Reklama
  • dragon362016-06-25 13:41:12

    jest takie miejsce nad Bzura ,zapomniane,zaniedbane,robi sie w centrum miasta cuda na pokaz a tu co ,ciężko tam dotrzeć zarośla,teren też można by oczyscic ,wypalone znicze świadcząże dawno nikt tu nie był.

  • dragon36 2016-06-25 13:45:03

  • dragon36 2016-06-25 13:47:00

    chyba wszyscy wiedzą i znaja to miejsce .

  • robroy 2016-06-26 15:02:58

    powiedziałbym tak ,jak księża odpowiadają na tragedię-utopił się? Bóg tak chciał :-(( .niestety miejsce mi nieznane

  • Reklama
  • dragon36 2016-06-26 16:25:32

    dla wszystkich co nie wiedzą gdzie to jest robroy dla ciebie także,zejscie z Gawłowskiej na kladkę nie wchodzimy po schodach ,kierujemy sie na lewo jest ściezka wzdłuż rzeki,kilka metrow .Generalnie długo stał w zaroślach ,ktos to odnowił lecz nadal popada w niepamięć.

  • robroy 2016-06-26 17:00:55

    odosobnione miejsce,mało kto tam chodzi

  • dragon36 2016-06-26 17:03:45

    Historia śmierci księdza Franciszka Cudnego praktycznie nie istnieje w świadomości sochaczewian. Niewielu wie, co wydarzyło się 30 czerwca 1936 roku na Bzurze, w okolicach trojanowskiego młyna. W upalny czerwcowy dzień 1936 roku, na wycieczkę kajakiem po Bzurze wybrali się ksiądz Franciszek Cudny - wikariusz parafii Świętego Wawrzyńca (w latach 1935-1936) oraz Wacław Nowakowski - nauczyciel sochaczewskiego gimnazjum (obecnie L.O. im. Fryderyka Chopina) W szkole tej - w latach 1931 –1936 - ksiądz Cudny uczył religii i był prefektem. W pewnym momencie Nowakowski wpadł do wody i zaczął się topić. Na ratunek mu skoczył ks. Franciszek Cudny. Niestety obaj utonęli."



Reklama
Reklama