Reklama
  • redakcja2008-01-12 21:11:44

    Prawie co druga para w ubiegłym roku zawarła w Polsce tylko ślub cywilny. Małżeństwa zawierane są coraz później i często z tak zwaną umową przedmałżeńską - intercyzą. Czemu tak jest że ludzie odchodzą od ślubów kościelnych, może spowodowane jest to ogólna zmianą mentalności, modą a może ryzykownie stwierdzę że w Polsce siła religii i tradycji słabnie?! Czemu ślub kościelny nie ma już takiej rangi jak kiedyś? Czy rzeczywiście jest tak że składając przysięgę "..Miłość, wierność i uczciwość..." nie zastanawiamy się już gdzie te słowa i przed kim wypowiadamy. Ślub Kościelny, cywilny a może humanistyczny i skrajnie żadnego ślubu?

  • Poziomka 2008-01-13 14:53:27

    Chyba nie chodzi o to przed kim przysiegamy ale za ile. Poza tym najwazniejsze zeby przysiec sobie, i tej przysiegi dotrzymac. Swoja droga jak ostatnio bylam na slubie kolezanki to ksiac odprawil takie kazanie ze ja lepiej w kosciele wole slubu nie brac :).

  • Poziomka 2008-01-13 14:54:22

    z tym "za ile"chodzilo mi ze ludzi czesto nie stac na slub koscielny. Nie wyrazilam sie dostatecznie jasno :)

  • Guśka 2008-01-13 18:19:32

    Myślę, że to nie do końca kwestia pieniędzy. Ślub kościelny zazwyczaj kojarzy się z tradycyjnym hucznym weselem a i po cywilnym odbywają się równie wielkie przyjęcia. Nie każdy ksiądz patrzy też na to ile za ten ślub dostanie.

    Wydaje mi się, że problem tkwi gdzie indziej. Ludzie coraz bardziej cenią sobie niezależność a ślub czy to cywilny czy kościelny to jak by nie patrzeć zobowiązanie.
    Życie bez ślubu niektórym wydaje się bezpieczniejszym rozwiązaniem. Podobnie jak sam cywilny. Jeśli coś się nie uda parę wizyt w sądzie i mamy to za sobą. To strach przed tym, że moze się nie udać.

    Szczerze, nie potępiam nikogo za wybór sposobu w jaki rozpoczną wspólną drogę i za każdego tak samo będę trzymać kciuki. Ale z drugiej strony nie do końca rozumiem ludzi, którzy przychodzą do kościoła a ślub przed Bogiem zostaje skreślony na samym początku planowania. Dla mnie ten dzień ma być dniem wyjątkowym, w którym towarzyszyć mi będą najbliżsi i nie wyobrażam sobie żeby zabrakło w ten dzień Boga.

  • Reklama
  • Szymon 2008-01-14 11:07:24

    Kwestia ta ma w moim odczuciu głównie charakter etyczny. Ściślej mówiąc chodzi o postrzeganie norm. Żyjemy w dobie relatywizmu wszelkiego i dekonstrukcji. Nie ma obiektywnej prawdy. Bóg traktowany jest co najwyżej jako idea regulatywna. Konserwatyzm moralny zakładający niezmienność pewnych fundamentów etycznych nie jest "w modzie". Wynikiem tego jest ogólna desakralizacja etyki. Obowiązują mnie tylko te normy, które sam przyjmuję. Rzecz chyba najważniejsza: współczesny człowiek kieruje się głównie etyką przyjemności a nie odpowiedzialności. Myślę, że to jest jedna z głównych przyczyn upadku instytucji małżeństwa w naszych czasach. Na pytanie, czy ludzie potrzebują w ogóle systemów etycznych - Lenin odpowiadał, że potrzebują ich totalnego przezwyciężenia.

  • redakcja 2008-01-14 12:24:11

    Antropologia kulturowa pokazuje nam, że korzenie instytucji małżeństwa są ściśle ekonomiczne. Od zawsze i niezależnie od kultury służyło ono pomnażaniu rodzinnego majątku, zawieraniu sojuszy militarnych i politycznych. Co z miłością zatem? No wiadomo, nie żyjemy w średniowieczu, mało kto się dziś ożeni bez miłości dla samego posagu. Ale czyżby? Ten aspekt jest jakby niewypowiedziany w tej presji na bycie żoną, w tej ucieczce przed staropanieństwem, tudzież w kulturowym przymusie do bycia głowa rodziny. Miłość przyjdzie w pewnym momencie sama, chyba można by powiedzieć, że zrodzi się z rutyny... Tymczasem socjologia rodziny opisuje zmiany, które w naszym kręgu kulturowym trwają od lat 70-tych tamtego wieku, a u nas od lat 90-tych. Ożenek przestaje być wartością samą w sobie, rosną w siłę indywidualne aspiracje, marzenia i plany. Czasem hedonistyczne, a czasem intelektualne. Zawodowe i prywatne. Rola męża i żony niekoniecznie z nimi współgra... Samej miłości czy to fizycznej, czy duchowej małżeństwo też przestało być potrzebne. Można ją realizować bez formalizacji na wiele sposobów. Pytanie się tylko nasuwa w jakim stopniu to odpowiada nam i naszemu postrzeganiu szczęścia w życiu. Każdy ma prawo realizować się w sposób jaki tylko jemu odpowiada i jeśli tylko nie szkodzi to innym członkom społeczeństwa.

  • Szymon 2008-01-14 13:32:58

    Malina wydaje się być optymistką, gdyż twierdzi, że "mało kto dziś żeni się bez miłości". Nie podzielam tej diagnozy, aczkolwiek ów optymizm wiele mówi o autorce. Sądzę, że w dobie prymatu kategorii "mieć" nad "być" powracamy jednak chyba do ekonomicznego (kontraktualnego) wymiaru małżeństwa. W wypowiedzi autorki wyczuwam nutę kantyzmu, że człowiek jest miarą wszechrzeczy. Autorka pisze: "Pytanie się tylko nasuwa w jakim stopniu to odpowiada nam i naszemu postrzeganiu szczęścia w życiu". Jest też ukłon w stronę liberalizmu społecznego w słowach: "Każdy ma prawo realizować się w sposób jaki tylko jemu odpowiada i jeśli tylko nie szkodzi to innym członkom społeczeństwa." Może w dobie szerzącego się postmodernizmu i dekonstrukcji warto byłoby popatrzeć na sprawę bardziej logocentrycznie?

  • redakcja 2008-01-14 13:35:03

    Społeczeństwo daje dziś młodym ludziom niewyraźne sygnały, co jest wartością, a co nie, jakie normy obowiązują i jaka wizja małżeństwa jest dla niego korzystna. Duża aprobata rozwodów, podobnie jak wcześniejsze zjawisko "małżeństwa na próbę" świadczą o kryzysie zaufania do instytucji małżeństwa. Bauman mówi nam o pojęciu płynnej nowoczesności, że ona generuje płynność instytucji, norm, ról społecznych, form życia społecznego. Ich kształty stają się niewyraźne, zacierają się. Przemianie ulega także charakter związków międzyludzkich, czyli także małżeństwa. Tu właśnie zgodzę się z Panem Szymonem i Jego słowami „Żyjemy w dobie relatywizmu wszelkiego i dekonstrukcji. Nie ma obiektywnej prawdy. Bóg traktowany jest co najwyżej jako idea regulatywna. Konserwatyzm moralny zakładający niezmienność pewnych fundamentów etycznych nie jest "w modzie". Wynikiem tego jest ogólna desakralizacja etyki.”

  • Reklama
  • Szymon 2008-01-14 14:18:45

    Jaki więc wniosek Pani Malwino? Musimy chyba wzmocnić nasze poczucie dyscypliny wewnętrznej lub na przykład postawić na nowo pewne fundamentalne pytania. To, że społeczeństwo "daje dziś młodym ludziom niewyraźne sygnały, co jest wartością, a co nie, jakie normy obowiązują i jaka wizja małżeństwa jest dla niego korzystna" - wcale nie znaczy, że musimy to traktować jako wiążace?! Potrzebny jest silniejszy punkt odniesienia. Można się jeszcze zapytać, czy taki stan rzeczy nie wyrządza wiele szkody współczesnemu człowiekowi? Może ma Pani, Pani Malwino jakiś pomysł na ów - wspomniany przez mnie - "punkt odniesienia" - o ile oczywiście podziela Pani mój pogląd w tej materii?

  • redakcja 2008-01-14 15:50:58

    Oczywiście Panie Szymonie zgadzam się z Pańskim zdaniem i stwierdzeniem, że niejako musimy wytyczyć silniejszy punkt odniesienia, że musimy wzmocnić to przytoczone przez Pana " poczucie dyscypliny wewnętrznej" Małżeństwo to proces, stawanie się, ciężka praca i wyrzeczenia. U podstaw kryzysu instytucji małżeństwa na pewno leżą braki w sensownym wychowaniu. Jeśli ktoś przez całe dzieciństwo i młodość kierował się egoizmem, to małżeństwo raczej tego nie zmieni. Tymczasem ogólna tendencja w wychowaniu jest ciągle ta sama: maksimum swobody, jak najmniej obowiązków. Na pewno nie sprzyja to kształtowaniu postawy odpowiedzialności za swoje czyny i wybory.

  • Zbig 2008-01-15 10:29:04

    Pani Malino-zamiast cytatów z klasyków pozwolę sobie na własne przemyślenia: ludzie odpowiedzialni tworzą związek między sobą i niepotrzebni są im świadkowie-czasami legalizują go dla ułatwienia życia codziennego; małżeństwo(związek) to nie tylko pasmo wyrzeczeń i ciężkiej pracy-owszem rezygnujemy z pewnych wartości ale w zamian tworzymy nowe, jeszcze piękniejsze i bardziej cenne; wzrastająca liczba ślubów cywilnych ma ścisły związek z ilością rozwodów w minionych latach-rozwodnicy nie dostaną ślubu kościelnego; na koniec pozostaje życzyć wszystkim udanych,wartościowych związków-szczęśliwe chwile pozwalają wyzwalać tak wiele dobra...

  • Tymoteusz1 2008-01-15 14:10:51

    Witam wszystkich.
    Wiele osób podchodzi nieodpowiedzialnie do instytucji małzeństwa ale tez do nie zalegalizowanych związków zachowujac się jak nastolatkowie, którym się wydaje ze -liczę sie tylko JA. Nieodpowiedzialnie zachowuja sie tez osoby trzecie , które czasami dla kaprysu a czasami ze wzgledu na swoj egoizm niszcza zwiazki , małzeństwa , rodziny. Zachowujac sie jak egoiści krzywdzimy siebie na wzajem. Cierpimy i krzywdzimy dalej - kłamiemy , oszukujemy, zdradzamy, i marzymy ze kiedys odnajdziemy ta prawdziwa miłosc , oddanie , zaufanie, wiernosc itp.
    I dążymy by ktos nas pokochał sami nie kochajac.

  • Reklama
  • Poziomka 2008-01-16 07:53:13

    Patrze wstecz i nie wydaje mi sie, ze 20, 40 czy 100 lat temu instytucja malzenstwa przynosila wiecej szczescia. To byla bardziej kwestia presji otoczenia i wstyd- zeby wziac rozwod, dlatego niezgodne pary, gdzie milosc zostala zastapiana nienawiscia lub wrecz wstretem, gdzie dawno wygasl plomien.
    Dawniej model rodziny byl inny: zazwyczaj kobieta zajmowala sie wszystkim, co zwiazane z domem, a mezczyzna zarabial (lub przynajmniej taka byla jego rola) na zycie. Co nie znaczylo ze wszyscy byli szczesliwi- mimo roznic jakie wystepuja miedzi kobieta a mezczyzna, jestesmy wszyscy rowni i mamy prawo tak samo do szczescia i samospelnienia.
    Wspolczesne zwiazki polegaja na wlasnych wyborach i zgodzie na taki a nie inny model zycia. W moim rozumieniu to czyni nas szczesliwszymi. Wskakiwanie w z gory przyjety model rodziny to zmuszanie sie do czegos, co nie jest naszym wyborem, to tak jak probowac wcisnac na siebie spodnie 2 numery za male bo tak jest ogolnie przyjete (oczywiscie niektorzy wola nosic spodnie 2 numery za male, ale to inna historia)
    To, jaka jest jakosc zwiazku, czy malzenstwa, czy nie, zalezy od nas i od tego, na co sie godzimy i jak sie szanujemy. Zgadzam sie w pelni ze jest to powiazane z wychowaniem i tym jak dziecko postrzega swoich rodzicow- bo wszyscy sie ze mna zgodza ze w wiekszosci przypadkow dzieci powiwlaja model malzenstwa i sposob zycia rodzicow. Mamy wiec skrajne porownanie: niezgodne malzenstwo (zmuszeni byc ze soba) zra sie, traktuja bez szacunku, bez milosci; i udane partnerstwo bez slubu.
    Jak myslicie, w ktorym przypadku ich dzieci beda nauczone wartosci partnerstwa?

  • Szczawiu 2008-01-20 13:53:14

    Myslę, że najlepiej na Twoje pytania Malino1 odpowiedzieliby, ci którzy w zeszłym roku wzięli ślub w USC. Osobiście nie widzę potrzeby wgłębienia się w to jaki kto bierze ślub i dlaczego. Uważam, że jest to każdego indywidualna sprawa. Jesli jednak zapytałaś a ja jestem jednym z tych, którzy co prawda ślubu nie brali w zeszłym roku i jak na razie nie zamierzają, ale wiem, że jeśli będę brał ślub to nie będzie to ślub w kościele. Dlaczego? Wydaje mi się, że ślub kościelny jest przede wszystkim dla katolików a dla osoby wierzącej powinien być czymś więcej niż tylko ślubem. To powinno być przyjęcie sakramentu małżeństwa, który mi akurat nie jest po prostu potrzebny. Nie chcę być śmiem twierdzić jednym z wielu, którzy biorą ślub w kościele, bo tak wymaga tradycja, bo co powiedzą ludzie, bo wesele bez ślubu kościelnego to nie wesele itd.

  • KIJS 2008-01-21 17:44:22

    Niestety dane które podałeś wydaje mi się wynikają z pogłębiającego się kryzysu wiary jaki przeżywa Polska i inne narody. Szkoda że ludzie odchodzą od kościoła a tym samym od Boga bo to właśnie Ci ludzie najszybciej się rozwodzą...Sakrament ma moc którą daje Bóg żeby trwać w miłości małżeńskiej a ślub cywilny daje tylko człowiek. Mówię to z własnego doświadczenia. Nigdy nie odważyła bym się na małżeństwo bez wiary w Boga-tylko On moze dać mi siłę do przetrwania trudnych chwil. Ale to prawda że bez sensu zawierać małżeństwo w kościele na siłę, bo tradycja itd...bo to tak trochę bez wiary,puste słowa i gesty...

  • Szczawiu 2008-01-22 22:49:35

    Szkoda, że ludzie odchodzą od kościoła a tym samym od Boga. bo to właśnie Ci ludzie najszybciej się rozwodzą...
    Chcesz przez to powiedzieć, że ja na pewno szybciej sie rozwiodę niż Ty, która weźmie ślub kościelny?

  • KIJS 2008-01-23 21:46:15

    Takie sa statystyki...niestety...

  • Reklama
  • 80sMan 2008-01-23 23:32:21

    Przysiegamy... Swietnie !
    Lata temu zespol Dire Straits zatytulowal swoj album Love Over Gold czyli Milosc Ponad Zloto...
    Tytul zludny ale kto dzis slucha plyt ?
    Bo jak odpowie wspolczesny czlowiek napakowany myslami telewizyjnych guru na pytanie - co wolisz: pelny wozek w supermarkecie czy przytulenie ?
    Wszak przytulenie jest takie niewymierne...
    A wozek jak najbardziej wymierny jest.
    Mowimy "kocham"... I przysiegamy wiernosc.
    Ale zanim przysiegniemy zerkamy czy wybraniec ma prace i satysfakcjonujace dochody no i czy ma gdzie mieszkac ?
    Jesli nie spelni warunkow to "uczucia" znikaja jak slonce noca...
    Smutne jak smutni jestesmy.
    A wlasciwie to biedni bo jesli o wartosci czlowieka decyduje stan jego konta to znaczy ze nic warci nie jestesmy.

  • Szczawiu 2008-01-27 01:47:01

    Pokaż mi proszę te statystyki? Skąd je wzięłaś?



Reklama
Reklama