Obwodnica Sochaczewa jest jedną z priorytetowych spraw. Jej budowa dotyczy wszystkich, nie tylko mieszkańców ul. Warszawskiej, przejezdnych, ale i tych, którzy wkrótce będą przy niej mieszkać. Zdawałoby się, że wszystkie protesty zostały już zażegnane, budowa obwodnicy przebiega sprawnie, mieszkańcy są zadowoleni lub co najmniej częściowo usatysfakcjonowani. Również Państwo Żaczek mieszkający przy ul. Warszawskiej, na pograniczu Sochaczewa i Wójtówki nie mają nic przeciw obwodnicy, mimo iż z okien ich domu widać trwającą budowę. - Od pewnych rzeczy nie da się uciec, rozumiemy, że obwodnica jest konieczna, a że przebiega koło naszego gospodarstwa - trudno, nic na to nie poradzimy. Rozumiemy tych, którzy domagają się jej budowy. Nie oponowaliśmy, gdy prace rozpoczęto - mówi nam Barbara Żaczek. Mimo to państwo Żaczek mają zastrzeżenia do firmy WODMEL wykonującej roboty. W czym tkwi problem? Otóż państwo Barbara i Edward Żaczek przed swoim domem mają działkę o powierzchni ok. 1.500 m2. Na niej od lat uprawiają warzywa (z uprawy których utrzymują się). - W minionym roku rosły tu kalafiory, w tym nic nie mogliśmy zasiać. Do tej pory zdążylibyśmy już dwa razy zebrać zbiory - mówi pani Barbara. W związku z budową obwodnicy działka przed domem została zniszczona przez sprzęt i maszyny należący do firmy WODMEL - twierdzą państwo Żaczek. W związku z poniesionymi z tego tytułu stratami (brak dochodów z uprawianej działki) chcą zwrotu kosztów, i jak twierdzą nie jest to wygórowana cena. W tej chwili ziemia nie nadaje się do uprawy, została ubita, zwykła glebogryzarka tu nic nie pomoże, trzeba porządnego sprzętu. Pan Edward interweniował wielokrotnie u kierownika budowy, poprzestało tylko na słownych deklaracjach i obietnicach. Działka w tym roku nie mogła być obsadzona warzywami, gdyż przejeżdżające samochody ciężarowe i sprzęt do budowy dróg zniszczyłyby całą uprawę. Państwo Żaczek nie utrudniają w pracach prowadzonych przy budowie obwodnicy pomimo zniszczonego pola, jednak z tego tytułu nie mogą również ponosić strat. Kierowali już pisma zarówno do Generalnej Dyrekcji Dróg Publicznej, jak i do Warszawskiego Przedsiębiorstwa Robót Drogowych oraz do samej firmy WODMEL. Odzewu jak do tej pory nie ma. Nie chcą dochodzić swoich praw na drodze sądowej, nie o to im chodzi. Państwo Żaczek czują się bezradni. Nie widzą do kogo mają kierować swe pisma, bo każdy odsyła do kogo innego i tak w koło Macieju. W tej sprawie najpierw skontaktowaliśmy się z z-cą dyrektora Oddziału Warszawskiego Przedsiębiorstwa Robót Drogowych, Jerzym Marciniakiem, który udzielił nam wyjaśnienia: - jeśli chodzi o budowę obwodnicy, to z państwem Żaczek nie ma najmniejszych problemów. Należą do tych ludzi, którzy nie protestowali przy budowie obwodnicy. Natomiast porozumienie, jakie wynikło z podwykonawcą, w tym przypadku z firmą WODMEL, z którym bezpośrednio weszli w układy jest poza mną. Ta sprawa dotyczy WPRD w sposób pośredni, my jesteśmy wykonawcą budowy obwodnicy a firma, o której mowa jest jednym z naszych podwykonawców. I ten właśnie podwykonawca wszedł w jakieś układy z państwem Żaczek. Przekazałem prezesowi WODMEL-u problemy, jakie się pojawiły. Ja ze swoich umów z nimi się wywiązałem. W związku z tym zadzwoniliśmy do firmy WODMEL, jej prezesa, by poznać opinię drugiej strony konfliktu, pod której adresem padają oskarżenia. - Ci państwo mówią o próbie uzyskania odszkodowania? To jest wymuszanie pewnych kwestii biznesowych na firmie. Przez tę działkę jeździło i jeździ bardzo dużo samochodów z różnych firm, nie tylko z mojej. Być może, że i nasze maszyny przez przejeżdżały, tego nie kwestionuję Ta działka, o której rozmawiamy stanowiła nieużytek przez jakiś czas. Po niej swoim sprzętem jeździł też sam pan Żaczek. Proszę pani, to jest okazja do wyrwania kilku złotych od naszej firmy. Ja nie mam zamiaru im za płacić, bo nie mam ku temu żadnych podstaw. Nie jestem instytucją charytatywną. Z tego co wiem, to państwo Żaczek prowadzą rozmowy z nami i jednocześnie z WPRD. Usiłują na którejś z firm wymusić parę złotych. Mnie na to finansowo nie stać. (...)W każdym bądź razie nie jesteśmy zobligowani do tego, by wypłacić im jakiekolwiek należności. Jeżeli każdemu będę czynił zadośćuczynienie za szkody w wysokości 3 tysięcy złotych to moja firma zbankrutuje. Skoro nie było protestu gdy maszyny przejeżdżały przez działkę, to można rozumieć, że było na to przyzwolenie. Gdyby pani Żaczek powiedziała, że zabrania nam przejazdu, to byśmy po prostu omijali pole - tak komentuje całą sprawę prezes firmy, pan Przesmycki. Ponadto twierdzi on, że w tej sprawie nie było żadnej ustnej deklaracji, nie wspominając o pisemnej. Jak zakończy się sprawa, pokaże czas. Państwo Żaczek zgadzają się w jednej kwestii z prezes Przesmyckim - instytucją charytatywną nie są. Pani Barbara mówi, że nie poprzestanie na tym, będzie składać kolejne pisma i odwołania m.in. do Generalnej Dyrekcji Dróg Publicznych. Z kolei firma WODMAL nie poczuwa się do jakiejkolwiek winy. Pewne jest natomiast to, że działka została zniszczona, można to naocznie stwierdzić. Czy rzeczywiście degradacji tego kawałka roli dokonała jedna i ta sama firma, w to powątpiewa prezes WODMALU-u. Anna Syperek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze