W markecie tej sieci przy al. 600-lecia wyznaczane są najwyższe standardy praworządności. W ostatni piątek jego pracownicy ujęli mieszkankę Sochaczewa, która próbowała opuścić sklep nie płacąc za zjedzoną na jego terenie śliwkę węgierkę. W akcji uczestniczyła trzyosobowa załoga policyjnego radiowozu.
Do zdarzenia doszło w piątek 20 września. Nasza czytelniczka wybrała się do Kaulandu z zamiarem zakupu śliwek. Okazało się, że te, które wyłożone są na stoisku z owocami i warzywami nie prezentują się najlepiej. Pani D. poprosiła więc pracownicę sklepu o przyniesienie z magazynku dodatkowej skrzynki. Oczekiwanie przedłużało się. Znudzona D. wzięła jedną ze śliwek, chcąc sprawdzić, czy łatwo odchodzi od niej pestka.
- Pracownica nadal nie wracała. Nie zastanawiając się nad tym głębiej, zjadłam tę nieszczęsną śliwkę i zaczęłam kierować się w stronę wyjścia przy biurze obsługi klienta. W dłonie trzymałam pestkę - opowiada sochaczewianka. - Nagle usłyszałam, jak stojąca za ladą pani pyta mnie, gdzie się wybieram i czy zapłaciłam za śliwkę. Na początku byłam zaskoczona, potem wyciągnęłam z portfela złotówkę i chciałam uregulować należność. Na to pracownica powiedziała, że nie ma to większego znaczenia, bo policja już jedzie.
Policja faktycznie przyjechała na miejsce. Łącznie z czynnościami przeprowadzonymi na miejscu cała akcja trwała ponad godzinę. Uczestniczyło w niej trzech policjantów, ochrona i kilkoro pracowników marketu. Mieszkanka otrzymała pouczenie. Na sam koniec przedstawiciel Kauflandu zważył przykładową, reprezentatywną dla oferty sklepu, śliwkę i orzekł, że jej wartość to 16 groszy. D. zapłaciła wskazana kwotę .
- Komedia - określa zajście sochaczewianka. - Policjanci byli dla mnie bardzo mili. Tłumaczyli, że muszą reagować na każde wezwanie. Również pracownica sklepu tłumaczyła, że to jej przedłużający się pobyt w magazynie sprawił, że postanowiłam opuścić sklep. Najbardziej absurdalna wydaje mi się nieugięta postawa Kaufladu. Mówiłam, że w domu czekają na mnie wnuki, chciałam uregulować należność, tymczasem rozdmuchali zajście do niewyobrażalnych rozmiarów. Przecież koszt tej akcji, a mam tu na myśli przede wszystkim przyjazd radiowozu, jest niewspółmierny do szkody. Logicznie patrząc, sądzę, że nawet kwota 16 groszy była zawyżona. Kilogram śliwek kosztował niecałe 1,9 zł. Myślę, że skala wagi nie byłaby w stanie określić ceny jednej sztuki. Może byłoby to kilka groszy.
Koszty akcji nie mają dla Kaufladu żadnego znaczenia. Rzecznik prasowy firmy Jarosław Kaduczak w rozmowie z nami jednoznacznie potwierdził, że jeżeli do takiego zajścia doszłoby ponowie, każdorazowo wezwana zostałaby policja. Nawet najdrobniejsze tego typu zachowanie jest kradzieżą, a łamiąc prawo, należy liczyć się z konsekwencjami.
- Można by oczywiście dyskutować w tej sytuacji, czy czekanie na policję było uzasadnione (kierownik przeprosił tę panią za stratę czasu), ale doskonale rozumie Pani, że nie możemy pozwolić na wynoszenie niezapłaconego towaru ze sklepu - czytamy w przesłanym do autorki niniejszego tekstu mailu.
Nasza redakcja oczywiście również popiera przestrzeganie prawa. Wychodzimy jednak z założenia, że powinno się ono odbywać z zachowaniem zdrowego rozsądku. Sklep nie wziął pod uwagę np. tego, że policyjny partol mógł być wtedy bardziej potrzebny w innym miejscu, a dobro sklepu naruszone przez konsumpcję jednej śliwki nie jest najważniejsze. Ocenę sytuacji pozostawiamy jednak naszym czytelnikom.
Agnieszka Poryszewska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jeśli chodzi o łamanie prawa to kaufland jest wielokrotnym złodziejem, ile razy w kasie przychodzi płacic więcej niz na towarze. Trzeba za kazdym razem wzywać policję, ciekawe czy nieroby przyjadą?
Jeśli chodzi o łamanie prawa to kaufland jest wielokrotnym złodziejem, ile razy w kasie przychodzi płacic więcej niz na towarze. Trzeba za kazdym razem wzywać policję, ciekawe czy nieroby przyjadą?