Reklama

Dorota Walicka – księgarz prawdziwy

05/05/2017 14:30

- Uwielbiam ten zapach – słyszymy, jeszcze nie widzimy klientki, wynurzy się zza książek za chwilę. – Jak ja kocham ten labirynt – słyszymy po jakimś czasie. Jeszcze nie widzimy klienta, ale wiemy, że gdy przebrnie ciasnymi korytarzami, ukaże się naszym oczom, a Dorota spyta jak zwykle: – W czym mogę pomóc?

 

Doskonale wie, co robi. Ten chaos jest tylko pozorny. Ten bałagan ma bardzo ważny cel, osiągany przez Dorotę każdego dnia.

Wszystko zrodziło się w jej głowie w ciągu kilku godzin po obronie pracy magisterskiej. Skończyła zarządzanie i inżynierię produkcji. Zaraz po studiach podjęła zatrudnienie w jednej z sieciowych księgarni i przepracowała tam dokładnie… 12 godzin. Wiedziała dwie rzeczy, że w swoim życiu chce sprzedawać książki oraz że nie chce ich sprzedawać tak jak w markecie.

Reklama

W jej domu kochało się książki od zawsze, mama i tata nie szczędzili pieniędzy na nowe tytuły, a dzieci z wypiekami na policzkach czekały na nowych literackich bohaterów i ich przygody. Dla Doroty książki stały się naturalnym, codziennym przyjacielem. Wkrótce miało się okazać, że nie tylko umie z nimi zgodnie żyć, ale potrafi też wprowadzać je do życia innych. Kiedy po wspomnianej 12-godzinnej pracy w księgarni sieciowej wylądowała na rozmowie kwalifikacyjnej w księgarni łowickiej, miała się sprawdzić jako sprzedawca. Weszło małżeństwo zainteresowane nabyciem albumu o Papieżu, którego na skromnie zaopatrzonych półkach nie było. Dorota nie poddała się, zaczęła rozmowę z parą i skończyło się na tym, że wyszli z księgarni z „Rasputinem”. Właściciel powiedział jej tylko jedno zdanie: - Księgarnia jest Twoja. Została tu niespełna rok.

W 2007 roku podjęła wyzwanie, tym trudniejsze, że w domu wychowywała dwie małe córeczki. Założyła własną działalność gospodarczą i otworzyła własną księgarnię, najpierw na Warszawskiej, potem przez chwilę w Kramnicach, a wreszcie tu, gdzie jest do dziś – na Reymonta.

Reklama

Takich księgarni jak nasza sochaczewska nie ma wielu w Polsce, tacy księgarze jak Dorota to rzadkość. Wielu myśli, że ogromny księgozbiór w małym, ciemnym wnętrzu na Reymonta przerósł właścicielkę, że w tym kotle nic się nie znajdzie, a półki zaraz trzasną pod ciężarem. A tu nic bardziej mylnego, mówisz co chcesz, a Dorota lub jej pracownica od razu wiedzą, gdzie podejść i spokojnie zdejmują książkę z półki.

25 tysięcy książek na 60 metrach kwadratowych. Nie do wyobrażenia, a jednak odnajdują się w tym świetnie. – Wbrew pozorom, mamy swój system, swój łańcuszek, po którym układamy książki. Choć nikt tego nie widzi, one jednak są ułożone alfabetycznie.

Reklama

W tym szaleństwie jest i metoda, i misja. – Tu chodzi o kontakt z książką. Ułożenie równiutko tytułów od A do Z nie sprawdza się, klienci usztywniają się, nie mają ochoty niczego dotykać, narasta w nich obojętność i zniechęcenie. W takiej księgarni jak ta książka od wejścia ich dotyka, wkracza w ich wewnętrzny świat, reagują żywo i często wychodzą z pozycją, o której istnieniu wcześniej w ogóle nie wiedzieli  – mówi Dorota. Ledwo ją widać, książki za plecami, pod nogami, na biurku i wszędzie wokół. Tylko odrobina miejsca wygospodarowana na komputer i kasę. Przyznaje, że mogłaby mieć większy lokal, ale wie też, że po miesiącu wyglądałby on dokładnie tak samo, jak ten. A przecież nie odprawia klientów z kwitkiem, jeśli nie ma potrzebnej książki, sprowadza ją najszybciej jak się da.

- Nasze społeczeństwo jest coraz bardziej zamknięte. A to nie jest dobrze. To dlatego, na wzór irlandzki, nie naklejam cen na książki. Już choćby z tego powodu muszą zacząć ze mną rozmowę, i o to chodzi. Ten księgarniany miszmasz też temu służy. Śmiejemy się, gdy wchodzi ktoś nowy, my pytamy, w czym pomóc, a on, że sam sobie poradzi. Dobrze wiemy, że za chwilę będzie musiał z nami porozmawiać.

Reklama

Stali klienci księgarni na Reymonta dobrze wiedzą, o czym mówi jej właścicielka. Nie raz z nią rozmawiali, nie raz im pomogła, doradziła, wiedzą, jak dużo wie i jak bardzo szanuje ich, swoją pracę i książki. To relacja obopólna. – Gdyby nie bliski kontakt z ludźmi, którzy przychodzą do mojej księgarni, już dawno by mnie tu nie było – mówi patrząc mi prostu w oczy Dorota.

 

tekst Monika Figut

zdjęcia Wiktor Wachowski

 

 

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    FENK@ 2017-05-10 13:02:41

    Świetne miejsce, fachowa obsługa i zawsze znajdę to czego szukam. Jeśli akurat czegoś nie ma zaraz będzie sprowadzone. Plus za ceny :) Niejednokrotnie płaciłam za książkę mniej niż wskazywała na to cena nadrukowana na okładce :) Sieciówki się chowają! :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    APTEKARZ 2017-05-08 10:19:57

    Miło, że nareszcie ktoś dostrzegł tę życzliwość i pasję.  

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    medika_a 2017-05-07 10:51:16

    kiedy zbiżają się święta lub uroczystości rodzinne często kieruję się na ul. Reymonta i wiem ,że wyjdę z prezentem ... to książka kupiona w niesamowitym miejscu  , często wybrana dzięki rozmowie z sprzedającymi .Tam jest jak w najlepszym sklepie firmowym tylko  towar " dla ducha "  ..najcenniejszy

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama