Wrzesień to najlepszy czas na grzybobranie. Jest jeszcze ciepło i dosyć wilgotno, a taką właśnie pogodę lubią grzyby. Nic więc dziwnego, że o tej porze roku lasy zapełniają się bardziej lub mniej doświadczonymi zbieraczami podgrzybków, prawdziwków czy maślaków. Grzybowe zasady Redakcja od kilku lat prowadzi jesienną akcję „Na grzyby”, dzięki temu mamy częsty kontakt z naprawdę wytrawnymi znawcami „grzybowego fachu”. Ich opowieści i rady układają się w prawdziwy katalog, a nawet poradnik. Podstawowa zasada jest taka, że zbieramy tylko znane sobie grzyby. Jeżeli jakiś okaz budzi nasze wątpliwości, a nie mamy się kogo poradzić, lepiej zostawić go w lesie niż narażać całą rodzinę na zjedzenie „szatana”. Trzeba bowiem pamiętać, że zatrucia grzybami należą do najcięższych i często kończą się pobytem w szpitalu. Pomocny może się tu okazać kolorowy atlas, w którym znajdziemy szereg informacji, a także zdjęcia zarówno jadalnych, jak i trujących grzybów. Kolejna zasada dotyczy grzybni. Stąd bierze się pytanie, czy grzyby ścinać nożykiem, czy delikatnie wykręcać z podłoża. Znamy zwolenników jednej i drugiej zasady, którzy zgodnie twierdzą, że najważniejsze jak, aby jak najmniej uszkodzić grzybnię. Jeśli wyjmiemy swoją zdobycz z poszycia, należy w tym samym miejscu wstępnie oczyścić grzyb z ziemi i zasypać lub zasłonić mchem grzybnię, aby nie wysychała. Dzięki temu grzyby w tym miejscu pokażą się ponownie. Kolejne dylematy dotyczą tego, czy na grzyby trzeba jeździć skoro świt, czy każda pora jest dobra. Problem w tym, że w uczęszczanych lasach po południu co lepsze okazy mogą być już wyzbierane lub zadeptane przez nieumiejętnych zbieraczy. Tam warto więc jechać z samego rana, zanim dotrą inni. Anegdotą stał się już SMS, jaki otrzymała autorka niniejszego tekstu, w którym zaprzyjaźniony zbieracz zachęcał „Koszyk, nożyk, 5.15”. Jeśli jednak mamy sobie tylko znane grzybowe miejsca lub laski, można tam jeździć od świtu do zmroku. Ważna jest nie tylko pora dnia, ale także kwadra księżyca, w jakiej się znajdujemy. Od lat toczy się bowiem spór między grzybiarzami, z których znaczna część twierdzi, że grzyby nie rosną podczas pełni i wybieranie się wtedy do lasu nie przyniesienie efektów. Z czym do lasu A jeśli już mowa o wyprawach do lasu, to warto pamiętać, że podstawowym atrybutem grzybiarza, oprócz nożyka, jest koszyk. Żaden szanujący się zbieracz nie wkłada swoich okazów do reklamówki, w której grzyby się łamią, a przede wszystkim zaparzają. Na dnie koszyka układamy większe i twardsze sztuki, na wierzchu kruche i łamliwe, np. kurki. Coraz częściej słyszymy, że do wyposażenia grzybiarza wchodzi kompas, a nawet GPS, który precyzyjnie określi miejsce, w którym się znajdujemy. Starsi grzybiarze mają jednak inne sposoby. Podstawowym wyznacznikiem kierunków, zwłaszcza w lesie którego nie znamy, jest słońce. Ustalenie na samym początku naszej pozycji w stosunku do słońca, może zapobiec zgubieniu się. Wskazówką może być także mech porastający zazwyczaj północną stronę drzew. Równie ważny jest odpowiedni strój. Właściwe obuwie, najlepiej gumowce, ochronią nas przed podmokłym podłożem, ale też przed zadrapaniami o leżące nisko gałęzie czy czające się w trawach lub paprociach żmije. Kurtka lub przynajmniej koszula z długim rękawem jest dobrym sposobem na komary i kleszcze, które w ostatnich latach bardzo się rozpanoszyły i to nie tylko w lasach. Dlatego po powrocie z wyprawy konieczna jest kąpiel i dokładne obejrzenie całego ciała. Zaraz po powrocie z lasu trzeba też obrać grzyby, bo - zostawione na dłużej - zrobaczywieją. Przy porządkowaniu naszych zbiorów trzeba je od razu segregować – oddzielnie te do suszenia, oddzielnie do duszenia czy na marynaty. Jedna z czytelniczek mówiła nam, że przy suszeniu oddziela kapelusze od trzonów. Te pierwsze wykorzystuje do smażenia, ogony np. do pierogów (oczywiście po wcześniejszym zmieleniu). Grzyby trzeba koniecznie przechowywać w szczelnych słojach lub lnianych czy bawełnianych woreczkach. Dobrze jest też wrzucić do słoika listek laurowy, który chroni przed robakami. Prawdy i mity Ze zbieraniem grzybów wiąże się wiele zasad, ale także różne przesądy czy własne obserwacje. Grzybiarze mówią np., że nie należy zostawiać w lesie raz zauważonych grzybów w nadziei, że za dzień czy dwa zbierzemy większe. Podobno grzyb „tknięty” ludzkim okiem już nie urośnie. Albo po prostu trafi do innego koszyka, tak jak to było w przypadku naszego czytelnika, który w tylko sobie znanym miejscu „hodował” kanię. Chciał wziąć udział w redakcyjnym konkursie na największego grzyba, więc przez trzy dni jeździł w to miejsce z wiaderkiem, podlewał dorodną kanię i patrzył, jak powiększa się jej kapelusz. Czwartego dnia, kiedy pojechał, aby ją ściąć, okazało się, że ktoś zrobił to wcześniej… Często potwierdza się przekonanie, że prawdziwki i podgrzybki nie lubią rosnąć samotnie. Po dokładnym przeszukaniu miejsca znalezienia pierwszego nieraz udaje się zebrać jeszcze kilka. O grzybach i zwyczajach im towarzyszącym można by mówić jeszcze dużo, ale może lepiej wykorzystać ten czas na wyjazd do lasu, pamiętając jednak, aby traktować te oazy spokoju z szacunkiem, bo tylko wtedy las odwdzięczy nam się dobrymi zbiorami. Jolanta Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze