Jeśli bliskie są Wam klimaty Manhattan Transfer, F. Sinatry, M. Bubble czy Diany Krall, to zapraszamy do pubu 77 na koncert w dniu 2 września (środa) o godz. 19:00. Wszystko to "podlane" będzie wybornym fortepianowym jazzowo-bluesowym "sosem". Zapraszamy!
Lubię taką muzykę lecz w orginalnym brzmieniu. Obecnie lansuje się wszelkiego rodzaju przeróbki co mnie osobiście drażni. W zaciszu domowym przy dobrym trunku chętnie słucham dawnych kawałków wspominając młodość. Pozdrawiam Karol
Jest pewna subtelna różnica między "przeróbką", a "interpretacją" czy "reinterpretacją". W jazzie, bluesie i rock"n"rollu w ogóle takie pojęcie jak "przeróbka" nie ma zasadniczego znaczenia, bo poruszamy się tu co do zasady w dość sformalizowanych formach (blues, rock"n"roll), albo twórzczo wykorzystujemy pewne motywy (jazz). Jak się domyślam, "Two Jazz Voices" koncentrują się raczej na tym drugim obszarze.
Dotykamy tutaj jednej z zasadniczych kwestii dotyczących podejścia do tradycji - być może nie tylko - muzycznej. Są tutaj dwa podstawowe nurty: jeden zakłada, że należy dążyć do pierowozoru - czyli np. albo maksymalnie zbliżać się do jakiegoś wykonania, czy do pewnej estetyki np. romantycznej. Drugi zaś postuluje kreatywne podejście. Jak to zwykle bywa napotyka się na problemy: bo np. kto ma określić tzw. ducha Chopina - podczas gdy nie dysponujemy żadnym jego nagraniem? Warto tutaj wspomnieć sprawę genialnego piansty jugosłowiańskiego Ivo Pogorelica, który zdaniem jury na jednym z konkursów Chopinowskich w swoich wykonanaich przekroczył chopinowskie ramy interpretacyjne. Mimo to sale koncertowe stały i stoją do dziś przed nim otworem. Inaczej sprawa wygląda w przypadku jazzu, gdzie jak wiemy - jego istotą jest kreatywność i improwizacja. Wydaje mi się, że w tym przypadku wręcz przesądzone wydaje się być twórcze podejście do tej tradycji. W większości przypadków w standardach jazzowych zapisuje się w nutach głównie temat i ewentualnie tzw. changes - czyli pochody akordów. Co więcej - sądzę, że "podrabianie" w 100% wykonań jazzowych nie jest chyba do końca możliwe. To właśnie jazz daje chyba największą przestrzeń i substancję do wyrażania siebie w muzyce. Naśladujemy najlepszych ucząc się, aby potem wnieść własny pierwiastek. Jedno jest poza dyskusją: trzeba to robić dobrze.
Panowie spokojnie, lekcja napewno mi się przyda ale żaden z Was nie odniósł się do interpretacji hymnu przez Edytę Górniak a to miałem właśnie na myśli pisząc o przeróbkach. Utworów Chopina raczej nie da się "przerobić" tam trzeba ściśle trzymać się nut, pauz, interwałów itp. Może jednak się mylę i jakiś wirtuoz jazzowy zrobi sobie tzw. wstawki Chopinowskie...to ciekawe. Jednak nie na konkursie Chopinowskim. Pozdrawiam Karol
Co do Hymnu - zgoda. Jest to swego rodzaju świecki dogmat i nic nie powinno się zmieniać. Natomiast co do Chopina - właśnie podałem przykład w moim poście. Warto jeszcze wspomnieć interpretacje awangardowe Mozarta czy Bacha w wykonaniu G. Goulda. Chopin stanowi megainspirację dla jazzu z uwagi na jego niesamowity wkład chociażby do harmonii. Niemniej jednak te projekty oceniam różnie. Za udany uważam osobiście Możdżera i Jagodzińskiego. Ogólnie mam jednak zarzut do jazzmanów - o czym już kiedyś pisałem. Chodzi o to, że biorą oni jakiś temat z Chopina - natomiast dalej często grają "swoje". Po tych improwizacjach - skądinąd wirtuozerskich - ciężko byłoby rozpoznać ducha chopinowskiego. Wg mnie - może to zabrzmi konserwatywnie - należy w przetworzeniu tematu czy w improwizacji na jego temat - do niego jakoś nawiązywać. Jest to trudne, ale to - jak się wydaje - jest istota rzeczy. Łatwiej jest przegrać temat i dalej grać w oderawniu od niego - a takie jest często wrażenie. Wielu jazzmanów - szczególnie pianistów - uwielbia J. S. Bacha. Dlaczego? M.in dlatego, że zarówno w jazzie, jak i w baroku operuje się polifonią czyli ruchami głosów - z taką różnicą, że bazie nieco innych akordów. Logika gry jest więc z grubsza tożsama. Nie trzeba chyba dodawać, kto od kogo czerpał. Pozdrawiam
Jeśli bliskie są Wam klimaty Manhattan Transfer, F. Sinatry, M. Bubble czy Diany Krall, to zapraszamy do pubu 77 na koncert w dniu 2 września (środa) o godz. 19:00. Wszystko to "podlane" będzie wybornym fortepianowym jazzowo-bluesowym "sosem". Zapraszamy!
Lubię taką muzykę lecz w orginalnym brzmieniu. Obecnie lansuje się wszelkiego rodzaju przeróbki co mnie osobiście drażni. W zaciszu domowym przy dobrym trunku chętnie słucham dawnych kawałków wspominając młodość.
Pozdrawiam Karol
Jest pewna subtelna różnica między "przeróbką", a "interpretacją" czy "reinterpretacją". W jazzie, bluesie i rock"n"rollu w ogóle takie pojęcie jak "przeróbka" nie ma zasadniczego znaczenia, bo poruszamy się tu co do zasady w dość sformalizowanych formach (blues, rock"n"roll), albo twórzczo wykorzystujemy pewne motywy (jazz). Jak się domyślam, "Two Jazz Voices" koncentrują się raczej na tym drugim obszarze.
Dotykamy tutaj jednej z zasadniczych kwestii dotyczących podejścia do tradycji - być może nie tylko - muzycznej. Są tutaj dwa podstawowe nurty: jeden zakłada, że należy dążyć do pierowozoru - czyli np. albo maksymalnie zbliżać się do jakiegoś wykonania, czy do pewnej estetyki np. romantycznej. Drugi zaś postuluje kreatywne podejście. Jak to zwykle bywa napotyka się na problemy: bo np. kto ma określić tzw. ducha Chopina - podczas gdy nie dysponujemy żadnym jego nagraniem? Warto tutaj wspomnieć sprawę genialnego piansty jugosłowiańskiego Ivo Pogorelica, który zdaniem jury na jednym z konkursów Chopinowskich w swoich wykonanaich przekroczył chopinowskie ramy interpretacyjne. Mimo to sale koncertowe stały i stoją do dziś przed nim otworem. Inaczej sprawa wygląda w przypadku jazzu, gdzie jak wiemy - jego istotą jest kreatywność i improwizacja. Wydaje mi się, że w tym przypadku wręcz przesądzone wydaje się być twórcze podejście do tej tradycji. W większości przypadków w standardach jazzowych zapisuje się w nutach głównie temat i ewentualnie tzw. changes - czyli pochody akordów. Co więcej - sądzę, że "podrabianie" w 100% wykonań jazzowych nie jest chyba do końca możliwe.
To właśnie jazz daje chyba największą przestrzeń i substancję do wyrażania siebie w muzyce. Naśladujemy najlepszych ucząc się, aby potem wnieść własny pierwiastek. Jedno jest poza dyskusją: trzeba to robić dobrze.
Panowie spokojnie, lekcja napewno mi się przyda ale żaden z Was nie odniósł się do interpretacji hymnu przez Edytę Górniak a to miałem właśnie na myśli pisząc o przeróbkach.
Utworów Chopina raczej nie da się "przerobić" tam trzeba ściśle trzymać się nut, pauz, interwałów itp.
Może jednak się mylę i jakiś wirtuoz jazzowy zrobi sobie tzw. wstawki Chopinowskie...to ciekawe.
Jednak nie na konkursie Chopinowskim.
Pozdrawiam Karol
Co do Hymnu - zgoda. Jest to swego rodzaju świecki dogmat i nic nie powinno się zmieniać. Natomiast co do Chopina - właśnie podałem przykład w moim poście. Warto jeszcze wspomnieć interpretacje awangardowe Mozarta czy Bacha w wykonaniu G. Goulda. Chopin stanowi megainspirację dla jazzu z uwagi na jego niesamowity wkład chociażby do harmonii. Niemniej jednak te projekty oceniam różnie. Za udany uważam osobiście Możdżera i Jagodzińskiego. Ogólnie mam jednak zarzut do jazzmanów - o czym już kiedyś pisałem. Chodzi o to, że biorą oni jakiś temat z Chopina - natomiast dalej często grają "swoje". Po tych improwizacjach - skądinąd wirtuozerskich - ciężko byłoby rozpoznać ducha chopinowskiego. Wg mnie - może to zabrzmi konserwatywnie - należy w przetworzeniu tematu czy w improwizacji na jego temat - do niego jakoś nawiązywać. Jest to trudne, ale to - jak się wydaje - jest istota rzeczy. Łatwiej jest przegrać temat i dalej grać w oderawniu od niego - a takie jest często wrażenie. Wielu jazzmanów - szczególnie pianistów - uwielbia J. S. Bacha. Dlaczego? M.in dlatego, że zarówno w jazzie, jak i w baroku operuje się polifonią czyli ruchami głosów - z taką różnicą, że bazie nieco innych akordów. Logika gry jest więc z grubsza tożsama. Nie trzeba chyba dodawać, kto od kogo czerpał. Pozdrawiam