uczynić?
wiecie chciałabym gdzieś wyjechać zostawić to co mnie otacza, ale kiedyś usłyszałam, że nie można uciekać od problemów, bo to najgorsze co można zrobić... też tak sądzicie?
Od problemów nie da się się uciec, zawsze Cie dopadną i pojawia się nowe!!! Trzeba stawić im czoła!!! Wydaje mi się że jestes młoda osoba-więc sił , chęci itp do walki z różnymi zawirowaniami w twoim zyciu nie powinno ci brakować!!! Ps Co do twego pytania-wybacz to forum nie jest odpowiednim miejscem na zwierzanie sie !!! Po za tym trzeba kogos dobrze znać, ufać by móc sie zwierzać-to podstawa . Oczywiscie nie bierz tego do siebie :)
Jest takie powiedzenie "co nas nie zabije, to nas wzmocni" więc walczmy z przeciwnościami losu, walczmy o lepsze jutro i nie oglądajmy się za siebie, idźmy do przodu. Wspaniale, że nie jesteś sama to wspaniale, że masz do kogo się wypowiedzieć. Trudniej jest osobom samotnym i mało kontaktowym, zamkniętym, nieufnym, a Ty taka nie jesteś. Jesteś otwarta i masz normalne przemyślenia, które trapią wiele osób. Potrafisz jak już zostało to przez moich przedmóców zauważone dzielić się własnymi problemami i to jest dobre. Wiesz, dziś trudno jest znaleźć ludzi, którzy otwarcie mówią o swoich problemach, mam na myśli poważne problemy. Choć mówi się często jak Cię widzą tak Cię piszą to jednak wnętrze człowieka jest najważniejsze bo "nie szata zdobi człowieka". Myślisz nie tylko o sobie, myślisz o bliskich Ci osobach i masz świadomość, że możesz ich męczyć, więc zmień to... zacznij dzień od pozytywnego nastawiania a dla ułatwienia psycholodzy robią taki test: weź kartkę papieru i przedziel ją wzdłuż pionowo, po jednej stronie wypisz co potrafisz a po drugiej czego nie potrafisz...to samo można zrobić z celami czyli co osiągnęłaś a co chcesz jeszcze osiągnąć...to pomaga...często wychodzi, że wiele umiemy tylko tego nie doceniamy, nie widzimy a to właśnie może być bardzo wartościowe. Uwierz w siebie, uwierz we własną moc takie huśtawki nastrojów ma każdy normalny człowiek, więc nie martw się tym, nie jesteś odmieńcem. Cieszę się, że dzięki Tobie poznaję wiele wspaniałych osób które się tu wypowiadają. Pomyśl i poczuj, tą integrację, tą wspaniałą bezinteresowną pomoc od ludzi na forum, tą wrażliwość na problemy ludzkie.
Pozdrawiam Karol
wiecie chciałabym gdzieś wyjechać zostawić to co mnie otacza, ale kiedyś usłyszałam, że nie można uciekać od problemów, bo to najgorsze co można zrobić... też tak sądzicie?
Odnośnie wyjechania to powiem Ci, że mam przyjaciółkę, która też miała wszystkiego dosyć. Nieopacznie powiedziała, że chciałaby gdzieś wyjechać, zostawić swoje problemy i nic nie robić. Minęło kilka dni i jej prośba została wysłuchana. Miała wypadek samochodowy, złamała nogę w biodrze. 5 tygodni na wyciągu w szpitalu no i miała tak jak prosiła - wyjechała, zostawiła problemy i nic nie robiła. Także Inna uważaj o co prosisz, bo nieraz zostajemy wysłuchani tylko nie do końca tak jak sobie byśmy tego życzyli.
rozumiem... no domyślam się, że to marne rozwiązanie by życzyć sobie "świętego spokoju"... ja nie chciałabym się tu nad sobie użalać bo życie i tak toczy się dalej, a w sumie sporo go chyba przede mną... tylko wiecie chciałabym się uczepić jakiejś idei jakiejś myśli, która pomogła by mi jakoś zachować wewnętrzny spokój. Dlatego też dopytuje Was kochani jak sobie z tym radzicie, co niektórzy podejrzewam mają spore doświadczenie życiowe i wiadomo różne chwile się przytrafiają.
Czasem chciałabym by ktoś za rękę dalej poprowadziłby mnie przez życie heh...
Dlatego też dopytuje Was kochani jak sobie z tym radzicie, co niektórzy podejrzewam mają spore doświadczenie życiowe i wiadomo różne chwile się przytrafiają.
Czasem chciałabym by ktoś za rękę dalej poprowadziłby mnie przez życie heh...
Różnie bywało , życie jak sinusoida, raz w górę raz w dół, raz hossa , raz bessa..
jak sobie radzić?
1) terapia psychologiczna, leczenie farmakologiczne ,
2) czytałem, czytałem ,czytałem- szukając odpowiedzi i rozwiązań,
3) rozmowa ,
4) wyładowania złości (oczywiście bez szkody dla osób postronnych :)
5) izolacja , samotność ..szukanie siebie, medytacje
to wszystko po to by pokochać swoje życie - wreszcie mi się to udało :)
Życzę powodzenia
Różne rady a bardzo dziwi mnie, że nie ma żadnego odwołania do Boga. Przecież to on inna prowadzi nas za rękę. Jak moich znajomych ogarnia smutek zadaję jedno proste pytanie, kiedy ostatnio byłeś/aś u spowiedzi. Zwykle okazuje się, że tu tkwi problem. Eucharystia jest najlepszym lekarstwem i oddanie swoich problemów w ręce Boga.
Halinko, nie ma w tym nic dziwnego, nikt nie wie czy inna jest wierząca i praktykująca, a chodzi tu tylko o jej spokój, a nie spokój jej ducha...
Inna, nikt Cię za rękę przez życie prowadzić nie będzie chyba że mąż...ale wtedy będziecie kroczyć przez to życie razem. Odpowiedzialnie wspólnie, jako rodzina pokonacie trudy tego życia...wtedy jest łatwiej.
Pozdrawiam Karol
Masz racje Karol... jesli chodzi o wiare nie bierzcie tego absolutnie do siebie i prosze też nie oceniajcie mnie pod tym kątem. Moja wiara osłabła może to przykre, że człowiek przestaje wierzyć kiedy widzi, że ta wiara nie wiele daje... bardzo się modliłam, prosiłam, wierzyłam, pragnęłam by było dobrze... nie było. Wierze jeszcze tylko dlatego by kiedyś kiedy przyjdzie czas powiedzieć sobie w duszy, że Oni są w niebie bo zasługują na to... czego ja o sobie zapewne nie powiem...
Właśnie wiara... kiedyś ktoś mi powiedział taką mądrą chyba rzecz którą usłyszała właśnie od księdza, że człowiek dostaje taki krzyż na swoje barki jaki jest w stanie udźwignąć, tylko tak myśle gdzie są tego granice... dziś jest dzień matki kolejny dzień w którym nie umiem sobie poradzić ze smutkiem. Wiem, że to nie dział "wyżal się i czekaj na współczucie" ale cholera czemu to wszystko jest takie trudne... czy naprawdę krzyż niektórych <bo wiem, że nie tylko ja mam problemy> musi być tak ciężki?
Inna coś mi się wydaje, że wiem z czym się borykasz...a prznajmniej się domyślam.
Mam na to bardzo prosty sposób idź załatw sprawę <tet a tet> prosto w oczy i wal śmiało wtedy nie będziesz się zadręczać i dowiesz się czego można się dalej spodziewać.
Jeśli się dowiesz, wtedy masz prawo do własnych decyzji i własnego życia... żyj swoim życiem i nie patrz na opinię innych. Czy trafiłem??? Przestań się obwiniać i zadręczać, oto chodzi???
Pozdrawiam Karol
Karol problem w tym, że wiem jak jest i raczej jak będzie... co dalej za tym idzie nie mam sumienia "żyć własnym życiem" to wszystko jest bardzo skomplikowane przynajmniej już dla mnie... natomiast oczywiście nie będę już tak publicznie mówić jakie to mnie problemy dręczą heh... dręczą i zadręczą. Ale cisza spokój kwiat lotosu i żyje się dalej... chyba...
swoją drogą chciałabym porozmawiać z kimś dorosłym <nie nie jestem dzieckiem chodzi o doświadczenie w życiu> bo tak myśle co by zrobił ktoś na moim miejscu... ale może to inna historia... Bo sama nie wiem co robie źle, że jest jak jest
Inna, zyj swoim życiem...joga pomaga...ja często słucham ulubionej muzyki...jak wiesz czym zakończy się rozmowa to sobie ją daruj i rób swoje... nie patrz na innych...napewno łatwiej komuś z boku doradzać niż widzieć własne problemy ale wierzę, że dasz radę...myśl pozytywnie i już się nie zadręczaj...
Pozdrawiam Karol
Jesli ktoś będzie mówił ze Cie rozumie , wie co przezywasz co Cie dręczy itp to nie wierz w to. Dopóki nie spotka go to co ciebie moze tylko próbować Cie zrozumieć!!! Móglbym powiedzieć "Ja" i inni co z robilbym na twoim miejscu ale obawiam sie ze bardziej bysmy na mieszali w twojej głowie. Nie znaczy to zę rozmowa nie pomaga w ręcz przeciwnie!!! Ps Co do wiary w Boga hmmm tu sie gubie sam , choć wierze i jestem katolikiem!!!
Inna jesli będziesz chciała porozmawiać, odezwij się na priv-a. Ja przeszłam w życiu swoje, hmm może nawet dalej przechodzę. Nie poddaję się nie załamuję. A jak to kiedyś powiedziała do mnie bardzo młoda dziewczyna z którą jakiś czas pracowałam "dla kogo warto żyć, dla rodziców? przecież kiedyś odejdą, dla chłopaka/męża? przecież też zdarza się że odchodzą -jej stwierdzenie było proste -tylko dla Boga warto żyć. My dorośli często sobie sami komplikujemy to życie... stawiając wysokie wymagania sami sobie.
Halinko dziekuje, natomiast Szakul chyba masz rację, że ciężko jest komuś pisać czy mówić, że rozumie jesli tego nie przeżył. Myśle skąd szukać pokładów optymizmu by jakoś przebrnąć następne dnie heh... bardzo mi pomogliście. Wydawało mi się, że ludzie raczej są obojetni na smutki drugiej osoby, bo problemów w życiu nie brakuje... dziękuję :)
INNA ,
co u Ciebie? masz pozytywne nastawienie?