Hej,orientuje się może któraś z Was czy znieczulenia przy porodzie zostaną przywrócone w naszym, sochaczewskim szpitalu? Wiem, że teraz ich nie ma, ale może jest szansa na przywrócenie. Coraz więcej kobiet korzysta z tej możliwości i aż wstyd, że w dzisiejszych czasach nie jest to standard. Będę wdzięczna za jakiekolwiek informacje : )
Hej,orientuje się może któraś z Was czy znieczulenia przy porodzie zostaną przywrócone w naszym, sochaczewskim szpitalu? Wiem, że teraz ich nie ma, ale może jest szansa na przywrócenie. Coraz więcej kobiet korzysta z tej możliwości i aż wstyd, że w dzisiejszych czasach nie jest to standard. Będę wdzięczna za jakiekolwiek informacje : )
A co, decyzję o dziecku uzależniasz od oferty szpitala???
Po prostu zapomnij o rodzeniu w Sochaczewie i z głowy...
no niestety brak takiej opcji w naszym szpitalu... rozmawiałam z moim panem dr. i napomknął coś że prawdopodobnie do końca roku ma się zmienić dyrekcja szpitala i być może będą zmiany na lepsze... ale to nic pewnego.
Znieczulenie zewnątrzoponowe porodu na życzenie pacjentki - za dodatkową odpłatnością to w polskich szpitalach w XXI standard. Widać nie wszędzie.........
Z tego,co wiem to znieczulenie w naszym szpitalu nie jest możliwe,bo jest tylko jeden anestezjolog,który jest potrzebny przy innych zabiegach.Było wcześniej ale odpłatnie,co nie było zgodne z prawem,więc zrezygnowano w ogóle.W każdym warszawskim szpitalu jest na życzenie pacjentki bez żadnych kosztów.To jest standard ale nie w sochaczewskim powiatowym szpitalu.Po własnych nieprzyjemnych doświadczeniach-odradzam poród u nas.Warszawa to Europa,nawet jeśli warunki nie są super to przynajmniej opieka personelu jak sie należy,natomiast Sochaczew-trzeci świat,a podejście pani ordynator do pacjentek-koszmar.To moje zdanie ale być może nie wszyscy tak sądzą.
W każdym warszawskim szpitalu jest na życzenie pacjentki bez żadnych kosztów.
renia71 niestety tu się mylisz. Na Żelaznej kosztuje to 600zł bodajże na Madalińskiego 700 itd. O bezpłatne znieczulenie trwa cały czas spór i np. szpital na Żelaznej wychodzi z założenia, że na życzenie pacjentki da jej znieczulenie, ale musi ona za to zapłacić gdyż nie jest to sprawa którą refunduje NFZ. A anestezjolog, który znieczula nie jest na etacie oddziału położniczego więc niby czemu ma robić coś poza swoje kompetencje za darmo? Całkowicie to rozumiem i się z tym zgadzam. Tak samo było u nas w szpitalu a kosztowało to chyba 350zł. Tylko ktoś zrobił aferę. Nie jestem pewien czy nie pisał o tym express sochaczewski więc czemu teraz pan z oddziału jakiegoś tam ma przychodzić na położniczy i znieczulać za darmo jak nie jest to jego praca? :) Normalka. Bez żadnych kosztów to w Warszawie na Inflanckiej można się znieczulić, ale słyszałem, że mimo odnowień szpitala i pięknego wyglądu obsługa tragiczna.
Co do naszego szpitala to muszę się zgodzić choć nie miałem przyjemności, ale z tego co słyszę od ludzi, klika której na niczym nie zależy i dyrektor, który miałby przyjść to powinien być albo ktoś z tych porządnych normalnych lekarzy albo zupełnie ktoś z zewnątrz, kto pani mówiącej do pacjentki zdanie w stylu "jak nie wiesz jak się dziecko karmi to po co się zdecydowałaś na zajście w ciążę?" podziękowałby za współpracę ze skutkiem natychmiastowym.
Tu się z Tobą zgadzam.Tej pani również bym podziękowała i wiele,wiele innych pacjentek na pewno podziela moje zdanie.Ja rodziłam pół roku temu w Klinice Położniczej Dzięciątka Jezus przy Starynkiewicza i znieczulenie miałam bezpłatne,męża powiadomiła pielęgniarka o porodzie,żeby zdążył dojechać,był przy porodzie bez żadnych problemów ze strony personelu.Szpital godny polecenia,a jeśli jest się pacjentką profesora Wielgosia,który jest szefem całej katedry położniczej to pewną masz opiekę na najwyższym europejskim poziomie.Ja nie byłam,a opiekę miałam również super.Wiem,co mówię (piszę),bo rodziłam również w Socho,więc mam porównanie.Dziewczyny-tam jest na prawdę Europa i XXI wiek.
Czasem chyba też jest tak, że położna stwierdza, że znieczulenie jest niezbędne, bo widać po kobiecie, że nie daje rady. Wtedy nawet w tych szpitalach w których normalnie jest płatne dostajesz bezpłatnie. Tak mi się wydaje ale mogę się mylić Sęk w tym, że czasem nawet kiedy chcesz zapłacić może być sytuacja że anestezjolog jest akurat na operacji na swoim oddziale i nie przyjdzie bo musi tam być a jak już może przyjść to za późno jest na znieczulenie. Bardzo dużo pacjentek podziela Twoje zdanie. Nawet był tu kiedyś temat o tym, w którym proponowałem by się zebrać razem albo każda z osobna i napisać pismo do dyrektora a później wyżej i wyżej, bo nie robiąc nic się tego nie zmieni. Można próbować. Bardzo bym chciał nie musieć się martwic o dojazd do Warszawy bo szpital mam za mostem w którym moja zona będzie mogła po ludzku urodzić. A tu wanna jest jedna, ale nieczynna, nacięcie to normalka czy trzeba czy nie, koszula szpitalna, nie wiem czy to prawda ale usłyszałem, ze jest jeden inkubator. No to bliźniaki już mają przechlapane. Odrzuca mnie na sama myśl.
Mnie coraz bardziej odrzuca, jak czytam te posty na temat rodzenia w sochaczewskim szpitalu. Nie pasuje - nie korzystaj. Tylko po porodzie nie leć na kontrole do Poradni K, bo masz tu blisko. A na pytanie, czemu rodzilas w Warszawie, a teraz na kontrole do Sochaczewa - robisz sie czerwona jak burak. Pisze oczywiscie ogolnie, nie do konkretnej osoby. Byłam świadkiem takiego zdarzenia i uważam,ze bardzo dobrze zostala taka pacjentka potraktowana. Niech jeździ po porodzie na kontrole do STOLYCY, skoro tam tak wszystko super robią. Mam sporo rodziny w Warszawie, i slyszalam juz rozne opinie na temat wielu szpitali w W-wie, jesli chodzi o porody. Nie wiem czemu, piszecie o samych super pozytywach? Może dlatego, że tylko o takich chcecie slyszeć? Tak jak o sochaczewskiej porodówce,ze jest porażką?
Dla jasności, pierwsze dziecko rodziłam w Sochaczewie, i teraz też nigdzie dalej sie nie wybieram. A to, że jedna Pani dr ma usposobienie jakie ma, to nie jest powod, zeby oczerniac caly oddzial, bo wiekszość personelu niczym nie odbiega od tego, który pracuje w warszawskich szpitalach.
Sęk w tym, że nikt tu nie mówi o personelu a jeśli już to o tej konkretnej osobie. Jest wiele położnych w Sochaczewie, które są jak najbardziej w porządku i nawet wiele takich, które się po prostu wstydzą za wyżej wymienioną. To nie pacjentki są dla niej tylko ona dla pacjentek. Ona pensje bierze zapewne nie małą z naszych podatków. Tak samo jak poradnia więc nie rozumiem dlaczego kobieta, która urodzi czy urodziła w szpitalu w Warszawie ma jechać do poradni tez do Warszawy a jak przyjdzie w Sochaczewie to ma się wstydzić. Mowa przede wszystkim jest ogólnie o samym szpitalu i jego preferencjach sprzed kilkudziesięciu lat. Jak ktoś urodzi i jest wszystko Ok to brawo za trzy dni wyjdzie do domu i gra gitara. Gorzej gdy przy porodzie jest coś nie tak wtedy noworodka trzeba wieźć do Warszawy, bo nasz szpital sobie chyba nie radzi. No i sam fakt braku znieczulenia to jest trochę poprzedni wiek.
No to pozbyłam się właśnie jakichkolwiek złudzeń. Zostaje Warszawa. Dobrze, że mam trochę czasu, bo inaczej byłabym skazana na ten średniowieczny twór na Batalionów :(Dzięki za podpowiedzi!
A ja powiem tak - wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.... Rodziłam w sochaczewskim szpitalu i nie mogę powiedzieć złego słowa. Z pewnością inkubator nie jest jeden. Z pewnością samo znieczulenie nie jest dobre ani dla dziecka ani dla matki i powinno być stosowane TYLKO w sytuacji awaryjnej, kiedy jest ku temu potrzeba a nie kiedy się chce. W szkole rodzenia o tym mówią dokładniej. Z pewnością - Szczawiu to dla Twojej wiadomości ;) - koszula nie musi być szpitalna. Z pewnością wanna nie była czynna z powodu remontu. I z pewnością szpital w Sochaczewie nie jest szpitalem KLINICZNYM i SPECJALISTYCZNYM więc jeśli okazuje się, że dziecko ma problemy po 3 dniach to TYLKO w przypadkach na prawdę poważnych dziecko przewożone jest do Warszawy. Moje dziecko po 3 dniach było w stanie niestabilnym i nikt go nie wywoził do Warszawy. I chwała im za to. Jedyne do czego mogę się przyczepić to porządek w łazienkach ale to też kwestia pań które z nich korzystają... Nie miałam do czynienia z panią ordynator, więc na jej temat nie będę się wypowiadać :). Każdy ma prawo wyboru. Więc nikogo i niczego się nie czepiam tylko wyrażam opinię :). Amen.
Dobrze powiedziane, dobrze tam gdzie nas nie ma. Ja tez rodziław w Sochaczewie, i maprawde nie było powodów do marudzenia. U mnie była jedna nieprzyjemna sytuacja, w związku z tym ze to moje pierwsze dziecko, nie bardzo jeszcze wiedziałam jak sobie radzic i mały troche płakał, jedna mądra położna przyszła i rzyciła hasło "robic dzieciaka to wiedziała jak, a zając sie juz nie umie"........ NIe pozostało to bez odzewu, dostała nagane od przełozonej a ja zostałam w bardzo grzeczny sposób przeprodzona przez tą panią. (pani ta sądząc po wieku nalezała zapwene do starej gwardi).
Technicznie to koszule mozesz miec swoja, nikt nie zmusza do zakładania szpitalnego worka, pielegniarki przychodza, interesuja sie i jak jest wszystko ok to błyskawicznie wyganiają do domu. Masz racje kocieoczka, w momencie jakiegos problemu, jest od razu helikopter i dziecko przewożone jest tam gdzie potrzeba. Moja znajoma swoje dziecko rodziła w warszawie. Dwanascie godzin bóle parte, bez rozwarcia, az wyczerpana spadła z fotela, w tym momencie mąż został wyproszony z sali porodowej i natychmiast cięcie cesarskie i ratowanie matki i dziecka. Po czym po 2 dniach wdało sie zakarzenie, musieli operowac i następne 10 dni spędziła w szpitalu. A to jeszcze nie koniec, macica została zle zaszyta, bo pozostała jakas dziura, w momencie kolejnej ciązy ogromne zagrożenie dla porodu (dziura w macicy) tak wiec warszawa odebrała nadzieje na drugie dziecko. W szpitalu tym (specjalistyczny położniczy) poza sprzetem, to tragedia. Poród jeden za drugim, biegający lekarze. KOSZMAR. (byłam na wizycie widziałam, nie wymyslam) Znajomy opowiadał ze jakas cyganka krzyczała na korytarzu, bo juz rodziła, a nie było sie komu zaopiekowac.
Tak wiec drogie dziewczyny, przyszłe matki, nie bójcie sie, porod to naturalna kolej życia. A co do tego znieczulenia, to naprawde bym nie ryzykowała, to nie jest takie bezpieczne. Fakt boli jak diabli, ale najwazniejsze to cały czas tłumaczyc sobie ze DAM RADE, BEDZIE DOBRZE i naprawde jest dobrze. Trzeba miec w sobie siłe i dac z siebie wszystko dla tego małego człowieczka:-))))))) Nasze mamy, babcie etc rodziły w starych szpitalach, w domach i dawały rade. Racja ze każdy chciałby w super warunkach i w ogole, ale to napwde tylko 3 dni, można przezyć, nawet w Sochaczewskim szpitalu. A i jeszcze jedna kwestia, jesli lekarz prowadzący ciąże jest z sochaczewa i pracuje w naszym szpitalu, to tez jakis plus.
Co do koszuli, bo ja o niej napisałem to dziwi mnie to co piszecie, bo dokładnie rok temu znajoma rodziła w Socho i nie pozwolono jej założyć swojej koszuli tylko jak określiła to mks :) szpitalny worek i nie było gadania. Jak widać poród porodowi nierówny więc jak widać i w sochaczewskim szpitalu można urodzić po ludzku i warszawskim w tragicznych warunkach. Jednak w Warszawie jest szpitali bardzo dużo i na pewno w każdym może być inaczej, więc nie ma co porównywać jednego powiatowego szpitala w Sochaczewie ze szpitalną Warszawą. Samo miasto nie sprawia, że to nie wiadomo jaki wypas będzie. Ja np. słyszałem o szpitalu na Wolskiej, że warunki są tragiczne. Koleżanka, która tam rodziła w styczniu mówiła, że pod prysznic musiała iść na inny oddział bo tu był zepsuty. Oczywiście ten działający nie miał np. zasłonki itp. natomiast lekarze to prawdziwi specjaliści a np. o szpitalu na Inflanckiej słyszałem, że piękny w środku wyposażenie idealne a opieka i lekarze największa tragedia jak może być.
No cóż już było kilka tematów na temat rodzenia i w każdym inne opinie :) Za jakiś czas powiem swoją na temat któregoś ze szpitali.
Drogi szczwiu wiec chyba obydwoje zgadzamy sie w temacie, ze "jakość" opieki medycznej przy porodzie nie zależy od miejsca, a tylko i wyłącznie od ludzi. Ja widocznie miałam duzo szcześcia co do tych "ludzi" i oczywiscie zycze wszystkim przyszłym mamom i tatom tez takiego szcześcia.
Nawiązując jeszcze to pytania głownego, to takie moje przemyslenia co do tego znieczulenia - moze nie warto sie domagac tego zastrzyku jezeli w poblizu nie ma anestezjologa. Ryzyko zawsze jest. I ta prawda stara jak świat ze o tym bolu sie zapomina bardzo szybko sprawdziła sie praktycznie w każdym przypadku.
Rodziłam w sochaczewie rok temu. Do szpitala trafiłam tydzień po terminie,nic się nie działo. Miałam trafić na oddział ginekologiczny i czekać aż poród sam się zacznie,lecz w trakcie badania ktg moje dziecko miało długie zaniki tętna. Później zaczął się koszmar: przebijanie pęcherza,masowanie szyjki żeby rozwarcje postępowało,kroplówka na wywołanie. Jednak nic to nie dawało. Ja strasznie się męczyłam z bólami a położne nie dawały żadnej nadzei na naturalny poród,Jednak pani Dr o której mowa czekała ażwszystko samo się rozstrzygnie. Nie dość,że cierpiałam z bólu to strasznie martwiłam się czy moje dziecko to przeżyje. Pani dr potrafiła nakrzyczeć na mnie, że robię głupie miny i się krzywie. Ale co się dziwić ból porodowy szybko się zapomina i Ona też już dawno zapomniała co to znaczy rodzić. Po kilku godzinach próby porodu naturalnego wkońcu mnie pokroiła. Dzięki Bogu moje dziecko jest zdrowe i wspaniale się rozwija. A to,że się chodzi prywatnie do lekarza,który pracuje w szpitalu nie oznacza,że się Tobą wspaniale zajmą. Sama jestem tego przykładem. Mój lekarz do, którego chodziłam całą ciążę prywatnie przyszedł tylko i zapytał się co się dzieje gdy już podłączali mnie do kroplówki i poszedł. W naszym szpitalu rządzi pani ordynator i żaden inny lekarz nie może się wychylić. Poza tym personel super, nie mogę złego słowa powiedzieć.
Mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz. Dlaczego w naszym szpitalu jest tak, że 7 dni po terminie musisz urodzić? 7. dnia po terminie musisz się zgłosić do szpitala i ciąża jest wywoływana i kobieta przeżywa to wszystko o czym napisała martusia1705 natomiast w innych szpitalach jest raczej tak, że 5 dni po terminie zgłaszasz się dopiero na KTG i do dwu tygodniu jest czas na urodzenie. Oczywiście jak się wcześniej okaże, że łożysko się już starzeje to też trzeba wywołać, ale po co wywoływać po siedmiu dniach jeśli wszystko jest OK a brzdąc może się sam urodzić np. po 10. dniach po terminie? Przecież termin nigdy nie jest terminem wyliczonym idealnie.
To chyba do konca nie jest tak,jezli zbliża sie wyliczony wg kalendarza termin to masz obowiązek zgłosic sie do szpitala na ktg, tak było w moim przypadku, termin porodu miałam na 12 czerwca, i zgodnie z zaleceniami lekarza prowadzącego tego dnia (gdyby sie nic nie działo) miałam isc na ktg, w poniedziałek 01 czerwca na ostaniej wizycie moja lekarka prowadząca od razu "wygnała" mnie na ktg wiec jezdziłam do szpitala 2 razy wciagu dnia, synek urodził sie 7 czerwca, czyli 6 dni jezdziłam na ktg. NIe lezalam na oddziale. A w przypadku kiedy dziecku na ktg zanika tetno to naturalną koleją rzeczy jest chyba wywołac ten porod, co nie zawsze sie udaje w taki naturalny sposób. Dobrze martusiu ze Twoje dziecki jest zdrowe i szystko sie udało. Trzeba tutaj pamietac ze kazdy porod jest inny i kazdy inaczej reaguje na bol.
Zauwaz szczawiu ze martusia1705 na ktg miała zanik tetna u dziecka!!!!
Ja myslisz co by było gdyby tego porodu nie wywołali???
Chyba niektórzy troszkę źle mnie zrozumieli:) zgłosiłam się do szpitala tydzień po terminie bo tak kazał mi lekarz prowadzący ciążę, w trakcie badania ktg dziecko miało zaniki tętna i dlatego poród wywoływali. Również jeździłam na ktg do szpitala kilka dni wcześniej. Chodziło mi o to ,że akcja porodowa stała w miejscu, brak samopostępującego rozwarcia a mimo to ordynator uparła się na poród naturalny choć położne mówiły , że nic z tego nie będzie. Pani dr narażała moim zdaniem w ten sposób zdrowie mojego dziecka a ja niepotrzebnie męczyłam się przez kilka ładnych godzin a i tak zakończyło się to cesarką.
Chodziło mi o coś innego. Nawet jeśli KTG nie pokazuje zaniku tętna to chciał nie chciał po 7 dniach po terminie wywołują u nas poród. W tych innych szpitalach nie wywołują porodu po 7 dniach po terminie. (nie wiem czy we wszystkich tak jest ale na pewno w większości, o których czytałem i się interesowałem) Jesli KTG pokaże, że już czas, bo łożysko się starzeje a dzieciak się sam nie spieszy na zewnątrz to jednak trzeba mu pomóc i to normalka. Po co po 7 dniach wywoływać poród skoro w organizmie kobiety wszystko jest OK i za trzy powiedzmy dni organizm stwierdzi, że już pora i dziecko urodzi się normalnie? Biorąc przykład mks gdyby Twój organizm nie chciał jeszcze chłopaka wyganiać ani 7 ani 12 ani nawet 18 tylko np. 21 czerwca (9 dni po terminie to przecież nie jest dużo) to 19 czerwca rodząc w Sochaczewie urodziłabyś przez wywołanie a w przykładowej Warszawie 21 czerwca bez żadnych wywołań. akurat z tego co pisze martusia1705 te 7 dni po terminie były zaniki tętna i wywołano poród. Skandalem by było gdyby tego nie zrobiono. Z tego co ja wiem od ginekologa prowadzącego ciąże małżowinki czy byłyby zaniki tętna czy nie 7 dni po terminie porodu to termin wywołania.
Pani dr narażała moim zdaniem w ten sposób zdrowie mojego dziecka a ja niepotrzebnie męczyłam się przez kilka ładnych godzin a i tak zakończyło się to cesarką.
to też jest ciekawe, że kobieta jest zdana na nich wszystkich w tym wypadku na decyzję pni dr
no właśnie kobiety ja już sama nie wiem co myśleć, mój pan dr. powiedział że jeżeli chodzi o personel to jest super no ale jak go zapytałam czy jeśli będzie na dyżurze to odbierze mój poród a on mi na to że jak mnie dopuszczą to tak, ja się go spytałam czyli jak pani ordynator dopuści tak? on tylko mrugnął okiem... i wiecie ja się tak nie boje samego porodu bez znieczulenia jak porodu w atmosferze nagonki na mnie jak wile dziewczyn opisuje zachowania pani doktor... a historię Marty słyszę już kolejny raz czyli ona tak postępuje zawsze nie zważając na ryzyko, jak dla mnie to ten człowiek jest jakiś niestabilny emocjonalnie aż strach...
A mam pytanie czy u nas są porody rodzinne? Tzn nie w sensie cała rodzina tylko czy wpuszczają mężów na sale porodową? I czy to coś kosztuje? Bo jestem ciekawa reakcji panów na takie ataki pani doktor ja bym chciała żeby mój mąż był przy mnie ale jakby coś takiego usłyszał z jej ust typu zamknij się masz rodzić normalnie to nie wiem co by zrobił...
...ja bym chciała żeby mój mąż był przy mnie ale jakby coś takiego usłyszał z jej ust typu zamknij się masz rodzić normalnie to nie wiem co by zrobił...
:))))) mniej więcej z podobnych powodów ucieszyłem się kiedy małżowinka zdecydowała, że jednak w WWA będziemy rodzić. Podejrzewam, że pisaliby o mnie w gazetach sochaczewskich po podobnych opisywanych sytuacjach na porodzie w Socho :))) Nie poradziłbym sobie nerwowo tym bardziej, że sytuacja pobudza dodatkowe nerwy :) Co do lekarza to poród odbiera tylko przy cesarce, normalnie odbiera położna on tam chyba nawet udziału nie bierze. No i jak cesarka to to już jest normalnie zabieg operacyjny więc mąż chciał nie chciał musi czekać za drzwiami.
no i chciałem sprostować to co wcześniej pisałem o tych 7 dniach po terminie w sochaczewskim szpitalu. Że tak powiem doinformowałem się. Nie wywołują od razu, ale już kładą do szpitala i tam co nieco próbują pobudzić do rodzenia.
Jak rodziłam rok temu to przy kobiecie,która rodziła obok był mąż i z tego co wiem to musieli płacić za poród rodzinny. Do mnie też wchodził mąż jak o to prosiłam położne ale nie był przez cały czas. Za to nie płaciłam. Nie wiem jak sytuacja wygląda obecnie, najlepiej spytać doktora.,który prowadzi ciążę - on będzie lepiej zorientowany.
Dodam jeszcze,że wcześniej nie umawiałam się na poród rodzinny. A jeśli chodzi o temat postu, to znieczulenie było możliwe po wcześniejszym ustaleniu tego z anestezjologiem ( numer tel. dostałam od lekarza prowadzącego ciążę) teraz chyba wogóle nie jest możliwe znieczulenie. Wcześniej nawet w poradni k w naszym szpitalu na dzrzwiach wisiała taka informacja o znieczuleniu i nr tel. aby sobie je załatwić a jak ostatio byłam w poradni to kartki już nie było.
tak tak znieczulenia już na bank nie ma bo pytałam o to mojego lekarza, jest jeden anestezjolog i on nie przyjdzie na położnictwo bo musi być na wszelki wypadek dostępny jakby co no a wiadomo że nie zostawi nie pójdzie jak znieczuli tylko musi czuwać wtedy.
I położnych też na 100 % nie ma w sensie żeby wynająć sobie na czas porodu położną bo jakaś afera była z tym że położne na lewo jakieś leki dawały pacjentką na ból chyba i dyrekcja zakazała.
A jak jest z opieką po porodzie tzn. co się dzieje już po urodzeniu dziecka jak się zajmują wtedy pacjentką?, czy jest pomoc przy karmieniu, czy u nas są takie praktyki jakie słyszałam z innych szpitali że pielęgniarki dokarmiają butelką na boku żeby mieć spokój a potem matce ciężko piersią karmić :/ no i ogólnie jak np. dziecko płacze i nie można go uspokoić to jak reaguje personel? pomaga, nie wtrąca się i czy gani jak pisała któraś z was?
personel jest jak najbardziej ok. Codziennie pielęgniarki przychodzą kąpać dzieci i w niewielkim stopniu pomagają w opiece ( po cesarce moje dziecko było dwie noce pod ich opieką bez żadnych problemów,w dzień pomagał mi mąż bo po operacji pierwsze dni to koszmar). Jeśli chodzi o karmienie to pielęgniarki nie chcą za bardzo dokarmiać butelką ( tylko w wyjątkowych sytuacjach,np.bliźniaki) i na ogół trzeba karmić tylko piersią.
A ja rodziłam w marcu 2011r. i jeśli chodzi o dokarmianie to niestety moje było zabierane na morfologię i wracało dziwnie spokojne i co się okazało bez mojej wiedzy było dokarmiane -niestety-byłam w szoku!Tyle że ostatni raz dziecko nie chciało ich butli,bo wczesniej je nakarmiłam piersią i sie wydało.
Porody rodzinne są w sochaczewskim szpitalu , nie musimy już za nie płacić na szczęście. Jeśli chodzi o pomoc po porodzie to wszystko zależy od tego na jaką obstawę trafisz-niektóre pielęgniarki są miłe i chętne do pomocy i tłumaczenia a inne opryskliwe.Moje dziecko podczas badania słuchu też zostało poczęstowane sztucznym mlekiem bez mojej zgody i wiedzy bo podobno było niespokojne-przez kilka godzin nie mogłam dobudzić małej na karmienie co przypłaciłam zastojem pokarmu. A jak poszłam po laktator żeby odciągnąć mleko druga pielęgniarka zdziwiona odpowiedziała mi: "no to po co dawała Pani sztuczne mleko" - ręce mi opadły...Możemy mieć przepisy ale wszystko zależy od ludzi...
Moje dziecko przyszło na świat przed 22, gdy już zostałam przewieziona na salę poporodową i próbowałam zasnąć póki znieczulenie do cesarki jeszcze działało,pielęgniarka przyniosła mi dziecko abym przystawiła je do piersi bo tak strasznie płakało i nie dawały sobie z nim rady. Pielęgniarka powiedziała,że niby glukozą przepajały ( a nie mlekiem)a i tak się nie uspokaja. W 2 dobie po porodzie moje dziecko było ciągle głodne i prawie cały czas ssało pierś a mimo to płakało więc poszłam po mleko i usłyszała,że mam cały czas przystawiać do piersi a mleka mi nie dadzą. Jak widać wszystko zależy od ludzi na jakich się trafi...
a jeszcze takie pytanie może głupio zabrzmi ale jestem xielona i chciałabym wiedzieć wszystko :P bo piszecie że "poszłam po laktator", "poszłam po mleko" czyli rozumiem że do pielęgniarek tak? Można u nich to dostać? A jak jest z pieluchami, przywozimy ze sobą swoje? I jak po zmianie pieluszki co się z nią robi? bo chyba nie wyrzuca się do kosza na sali heh było by czuć bardzo :) A jest jakiś sposób na to by pohamować u pielęgniarek tą chęć dokarmiania ma się na to jakiś wpływ? I czy po porodzie można wziąść prysznic czy coś w tym stylu czy dziecko jest od razu z mamą czy dopiero przywożą później?
Tak poszłam po mleko do pielęgniarek, laktator też one mają, chociaż radzę kupić sobie elektryczny (ręcznym można się zamęczyć) napewno się przyda już w domu jeśli będzie pokarm. Miałam dwa razy zapalenie piersi przez zastój pokarmu,raz po tygodniu a poźniej ok.miesiąca po porodzie. Pieluchy trzeba mieć swoje i ubranka też,chociaż zaraz po porodzie zakładają swoje i niestety wyrzuca się je dokosza na sali. Z kąpaniem będzie raczej problem. Ja leżałam z jeszcze jedną dziewczyną to sobie pomagałyśmy w opiece jak druga szła się kąpać ( pielęgniarki raczej to niewiele interesuje i trzeba radzić sobie samemu). Dziecko jest od razu przy matce, choć tak jak pisałam wcześniej ja miałam cesarkę i dobę musiałam leżeć i gdyby nie mąż to nie dałabym sobie sama na początku rady z opieką,bo mimo zakazu podnoszenia się z łóżka dziecko miałam ze sobą w ciągu dnia.Przez pierwsze dwie noce opiekowały się nim pielęgniarki,później miałam cały czas dziecko przy sobie.
W szpitalu jest elektryczny laktator-zresztą bardzo dobry. Do Agata pro- polecam Ci strony typu http://www.nowamatkapolka.pl/http://www.rodzicpoludzku.pl/http://przedporodem.pl/A odnośnie pielęgniarek i lekarzy nie możesz bać się mieć swojego zdania i po prostu zdecydowanie sprzeciwiać się temu co będą chcieli robić jeśli według Ciebie będzie to nie dobre dla Twojego dziecka lub Ciebie. Ja przy ostatnim porodzie mocno ścięłam się z Panią Ordynator i nic mi się nie stało z tego powodu.
ja rodzilam w naszym sochaczewskim szpitalu i mam zastrzezenia tylko do sprzetu ktory za pierwszej jakosci nie jest,a poza tym wszystko jest ok a co do znieczulenia dalam rade bez i mysle ze duzo kobiet tez by dalo... kazda kobieta przechodzi porod inaczej i nie uwazam ze jak bedzie plywala czy chodzila na spacery czy cokolwiek innego-ulatwi porod-wg mnie bzdura. Kompletnie nic nie robilam przez cala ciaze a porod byl luksio!!! nawet nie bolalo(albo nie pamietam);)
Jak obiecałem kilka postów wcześniej opiszę moje wrażenia z porodu w jednym ze szpitali. W naszym przypadku był to szpital w Warszawie przy Żelaznej lub jak kto woli Św. Zofii. Żona chodziła do lekarza w Sochaczewie, co jak już pisałem wcale nie musi się wiązać z porodem w Sochaczewie, bo lekarz ten ze szpitalem na Żelaznej nie ma nic wspólnego i tak jak pisałem przy porodzie naturalnym lekarza przy porodzie nie ma. Jeśli przydarzy się drugi raz a na razie tego nie wiemy to nie chcemy gdzie indziej rodzić niż tylko w Szpitalu na Żelaznej. I choćby nie wiem ile to kosztowało wykupię usługę położnej raz jeszcze. Tej samej konkretnie, która była teraz. Gwoli wyjaśnienia to jest usługa szpitala, nie położnej, która dostaje pieniądze do kieszeni. Normalna usługa jaką oferuje szpital co bardzo mi się podoba. Przynajmniej od tego odprowadza podatek :) Nie rozumiem dlaczego niektóre sochaczewskie położne to krytykują i czemu nasz szpital nie prowadzi czegoś takiego. Położna wchodziła do naszej sali porodowej dosłownie co 7-10 minut nie odstępowała mojej żony na krok. Prowadziła ją jak to się mówi za rękę przez kilka godzin, aż do chyba 3 godzin po porodzie, kiedy mały już spał i ona mogła chwilę odsapnąć choć przy takim poziomie adrenaliny raczej jej się odsapywać nie chciało :) Opieka położnej rewelacyjna. Słyszałem, że nawet bez wykupionej konkretnej położnej taka opieka by była, ale wtedy jak pisałem już wcześniej gorzej mogłoby być z miejscem w szpitalu. Nie chcę mówić, że na pewno, ale tak podejrzewam. Przede wszystkim świetna babka i tak poprowadziła poród, że chłopina się urodził normalnie a żona nie doświadczyła skalpela i jest cała jak była przed porodem. Chłopak urodził się 3,5kg więc wcale nie maluch. U nas w Socho chcesz nie chcesz, pierwsze dziecko to na bank Cię tną. Po prostu standard zupełnie niepotrzebny. Tu chłopak wyszedł na supermana bez pomocy narzędzi chirurgicznych. Wystarczyło odpowiednio poprowadzić poród. Poza tym z tego co słyszałem, jeśli jest inaczej niech mnie rodzące w Socho poprawią, zaraz po urodzeniu dzieciak jest położony mamie na brzuchu jednak po chwili już zabierany i oddawany po jakimś czasie. W szpitalu na Żelaznej nasz synek leżał z mamą dwie godziny i wcinał siarę, która jest najlepszym i najnaturalniejszym antybiotykiem dla brzdąca. Nie wiem czemu u nas jest inaczej. Znieczulenie. Ze znieczuleniem jest tak, że ponoć kiedy zaczyna się już II faza porodu a znieczulenie jeszcze działa to może być ciężko to wszystko zrobić. Małżowinka dostała znieczulenie w odpowiednim momencie, które dało jej nie tylko wielką ulgę, ale i przyspieszyło to wszystko. Dokładnie kiedy przestało działać zaczęła się II faza i nygus wyszedł w 7 minut :)))). Każda kobieta ma inny próg odporności na ból jedna da radę druga nie. Moja żona nie dała rady z bólem, ale gdyby próbowała to przetrzymać po porodzie na pewno byłaby duuuuuuużo bardziej wyczerpana a kto wie ile by jeszcze trwała I faza. Jeśli chodzi o opiekę i warunki po porodzie to nie mamy żadnych zastrzeżeń choć raczej można powiedzieć, że jesteśmy bardzo z niej zadowoleni. Po porodzie żona leżała na oddziale ginekologicznym w pokoju 3 osobowym z oddzielną łazienką więc trafiło nam się super, ale z tego co widziałem niektóre kobiety leżały na korytarzu co z pewnością jest minusem tego szpitala. Tylko, że wcześniej one wiedzą, że prawdopodobnie po porodzie położą je na korytarzu bo po prostu w salach nie ma miejsc i mimo to się na to godzą. To też o czymś świadczy, że chcą zostać właśnie tutaj. Położne przychodziły na każde zawołanie i nikt nie krzyczał, na matki, że źle karmi, że nie przygotowała się do porodu, że nie przeczytała żadnej książki wcześniej i że ma karmić piersią nawet jeśli dziecko się wyrywa, krzyczy itd. Nikt żonie syna nie zabierał i nie dokarmiał po kryjomu. Jeśli była taka sytuacja to przyszła położna i zapytała czy żona chce lekkiego dokarmienia brzdąca by mogła przespać dłużej niż 2,5h. Kiedy żona się zgodziła to też nie zabrano jej dziecka na kilka godzin tylko podczas karmienia sprytnie doprowadzono mu rurkę do buzi i strzykawką dodawano pokarm obok piersi.
AgataPro1 gdzieś tu pisałaś o kupkach i pieluszkach w koszu i ich niemiłym zapachu :) Pieluchy i to co maluch wydala zaczyna nieprzyjemnie pachnieć dopiero chyba kiedy zaczyna on wcinać sztuczne jedzenie. Pierwsze tzw smółki wyglądają strasznie, ale nie mają wcale zapachu. Tak więc bez problemu wrzucasz je do kosza i nikt w pokoju nawet nie wie, ze coś tam wrzuciłaś.
Jeśli chodzi o karmienie tuz po porodzie, to w moim przypadku również synek po zmierzeniu, zważeniu i zbadaniu leżał przy mnie cały czas i wcinał cycusie :) czyli jakieś 15 min po porodzie byliśmy już cały czas razem, ale oczywiscie jak się tylko wykluł, został połozony mi na brzuchu. Miałam również świetnego doradce laktacyjnego, czy jak tą Panią można nazwać,która pokazała jak dostawiać małego, jak ma łapać brodawkę etc. Piszę o sochaczewskim szpitalu.
czyli jednak dziecko po porodzie było zabrane? ciekawi mnie jak im idzie wypełnianie nowego standardu (jest tam mowa o 2-godzinnym NIEPRZERWANYM kontakcie skóra do skóry).
Ja jak rodziłam moje pierwsze dziecko w 2008 roku to położyli mi syna na brzuchu na chwilę, po czym zabrali do badania i mierzenia - dostałam go z powrotem po ok 15-20 min, niestety już ubranego :(
Ciekawa jestem jak jest teraz, czy zmienili procedurę w związku z nowymi przepisami (nie pamiętam od kiedy dokładnie obowiązują, ale to świeża sprawa). Niebawem urodzę drugie dziecko i mam nadzieję, że jest lepiej pod tym względem.
Podobnie było z nacięciem krocza, Panie na oddziale powiedziały, że robią to tylko wtedy kiedy potrzeba, ale że przy pierwszym porodzie to raczej zawsze potrzeba. Ja się kategorycznie nie zgodziłam i zagroziłam że złożę na nich skargę (było to już w momencie samego porodu, a położna brała do ręki nożyczki - stąd moja gwałtowna reakcja). Okazało się jednak że nacięcie nie było potrzebne, bo nic mi się nie stało (nie miałam żadnego szwu). Pani położna natomiast sama była zaskoczona i z siebie dumna, że jej się udało mnie ochronić.
szczerze mówiąc ja nie słyszałam żeby u nas tak cieli od razu wręcz przeciwnie pani ordynator robi wszystko byle by tylko do cc nie doszło więc nie wiem skąd Szczawiu masz takie newsy, ale dzięki za objaśnienie o kupkach hehe będe spokojniejsza i mniej skrępowana. Ja mimo wszystko chyba dam szansę naszemu szpitalowi widzę że dziewczyny rodzą u nas i dają radę więc i ja spróbuje w styczniu warunki nie będą za specjalne nie chce ryzykować i wyruszać w drogę przy nie wiadomo jakiej pogodzie, do Wawy także zostaje na włościach na tą chwilę.
Gratuluję Potomka ! Teraz musisz jeszcze zasadzić drzewo ;)
Gratuluję Potomka ! Teraz musisz jeszcze zasadzić drzewo ;)
i jeszcze postawić dom :) jakąś roślinę zasadzi się na działce u rodziców a dom to jak nygus podrośnie zbudujemy razem domek dla ptaków na balkonie ;) dzięki za gratulacje
Wracając do głównego wątku. Gdy ja rodziłam we wrześniu ubiegłego roku powiedziano mi, że znieczulenie trzeba umawiać minimum 2 miesiące przed porodem i oczywiście zapłacić. Niestty przy skurczach nie zapamiętałam ile.
Jak obiecałem kilka postów wcześniej opiszę moje wrażenia z porodu w jednym ze szpitali. W naszym przypadku był to szpital w Warszawie przy Żelaznej lub jak kto woli Św. Zofii. Żona chodziła do lekarza w Sochaczewie, co jak już pisałem wcale nie musi się wiązać z porodem w Sochaczewie, bo lekarz ten ze szpitalem na Żelaznej nie ma nic wspólnego i tak jak pisałem przy porodzie naturalnym lekarza przy porodzie nie ma. Jeśli przydarzy się drugi raz a na razie tego nie wiemy to nie chcemy gdzie indziej rodzić niż tylko w Szpitalu na Żelaznej. I choćby nie wiem ile to kosztowało wykupię usługę położnej raz jeszcze. Tej samej konkretnie, która była teraz. Gwoli wyjaśnienia to jest usługa szpitala, nie położnej, która dostaje pieniądze do kieszeni. Normalna usługa jaką oferuje szpital co bardzo mi się podoba. Przynajmniej od tego odprowadza podatek :) Nie rozumiem dlaczego niektóre sochaczewskie położne to krytykują i czemu nasz szpital nie prowadzi czegoś takiego. Położna wchodziła do naszej sali porodowej dosłownie co 7-10 minut nie odstępowała mojej żony na krok. Prowadziła ją jak to się mówi za rękę przez kilka godzin, aż do chyba 3 godzin po porodzie, kiedy mały już spał i ona mogła chwilę odsapnąć choć przy takim poziomie adrenaliny raczej jej się odsapywać nie chciało :) Opieka położnej rewelacyjna. Słyszałem, że nawet bez wykupionej konkretnej położnej taka opieka by była, ale wtedy jak pisałem już wcześniej gorzej mogłoby być z miejscem w szpitalu. Nie chcę mówić, że na pewno, ale tak podejrzewam. Przede wszystkim świetna babka i tak poprowadziła poród, że chłopina się urodził normalnie a żona nie doświadczyła skalpela i jest cała jak była przed porodem. Chłopak urodził się 3,5kg więc wcale nie maluch. U nas w Socho chcesz nie chcesz, pierwsze dziecko to na bank Cię tną. Po prostu standard zupełnie niepotrzebny. Tu chłopak wyszedł na supermana bez pomocy narzędzi chirurgicznych. Wystarczyło odpowiednio poprowadzić poród. Poza tym z tego co słyszałem, jeśli jest inaczej niech mnie rodzące w Socho poprawią, zaraz po urodzeniu dzieciak jest położony mamie na brzuchu jednak po chwili już zabierany i oddawany po jakimś czasie. W szpitalu na Żelaznej nasz synek leżał z mamą dwie godziny i wcinał siarę, która jest najlepszym i najnaturalniejszym antybiotykiem dla brzdąca. Nie wiem czemu u nas jest inaczej. Znieczulenie. Ze znieczuleniem jest tak, że ponoć kiedy zaczyna się już II faza porodu a znieczulenie jeszcze działa to może być ciężko to wszystko zrobić. Małżowinka dostała znieczulenie w odpowiednim momencie, które dało jej nie tylko wielką ulgę, ale i przyspieszyło to wszystko. Dokładnie kiedy przestało działać zaczęła się II faza i nygus wyszedł w 7 minut :)))). Każda kobieta ma inny próg odporności na ból jedna da radę druga nie. Moja żona nie dała rady z bólem, ale gdyby próbowała to przetrzymać po porodzie na pewno byłaby duuuuuuużo bardziej wyczerpana a kto wie ile by jeszcze trwała I faza. Jeśli chodzi o opiekę i warunki po porodzie to nie mamy żadnych zastrzeżeń choć raczej można powiedzieć, że jesteśmy bardzo z niej zadowoleni. Po porodzie żona leżała na oddziale ginekologicznym w pokoju 3 osobowym z oddzielną łazienką więc trafiło nam się super, ale z tego co widziałem niektóre kobiety leżały na korytarzu co z pewnością jest minusem tego szpitala. Tylko, że wcześniej one wiedzą, że prawdopodobnie po porodzie położą je na korytarzu bo po prostu w salach nie ma miejsc i mimo to się na to godzą. To też o czymś świadczy, że chcą zostać właśnie tutaj. Położne przychodziły na każde zawołanie i nikt nie krzyczał, na matki, że źle karmi, że nie przygotowała się do porodu, że nie przeczytała żadnej książki wcześniej i że ma karmić piersią nawet jeśli dziecko się wyrywa, krzyczy itd. Nikt żonie syna nie zabierał i nie dokarmiał po kryjomu. Jeśli była taka sytuacja to przyszła położna i zapytała czy żona chce lekkiego dokarmienia brzdąca by mogła przespać dłużej niż 2,5h. Kiedy żona się zgodziła to też nie zabrano jej dziecka na kilka godzin tylko podczas karmienia sprytnie doprowadzono mu rurkę do buzi i strzykawką dodawano pokarm obok piersi.
AgataPro1 gdzieś tu pisałaś o kupkach i pieluszkach w koszu i ich niemiłym zapachu :) Pieluchy i to co maluch wydala zaczyna nieprzyjemnie pachnieć dopiero chyba kiedy zaczyna on wcinać sztuczne jedzenie. Pierwsze tzw smółki wyglądają strasznie, ale nie mają wcale zapachu. Tak więc bez problemu wrzucasz je do kosza i nikt w pokoju nawet nie wie, ze coś tam wrzuciłaś.
Witam
zgadzam sie w zupełnosci . Ja rodziłam nasza coreczke w 2000 r na Mariensztacie tzn. Na Karowej ,wspominam bardzo miło mój poród ,gdzie miałam takze podane znieczulenie . Nasza córeczka urodziła sie 3650 wiec tem malutka nie była .
nawiazujac do szpitala w socho: to było okropnie { poroniłam 3 lata temu}zadnej opieki psychologicznej i medycznej po zabiegu.NIGDY WIECEJ POBYTU .
Szczawiu po przeczytaniu opisu z Waszego porodu muszę stwierdzić że nasz sochaczewski szpital nie umywa się do standardu warszawskiego w najmniejszym nawet szczególe. A ten sprytny sposób dokarmiania to zupełnie mnie powalił. Fajnie że przeżyliście to w ten sposób i macie dobre wspomnienia, bo dobra opieka poporodowa jest ogromnie istotna. Jej brak często przyczynia się do depresji poporodowej u wielu kobiet.Gratuluję Potomka, jak ma na imię? Ps.Będziecie chrzcić :)
Już ochrzciłem. Nadałem mu imię w USC Warszawa Wola :)
Co do depresji to właśnie czekam na nią i nic. Ujawnia się tylko czasami kiedy już oboje nie dajemy rady z kolką malucha, ale to już inny temat :) zresztą temat rzeka.
chrzcić to udzielać chrztunazywać, mianowaćżartobliwie - rozcieńczać wodą wódkę, sok itp.chrzest to nie tylko sakrament przyjęcia do wspólnoty chrześcijańskiej, bo rozumiem, że o taki pytałaś :) ale to już inny temat :)
Ja dla odmiany znam przypadek z jednego z warszawskich szpitali, gdzie miał się odbyć poród rodzinny....Wszystko zostało opłacone, umówione, a gdy przyszło do porodu to długo zwlekano z udzieleniem pomocy matce, która urodzić nie mogła. Dziecko urodziło się przez cesarkę, wyjęte z zielonych wód porodowych. I cały poród rodzinny wziął w łeb. Dwójka naszych dzieci rodziła się w Sochaczewie. Przy pierwszym jest oczywiście ciężej, bo co pielęgniarka to ma swoje widzi-mi-się i potrafi zestresować młodą matkę.Przy drugim dziecku jest łatwiej, bo matka wie co ma robić.Tak jak było napisane, sporo zależy od zmiany na położnictwie. Ordynator jak się okazuje też jest człowiekiem i mimo delikatnego ścięcia z nią nie odczuliśmy żeby w czymkolwiek utrudniała. Ja polecam szpital w Sochaczewie, bo i tak co ma być to będzie. Zawsze trzeba być dobrej myśli.
Hej,orientuje się może któraś z Was czy znieczulenia przy porodzie zostaną przywrócone w naszym, sochaczewskim szpitalu? Wiem, że teraz ich nie ma, ale może jest szansa na przywrócenie. Coraz więcej kobiet korzysta z tej możliwości i aż wstyd, że w dzisiejszych czasach nie jest to standard. Będę wdzięczna za jakiekolwiek informacje : )
Hej,orientuje się może któraś z Was czy znieczulenia przy porodzie zostaną przywrócone w naszym, sochaczewskim szpitalu? Wiem, że teraz ich nie ma, ale może jest szansa na przywrócenie. Coraz więcej kobiet korzysta z tej możliwości i aż wstyd, że w dzisiejszych czasach nie jest to standard. Będę wdzięczna za jakiekolwiek informacje : )
A co, decyzję o dziecku uzależniasz od oferty szpitala???
Po prostu zapomnij o rodzeniu w Sochaczewie i z głowy...
no niestety brak takiej opcji w naszym szpitalu... rozmawiałam z moim panem dr. i napomknął coś że prawdopodobnie do końca roku ma się zmienić dyrekcja szpitala i być może będą zmiany na lepsze... ale to nic pewnego.
Znieczulenie zewnątrzoponowe porodu na życzenie pacjentki - za dodatkową odpłatnością to w polskich szpitalach w XXI standard. Widać nie wszędzie.........
Z tego,co wiem to znieczulenie w naszym szpitalu nie jest możliwe,bo jest tylko jeden anestezjolog,który jest potrzebny przy innych zabiegach.Było wcześniej ale odpłatnie,co nie było zgodne z prawem,więc zrezygnowano w ogóle.W każdym warszawskim szpitalu jest na życzenie pacjentki bez żadnych kosztów.To jest standard ale nie w sochaczewskim powiatowym szpitalu.Po własnych nieprzyjemnych doświadczeniach-odradzam poród u nas.Warszawa to Europa,nawet jeśli warunki nie są super to przynajmniej opieka personelu jak sie należy,natomiast Sochaczew-trzeci świat,a podejście pani ordynator do pacjentek-koszmar.To moje zdanie ale być może nie wszyscy tak sądzą.
W każdym warszawskim szpitalu jest na życzenie pacjentki bez żadnych kosztów.
renia71 niestety tu się mylisz. Na Żelaznej kosztuje to 600zł bodajże na Madalińskiego 700 itd. O bezpłatne znieczulenie trwa cały czas spór i np. szpital na Żelaznej wychodzi z założenia, że na życzenie pacjentki da jej znieczulenie, ale musi ona za to zapłacić gdyż nie jest to sprawa którą refunduje NFZ. A anestezjolog, który znieczula nie jest na etacie oddziału położniczego więc niby czemu ma robić coś poza swoje kompetencje za darmo? Całkowicie to rozumiem i się z tym zgadzam. Tak samo było u nas w szpitalu a kosztowało to chyba 350zł. Tylko ktoś zrobił aferę. Nie jestem pewien czy nie pisał o tym express sochaczewski więc czemu teraz pan z oddziału jakiegoś tam ma przychodzić na położniczy i znieczulać za darmo jak nie jest to jego praca? :)
Normalka.
Bez żadnych kosztów to w Warszawie na Inflanckiej można się znieczulić, ale słyszałem, że mimo odnowień szpitala i pięknego wyglądu obsługa tragiczna.
Co do naszego szpitala to muszę się zgodzić choć nie miałem przyjemności, ale z tego co słyszę od ludzi, klika której na niczym nie zależy i dyrektor, który miałby przyjść to powinien być albo ktoś z tych porządnych normalnych lekarzy albo zupełnie ktoś z zewnątrz, kto pani mówiącej do pacjentki zdanie w stylu "jak nie wiesz jak się dziecko karmi to po co się zdecydowałaś na zajście w ciążę?" podziękowałby za współpracę ze skutkiem natychmiastowym.
Tu się z Tobą zgadzam.Tej pani również bym podziękowała i wiele,wiele innych pacjentek na pewno podziela moje zdanie.Ja rodziłam pół roku temu w Klinice Położniczej Dzięciątka Jezus przy Starynkiewicza i znieczulenie miałam bezpłatne,męża powiadomiła pielęgniarka o porodzie,żeby zdążył dojechać,był przy porodzie bez żadnych problemów ze strony personelu.Szpital godny polecenia,a jeśli jest się pacjentką profesora Wielgosia,który jest szefem całej katedry położniczej to pewną masz opiekę na najwyższym europejskim poziomie.Ja nie byłam,a opiekę miałam również super.Wiem,co mówię (piszę),bo rodziłam również w Socho,więc mam porównanie.Dziewczyny-tam jest na prawdę Europa i XXI wiek.
Czasem chyba też jest tak, że położna stwierdza, że znieczulenie jest niezbędne, bo widać po kobiecie, że nie daje rady. Wtedy nawet w tych szpitalach w których normalnie jest płatne dostajesz bezpłatnie. Tak mi się wydaje ale mogę się mylić Sęk w tym, że czasem nawet kiedy chcesz zapłacić może być sytuacja że anestezjolog jest akurat na operacji na swoim oddziale i nie przyjdzie bo musi tam być a jak już może przyjść to za późno jest na znieczulenie.
Bardzo dużo pacjentek podziela Twoje zdanie. Nawet był tu kiedyś temat o tym, w którym proponowałem by się zebrać razem albo każda z osobna i napisać pismo do dyrektora a później wyżej i wyżej, bo nie robiąc nic się tego nie zmieni. Można próbować. Bardzo bym chciał nie musieć się martwic o dojazd do Warszawy bo szpital mam za mostem w którym moja zona będzie mogła po ludzku urodzić. A tu wanna jest jedna, ale nieczynna, nacięcie to normalka czy trzeba czy nie, koszula szpitalna, nie wiem czy to prawda ale usłyszałem, ze jest jeden inkubator. No to bliźniaki już mają przechlapane.
Odrzuca mnie na sama myśl.
Mnie coraz bardziej odrzuca, jak czytam te posty na temat rodzenia w sochaczewskim szpitalu. Nie pasuje - nie korzystaj. Tylko po porodzie nie leć na kontrole do Poradni K, bo masz tu blisko. A na pytanie, czemu rodzilas w Warszawie, a teraz na kontrole do Sochaczewa - robisz sie czerwona jak burak. Pisze oczywiscie ogolnie, nie do konkretnej osoby. Byłam świadkiem takiego zdarzenia i uważam,ze bardzo dobrze zostala taka pacjentka potraktowana. Niech jeździ po porodzie na kontrole do STOLYCY, skoro tam tak wszystko super robią. Mam sporo rodziny w Warszawie, i slyszalam juz rozne opinie na temat wielu szpitali w W-wie, jesli chodzi o porody. Nie wiem czemu, piszecie o samych super pozytywach? Może dlatego, że tylko o takich chcecie slyszeć? Tak jak o sochaczewskiej porodówce,ze jest porażką?
Dla jasności, pierwsze dziecko rodziłam w Sochaczewie, i teraz też nigdzie dalej sie nie wybieram. A to, że jedna Pani dr ma usposobienie jakie ma, to nie jest powod, zeby oczerniac caly oddzial, bo wiekszość personelu niczym nie odbiega od tego, który pracuje w warszawskich szpitalach.
Powodzenia w warszawskich szpitalach!
Pozdrawiam
Ania
Sęk w tym, że nikt tu nie mówi o personelu a jeśli już to o tej konkretnej osobie. Jest wiele położnych w Sochaczewie, które są jak najbardziej w porządku i nawet wiele takich, które się po prostu wstydzą za wyżej wymienioną. To nie pacjentki są dla niej tylko ona dla pacjentek. Ona pensje bierze zapewne nie małą z naszych podatków. Tak samo jak poradnia więc nie rozumiem dlaczego kobieta, która urodzi czy urodziła w szpitalu w Warszawie ma jechać do poradni tez do Warszawy a jak przyjdzie w Sochaczewie to ma się wstydzić.
Mowa przede wszystkim jest ogólnie o samym szpitalu i jego preferencjach sprzed kilkudziesięciu lat. Jak ktoś urodzi i jest wszystko Ok to brawo za trzy dni wyjdzie do domu i gra gitara. Gorzej gdy przy porodzie jest coś nie tak wtedy noworodka trzeba wieźć do Warszawy, bo nasz szpital sobie chyba nie radzi.
No i sam fakt braku znieczulenia to jest trochę poprzedni wiek.
No to pozbyłam się właśnie jakichkolwiek złudzeń. Zostaje Warszawa. Dobrze, że mam trochę czasu, bo inaczej byłabym skazana na ten średniowieczny twór na Batalionów :(Dzięki za podpowiedzi!
A ja powiem tak - wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.... Rodziłam w sochaczewskim szpitalu i nie mogę powiedzieć złego słowa. Z pewnością inkubator nie jest jeden. Z pewnością samo znieczulenie nie jest dobre ani dla dziecka ani dla matki i powinno być stosowane TYLKO w sytuacji awaryjnej, kiedy jest ku temu potrzeba a nie kiedy się chce. W szkole rodzenia o tym mówią dokładniej. Z pewnością - Szczawiu to dla Twojej wiadomości ;) - koszula nie musi być szpitalna. Z pewnością wanna nie była czynna z powodu remontu. I z pewnością szpital w Sochaczewie nie jest szpitalem KLINICZNYM i SPECJALISTYCZNYM więc jeśli okazuje się, że dziecko ma problemy po 3 dniach to TYLKO w przypadkach na prawdę poważnych dziecko przewożone jest do Warszawy. Moje dziecko po 3 dniach było w stanie niestabilnym i nikt go nie wywoził do Warszawy. I chwała im za to. Jedyne do czego mogę się przyczepić to porządek w łazienkach ale to też kwestia pań które z nich korzystają... Nie miałam do czynienia z panią ordynator, więc na jej temat nie będę się wypowiadać :). Każdy ma prawo wyboru. Więc nikogo i niczego się nie czepiam tylko wyrażam opinię :). Amen.
Dobrze powiedziane, dobrze tam gdzie nas nie ma. Ja tez rodziław w Sochaczewie, i maprawde nie było powodów do marudzenia. U mnie była jedna nieprzyjemna sytuacja, w związku z tym ze to moje pierwsze dziecko, nie bardzo jeszcze wiedziałam jak sobie radzic i mały troche płakał, jedna mądra położna przyszła i rzyciła hasło "robic dzieciaka to wiedziała jak, a zając sie juz nie umie"........ NIe pozostało to bez odzewu, dostała nagane od przełozonej a ja zostałam w bardzo grzeczny sposób przeprodzona przez tą panią. (pani ta sądząc po wieku nalezała zapwene do starej gwardi).
Technicznie to koszule mozesz miec swoja, nikt nie zmusza do zakładania szpitalnego worka, pielegniarki przychodza, interesuja sie i jak jest wszystko ok to błyskawicznie wyganiają do domu. Masz racje kocieoczka, w momencie jakiegos problemu, jest od razu helikopter i dziecko przewożone jest tam gdzie potrzeba. Moja znajoma swoje dziecko rodziła w warszawie. Dwanascie godzin bóle parte, bez rozwarcia, az wyczerpana spadła z fotela, w tym momencie mąż został wyproszony z sali porodowej i natychmiast cięcie cesarskie i ratowanie matki i dziecka. Po czym po 2 dniach wdało sie zakarzenie, musieli operowac i następne 10 dni spędziła w szpitalu. A to jeszcze nie koniec, macica została zle zaszyta, bo pozostała jakas dziura, w momencie kolejnej ciązy ogromne zagrożenie dla porodu (dziura w macicy) tak wiec warszawa odebrała nadzieje na drugie dziecko. W szpitalu tym (specjalistyczny położniczy) poza sprzetem, to tragedia. Poród jeden za drugim, biegający lekarze. KOSZMAR. (byłam na wizycie widziałam, nie wymyslam) Znajomy opowiadał ze jakas cyganka krzyczała na korytarzu, bo juz rodziła, a nie było sie komu zaopiekowac.
Tak wiec drogie dziewczyny, przyszłe matki, nie bójcie sie, porod to naturalna kolej życia. A co do tego znieczulenia, to naprawde bym nie ryzykowała, to nie jest takie bezpieczne. Fakt boli jak diabli, ale najwazniejsze to cały czas tłumaczyc sobie ze DAM RADE, BEDZIE DOBRZE i naprawde jest dobrze. Trzeba miec w sobie siłe i dac z siebie wszystko dla tego małego człowieczka:-))))))) Nasze mamy, babcie etc rodziły w starych szpitalach, w domach i dawały rade. Racja ze każdy chciałby w super warunkach i w ogole, ale to napwde tylko 3 dni, można przezyć, nawet w Sochaczewskim szpitalu. A i jeszcze jedna kwestia, jesli lekarz prowadzący ciąże jest z sochaczewa i pracuje w naszym szpitalu, to tez jakis plus.
Co do koszuli, bo ja o niej napisałem to dziwi mnie to co piszecie, bo dokładnie rok temu znajoma rodziła w Socho i nie pozwolono jej założyć swojej koszuli tylko jak określiła to mks :) szpitalny worek i nie było gadania.
Jak widać poród porodowi nierówny więc jak widać i w sochaczewskim szpitalu można urodzić po ludzku i warszawskim w tragicznych warunkach. Jednak w Warszawie jest szpitali bardzo dużo i na pewno w każdym może być inaczej, więc nie ma co porównywać jednego powiatowego szpitala w Sochaczewie ze szpitalną Warszawą. Samo miasto nie sprawia, że to nie wiadomo jaki wypas będzie. Ja np. słyszałem o szpitalu na Wolskiej, że warunki są tragiczne. Koleżanka, która tam rodziła w styczniu mówiła, że pod prysznic musiała iść na inny oddział bo tu był zepsuty. Oczywiście ten działający nie miał np. zasłonki itp. natomiast lekarze to prawdziwi specjaliści a np. o szpitalu na Inflanckiej słyszałem, że piękny w środku wyposażenie idealne a opieka i lekarze największa tragedia jak może być.
No cóż już było kilka tematów na temat rodzenia i w każdym inne opinie :)
Za jakiś czas powiem swoją na temat któregoś ze szpitali.
Drogi szczwiu wiec chyba obydwoje zgadzamy sie w temacie, ze "jakość" opieki medycznej przy porodzie nie zależy od miejsca, a tylko i wyłącznie od ludzi. Ja widocznie miałam duzo szcześcia co do tych "ludzi" i oczywiscie zycze wszystkim przyszłym mamom i tatom tez takiego szcześcia.
Nawiązując jeszcze to pytania głownego, to takie moje przemyslenia co do tego znieczulenia - moze nie warto sie domagac tego zastrzyku jezeli w poblizu nie ma anestezjologa. Ryzyko zawsze jest. I ta prawda stara jak świat ze o tym bolu sie zapomina bardzo szybko sprawdziła sie praktycznie w każdym przypadku.
Trzymam kciuki za Twoją żone/partnerke :-))))))
Rodziłam w sochaczewie rok temu. Do szpitala trafiłam tydzień po terminie,nic się nie działo. Miałam trafić na oddział ginekologiczny i czekać aż poród sam się zacznie,lecz w trakcie badania ktg moje dziecko miało długie zaniki tętna. Później zaczął się koszmar: przebijanie pęcherza,masowanie szyjki żeby rozwarcje postępowało,kroplówka na wywołanie. Jednak nic to nie dawało. Ja strasznie się męczyłam z bólami a położne nie dawały żadnej nadzei na naturalny poród,Jednak pani Dr o której mowa czekała ażwszystko samo się rozstrzygnie. Nie dość,że cierpiałam z bólu to strasznie martwiłam się czy moje dziecko to przeżyje. Pani dr potrafiła nakrzyczeć na mnie, że robię głupie miny i się krzywie. Ale co się dziwić ból porodowy szybko się zapomina i Ona też już dawno zapomniała co to znaczy rodzić. Po kilku godzinach próby porodu naturalnego wkońcu mnie pokroiła. Dzięki Bogu moje dziecko jest zdrowe i wspaniale się rozwija. A to,że się chodzi prywatnie do lekarza,który pracuje w szpitalu nie oznacza,że się Tobą wspaniale zajmą. Sama jestem tego przykładem. Mój lekarz do, którego chodziłam całą ciążę prywatnie przyszedł tylko i zapytał się co się dzieje gdy już podłączali mnie do kroplówki i poszedł. W naszym szpitalu rządzi pani ordynator i żaden inny lekarz nie może się wychylić. Poza tym personel super, nie mogę złego słowa powiedzieć.
Mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz. Dlaczego w naszym szpitalu jest tak, że 7 dni po terminie musisz urodzić? 7. dnia po terminie musisz się zgłosić do szpitala i ciąża jest wywoływana i kobieta przeżywa to wszystko o czym napisała martusia1705 natomiast w innych szpitalach jest raczej tak, że 5 dni po terminie zgłaszasz się dopiero na KTG i do dwu tygodniu jest czas na urodzenie. Oczywiście jak się wcześniej okaże, że łożysko się już starzeje to też trzeba wywołać, ale po co wywoływać po siedmiu dniach jeśli wszystko jest OK a brzdąc może się sam urodzić np. po 10. dniach po terminie? Przecież termin nigdy nie jest terminem wyliczonym idealnie.
To chyba do konca nie jest tak,jezli zbliża sie wyliczony wg kalendarza termin to masz obowiązek zgłosic sie do szpitala na ktg, tak było w moim przypadku, termin porodu miałam na 12 czerwca, i zgodnie z zaleceniami lekarza prowadzącego tego dnia (gdyby sie nic nie działo) miałam isc na ktg, w poniedziałek 01 czerwca na ostaniej wizycie moja lekarka prowadząca od razu "wygnała" mnie na ktg wiec jezdziłam do szpitala 2 razy wciagu dnia, synek urodził sie 7 czerwca, czyli 6 dni jezdziłam na ktg. NIe lezalam na oddziale. A w przypadku kiedy dziecku na ktg zanika tetno to naturalną koleją rzeczy jest chyba wywołac ten porod, co nie zawsze sie udaje w taki naturalny sposób. Dobrze martusiu ze Twoje dziecki jest zdrowe i szystko sie udało. Trzeba tutaj pamietac ze kazdy porod jest inny i kazdy inaczej reaguje na bol.
Zauwaz szczawiu ze martusia1705 na ktg miała zanik tetna u dziecka!!!!
Ja myslisz co by było gdyby tego porodu nie wywołali???
Chyba niektórzy troszkę źle mnie zrozumieli:) zgłosiłam się do szpitala tydzień po terminie bo tak kazał mi lekarz prowadzący ciążę, w trakcie badania ktg dziecko miało zaniki tętna i dlatego poród wywoływali. Również jeździłam na ktg do szpitala kilka dni wcześniej. Chodziło mi o to ,że akcja porodowa stała w miejscu, brak samopostępującego rozwarcia a mimo to ordynator uparła się na poród naturalny choć położne mówiły , że nic z tego nie będzie. Pani dr narażała moim zdaniem w ten sposób zdrowie mojego dziecka a ja niepotrzebnie męczyłam się przez kilka ładnych godzin a i tak zakończyło się to cesarką.
No to troche zmienia postac rzeczy.
Czyli chyba wróce tu do mojego wniosku, NIE WAŻNE GDZIE - WAŻNI SĄ LUDZIE, i wszystko zalezy od człowieka.
Chodziło mi o coś innego.
Nawet jeśli KTG nie pokazuje zaniku tętna to chciał nie chciał po 7 dniach po terminie wywołują u nas poród. W tych innych szpitalach nie wywołują porodu po 7 dniach po terminie. (nie wiem czy we wszystkich tak jest ale na pewno w większości, o których czytałem i się interesowałem) Jesli KTG pokaże, że już czas, bo łożysko się starzeje a dzieciak się sam nie spieszy na zewnątrz to jednak trzeba mu pomóc i to normalka.
Po co po 7 dniach wywoływać poród skoro w organizmie kobiety wszystko jest OK i za trzy powiedzmy dni organizm stwierdzi, że już pora i dziecko urodzi się normalnie?
Biorąc przykład mks gdyby Twój organizm nie chciał jeszcze chłopaka wyganiać ani 7 ani 12 ani nawet 18 tylko np. 21 czerwca (9 dni po terminie to przecież nie jest dużo) to 19 czerwca rodząc w Sochaczewie urodziłabyś przez wywołanie a w przykładowej Warszawie 21 czerwca bez żadnych wywołań.
akurat z tego co pisze martusia1705 te 7 dni po terminie były zaniki tętna i wywołano poród. Skandalem by było gdyby tego nie zrobiono. Z tego co ja wiem od ginekologa prowadzącego ciąże małżowinki czy byłyby zaniki tętna czy nie 7 dni po terminie porodu to termin wywołania.
Pani dr narażała moim zdaniem w ten sposób zdrowie mojego dziecka a ja niepotrzebnie męczyłam się przez kilka ładnych godzin a i tak zakończyło się to cesarką.
to też jest ciekawe, że kobieta jest zdana na nich wszystkich w tym wypadku na decyzję pni dr
no właśnie kobiety ja już sama nie wiem co myśleć, mój pan dr. powiedział że jeżeli chodzi o personel to jest super no ale jak go zapytałam czy jeśli będzie na dyżurze to odbierze mój poród a on mi na to że jak mnie dopuszczą to tak, ja się go spytałam czyli jak pani ordynator dopuści tak? on tylko mrugnął okiem... i wiecie ja się tak nie boje samego porodu bez znieczulenia jak porodu w atmosferze nagonki na mnie jak wile dziewczyn opisuje zachowania pani doktor... a historię Marty słyszę już kolejny raz czyli ona tak postępuje zawsze nie zważając na ryzyko, jak dla mnie to ten człowiek jest jakiś niestabilny emocjonalnie aż strach...
A mam pytanie czy u nas są porody rodzinne? Tzn nie w sensie cała rodzina tylko czy wpuszczają mężów na sale porodową? I czy to coś kosztuje? Bo jestem ciekawa reakcji panów na takie ataki pani doktor ja bym chciała żeby mój mąż był przy mnie ale jakby coś takiego usłyszał z jej ust typu zamknij się masz rodzić normalnie to nie wiem co by zrobił...
...ja bym chciała żeby mój mąż był przy mnie ale jakby coś takiego usłyszał z jej ust typu zamknij się masz rodzić normalnie to nie wiem co by zrobił...
:))))) mniej więcej z podobnych powodów ucieszyłem się kiedy małżowinka zdecydowała, że jednak w WWA będziemy rodzić. Podejrzewam, że pisaliby o mnie w gazetach sochaczewskich po podobnych opisywanych sytuacjach na porodzie w Socho :))) Nie poradziłbym sobie nerwowo tym bardziej, że sytuacja pobudza dodatkowe nerwy :)
Co do lekarza to poród odbiera tylko przy cesarce, normalnie odbiera położna on tam chyba nawet udziału nie bierze. No i jak cesarka to to już jest normalnie zabieg operacyjny więc mąż chciał nie chciał musi czekać za drzwiami.
no i chciałem sprostować to co wcześniej pisałem o tych 7 dniach po terminie w sochaczewskim szpitalu. Że tak powiem doinformowałem się. Nie wywołują od razu, ale już kładą do szpitala i tam co nieco próbują pobudzić do rodzenia.
Jeśli chodzi o porody rodzinne, to mój lekarz powiedział, że w naszym szpitalu nie ma takiej opcji.
Jak rodziłam rok temu to przy kobiecie,która rodziła obok był mąż i z tego co wiem to musieli płacić za poród rodzinny. Do mnie też wchodził mąż jak o to prosiłam położne ale nie był przez cały czas. Za to nie płaciłam. Nie wiem jak sytuacja wygląda obecnie, najlepiej spytać doktora.,który prowadzi ciążę - on będzie lepiej zorientowany.
Dodam jeszcze,że wcześniej nie umawiałam się na poród rodzinny. A jeśli chodzi o temat postu, to znieczulenie było możliwe po wcześniejszym ustaleniu tego z anestezjologiem ( numer tel. dostałam od lekarza prowadzącego ciążę) teraz chyba wogóle nie jest możliwe znieczulenie. Wcześniej nawet w poradni k w naszym szpitalu na dzrzwiach wisiała taka informacja o znieczuleniu i nr tel. aby sobie je załatwić a jak ostatio byłam w poradni to kartki już nie było.
tak tak znieczulenia już na bank nie ma bo pytałam o to mojego lekarza, jest jeden anestezjolog i on nie przyjdzie na położnictwo bo musi być na wszelki wypadek dostępny jakby co no a wiadomo że nie zostawi nie pójdzie jak znieczuli tylko musi czuwać wtedy.
I położnych też na 100 % nie ma w sensie żeby wynająć sobie na czas porodu położną bo jakaś afera była z tym że położne na lewo jakieś leki dawały pacjentką na ból chyba i dyrekcja zakazała.
A jak jest z opieką po porodzie tzn. co się dzieje już po urodzeniu dziecka jak się zajmują wtedy pacjentką?, czy jest pomoc przy karmieniu, czy u nas są takie praktyki jakie słyszałam z innych szpitali że pielęgniarki dokarmiają butelką na boku żeby mieć spokój a potem matce ciężko piersią karmić :/ no i ogólnie jak np. dziecko płacze i nie można go uspokoić to jak reaguje personel? pomaga, nie wtrąca się i czy gani jak pisała któraś z was?
personel jest jak najbardziej ok. Codziennie pielęgniarki przychodzą kąpać dzieci i w niewielkim stopniu pomagają w opiece ( po cesarce moje dziecko było dwie noce pod ich opieką bez żadnych problemów,w dzień pomagał mi mąż bo po operacji pierwsze dni to koszmar). Jeśli chodzi o karmienie to pielęgniarki nie chcą za bardzo dokarmiać butelką ( tylko w wyjątkowych sytuacjach,np.bliźniaki) i na ogół trzeba karmić tylko piersią.
A ja rodziłam w marcu 2011r. i jeśli chodzi o dokarmianie to niestety moje było zabierane na morfologię i wracało dziwnie spokojne i co się okazało bez mojej wiedzy było dokarmiane -niestety-byłam w szoku!Tyle że ostatni raz dziecko nie chciało ich butli,bo wczesniej je nakarmiłam piersią i sie wydało.
Porody rodzinne są w sochaczewskim szpitalu , nie musimy już za nie płacić na szczęście. Jeśli chodzi o pomoc po porodzie to wszystko zależy od tego na jaką obstawę trafisz-niektóre pielęgniarki są miłe i chętne do pomocy i tłumaczenia a inne opryskliwe.Moje dziecko podczas badania słuchu też zostało poczęstowane sztucznym mlekiem bez mojej zgody i wiedzy bo podobno było niespokojne-przez kilka godzin nie mogłam dobudzić małej na karmienie co przypłaciłam zastojem pokarmu. A jak poszłam po laktator żeby odciągnąć mleko druga pielęgniarka zdziwiona odpowiedziała mi: "no to po co dawała Pani sztuczne mleko" - ręce mi opadły...Możemy mieć przepisy ale wszystko zależy od ludzi...
Moje dziecko przyszło na świat przed 22, gdy już zostałam przewieziona na salę poporodową i próbowałam zasnąć póki znieczulenie do cesarki jeszcze działało,pielęgniarka przyniosła mi dziecko abym przystawiła je do piersi bo tak strasznie płakało i nie dawały sobie z nim rady. Pielęgniarka powiedziała,że niby glukozą przepajały ( a nie mlekiem)a i tak się nie uspokaja. W 2 dobie po porodzie moje dziecko było ciągle głodne i prawie cały czas ssało pierś a mimo to płakało więc poszłam po mleko i usłyszała,że mam cały czas przystawiać do piersi a mleka mi nie dadzą. Jak widać wszystko zależy od ludzi na jakich się trafi...
a jeszcze takie pytanie może głupio zabrzmi ale jestem xielona i chciałabym wiedzieć wszystko :P bo piszecie że "poszłam po laktator", "poszłam po mleko" czyli rozumiem że do pielęgniarek tak? Można u nich to dostać? A jak jest z pieluchami, przywozimy ze sobą swoje? I jak po zmianie pieluszki co się z nią robi? bo chyba nie wyrzuca się do kosza na sali heh było by czuć bardzo :) A jest jakiś sposób na to by pohamować u pielęgniarek tą chęć dokarmiania ma się na to jakiś wpływ? I czy po porodzie można wziąść prysznic czy coś w tym stylu czy dziecko jest od razu z mamą czy dopiero przywożą później?
Tak poszłam po mleko do pielęgniarek, laktator też one mają, chociaż radzę kupić sobie elektryczny (ręcznym można się zamęczyć) napewno się przyda już w domu jeśli będzie pokarm. Miałam dwa razy zapalenie piersi przez zastój pokarmu,raz po tygodniu a poźniej ok.miesiąca po porodzie. Pieluchy trzeba mieć swoje i ubranka też,chociaż zaraz po porodzie zakładają swoje i niestety wyrzuca się je dokosza na sali. Z kąpaniem będzie raczej problem. Ja leżałam z jeszcze jedną dziewczyną to sobie pomagałyśmy w opiece jak druga szła się kąpać ( pielęgniarki raczej to niewiele interesuje i trzeba radzić sobie samemu). Dziecko jest od razu przy matce, choć tak jak pisałam wcześniej ja miałam cesarkę i dobę musiałam leżeć i gdyby nie mąż to nie dałabym sobie sama na początku rady z opieką,bo mimo zakazu podnoszenia się z łóżka dziecko miałam ze sobą w ciągu dnia.Przez pierwsze dwie noce opiekowały się nim pielęgniarki,później miałam cały czas dziecko przy sobie.
W szpitalu jest elektryczny laktator-zresztą bardzo dobry. Do Agata pro- polecam Ci strony typu http://www.nowamatkapolka.pl/ http://www.rodzicpoludzku.pl/ http://przedporodem.pl/A odnośnie pielęgniarek i lekarzy nie możesz bać się mieć swojego zdania i po prostu zdecydowanie sprzeciwiać się temu co będą chcieli robić jeśli według Ciebie będzie to nie dobre dla Twojego dziecka lub Ciebie. Ja przy ostatnim porodzie mocno ścięłam się z Panią Ordynator i nic mi się nie stało z tego powodu.
ja rodzilam w naszym sochaczewskim szpitalu i mam zastrzezenia tylko do sprzetu ktory za pierwszej jakosci nie jest,a poza tym wszystko jest ok
a co do znieczulenia dalam rade bez i mysle ze duzo kobiet tez by dalo... kazda kobieta przechodzi porod inaczej i nie uwazam ze jak bedzie plywala czy chodzila na spacery czy cokolwiek innego-ulatwi porod-wg mnie bzdura. Kompletnie nic nie robilam przez cala ciaze a porod byl luksio!!! nawet nie bolalo(albo nie pamietam);)
Jak obiecałem kilka postów wcześniej opiszę moje wrażenia z porodu w jednym ze szpitali. W naszym przypadku był to szpital w Warszawie przy Żelaznej lub jak kto woli Św. Zofii.
Żona chodziła do lekarza w Sochaczewie, co jak już pisałem wcale nie musi się wiązać z porodem w Sochaczewie, bo lekarz ten ze szpitalem na Żelaznej nie ma nic wspólnego i tak jak pisałem przy porodzie naturalnym lekarza przy porodzie nie ma.
Jeśli przydarzy się drugi raz a na razie tego nie wiemy to nie chcemy gdzie indziej rodzić niż tylko w Szpitalu na Żelaznej. I choćby nie wiem ile to kosztowało wykupię usługę położnej raz jeszcze. Tej samej konkretnie, która była teraz. Gwoli wyjaśnienia to jest usługa szpitala, nie położnej, która dostaje pieniądze do kieszeni. Normalna usługa jaką oferuje szpital co bardzo mi się podoba. Przynajmniej od tego odprowadza podatek :) Nie rozumiem dlaczego niektóre sochaczewskie położne to krytykują i czemu nasz szpital nie prowadzi czegoś takiego.
Położna wchodziła do naszej sali porodowej dosłownie co 7-10 minut nie odstępowała mojej żony na krok. Prowadziła ją jak to się mówi za rękę przez kilka godzin, aż do chyba 3 godzin po porodzie, kiedy mały już spał i ona mogła chwilę odsapnąć choć przy takim poziomie adrenaliny raczej jej się odsapywać nie chciało :) Opieka położnej rewelacyjna. Słyszałem, że nawet bez wykupionej konkretnej położnej taka opieka by była, ale wtedy jak pisałem już wcześniej gorzej mogłoby być z miejscem w szpitalu. Nie chcę mówić, że na pewno, ale tak podejrzewam.
Przede wszystkim świetna babka i tak poprowadziła poród, że chłopina się urodził normalnie a żona nie doświadczyła skalpela i jest cała jak była przed porodem. Chłopak urodził się 3,5kg więc wcale nie maluch. U nas w Socho chcesz nie chcesz, pierwsze dziecko to na bank Cię tną. Po prostu standard zupełnie niepotrzebny. Tu chłopak wyszedł na supermana bez pomocy narzędzi chirurgicznych. Wystarczyło odpowiednio poprowadzić poród.
Poza tym z tego co słyszałem, jeśli jest inaczej niech mnie rodzące w Socho poprawią, zaraz po urodzeniu dzieciak jest położony mamie na brzuchu jednak po chwili już zabierany i oddawany po jakimś czasie. W szpitalu na Żelaznej nasz synek leżał z mamą dwie godziny i wcinał siarę, która jest najlepszym i najnaturalniejszym antybiotykiem dla brzdąca. Nie wiem czemu u nas jest inaczej.
Znieczulenie. Ze znieczuleniem jest tak, że ponoć kiedy zaczyna się już II faza porodu a znieczulenie jeszcze działa to może być ciężko to wszystko zrobić. Małżowinka dostała znieczulenie w odpowiednim momencie, które dało jej nie tylko wielką ulgę, ale i przyspieszyło to wszystko. Dokładnie kiedy przestało działać zaczęła się II faza i nygus wyszedł w 7 minut :)))). Każda kobieta ma inny próg odporności na ból jedna da radę druga nie. Moja żona nie dała rady z bólem, ale gdyby próbowała to przetrzymać po porodzie na pewno byłaby duuuuuuużo bardziej wyczerpana a kto wie ile by jeszcze trwała I faza.
Jeśli chodzi o opiekę i warunki po porodzie to nie mamy żadnych zastrzeżeń choć raczej można powiedzieć, że jesteśmy bardzo z niej zadowoleni. Po porodzie żona leżała na oddziale ginekologicznym w pokoju 3 osobowym z oddzielną łazienką więc trafiło nam się super, ale z tego co widziałem niektóre kobiety leżały na korytarzu co z pewnością jest minusem tego szpitala. Tylko, że wcześniej one wiedzą, że prawdopodobnie po porodzie położą je na korytarzu bo po prostu w salach nie ma miejsc i mimo to się na to godzą. To też o czymś świadczy, że chcą zostać właśnie tutaj. Położne przychodziły na każde zawołanie i nikt nie krzyczał, na matki, że źle karmi, że nie przygotowała się do porodu, że nie przeczytała żadnej książki wcześniej i że ma karmić piersią nawet jeśli dziecko się wyrywa, krzyczy itd. Nikt żonie syna nie zabierał i nie dokarmiał po kryjomu. Jeśli była taka sytuacja to przyszła położna i zapytała czy żona chce lekkiego dokarmienia brzdąca by mogła przespać dłużej niż 2,5h. Kiedy żona się zgodziła to też nie zabrano jej dziecka na kilka godzin tylko podczas karmienia sprytnie doprowadzono mu rurkę do buzi i strzykawką dodawano pokarm obok piersi.
AgataPro1 gdzieś tu pisałaś o kupkach i pieluszkach w koszu i ich niemiłym zapachu :) Pieluchy i to co maluch wydala zaczyna nieprzyjemnie pachnieć dopiero chyba kiedy zaczyna on wcinać sztuczne jedzenie. Pierwsze tzw smółki wyglądają strasznie, ale nie mają wcale zapachu. Tak więc bez problemu wrzucasz je do kosza i nikt w pokoju nawet nie wie, ze coś tam wrzuciłaś.
Szczawiu, przyjmij gratulacje i życzenia... nich chłopak rośnie jak na drożdżach.
Jedno pytanko wytrwałeś i byłeś przy porodzie..:???
Pozdrawiam Karol
oczywiście :)))
przed samym porodem kimnąłem 20 minut, bo nygus rodził się w nocy a byliśmy 22h na nogach
gratulacje przyjęte :)
Gratulacje :)
Jeśli chodzi o karmienie tuz po porodzie, to w moim przypadku również synek po zmierzeniu, zważeniu i zbadaniu leżał przy mnie cały czas i wcinał cycusie :) czyli jakieś 15 min po porodzie byliśmy już cały czas razem, ale oczywiscie jak się tylko wykluł, został połozony mi na brzuchu. Miałam również świetnego doradce laktacyjnego, czy jak tą Panią można nazwać,która pokazała jak dostawiać małego, jak ma łapać brodawkę etc. Piszę o sochaczewskim szpitalu.
czyli jednak dziecko po porodzie było zabrane? ciekawi mnie jak im idzie wypełnianie nowego standardu (jest tam mowa o 2-godzinnym NIEPRZERWANYM kontakcie skóra do skóry).
Ja jak rodziłam moje pierwsze dziecko w 2008 roku to położyli mi syna na brzuchu na chwilę, po czym zabrali do badania i mierzenia - dostałam go z powrotem po ok 15-20 min, niestety już ubranego :(
Ciekawa jestem jak jest teraz, czy zmienili procedurę w związku z nowymi przepisami (nie pamiętam od kiedy dokładnie obowiązują, ale to świeża sprawa). Niebawem urodzę drugie dziecko i mam nadzieję, że jest lepiej pod tym względem.
Podobnie było z nacięciem krocza, Panie na oddziale powiedziały, że robią to tylko wtedy kiedy potrzeba, ale że przy pierwszym porodzie to raczej zawsze potrzeba. Ja się kategorycznie nie zgodziłam i zagroziłam że złożę na nich skargę (było to już w momencie samego porodu, a położna brała do ręki nożyczki - stąd moja gwałtowna reakcja). Okazało się jednak że nacięcie nie było potrzebne, bo nic mi się nie stało (nie miałam żadnego szwu). Pani położna natomiast sama była zaskoczona i z siebie dumna, że jej się udało mnie ochronić.
Oj, mam nadzieję, że teraz będzie lepiej.
Pzdr
szczerze mówiąc ja nie słyszałam żeby u nas tak cieli od razu wręcz przeciwnie pani ordynator robi wszystko byle by tylko do cc nie doszło więc nie wiem skąd Szczawiu masz takie newsy, ale dzięki za objaśnienie o kupkach hehe będe spokojniejsza i mniej skrępowana. Ja mimo wszystko chyba dam szansę naszemu szpitalowi widzę że dziewczyny rodzą u nas i dają radę więc i ja spróbuje w styczniu warunki nie będą za specjalne nie chce ryzykować i wyruszać w drogę przy nie wiadomo jakiej pogodzie, do Wawy także zostaje na włościach na tą chwilę.
Gratuluję Potomka ! Teraz musisz jeszcze zasadzić drzewo ;)
AgataPro1 nie chodziło mi o cesarskie cięcie tylko o nacinanie krocza, o którym wspomniała też kijsen555 :)
Gratuluję Potomka ! Teraz musisz jeszcze zasadzić drzewo ;)
i jeszcze postawić dom :)
jakąś roślinę zasadzi się na działce u rodziców a dom to jak nygus podrośnie zbudujemy razem domek dla ptaków na balkonie ;)
dzięki za gratulacje
Wracając do głównego wątku. Gdy ja rodziłam we wrześniu ubiegłego roku powiedziano mi, że znieczulenie trzeba umawiać minimum 2 miesiące przed porodem i oczywiście zapłacić. Niestty przy skurczach nie zapamiętałam ile.
u nas kosztowało to około 350zł.
Umawianie 2 miesiące wcześniej to też jakiś absurd. Ciekawe tylko po co?
Jak obiecałem kilka postów wcześniej opiszę moje wrażenia z porodu w jednym ze szpitali. W naszym przypadku był to szpital w Warszawie przy Żelaznej lub jak kto woli Św. Zofii.
Żona chodziła do lekarza w Sochaczewie, co jak już pisałem wcale nie musi się wiązać z porodem w Sochaczewie, bo lekarz ten ze szpitalem na Żelaznej nie ma nic wspólnego i tak jak pisałem przy porodzie naturalnym lekarza przy porodzie nie ma.
Jeśli przydarzy się drugi raz a na razie tego nie wiemy to nie chcemy gdzie indziej rodzić niż tylko w Szpitalu na Żelaznej. I choćby nie wiem ile to kosztowało wykupię usługę położnej raz jeszcze. Tej samej konkretnie, która była teraz. Gwoli wyjaśnienia to jest usługa szpitala, nie położnej, która dostaje pieniądze do kieszeni. Normalna usługa jaką oferuje szpital co bardzo mi się podoba. Przynajmniej od tego odprowadza podatek :) Nie rozumiem dlaczego niektóre sochaczewskie położne to krytykują i czemu nasz szpital nie prowadzi czegoś takiego.
Położna wchodziła do naszej sali porodowej dosłownie co 7-10 minut nie odstępowała mojej żony na krok. Prowadziła ją jak to się mówi za rękę przez kilka godzin, aż do chyba 3 godzin po porodzie, kiedy mały już spał i ona mogła chwilę odsapnąć choć przy takim poziomie adrenaliny raczej jej się odsapywać nie chciało :) Opieka położnej rewelacyjna. Słyszałem, że nawet bez wykupionej konkretnej położnej taka opieka by była, ale wtedy jak pisałem już wcześniej gorzej mogłoby być z miejscem w szpitalu. Nie chcę mówić, że na pewno, ale tak podejrzewam.
Przede wszystkim świetna babka i tak poprowadziła poród, że chłopina się urodził normalnie a żona nie doświadczyła skalpela i jest cała jak była przed porodem. Chłopak urodził się 3,5kg więc wcale nie maluch. U nas w Socho chcesz nie chcesz, pierwsze dziecko to na bank Cię tną. Po prostu standard zupełnie niepotrzebny. Tu chłopak wyszedł na supermana bez pomocy narzędzi chirurgicznych. Wystarczyło odpowiednio poprowadzić poród.
Poza tym z tego co słyszałem, jeśli jest inaczej niech mnie rodzące w Socho poprawią, zaraz po urodzeniu dzieciak jest położony mamie na brzuchu jednak po chwili już zabierany i oddawany po jakimś czasie. W szpitalu na Żelaznej nasz synek leżał z mamą dwie godziny i wcinał siarę, która jest najlepszym i najnaturalniejszym antybiotykiem dla brzdąca. Nie wiem czemu u nas jest inaczej.
Znieczulenie. Ze znieczuleniem jest tak, że ponoć kiedy zaczyna się już II faza porodu a znieczulenie jeszcze działa to może być ciężko to wszystko zrobić. Małżowinka dostała znieczulenie w odpowiednim momencie, które dało jej nie tylko wielką ulgę, ale i przyspieszyło to wszystko. Dokładnie kiedy przestało działać zaczęła się II faza i nygus wyszedł w 7 minut :)))). Każda kobieta ma inny próg odporności na ból jedna da radę druga nie. Moja żona nie dała rady z bólem, ale gdyby próbowała to przetrzymać po porodzie na pewno byłaby duuuuuuużo bardziej wyczerpana a kto wie ile by jeszcze trwała I faza.
Jeśli chodzi o opiekę i warunki po porodzie to nie mamy żadnych zastrzeżeń choć raczej można powiedzieć, że jesteśmy bardzo z niej zadowoleni. Po porodzie żona leżała na oddziale ginekologicznym w pokoju 3 osobowym z oddzielną łazienką więc trafiło nam się super, ale z tego co widziałem niektóre kobiety leżały na korytarzu co z pewnością jest minusem tego szpitala. Tylko, że wcześniej one wiedzą, że prawdopodobnie po porodzie położą je na korytarzu bo po prostu w salach nie ma miejsc i mimo to się na to godzą. To też o czymś świadczy, że chcą zostać właśnie tutaj. Położne przychodziły na każde zawołanie i nikt nie krzyczał, na matki, że źle karmi, że nie przygotowała się do porodu, że nie przeczytała żadnej książki wcześniej i że ma karmić piersią nawet jeśli dziecko się wyrywa, krzyczy itd. Nikt żonie syna nie zabierał i nie dokarmiał po kryjomu. Jeśli była taka sytuacja to przyszła położna i zapytała czy żona chce lekkiego dokarmienia brzdąca by mogła przespać dłużej niż 2,5h. Kiedy żona się zgodziła to też nie zabrano jej dziecka na kilka godzin tylko podczas karmienia sprytnie doprowadzono mu rurkę do buzi i strzykawką dodawano pokarm obok piersi.
AgataPro1 gdzieś tu pisałaś o kupkach i pieluszkach w koszu i ich niemiłym zapachu :) Pieluchy i to co maluch wydala zaczyna nieprzyjemnie pachnieć dopiero chyba kiedy zaczyna on wcinać sztuczne jedzenie. Pierwsze tzw smółki wyglądają strasznie, ale nie mają wcale zapachu. Tak więc bez problemu wrzucasz je do kosza i nikt w pokoju nawet nie wie, ze coś tam wrzuciłaś.
Witam
zgadzam sie w zupełnosci . Ja rodziłam nasza coreczke w 2000 r na Mariensztacie tzn. Na Karowej ,wspominam bardzo miło mój poród ,gdzie miałam takze podane znieczulenie . Nasza córeczka urodziła sie 3650 wiec tem malutka nie była .
nawiazujac do szpitala w socho: to było okropnie { poroniłam 3 lata temu}zadnej opieki psychologicznej i medycznej po zabiegu.NIGDY WIECEJ POBYTU .
Szczawiu po przeczytaniu opisu z Waszego porodu muszę stwierdzić że nasz sochaczewski szpital nie umywa się do standardu warszawskiego w najmniejszym nawet szczególe. A ten sprytny sposób dokarmiania to zupełnie mnie powalił. Fajnie że przeżyliście to w ten sposób i macie dobre wspomnienia, bo dobra opieka poporodowa jest ogromnie istotna. Jej brak często przyczynia się do depresji poporodowej u wielu kobiet.Gratuluję Potomka, jak ma na imię?
Ps.Będziecie chrzcić :)
nie będę się ujawniał, bo mnie znajdą i co? ;)
Już ochrzciłem. Nadałem mu imię w USC Warszawa Wola :)
Co do depresji to właśnie czekam na nią i nic. Ujawnia się tylko czasami kiedy już oboje nie dajemy rady z kolką malucha, ale to już inny temat :) zresztą temat rzeka.
Chrzest to nie nadanie imienia :)
mylisz się KIJS
chrzcić to
udzielać chrztunazywać, mianowaćżartobliwie - rozcieńczać wodą wódkę, sok itp.chrzest to nie tylko sakrament przyjęcia do wspólnoty chrześcijańskiej, bo rozumiem, że o taki pytałaś :) ale to już inny temat :)
Ja dla odmiany znam przypadek z jednego z warszawskich szpitali, gdzie miał się odbyć poród rodzinny....Wszystko zostało opłacone, umówione, a gdy przyszło do porodu to długo zwlekano z udzieleniem pomocy matce, która urodzić nie mogła. Dziecko urodziło się przez cesarkę, wyjęte z zielonych wód porodowych. I cały poród rodzinny wziął w łeb.
Dwójka naszych dzieci rodziła się w Sochaczewie. Przy pierwszym jest oczywiście ciężej, bo co pielęgniarka to ma swoje widzi-mi-się i potrafi zestresować młodą matkę.Przy drugim dziecku jest łatwiej, bo matka wie co ma robić.Tak jak było napisane, sporo zależy od zmiany na położnictwie. Ordynator jak się okazuje też jest człowiekiem i mimo delikatnego ścięcia z nią nie odczuliśmy żeby w czymkolwiek utrudniała.
Ja polecam szpital w Sochaczewie, bo i tak co ma być to będzie. Zawsze trzeba być dobrej myśli.