Czy zamierzacie głosować na najbliższych wyborach? Pytam dlatego, że na pewno część z nas nie pójdzie.
Jakis czas temu wdałem się w polemikę na ten temat z p. Grabcem: Samorządowiec Roku 2007 ? bez burmistrza, który poczuł się urażony tezą, że nie głosujący swoją postawą poprawiają wynik zwycięzcy a tym samym pośrednio są jego elektoratem.
Dlatego na kilka dni przed wyborami może warto wrócić do tego tematu i zadać pytanie: czy faktycznie niegłosujący nie biorą udziału w wyborach? Czy wstrzymanie się od głosu daje legitymację do krytyki każdej opcji i ustawianie się w roli "obiektywnego" sędziego w myśl: nie popierłem nikogo, więc nie ponoszę odpowiedzialności za to co się dzieje po wyborach Czy aby na pewno?
Osobom, które rzeczywiście mają poczucie, że nie ma na kogo głosować, a mają coś do powiedzenia proponuje udać się do wyborów, wziąć karty do głosowania i w dowolnym miejscu na karcie napisać co sądzą o wyborach.
Ja osobiście pójdę i zagłosuję jak zwykle na osobę do której mam największe zaufanie. Na człowieka, o którym świadczy jego dotychczasowa działalność społeczna.
Ja się już na ten temat nieraz wypowiadałem. Odpowiedż jest bardzo złożona, zalezy przede wszystkim od naszego ogólnego pojmowania etyki, polityki i pewnej pragmatyki z nimi związanej. Miałem nie iść na te wybory, ale pójdę. Będę głosował na PO.
Niestety, nie ma tu prostych odpowiedzi. Prawo wyborcze (czynne jaki i bierne) jest w swej istocie "prawem" - więc może powinienem z niego skorzystać (przy spełnieniu pewnych kryteriów), ale wcale nie muszę. Warto tutaj dodać, że pewnych demokratycznych krajach jak np. w Belgii - istnieje sankcja w postaci grzywny za nieusprawiedliwioną absencję w wyborach. Problem udziału w wyborach należy więc rozpatrywać na gruncie moralnego zobowiązania w określonych relacjach np. pomiędzy obywatelem a państwem względnie obywatelem a drugim obywatelem. Resultat wyborów (nie wynik!) pociąga za sobą decyzje, które mają konkretny i realny wpływ na życie całej społeczności (zobowiązanie wobec innych). Skoro lud zwany suwerenem uchyla się od podjęcia decyzji, to tak samo, jakby krytykować monarchę, że zaniechał jej podjęcia (zobowiązanie wobec instytucji państwa) - w tym przypadku chodzi o decyzję zasadniczą, gdyż dotyczy ona wyłonienia władzy. Demokracja (jako ustrój w szerokim tego słowa znaczeniu) działa wtedy, gdy ci, co mają z niej korzystać, mają pewne poczucie odpowiedzialności. Jak pisał klasyk liberalizmu Milton Friedman - jest taki common set of values (wspóly katalog wartości), który umożliwia systemowi demokratycznemu w miarę sprawnie funkcjonować, bowiem sam system jako taki wartością raczej nie jest - jak by wielu pewnie chciało. Inaczej sprawa wygląda w totalitaryzmach, gdzie niepójście do wyborów było znakiem protestu. Miało ono na celu odebranie im legitymacji moralnej. W byłej NRD, skąd uciekło na Zachód w sumie prawie 3 mln ludzi - mówiono, że ci ludzie "głosują nogami". Reasumując: 1. Ci, co nie chcą głosować, są niby formalnie w porządku. 2. Nie są w porządku moralnie, gdyż uchylają się od podjęcia decyzji zasadniczych; tym samym podkopują niejako zasadność istnienia samego ustroju. Skoro ktoś podejmuje decyzję, że nie chce głosować, to w równym stopniu ponosi odpowiedzialność - wybrał po prostu tylko inną opcję. 3. Czy ci, co nie chcą głosować, mogą krytykować? Pewnie - mają prawo, gdyż daje im to prawo do swobody wypowiedzi nadane właśnie demokratycznie. Z moralnego punktu widzenia niech zamiast krytyki poczynią lepiej swoisty rachunek sumienia. 4. Jedynym "plusem" braku należytego udziału w wyborach jest sygnał, że coś jest źle. Trzeba się wtedy pytać o przyczyny takiego stanu rzeczy. Zmienić to można natomiast tylko niestety idąc do urny wyborczej. Inaczej pozostają tylko barykady... Z góry przepraszam za pewne uproszczenia. Na ten temat można napisać traktat. Na wybory iść trzeba! Pozdrawiam
A dlaczego miałeś nie iść? Interesuje mnie właśnie strona pragmatyczna - czy nawet nie popierając nikogo i nie idąc postępuje się pragmatycznie i we własnym - wyborcy - interesie?
Iść czy nie iść na wybory - kwestia skomplikowana tak bardzo jak natura ludzka.
Nie idziesz świadomie - jesteś outsiderem olewającym system?
Idziesz świadomie - dajesz sobą manipulować systemowi czy spełniasz obywatelski obowiązek?
Może to kwestia świadomości człowieka, pojmowania świata, poczucia wpływu na swoje życie, światopoglądu, ambicji? Od kiedy mogę to głosuję, bo w przeciwnym razie nie szanował bym siebie jako człowieka nie próbującego kierować swoim losem.
To podobnie jak z hasłem z reklamy lotto: żeby wygrać trzeba grać! A zasady gry są jasno określone.
Widzisz Rafale, "interes" - jakkolwiek byśmy go pojmowali -nie jest dla mnie kategorią nadrzędną. Interes broni się na gruncie etyk eudajmonistycznych, nie broni się natomiast już tak do końca na gruncie chrześcijaństwa czy kantyzmu. Niepójście jest prawem człowieka, choć w niektórych krajach, jak przytoczona przez Szymona Belgia, jest prawem łamanym. Niepójście może mieć w sobie obojętność albo ignorancję. I wtedy jest źle. Ale motywy- wierz mi - moga być inne.
Jednak w niedzielę, pójdę na pewno. Moje widzimisię nie ma żadnego znaczenia w kontekście tego, co działo się w Polsce przez ostatnie dwa lat. PiS naruszyło ów common set of values (wspóly katalog wartości), o którym pisze Szymon i dzis mamy ostatnią szansę, aby ów proces przerwać. W tym przypadku każda możliwa etyka nakazuje, aby głosować na te ugrupowania, które owe wspólne wartości przywrócą. Nie mam cienia wątpliwości, że niedzielę trzeba poprzeć Platformę Obywatelską, co też uczynię.
Widzisz Rafale, "interes" - jakkolwiek byśmy go pojmowali -nie jest dla mnie kategorią nadrzędną. Interes broni się na gruncie etyk eudajmonistycznych, nie broni się natomiast już tak do końca na gruncie chrześcijaństwa czy kantyzmu. Niepójście jest prawem człowieka, choć w niektórych krajach, jak przytoczona przez Szymona Belgia, jest prawem łamanym. Niepójście może mieć w sobie obojętność albo ignorancję. I wtedy jest źle. Ale motywy- wierz mi - moga być inne.
Jednak w niedzielę, pójdę na pewno. Moje widzimisię nie ma żadnego znaczenia w kontekście tego, co działo się w Polsce przez ostatnie dwa lat. PiS naruszyło ów common set of values (wspóly katalog wartości), o którym pisze Szymon i dzis mamy ostatnią szansę, aby ów proces przerwać. W tym przypadku każda możliwa etyka nakazuje, aby głosować na te ugrupowania, które owe wspólne wartości przywrócą. Nie mam cienia wątpliwości, że niedzielę trzeba poprzeć Platformę Obywatelską, co też uczynię.
Jakondo zaprezentował nieco fatalistyczną teorię manipulacji, ale jednocześnie zasygnalizował bardzo ważne aspekty dotyczące partycypacji obywateli w wyborach. To, że decyzje wyborcze przkładają się realnie na nasze życie, to jest jasne. Przykład: podwyżka podatku akcyzowego na beznzynę. Pozostaje jednak inna zasadnicza kwestia: jakie przyjąć kryteria wyboru w decydowaniu politycznym? Odpowiedź jest następująca: trzeba wypracować własne przkonania/poglądy na pewne ważne sprawy. Nie pozostaje niestety nic innego, jak zainteresowanie się pewnymi sferami życia publicznego. Poziom polskiej debaty politycznej temu nie sprzyja. Jest ona - krótko mówiąc - mało merytoryczna, co - mam nadzieję - będzie się z biegiem czasu zmieniać. Ponadto są sprawdzone wzorce w innych krajach. Warto więc się i do nich odwołać np. w kwestii organizacji systemu ochrony zdrowia. Zawsze imponowało mi w dyskusjach o polityce, jakie prowadziłem np. z Niemcami czy Brytyjczykami, że potrafili oni rzeczowo odnosić się do wielu kwestii. Niemal do zera zredukowany był czynnik emotywny. U nas jest niestety jeszcze dużo do zrobienia w tej materii. Pewnym plusem w całej sprawie jest fakt emigracji zarobkowej młodych ludzi z RP na Zachód. Jeśli parę milionów naszych młodych obywateli w perspetkywie kilku lat doświadczy na własnej skórze tamtejszych rozwiązań np. w kwestiach gospordarczych, to będą oni bez wątpienia bardziej odporni na perswazję populistów obiecujących przysłowiowe gruszki na wierzbie. Wniosek jest następujący: ludzie muszą zacząć zauważać ścisły i konkretny związek pomiędzy polityką (w szerokim tego słowa zanczeniu) a swoim życiem. To już będzie dobry krok ku budowaniu tego common sense, którego ja osobiście ludziom Zachodu trochę zazdroszczę. Ale bądźmy optymistami i zagłosujmy świadomie. Postarajmy się wyjść poza argumenty w stylu "jak ja tej gęby nienawidzę" itp. Jak mawiał Konfucjusz, nawet najdłuższy marsz zaczyna się od pierwszego kroku. Pozdrawiam
Aby merytorycznie i sensownie rozmawiać o polityce i jej wpływie na życie obywateli potrzebna jest choć minimalna orientacja o mechanizmach funkcjonowania państwa. Wiedzy tej w społeczeństwie jest jak na lekarstwo, co dla klasy politycznej jest pożądane.
Kampania wyborcza to gra na najniższych instynktach, co jest o wiele skuteczniejsze niż konfrontacja pewnych fundamentalnych, ale nie zrozumiałych dla "ciemnego ludu" idei. Dlatego w miarę świadomie wybiera mniejszość, większość głosuje na populistyczne hasła lub właśnie przeciw "żydom i znienawidzonym gębom, układowi i oligarchom, oszołomom i burakom".
Czy tych nigdy nie pojawiających się przy urnach możemy nazwać bezwolnymi kukiełkami niesionymi nurtem życia, bezwolną masą wykluczonych?
Kwestia podstawowa to brak pełnej wiedzy. Nigdy nie wiemy wszystkiego i chcąc nie chcąc wybór opieramy na tym, do czego udało nam się dojść na podstawie własnych doświadczeń i posiadanych informacji, co czasami bywa zgubne bo ludzie są zmienni a świat bywa dziwny i nieprzewidywalny.
Cytat? „Nie mamy stałych przyjaciół, jedynie stałe interesy” – Lord Palmerston.
Nasza świadomość społeczna rośnie. Tożsamość narodowa staje się czynnikiem który w znacznym stopniu wpływa na nasze wybory lub ich brak. Tożsamość narodowa to może byc swiadomość naszej specyficzności, wyjątkowości o którą my Polacy walczyliśmy od lat i walczymy teraz. Coraz częściej jednostki które tworzą nasze społeczeństwo gotowe są współtworzyć swoją wspólną przyszłość. Czujemy odpowiedzialność za nas i za Panstwo w którym przyszło nam żyć. Nasze postawy i zachowania mają ogromny wpływ na losy naszej Ojczyzny, nie zastanawiajmy się zatem czy iść na wybory, musimy to zrobić żeby mieć możliwość decydowania o naszym życiu i życiu całej naszej społeczności. Pamiętajmy o tym że brak wyboru to też wybór, ale czy słuszny?! Nie głosując zdajemy się na wybór innych. Przez oddanie głosu mamy konkretny wpływ na to, jaki kształt będzie przybierać Nasza Ojczyzna. Udział w wyborach powinien byc dla nas wartością samą w sobie- mamy możliwość wyboru, podejmowania decyzji! Głosujmy przecież powinniśmy być odpowiedzialni. Pamiętajmy jakie kożyści z tego płyną i jak niebezpieczna dla nas samych i społeczności którą tworzymy może okazać się obywatelska biernośc... A co z babcią w spocie reklamowym zachęcającym do wyborów, która nie może zdecydować się którą drogę wybrać? - ja mam na to swoją teorie którą przedstawie w następnym poście
Przepraszam za szczere pytanie, ale nie mogę się powstrzymać - na kogo zamierza Pani głosować. Odpowiedź na to pytanie pozwoliłaby mi skonfrontować Pani wypowiedź z konkretnym wyborem..
po raz kolejny Pani mnie niezwykle pozytywnie zaskakuje! Czekam z niecierpliwością na tę teorię. Rozumiem, że będzie to ujęcie socjologiczne. Widzę, że jest Pani absolutnie przebudzona politycznie. Co więcej wykazuje Pani godną naśladowania postawę patriotyczną! Oby tak dalej!
Pani Malwino, pisze Pani o "świadomości społecznej" - a czy istnieje Pani zdaniem "również nieświadomość zbiorowa (społeczna)? Nawiązuję tutaj celowo do pewnej koncepcji z zakresu psychologii społecznej. Pozdrawiam
Przez oddanie głosu mamy konkretny wpływ na to, jaki kształt będzie przybierać Nasza Ojczyzna. Udział w wyborach powinien byc dla nas wartością samą w sobie- mamy możliwość wyboru, podejmowania decyzji! Głosujmy przecież powinniśmy być odpowiedzialni.
Co tu więcej dodawać? Krótko i jasno. Brawo Malina. Jestem dokładnie takiego samego zdania.
Przeglądając przed wyjściem rano z domu nasze forum miałem lekką obawę, że nasze rozważania nieco rozmyją się w kierunku akademickiej dyskusji na podłożu filozofii, etyki i może logiki. Na szczęście dzięki Wam moi szanowni przedmówcy wątek ładnie utrzymuje równowagę.
Oczywiście aspekty doktryn lub idei filozofii są w tym kontekście równie ważne (jeśli nie ważniejsze), np. sprawa wpływu filozofii chrześcijańskiej na etos pracy i rozwój gospodarczy. Koledzy: Gąsior i Szymon z pewnością przekazaliby nam wiele na ten temat.
Mnie jednak na 3 dni przed wyborami wciąż dręczy nie roztrzygnięta kwestia przed którą stoi pewnie wielu wyborców - "co mi da fakt, że zagłosuję?" - czy udział w wyborach może rozpatrywany w ujęciu swoistego "interesu" wyborcy? Przecież (i tu pewnie większość się ze mną zgodzi) w życiu codziennym posługujemy się uproszczeniami - schematami, które ułatwiają nam podjęcie decyzji przy minimalnym spożyciu energii przez nasz mózg. M.in. na takich uproszczeniach bazuje populizm polityczny: białe/czarne, uczciwość/złodziejstwo, my/oni, liberalizm/solidarność (jakkolwiek to ludzie rozumieją i ma to logiczny sens) itd.
Jak więc, trzymając się takiej (wręcz brutalnie prostej) konwencji, roztrzygnąć kwestię czy warto iść na wyborcy czy nie? Bo nie wierzę, że wszyscy głosujący wezmą udział w wyborach z poczucia obywatelskiego obowiązku, poczucia tożsamości narodowej, możliwości decydowania o sobie, odpowiedzialności itd. Bo gdyby tak było to od dawna głosowali by wszyscy, którzy mają do tego prawo.
Gdzie jest w takim razie ten klucz, dla którego np. frekfencja tym razem może wzrosnąć o 10% albo 30% albo wręcz zmaleje?
I żeby dodać jeszcze łyżkę dziegdźciu: a może lepiej jak frekfencja jest niska? Tylko czy wtedy mamy demokrację czy też jakiś quasi demokratyczny system z cenzusem w postaci inteligencji, zamożności, miejsca zamieszkania? Ale może to lepsze dla ogółu społeczeństwa? Co o tym sądzicie?
Piszę o świadomości społecznej gdyz jest to dala mnie jedna z tych wartości które są ważniejsze w moim życiu i uważam że powinna być częscią życia każdego z nas. Jak juz Pan słusznie wczoraj wywnioskował jestem osobą o raczej konserwatywnych poglądach< wbrew pozorom właśnie tak jest> dlatego wartości najblizsze memu sercu to poczucie swojej wartości jako członka społeczeństwa, i patriotyzm o którym tak teraz dużo się mówi. Czy istnieje pojęcie nieświadomości społecznej? Oj Panie szymonie widze że jednak sprawdza Pan moją wiedzę teoretyczną, niestety nie posiadam aż takich informacji jak Pan, ale mogę swierdzić że to pojęcie istnieje. Nieświadomość społeczna która dla mnie jest choroba nie tylko naszego społeczeństwa staję sie przeszkodą w budowaniu Naszego Pańswa naszego życia idealnego o którym przecież marzymy i o ironnio losu marzymy a jednak ta nieświadomość zdaje sie być w każdym z nas. Cała istota nieświadomości polega własnie na tym że nie zdajemy sobie sprawy że pośiadamy ten brak zrozumienia innych , zrozumienia prostych działań zjawisk społecznych. Tu rodzi się nasza ignorancja na wiedzę, na innych ludzi na ich poglądy aż wkoncu dochodzimy do tego że nieświadomi nieświadomie podejmujemy decyzjie łudząc się że są dobre, najlepsze dla nas- czy żeczywiście, ja wątpię. Carl Gustav Jung psychiatra i pscholog, jak zresztą zapewne Pan doskonale wie mówi nam o tej wrodzonej nieświadomości którą każdy z nas ma. Czy przyzna się Pan albo ktoś kto czyta to ,że właśnie jest społecznie nieświadomy, że my jako społeczeństwo nie posiadamy grupowo świadomości społecznej? Pozostawiam to pytanie do rozważenia... Bo czy jesteśmy wierni naszym ideałom, przekonaniom czy tu w aspekcie zblizających się wyborów jesteśmy wstanie powiedzieć że świadomie i z przekonaniem podejmujemy określone decyzje, czy może tak jak to ktoś juz powiedział na tym forum że kierujemy się tylko instynktem, uczuciami bądź przeczuciami. Czy fałszywie nie wmawiamy sobie że wiem co robimy?!
Kluczem, Rafale, jest uznawanie pewnych wspołnych zasad. Ale zarówno te zasady jak i stosunek do nich kształtują się przez setki lat (patrz" Anglia, Francja, Niemcy, USA). U nas nie ma wspólnego minium zasad, a zatem trudno mówić o stosunku do nich. Ciągle jeszcze głosujemy, żeby odsunąć większe zło. Tp pewnie dlatego, że nie dokonał się u nas rozdział politycznych zadań państwa od bieżącego zarządzania i adminitrowania państwem. W bardzo złym stanie jest legislacja. Nie ma substancji społecznej, która mogłaby to wytworzyć i następuje sprzężenie zwrotne. Wadliwie działające państwo nie pozwala na wykształcenie się tej substancji. Pozostaje garstka tych ludzi, którzy wiedzą, że tworzenie nowoczesnego państwa nie może się ograniczać do eliminacji politycznego wroga. Ta garsta musi być w niedzielę razem. Dziś jej jedynym punktem zaczepienia jest PO. PO, która posiada wiele wad, ale jest - na dzień dzisiejszy - nowoczesną partią, która nie utraciła kontaktu z cywilizowanym światem Zachodu. I właśnie dlatego będę na nią głosował.
Chciałam nie pisac na kogo będę głosować , bo jeśli Pan by uważnie przyjżał się moim wypowiedziom domyśliłby się Pan że raczej nie byłam zdecydowana. Wybrać trzeba wybieram PO choć nie wszystko mnie przekonuje< przecież to właściwie nie możliwe żeby się ze wszystkimi postulatami zgadzać> i Tu czuję się własnie jak ta" babcia" co nie wie którą droge wybrać
Malino, dziękuję za odpowiedź. Wiem, że to nie takie łatwe powiedzieć wprost;) Mnie też nie wszystko przekonuje w PO, a wyjaśnienia w tym zakresie zawarłem w poprzednim poście.
Może nie powstanie nowa teoria socjologiczna na temat Babci wybierającej drogę i to szczególnie mojego autorstwa...Chciałam tylko napisać że jak dla mnie spot ciekawy ale zupełnie nie namawia mnie do wyborów , wręcz przeciwnie. Bo jak ma namówić mnie do wyborów Babci która rozważając swoje decyzje wkońcu wraca do domu?!?! Nawet jęli do niektórych to przemawia do mnie nie zdecydowanie! Zastanawiałam się skoro własciwie reklama nie przekonuje mnie do wyborów, to o czym właściwie mówi- bo przecież o czymś mówi , jaka byłaa wizja autora< która podejżewam zupełnie nie zgodziła się z efektem końcowym> Doszłam do wniosku że ta nasza biedna babcia to Nasze społeczeństwo< nie zbyt odkrywcze wiem> ale nie ta bez świadomości społecznej, nie ta bez tożsamości narodowej,przecież ta Babcia chciała wybrać ruszyła w drogę i co ? Zatrzymała się i nie wybrała czemu? bo może żadna z dróg nie wydała się jej lepsza ani gorsza od tej drugiej, bo właściwie po co wybierać skoro żadna z dróg nie mam nic ciekawego do zaprezentowania. Czy my wybieramy świadomie czy tylko wybieramy mniejsze zło, a może jak babcia nie mamy z czego wybierać i lepiej wrócić do domu? Oczywiście to jedna strona medalu i jeden sposób interpretacji zapewne Panowie stwierdza że nasza babcia nie zdecydowała się bo nie chciało się jej iść dalej, albo że nie miała tej wiedzy która pozwoliłaby jej dokonac wyboru , że jest nieświadoma politycznie- dyskutować mozna wiecznie a zrobić coś dla nas i całej społeczności? kiedy zaczniemy nie tylko wybierać ,ale tworzyć tak Pańtswo, żebyśmy mieli kogo i co wybierać w przyszłości.
Przepraszam Szanownych Kolegów za błędy literowe i brak dopracowania tekstu, w przeciwieństwie do PAństwa wypowiedzi. Piszę w pracy, a jak wiadomo w pracy pisać się nie powinno :) Pozdrawiam serdecznie i proszę o zrozumienie
ja nie tyle o Jungu, co o Frommie myślałem. Zresztą jego opus magnum czyli "Ucieczka od wolności" zostało tutaj juz wcześniej przywołane. Myślę, że temat można ciągnąć dalej. Niemniej jednak bardzo mi się podoba Pani szlachetna postawa nie tylko w obszarze polityki. Jestem pod dużym wrażeniem tego, co Pani napisała na forum. Pozdrawiam serdecznie
Ja więc obawiam się że nie mam zdolności takich jak Panowie do wypowiedzi publicznych nawet na naszym forum i do skupiania się na tym co robię- niestety praca rozprasza, mnie napewno, dlatego moje wiadomości będą miejscami byc może niezrozumiałe ,niedopracowane, mało przejżyste.
ja nie jestem małostkowy. Każdemu zdarzają się literówki i pewne niedoróbki. Obok treści - powiedzmy - merytorycznych - liczy się również dla mnie taka metatreść wypowiedzi, a tu w Pani przypadku jest wyczuwalna bardzo dobra energia i to jest to!
Na okoliczność naszych roważań przyszła mi taka o to refleksja: idee polityczne, system polityczny, wybory itd. Jest jednak pewna rzecz, która absolutnie stoi ponad tym wszystkim. Mam tu na myśli kobiece wdzięki!
Jako jedyna przedstawicielka kobiet na tym naszym politycznym forum, chcę się zapytać o co chodzi z tymi kobiecymi wdziękami jakoś nie mogę znaleść związku z tematem, a może czegoś nie wiem. proszę o wyjaśnienie :)
No właśnie Panie Szymonie czemu znów miałam pisać o Frommie skoro mogłam napisać o Jungu, nie bądźmy monotematyczni. A tak naprawdę to dokonałam tego wyboru tylko na przekór Panu- miałam możliwość wyboru i wybrałam - pieknie mieć takie możliwości Drogi Panie Szymonie. Na dziś kończe Pozdrawiam serdecznie;)
pyta Pani otwartym tekstem o związek pomiędzy "kobiecymi wdziękami" a polityką. Związek ten - jest w moim najgłębszym odczuciu - oczywisty (rozmawiamy oczywiście na tzw. pojęciach ogólnych). Po pierwsze: jakkolwiek polityka w ogóle niejednokrotnie lub nawet często polaryzuje ludzi, wprowadza konflikt itd, to są pewne - powiedzmy uniwesalia - które mają dokładnie odwrotny wpływ. Do takich należy w swej istocie estetyczna percepcja owych "kobiecych wdzięków". Po drugie: przychodzi mi na myśl taka anegdota: kiedyś zapytano Henry Kissingera dlaczego ma takie powodzenie u kobiet, mimo, że nie był typem - najdelikatniej mówiąc - amanta filmowego. On odpowiedział bez chwili zastanowienia: Polityka i władza są najskuteczniejszymi afrodyzjakami. Myślę, że wyjaśniłem Pani, Pani Malwino, swój pogląd w tej sprawie. Pozdrawiam serdecznie
Pozwolę sobie nie zgodzić się ani z Panem, Panie Szymonie, ani z Henrym Kissingerem. Zastanjawiam się, dlaczeko niektórzy, z uporem godnym lepszej sprawy, tak bardzo dążą do "odczarowania" rzeczywistości. Czy Pan, Panie Szymonie wpisuje się w ten nurt? Czy zadawał Pan Sobie kiedyś pytanie, czy rzeczywistość "odczarowana" będzie Panu jeszcze do czegoś potrzebna? Pragmatyczna reguła, wbrew temu co się sądzi, nakazywałby nie odczarowywać. Bo co nam wtedy, Panie Szymonie zostanie? Bardziej wierzę Platonowi, niż Kissingerowi, z całym szacunkiem dla obydwu panów. I proszę mi nie mówić, że njedno nie wyklucza drugiego.
Witam Panów Chciałam nawiązać do tematu rozpoczętego przez Pana Szymona. jakoś nie bardzo mogę zrozumieć wytłumaczenie tego związku miedzy kobiecymi wdziękami a polityką Czy władza działa jak afrodyzjak na pewno na niektórych tak... Chciałam też zapytać Pana Andrzeja o to " odczarowywanie" myślałam że mężczyźni nie lubią tych powiedzmy czarów a tu znajduje się ktoś kto staje za tym żeby pozostawić rzeczywistość nieodczarowaną.... Oczywiście ja jako kobieta postrzegam ten temat zapewne w zupełnie innym aspekcie niż Panowie, zresztą przyznam szczerze że jakoś nie mogę wyczuć tego tematu. Dlatego chyba poprzestanę na tym , może nie dość trafnym poście. Pozdrawiam wszystkich
Pani Malwino, uważam, że na obecnym etapie nasze rozważania trzeba będzie przenieść do działu kultura. "Świat odczarowany" to pojęcie wprowadzone przez Maxa Webera i dobrze już w socjologii i filozofii ugruntowane. Oznacza, mówiąc w pewnym uproszczeniu, świat zracjonalizowany, świat bez mitu. Ale ja, użyłem tego pojęcia w jego potocznym znaczeniu. Pana Szymona znam nie od dziś i pozuje on na twardo stąpającego po ziemi realistę. Ile w tym prawdy, a ile maski, nie śmiem osądzać. Tym niemniej chodziło mi o to, że na szczęście świat nie jest tak zły, żeby tylko władza i polityka były afrodyzjakami. Zresztą, nie każdemu owe "afrodyzjaki" są potrzebne (cokolwiek by znaczyły). Moim skromnym zdaniem wystarczy miłość. Odsyłam do "Miłości w czasach zarazy" w tym zakresie, również Pana Szymon, jeśli jeszcze nie czytał.
Ale, ponieważ byłem nieustępliwy wobec Pani, to teraz muszę zapytać Szymona, na kogo będzie głosował!!!
Panie Szymonie. Ma Pan ostatnią szansę, bo za chwilę będzie cisza wyborcza, o ile w niedzielę rano TVP, poza kampanią, nie nada relacji z jakiejś spektakularnej akcji CBA.
chciałbym na wstępie powtórzyć to, co już niejednokrotnie padało w naszych dyskusjach. Myślę, że zarówno Ciebie, jak i mnie nie można jednoznacznie zaklasyfikować. Nie chodzi mi o to, że to w ogóle jest trudne - ale sądzę, że trochę się znamy i często wymieniamy myśli. Ale jedna różnica jest chyba wyraźna: ja jako realista uważam, że naturą ludzką targa zło - niektórzy umieją się jemu po prostu przeciwstawić. Myślę tu o św. Augustynie. Ty - jako bardziej liberał - uważasz, że człowiek jest z natury raczej dobry. Co do odczarowywania czy racjonalizowania świata - nie jestem tutaj ideologiem - ale zgodzimy się z tym, że wszyscy chyba po części jesteśmy scjetystami. Myślę, że nie tylko Weber, ale przede wszystkim Comte pisał o tych fazach rozwoju ludzkości - które znasz. Z tymi afrodyzjakami jest chyba sprawa bardzo czytelna i nie trzeba się wg mnie odwoływać do jakiś wielkich koncepcji. Po prostu, tam gdzie jest power i money tam jest często desire. Co do mojej decyzji politycznej: to początkowo chciałem poprzeć PSL, ale po spektakularnym "przebudzeniu się" się PO - jestem skłonny poprzeć właśnie to ugrupowanie. Pozdrawiam
Dziękuję za konkretną odpowiedź w temacie wyborów. Natomiast temat "Polityka - miłość - natura ludzka" przesuwam do KULTURY i tam proszę się na ów temat wypowiadać. Zaraz zresztą pociągnę wątek. :p
co do tych czarów, mogę powiedzieć, że nawet u najbardziej "zatwardziałych" materialistów jak: Marks czy nawet Mao wyczuwalna jest metafizyka. Tak więc, niech Panią Pani Malwino, nie dziwi, że chcemy ten świat trochę "czarować". Czyżby w Pani odezwała się romantyczna dusza? Pozdrawiam
Tak metafizyka...można tak powiedzieć. W każdym z nas jest i to chyba dobrze. Zastanawiam sie czy to dobry wątek w naszej dyskusji... Co do mojej romantycznej duszy, po naszej ostatniej rozmowie zdaje mi się że Pan wie o mnie więcej niż ja sama. Zapewne i o tej mojej romantyczności ma Pan swoje zdanie, nie ma wiec sensu żebym sie wypowiadała sama o sobie na tym forum- zgadza się Pan ze mną?
Zalecam przeniesienie części dyskusji do działu KULTURA. Już rozpocząłem odpowiedni wątek.
A wracając do wyborów. Czy myślicie, że w sobotę zostaniemy jeszcze uraczeni jakimiś rewelacjami i bombami, które naturalnie nie będą kolidować z ciszą wyborczą?
osobiście chciałbym, aby w każdym z nas były pokłady metafizyki. To przekłada się również na decydowanie polityczne, o którym tu chyba zaczeliśmy dyskutować. Temat "romatycznej duszy" przenieśmy np. na drogę e-mailową. Zgadzam się z Panią.
Być może w sobotę zdarzy sie coś nieprzewidzianego, może zostaniemy znów jakaś porcje informacji które mają zmienić nasz wybór albo go utwierdzić, chociaż mi sie wydaję że ciężko wpłynąć na nasze decyzje dzień przed wyborami. Dlatego wydaje mi się to bezsensowne. Myślę że politycy " wyciągnęli już wszystkie asy z rękawa" jeśli można to tak nazwać...choć oczywiście wszystkiego przewidzieć i stwierdzić jednoznacznie się nie da. Na tym kończę swoją działalność na tym forum. Miłego dnia Panom życzę a w niedziele jedynie słusznych i tych przemyślanych wyborów-decyzji.
Czy zamierzacie głosować na najbliższych wyborach? Pytam dlatego, że na pewno część z nas nie pójdzie.
Jakis czas temu wdałem się w polemikę na ten temat z p. Grabcem: Samorządowiec Roku 2007 ? bez burmistrza, który poczuł się urażony tezą, że nie głosujący swoją postawą poprawiają wynik zwycięzcy a tym samym pośrednio są jego elektoratem.
Dlatego na kilka dni przed wyborami może warto wrócić do tego tematu i zadać pytanie: czy faktycznie niegłosujący nie biorą udziału w wyborach? Czy wstrzymanie się od głosu daje legitymację do krytyki każdej opcji i ustawianie się w roli "obiektywnego" sędziego w myśl: nie popierłem nikogo, więc nie ponoszę odpowiedzialności za to co się dzieje po wyborach Czy aby na pewno?
Co o tym myślicie?
Osobom, które rzeczywiście mają poczucie, że nie ma na kogo głosować, a mają coś do powiedzenia proponuje udać się do wyborów, wziąć karty do głosowania i w dowolnym miejscu na karcie napisać co sądzą o wyborach.
Ja osobiście pójdę i zagłosuję jak zwykle na osobę do której mam największe zaufanie. Na człowieka, o którym świadczy jego dotychczasowa działalność społeczna.
Ja się już na ten temat nieraz wypowiadałem. Odpowiedż jest bardzo złożona, zalezy przede wszystkim od naszego ogólnego pojmowania etyki, polityki i pewnej pragmatyki z nimi związanej. Miałem nie iść na te wybory, ale pójdę. Będę głosował na PO.
Niestety, nie ma tu prostych odpowiedzi. Prawo wyborcze (czynne jaki i bierne) jest w swej istocie "prawem" - więc może powinienem z niego skorzystać (przy spełnieniu pewnych kryteriów), ale wcale nie muszę. Warto tutaj dodać, że pewnych demokratycznych krajach jak np. w Belgii - istnieje sankcja w postaci grzywny za nieusprawiedliwioną absencję w wyborach.
Problem udziału w wyborach należy więc rozpatrywać na gruncie moralnego zobowiązania w określonych relacjach np. pomiędzy obywatelem a państwem względnie obywatelem a drugim obywatelem. Resultat wyborów (nie wynik!) pociąga za sobą decyzje, które mają konkretny i realny wpływ na życie całej społeczności (zobowiązanie wobec innych). Skoro lud zwany suwerenem uchyla się od podjęcia decyzji, to tak samo, jakby krytykować monarchę, że zaniechał jej podjęcia (zobowiązanie wobec instytucji państwa) - w tym przypadku chodzi o decyzję zasadniczą, gdyż dotyczy ona wyłonienia władzy. Demokracja (jako ustrój w szerokim tego słowa znaczeniu) działa wtedy, gdy ci, co mają z niej korzystać, mają pewne poczucie odpowiedzialności. Jak pisał klasyk liberalizmu Milton Friedman - jest taki common set of values (wspóly katalog wartości), który umożliwia systemowi demokratycznemu w miarę sprawnie funkcjonować, bowiem sam system jako taki wartością raczej nie jest - jak by wielu pewnie chciało.
Inaczej sprawa wygląda w totalitaryzmach, gdzie niepójście do wyborów było znakiem protestu. Miało ono na celu odebranie im legitymacji moralnej. W byłej NRD, skąd uciekło na Zachód w sumie prawie 3 mln ludzi - mówiono, że ci ludzie "głosują nogami". Reasumując:
1. Ci, co nie chcą głosować, są niby formalnie w porządku.
2. Nie są w porządku moralnie, gdyż uchylają się od podjęcia decyzji zasadniczych; tym samym podkopują niejako zasadność istnienia samego ustroju. Skoro ktoś podejmuje decyzję, że nie chce głosować, to w równym stopniu ponosi odpowiedzialność - wybrał po prostu tylko inną opcję.
3. Czy ci, co nie chcą głosować, mogą krytykować? Pewnie - mają prawo, gdyż daje im to prawo do swobody wypowiedzi nadane właśnie demokratycznie. Z moralnego punktu widzenia niech zamiast krytyki poczynią lepiej swoisty rachunek sumienia.
4. Jedynym "plusem" braku należytego udziału w wyborach jest sygnał, że coś jest źle. Trzeba się wtedy pytać o przyczyny takiego stanu rzeczy. Zmienić to można natomiast tylko niestety idąc do urny wyborczej. Inaczej pozostają tylko barykady...
Z góry przepraszam za pewne uproszczenia. Na ten temat można napisać traktat. Na wybory iść trzeba!
Pozdrawiam
A dlaczego miałeś nie iść?
Interesuje mnie właśnie strona pragmatyczna - czy nawet nie popierając nikogo i nie idąc postępuje się pragmatycznie i we własnym - wyborcy - interesie?
Iść czy nie iść na wybory - kwestia skomplikowana tak bardzo jak natura ludzka.
Nie idziesz świadomie - jesteś outsiderem olewającym system?
Idziesz świadomie - dajesz sobą manipulować systemowi czy spełniasz obywatelski obowiązek?
Może to kwestia świadomości człowieka, pojmowania świata, poczucia wpływu na swoje życie, światopoglądu, ambicji? Od kiedy mogę to głosuję, bo w przeciwnym razie nie szanował bym siebie jako człowieka nie próbującego kierować swoim losem.
To podobnie jak z hasłem z reklamy lotto: żeby wygrać trzeba grać! A zasady gry są jasno określone.
Kłania się "Ucieczka od Wolności" Fromm"a?
Widzisz Rafale, "interes" - jakkolwiek byśmy go pojmowali -nie jest dla mnie kategorią nadrzędną. Interes broni się na gruncie etyk eudajmonistycznych, nie broni się natomiast już tak do końca na gruncie chrześcijaństwa czy kantyzmu.
Niepójście jest prawem człowieka, choć w niektórych krajach, jak przytoczona przez Szymona Belgia, jest prawem łamanym. Niepójście może mieć w sobie obojętność albo ignorancję. I wtedy jest źle. Ale motywy- wierz mi - moga być inne.
Jednak w niedzielę, pójdę na pewno. Moje widzimisię nie ma żadnego znaczenia w kontekście tego, co działo się w Polsce przez ostatnie dwa lat. PiS naruszyło ów common set of values (wspóly katalog wartości), o którym pisze Szymon i dzis mamy ostatnią szansę, aby ów proces przerwać. W tym przypadku każda możliwa etyka nakazuje, aby głosować na te ugrupowania, które owe wspólne wartości przywrócą.
Nie mam cienia wątpliwości, że niedzielę trzeba poprzeć Platformę Obywatelską, co też uczynię.
Widzisz Rafale, "interes" - jakkolwiek byśmy go pojmowali -nie jest dla mnie kategorią nadrzędną. Interes broni się na gruncie etyk eudajmonistycznych, nie broni się natomiast już tak do końca na gruncie chrześcijaństwa czy kantyzmu.
Niepójście jest prawem człowieka, choć w niektórych krajach, jak przytoczona przez Szymona Belgia, jest prawem łamanym. Niepójście może mieć w sobie obojętność albo ignorancję. I wtedy jest źle. Ale motywy- wierz mi - moga być inne.
Jednak w niedzielę, pójdę na pewno. Moje widzimisię nie ma żadnego znaczenia w kontekście tego, co działo się w Polsce przez ostatnie dwa lat. PiS naruszyło ów common set of values (wspóly katalog wartości), o którym pisze Szymon i dzis mamy ostatnią szansę, aby ów proces przerwać. W tym przypadku każda możliwa etyka nakazuje, aby głosować na te ugrupowania, które owe wspólne wartości przywrócą.
Nie mam cienia wątpliwości, że niedzielę trzeba poprzeć Platformę Obywatelską, co też uczynię.
Jakondo zaprezentował nieco fatalistyczną teorię manipulacji, ale jednocześnie zasygnalizował bardzo ważne aspekty dotyczące partycypacji obywateli w wyborach. To, że decyzje wyborcze przkładają się realnie na nasze życie, to jest jasne. Przykład: podwyżka podatku akcyzowego na beznzynę. Pozostaje jednak inna zasadnicza kwestia: jakie przyjąć kryteria wyboru w decydowaniu politycznym? Odpowiedź jest następująca: trzeba wypracować własne przkonania/poglądy na pewne ważne sprawy. Nie pozostaje niestety nic innego, jak zainteresowanie się pewnymi sferami życia publicznego. Poziom polskiej debaty politycznej temu nie sprzyja. Jest ona - krótko mówiąc - mało merytoryczna, co - mam nadzieję - będzie się z biegiem czasu zmieniać. Ponadto są sprawdzone wzorce w innych krajach. Warto więc się i do nich odwołać np. w kwestii organizacji systemu ochrony zdrowia. Zawsze imponowało mi w dyskusjach o polityce, jakie prowadziłem np. z Niemcami czy Brytyjczykami, że potrafili oni rzeczowo odnosić się do wielu kwestii. Niemal do zera zredukowany był czynnik emotywny. U nas jest niestety jeszcze dużo do zrobienia w tej materii. Pewnym plusem w całej sprawie jest fakt emigracji zarobkowej młodych ludzi z RP na Zachód. Jeśli parę milionów naszych młodych obywateli w perspetkywie kilku lat doświadczy na własnej skórze tamtejszych rozwiązań np. w kwestiach gospordarczych, to będą oni bez wątpienia bardziej odporni na perswazję populistów obiecujących przysłowiowe gruszki na wierzbie. Wniosek jest następujący: ludzie muszą zacząć zauważać ścisły i konkretny związek pomiędzy polityką (w szerokim tego słowa zanczeniu) a swoim życiem. To już będzie dobry krok ku budowaniu tego common sense, którego ja osobiście ludziom Zachodu trochę zazdroszczę. Ale bądźmy optymistami i zagłosujmy świadomie. Postarajmy się wyjść poza argumenty w stylu "jak ja tej gęby nienawidzę" itp.
Jak mawiał Konfucjusz, nawet najdłuższy marsz zaczyna się od pierwszego kroku. Pozdrawiam
Aby merytorycznie i sensownie rozmawiać o polityce i jej wpływie na życie obywateli potrzebna jest choć minimalna orientacja o mechanizmach funkcjonowania państwa. Wiedzy tej w społeczeństwie jest jak na lekarstwo, co dla klasy politycznej jest pożądane.
Kampania wyborcza to gra na najniższych instynktach, co jest o wiele skuteczniejsze niż konfrontacja pewnych fundamentalnych, ale nie zrozumiałych dla "ciemnego ludu" idei. Dlatego w miarę świadomie wybiera mniejszość, większość głosuje na populistyczne hasła lub właśnie przeciw "żydom i znienawidzonym gębom, układowi i oligarchom, oszołomom i burakom".
Czy tych nigdy nie pojawiających się przy urnach możemy nazwać bezwolnymi kukiełkami niesionymi nurtem życia, bezwolną masą wykluczonych?
Kwestia podstawowa to brak pełnej wiedzy. Nigdy nie wiemy wszystkiego i chcąc nie chcąc wybór opieramy na tym, do czego udało nam się dojść na podstawie własnych doświadczeń i posiadanych informacji, co czasami bywa zgubne bo ludzie są zmienni a świat bywa dziwny i nieprzewidywalny.
Cytat? „Nie mamy stałych przyjaciół, jedynie stałe interesy” – Lord Palmerston.
Nasza świadomość społeczna rośnie. Tożsamość narodowa staje się czynnikiem który w znacznym stopniu wpływa na nasze wybory lub ich brak. Tożsamość narodowa to może byc swiadomość naszej specyficzności, wyjątkowości o którą my Polacy walczyliśmy od lat i walczymy teraz. Coraz częściej jednostki które tworzą nasze społeczeństwo gotowe są współtworzyć swoją wspólną przyszłość. Czujemy odpowiedzialność za nas i za Panstwo w którym przyszło nam żyć. Nasze postawy i zachowania mają ogromny wpływ na losy naszej Ojczyzny, nie zastanawiajmy się zatem czy iść na wybory, musimy to zrobić żeby mieć możliwość decydowania o naszym życiu i życiu całej naszej społeczności. Pamiętajmy o tym że brak wyboru to też wybór, ale czy słuszny?!
Nie głosując zdajemy się na wybór innych.
Przez oddanie głosu mamy konkretny wpływ na to, jaki kształt będzie przybierać Nasza Ojczyzna. Udział w wyborach powinien byc dla nas wartością samą w sobie- mamy możliwość wyboru, podejmowania decyzji!
Głosujmy przecież powinniśmy być odpowiedzialni.
Pamiętajmy jakie kożyści z tego płyną i jak niebezpieczna dla nas samych i społeczności którą tworzymy może okazać się obywatelska biernośc...
A co z babcią w spocie reklamowym zachęcającym do wyborów, która nie może zdecydować się którą drogę wybrać? - ja mam na to swoją teorie którą przedstawie w następnym poście
Pozdrawiam
Pani Malino!
Przepraszam za szczere pytanie, ale nie mogę się powstrzymać - na kogo zamierza Pani głosować. Odpowiedź na to pytanie pozwoliłaby mi skonfrontować Pani wypowiedź z konkretnym wyborem..
Z góry dziękuję!
Pani Malwino,
po raz kolejny Pani mnie niezwykle pozytywnie zaskakuje! Czekam z niecierpliwością na tę teorię. Rozumiem, że będzie to ujęcie socjologiczne.
Widzę, że jest Pani absolutnie przebudzona politycznie. Co więcej wykazuje Pani godną naśladowania postawę patriotyczną! Oby tak dalej!
Pozdrawiam
Pani Malwino, pisze Pani o "świadomości społecznej" - a czy istnieje Pani zdaniem "również nieświadomość zbiorowa (społeczna)? Nawiązuję tutaj celowo do pewnej koncepcji z zakresu psychologii społecznej.
Pozdrawiam
Przez oddanie głosu mamy konkretny wpływ na to, jaki kształt będzie przybierać Nasza Ojczyzna. Udział w wyborach powinien byc dla nas wartością samą w sobie- mamy możliwość wyboru, podejmowania decyzji!
Głosujmy przecież powinniśmy być odpowiedzialni.
Co tu więcej dodawać? Krótko i jasno. Brawo Malina. Jestem dokładnie takiego samego zdania.
Szczawiu,
nie Ty jeden zgadzasz się z Panią Malwiną!
Pozdrawiam
Przeglądając przed wyjściem rano z domu nasze forum miałem lekką obawę, że nasze rozważania nieco rozmyją się w kierunku akademickiej dyskusji na podłożu filozofii, etyki i może logiki. Na szczęście dzięki Wam moi szanowni przedmówcy wątek ładnie utrzymuje równowagę.
Oczywiście aspekty doktryn lub idei filozofii są w tym kontekście równie ważne (jeśli nie ważniejsze), np. sprawa wpływu filozofii chrześcijańskiej na etos pracy i rozwój gospodarczy. Koledzy: Gąsior i Szymon z pewnością przekazaliby nam wiele na ten temat.
Mnie jednak na 3 dni przed wyborami wciąż dręczy nie roztrzygnięta kwestia przed którą stoi pewnie wielu wyborców - "co mi da fakt, że zagłosuję?" - czy udział w wyborach może rozpatrywany w ujęciu swoistego "interesu" wyborcy? Przecież (i tu pewnie większość się ze mną zgodzi) w życiu codziennym posługujemy się uproszczeniami - schematami, które ułatwiają nam podjęcie decyzji przy minimalnym spożyciu energii przez nasz mózg. M.in. na takich uproszczeniach bazuje populizm polityczny: białe/czarne, uczciwość/złodziejstwo, my/oni, liberalizm/solidarność (jakkolwiek to ludzie rozumieją i ma to logiczny sens) itd.
Jak więc, trzymając się takiej (wręcz brutalnie prostej) konwencji, roztrzygnąć kwestię czy warto iść na wyborcy czy nie? Bo nie wierzę, że wszyscy głosujący wezmą udział w wyborach z poczucia obywatelskiego obowiązku, poczucia tożsamości narodowej, możliwości decydowania o sobie, odpowiedzialności itd. Bo gdyby tak było to od dawna głosowali by wszyscy, którzy mają do tego prawo.
Gdzie jest w takim razie ten klucz, dla którego np. frekfencja tym razem może wzrosnąć o 10% albo 30% albo wręcz zmaleje?
I żeby dodać jeszcze łyżkę dziegdźciu: a może lepiej jak frekfencja jest niska? Tylko czy wtedy mamy demokrację czy też jakiś quasi demokratyczny system z cenzusem w postaci inteligencji, zamożności, miejsca zamieszkania? Ale może to lepsze dla ogółu społeczeństwa? Co o tym sądzicie?
Piszę o świadomości społecznej gdyz jest to dala mnie jedna z tych wartości które są ważniejsze w moim życiu i uważam że powinna być częscią życia każdego z nas. Jak juz Pan słusznie wczoraj wywnioskował jestem osobą o raczej konserwatywnych poglądach< wbrew pozorom właśnie tak jest> dlatego wartości najblizsze memu sercu to poczucie swojej wartości jako członka społeczeństwa, i patriotyzm o którym tak teraz dużo się mówi. Czy istnieje pojęcie nieświadomości społecznej? Oj Panie szymonie widze że jednak sprawdza Pan moją wiedzę teoretyczną, niestety nie posiadam aż takich informacji jak Pan, ale mogę swierdzić że to pojęcie istnieje. Nieświadomość społeczna która dla mnie jest choroba nie tylko naszego społeczeństwa staję sie przeszkodą w budowaniu Naszego Pańswa naszego życia idealnego o którym przecież marzymy i o ironnio losu marzymy a jednak ta nieświadomość zdaje sie być w każdym z nas. Cała istota nieświadomości polega własnie na tym że nie zdajemy sobie sprawy że pośiadamy ten brak zrozumienia innych , zrozumienia prostych działań zjawisk społecznych. Tu rodzi się nasza ignorancja na wiedzę, na innych ludzi na ich poglądy aż wkoncu dochodzimy do tego że nieświadomi nieświadomie podejmujemy decyzjie łudząc się że są dobre, najlepsze dla nas- czy żeczywiście, ja wątpię.
Carl Gustav Jung psychiatra i pscholog, jak zresztą zapewne Pan doskonale wie mówi nam o tej wrodzonej nieświadomości którą każdy z nas ma. Czy przyzna się Pan albo ktoś kto czyta to ,że właśnie jest społecznie nieświadomy, że my jako społeczeństwo nie posiadamy grupowo świadomości społecznej? Pozostawiam to pytanie do rozważenia...
Bo czy jesteśmy wierni naszym ideałom, przekonaniom czy tu w aspekcie zblizających się wyborów jesteśmy wstanie powiedzieć że świadomie i z przekonaniem podejmujemy określone decyzje, czy może tak jak to ktoś juz powiedział na tym forum że kierujemy się tylko instynktem, uczuciami bądź przeczuciami. Czy fałszywie nie wmawiamy sobie że wiem co robimy?!
to wiem :) bo inaczej tylko ja i Malina byśmy chodzili na wybory :D
Bardzo dobre stwierdzenie ;)
Kluczem, Rafale, jest uznawanie pewnych wspołnych zasad. Ale zarówno te zasady jak i stosunek do nich kształtują się przez setki lat (patrz" Anglia, Francja, Niemcy, USA). U nas nie ma wspólnego minium zasad, a zatem trudno mówić o stosunku do nich.
Ciągle jeszcze głosujemy, żeby odsunąć większe zło. Tp pewnie dlatego, że nie dokonał się u nas rozdział politycznych zadań państwa od bieżącego zarządzania i adminitrowania państwem. W bardzo złym stanie jest legislacja. Nie ma substancji społecznej, która mogłaby to wytworzyć i następuje sprzężenie zwrotne. Wadliwie działające państwo nie pozwala na wykształcenie się tej substancji. Pozostaje garstka tych ludzi, którzy wiedzą, że tworzenie nowoczesnego państwa nie może się ograniczać do eliminacji politycznego wroga. Ta garsta musi być w niedzielę razem. Dziś jej jedynym punktem zaczepienia jest PO. PO, która posiada wiele wad, ale jest - na dzień dzisiejszy - nowoczesną partią, która nie utraciła kontaktu z cywilizowanym światem Zachodu. I właśnie dlatego będę na nią głosował.
Chciałam nie pisac na kogo będę głosować , bo jeśli Pan by uważnie przyjżał się moim wypowiedziom domyśliłby się Pan że raczej nie byłam zdecydowana. Wybrać trzeba wybieram PO choć nie wszystko mnie przekonuje< przecież to właściwie nie możliwe żeby się ze wszystkimi postulatami zgadzać> i Tu czuję się własnie jak ta" babcia" co nie wie którą droge wybrać
Malino, dziękuję za odpowiedź. Wiem, że to nie takie łatwe powiedzieć wprost;) Mnie też nie wszystko przekonuje w PO, a wyjaśnienia w tym zakresie zawarłem w poprzednim poście.
Może nie powstanie nowa teoria socjologiczna na temat Babci wybierającej drogę i to szczególnie mojego autorstwa...Chciałam tylko napisać że jak dla mnie spot ciekawy ale zupełnie nie namawia mnie do wyborów , wręcz przeciwnie. Bo jak ma namówić mnie do wyborów Babci która rozważając swoje decyzje wkońcu wraca do domu?!?! Nawet jęli do niektórych to przemawia do mnie nie zdecydowanie! Zastanawiałam się skoro własciwie reklama nie przekonuje mnie do wyborów, to o czym właściwie mówi- bo przecież o czymś mówi , jaka byłaa wizja autora< która podejżewam zupełnie nie zgodziła się z efektem końcowym> Doszłam do wniosku że ta nasza biedna babcia to Nasze społeczeństwo< nie zbyt odkrywcze wiem> ale nie ta bez świadomości społecznej, nie ta bez tożsamości narodowej,przecież ta Babcia chciała wybrać ruszyła w drogę i co ? Zatrzymała się i nie wybrała czemu? bo może żadna z dróg nie wydała się jej lepsza ani gorsza od tej drugiej, bo właściwie po co wybierać skoro żadna z dróg nie mam nic ciekawego do zaprezentowania. Czy my wybieramy świadomie czy tylko wybieramy mniejsze zło, a może jak babcia nie mamy z czego wybierać i lepiej wrócić do domu?
Oczywiście to jedna strona medalu i jeden sposób interpretacji zapewne Panowie stwierdza że nasza babcia nie zdecydowała się bo nie chciało się jej iść dalej, albo że nie miała tej wiedzy która pozwoliłaby jej dokonac wyboru , że jest nieświadoma politycznie- dyskutować mozna wiecznie a zrobić coś dla nas i całej społeczności? kiedy zaczniemy nie tylko wybierać ,ale tworzyć tak Pańtswo, żebyśmy mieli kogo i co wybierać w przyszłości.
Przepraszam Szanownych Kolegów za błędy literowe i brak dopracowania tekstu, w przeciwieństwie do PAństwa wypowiedzi. Piszę w pracy, a jak wiadomo w pracy pisać się nie powinno :) Pozdrawiam serdecznie i proszę o zrozumienie
Obawiam się, że większość z nas pisze w pracy. I nie odnosi się to zapewne jedynie do użytkowników Forum e-Sochaczew.pl. :p
Pani Malwino,
ja nie tyle o Jungu, co o Frommie myślałem. Zresztą jego opus magnum czyli "Ucieczka od wolności" zostało tutaj juz wcześniej przywołane. Myślę, że temat można ciągnąć dalej. Niemniej jednak bardzo mi się podoba Pani szlachetna postawa nie tylko w obszarze polityki.
Jestem pod dużym wrażeniem tego, co Pani napisała na forum.
Pozdrawiam serdecznie
Ja więc obawiam się że nie mam zdolności takich jak Panowie do wypowiedzi publicznych nawet na naszym forum i do skupiania się na tym co robię- niestety praca rozprasza, mnie napewno, dlatego moje wiadomości będą miejscami byc może niezrozumiałe ,niedopracowane, mało przejżyste.
Pani Malwino,
ja nie jestem małostkowy. Każdemu zdarzają się literówki i pewne niedoróbki. Obok treści - powiedzmy - merytorycznych - liczy się również dla mnie taka metatreść wypowiedzi, a tu w Pani przypadku jest wyczuwalna bardzo dobra energia i to jest to!
Pozdrawiam
Na okoliczność naszych roważań przyszła mi taka o to refleksja: idee polityczne, system polityczny, wybory itd. Jest jednak pewna rzecz, która absolutnie stoi ponad tym wszystkim. Mam tu na myśli kobiece wdzięki!
Panie Szymonie
Jako jedyna przedstawicielka kobiet na tym naszym politycznym forum, chcę się zapytać o co chodzi z tymi kobiecymi wdziękami jakoś nie mogę znaleść związku z tematem, a może czegoś nie wiem. proszę o wyjaśnienie :)
Pozdrawiam
No właśnie Panie Szymonie czemu znów miałam pisać o Frommie skoro mogłam napisać o Jungu, nie bądźmy monotematyczni. A tak naprawdę to dokonałam tego wyboru tylko na przekór Panu- miałam możliwość wyboru i wybrałam - pieknie mieć takie możliwości Drogi Panie Szymonie. Na dziś kończe Pozdrawiam serdecznie;)
skoro temat wyborow to to jest chyba najlepiej zrobiona "reklamowka" wyborcza http://www.smog.pl/wideo/13527/najmocniejsza_reklama_anty_pis_owska/
Droga Pani Malwino,
pyta Pani otwartym tekstem o związek pomiędzy "kobiecymi wdziękami" a polityką. Związek ten - jest w moim najgłębszym odczuciu - oczywisty (rozmawiamy oczywiście na tzw. pojęciach ogólnych). Po pierwsze: jakkolwiek polityka w ogóle niejednokrotnie lub nawet często polaryzuje ludzi, wprowadza konflikt itd, to są pewne - powiedzmy uniwesalia - które mają dokładnie odwrotny wpływ. Do takich należy w swej istocie estetyczna percepcja owych "kobiecych wdzięków". Po drugie: przychodzi mi na myśl taka anegdota: kiedyś zapytano Henry Kissingera dlaczego ma takie powodzenie u kobiet, mimo, że nie był typem - najdelikatniej mówiąc - amanta filmowego. On odpowiedział bez chwili zastanowienia: Polityka i władza są najskuteczniejszymi afrodyzjakami. Myślę, że wyjaśniłem Pani, Pani Malwino, swój pogląd w tej sprawie. Pozdrawiam serdecznie
Pozwolę sobie nie zgodzić się ani z Panem, Panie Szymonie, ani z Henrym Kissingerem. Zastanjawiam się, dlaczeko niektórzy, z uporem godnym lepszej sprawy, tak bardzo dążą do "odczarowania" rzeczywistości. Czy Pan, Panie Szymonie wpisuje się w ten nurt? Czy zadawał Pan Sobie kiedyś pytanie, czy rzeczywistość "odczarowana" będzie Panu jeszcze do czegoś potrzebna? Pragmatyczna reguła, wbrew temu co się sądzi, nakazywałby nie odczarowywać. Bo co nam wtedy, Panie Szymonie zostanie? Bardziej wierzę Platonowi, niż Kissingerowi, z całym szacunkiem dla obydwu panów. I proszę mi nie mówić, że njedno nie wyklucza drugiego.
Witam Panów Chciałam nawiązać do tematu rozpoczętego przez Pana Szymona. jakoś nie bardzo mogę zrozumieć wytłumaczenie tego związku miedzy kobiecymi wdziękami a polityką Czy władza działa jak afrodyzjak na pewno na niektórych tak... Chciałam też zapytać Pana Andrzeja o to " odczarowywanie" myślałam że mężczyźni nie lubią tych powiedzmy czarów a tu znajduje się ktoś kto staje za tym żeby pozostawić rzeczywistość nieodczarowaną.... Oczywiście ja jako kobieta postrzegam ten temat zapewne w zupełnie innym aspekcie niż Panowie, zresztą przyznam szczerze że jakoś nie mogę wyczuć tego tematu. Dlatego chyba poprzestanę na tym , może nie dość trafnym poście. Pozdrawiam wszystkich
Pani Malwino, uważam, że na obecnym etapie nasze rozważania trzeba będzie przenieść do działu kultura. "Świat odczarowany" to pojęcie wprowadzone przez Maxa Webera i dobrze już w socjologii i filozofii ugruntowane. Oznacza, mówiąc w pewnym uproszczeniu, świat zracjonalizowany, świat bez mitu. Ale ja, użyłem tego pojęcia w jego potocznym znaczeniu.
Pana Szymona znam nie od dziś i pozuje on na twardo stąpającego po ziemi realistę. Ile w tym prawdy, a ile maski, nie śmiem osądzać. Tym niemniej chodziło mi o to, że na szczęście świat nie jest tak zły, żeby tylko władza i polityka były afrodyzjakami. Zresztą, nie każdemu owe "afrodyzjaki" są potrzebne (cokolwiek by znaczyły).
Moim skromnym zdaniem wystarczy miłość. Odsyłam do "Miłości w czasach zarazy" w tym zakresie, również Pana Szymon, jeśli jeszcze nie czytał.
Ale, ponieważ byłem nieustępliwy wobec Pani, to teraz muszę zapytać Szymona, na kogo będzie głosował!!!
Panie Szymonie. Ma Pan ostatnią szansę, bo za chwilę będzie cisza wyborcza, o ile w niedzielę rano TVP, poza kampanią, nie nada relacji z jakiejś spektakularnej akcji CBA.
Drogi Andrzeju,
chciałbym na wstępie powtórzyć to, co już niejednokrotnie padało w naszych dyskusjach. Myślę, że zarówno Ciebie, jak i mnie nie można jednoznacznie zaklasyfikować. Nie chodzi mi o to, że to w ogóle jest trudne - ale sądzę, że trochę się znamy i często wymieniamy myśli. Ale jedna różnica jest chyba wyraźna: ja jako realista uważam, że naturą ludzką targa zło - niektórzy umieją się jemu po prostu przeciwstawić. Myślę tu o św. Augustynie. Ty - jako bardziej liberał - uważasz, że człowiek jest z natury raczej dobry. Co do odczarowywania czy racjonalizowania świata - nie jestem tutaj ideologiem - ale zgodzimy się z tym, że wszyscy chyba po części jesteśmy scjetystami. Myślę, że nie tylko Weber, ale przede wszystkim Comte pisał o tych fazach rozwoju ludzkości - które znasz. Z tymi afrodyzjakami jest chyba sprawa bardzo czytelna i nie trzeba się wg mnie odwoływać do jakiś wielkich koncepcji. Po prostu, tam gdzie jest power i money tam jest często desire. Co do mojej decyzji politycznej: to początkowo chciałem poprzeć PSL, ale po spektakularnym "przebudzeniu się" się PO - jestem skłonny poprzeć właśnie to ugrupowanie. Pozdrawiam
Dziękuję za konkretną odpowiedź w temacie wyborów. Natomiast temat "Polityka - miłość - natura ludzka" przesuwam do KULTURY i tam proszę się na ów temat wypowiadać. Zaraz zresztą pociągnę wątek.
:p
Pani Malwino,
co do tych czarów, mogę powiedzieć, że nawet u najbardziej "zatwardziałych" materialistów jak: Marks czy nawet Mao wyczuwalna jest metafizyka. Tak więc, niech Panią Pani Malwino, nie dziwi, że chcemy ten świat trochę "czarować". Czyżby w Pani odezwała się romantyczna dusza? Pozdrawiam
Tak metafizyka...można tak powiedzieć. W każdym z nas jest i to chyba dobrze. Zastanawiam sie czy to dobry wątek w naszej dyskusji... Co do mojej romantycznej duszy, po naszej ostatniej rozmowie zdaje mi się że Pan wie o mnie więcej niż ja sama. Zapewne i o tej mojej romantyczności ma Pan swoje zdanie, nie ma wiec sensu żebym sie wypowiadała sama o sobie na tym forum- zgadza się Pan ze mną?
Szymonie, Malino!
Zalecam przeniesienie części dyskusji do działu KULTURA. Już rozpocząłem odpowiedni wątek.
A wracając do wyborów. Czy myślicie, że w sobotę zostaniemy jeszcze uraczeni jakimiś rewelacjami i bombami, które naturalnie nie będą kolidować z ciszą wyborczą?
Pani Malwino,
osobiście chciałbym, aby w każdym z nas były pokłady metafizyki. To przekłada się również na decydowanie polityczne, o którym tu chyba zaczeliśmy dyskutować. Temat "romatycznej duszy" przenieśmy np. na drogę e-mailową. Zgadzam się z Panią.
Andrzeju,
jeśli chodzi o tzw. bomy przedwyborcze, to sądzę, że praktyka pokazuje, że pirotechnik-dywersant prędzej czy później sam ginie w eksplozji.
Być może w sobotę zdarzy sie coś nieprzewidzianego, może zostaniemy znów jakaś porcje informacji które mają zmienić nasz wybór albo go utwierdzić, chociaż mi sie wydaję że ciężko wpłynąć na nasze decyzje dzień przed wyborami. Dlatego wydaje mi się to bezsensowne. Myślę że politycy " wyciągnęli już wszystkie asy z rękawa" jeśli można to tak nazwać...choć oczywiście wszystkiego przewidzieć i stwierdzić jednoznacznie się nie da. Na tym kończę swoją działalność na tym forum. Miłego dnia Panom życzę a w niedziele jedynie słusznych i tych przemyślanych wyborów-decyzji.