Twarz jednej z najstarszych kwiaciarni w Sochaczewie. Pewność gustownej wiązanki, bukietu. Gotowa podpowiedź, który z kwiatów będzie wyglądał najlepiej do danej okazji, okoliczności, osobowości. 46 lat doświadczenia, 46 lat zaufania klientów, ich zadowolenia. Każdy, kto chciał miał najpiękniejszy wianuszek dla córki na komunię, każdy, kto chciał mieć najczulszą wiązankę na grób babci czy wyjątkowy bukiet ślubny, wie, jak dobrze mieć w zasięgu ręki wrażliwość, zwinność rąk i talent Małgorzaty.
Zaczęło się od przydomowego ogródka w dzieciństwie. Z czułością patrzyła na kwiaty i krzewy, próbowała sił jako mała ogrodniczka. Gdy trzeba było wybrać szkołę średnią, zawód, wiedziała od razu, że chce iść do sochaczewskiego technikum ogrodniczego. Tu poznała profesor Spos. To ona pobudziła w niej pasję do bukieciarstwa. I tak to poszło. Najpierw staż w Stacji Nasienno – Szkółkowej w Brzozowie, potem praca w kolejnych kwiaciarniach na Staszica, na rogu Żeromskiego i Senatorskiej, na pl. Kościuszki. W końcu powiedziała koniec. Postanowiła mieć własną kwiaciarnię.
- To był chyba 1990 rok… Tomek, kiedy to było dokładnie? – woła do krzątającego się po kwiaciarni mężczyzny.
- 1 września 1990 rok – odpowiada . To Tomasz Zdankiewicz. Jej rodzony brat. Od zawsze razem, druga twarz kwiaciarni.
Nerina to roślina afrykańska. Bardzo w guście Małgorzaty. Przez swoją zwiewność, delikatność. Dlatego tak nazwała swoją kwiaciarnię. I takie właśnie rośliny kocha, niedosłowne, niekonkretne, plastyczne dzięki swojej subtelności, lekkości, cudowne dopełnienie urody wszelkiej kwiatowej kompozycji, jak ukochane przez Małgorzatę goździki i róże japońskie. Wyczuwam, dlaczego je kocha. Bo sama taka jest. Nie narzucająca się. Cicha. A jednocześnie istota, rdzeń i dusza jej kwiaciarni.
Kwiaciarnia Nerina przez pierwsze 7 lat pracowała na swoją markę przy ul. Warszawskiej, potem Małgorzata przeprowadziła się na Narutowicza i tu zagościła najdłużej, 18 lat. Przed 4 laty znowu zmieniła adres, ale niedaleko, na Żeromskiego.
- Trzeba kochać to, co się robi, trzeba mieć do tego serce, wtedy wszystko się udaje – mówi, gdy pytam o przyczynę niewątpliwego zawodowego sukcesu. Największą satysfakcję sprawia jej niewymuszone „dziękuję” klientów, a gdy jeszcze dodadzą „jakie to piękne”, jest naprawdę szczęśliwa. Zdarzyło jej się, że panna młoda po ślubie powiedziała ze śmiechem: „Co pani narobiła? wszyscy patrzyli na bukiet, a nie na mnie!”.
Do kwiaciarni wchodzi kobieta:
- Co pani robi? Co znaczą te zasłonięte okna, co się dzieje?
Tak. Tomasz krząta się inaczej niż zwykle. Zdejmuje półki, rozbiera regały. Małgorzata zamyka Nerinę, chce odpocząć.
- Niech pani nie żartuje, mam nadzieję, że to tylko urlop.
Żeby nie kręgosłup, popracowała by jeszcze, bo naprawdę to kocha. Ale ile można się zginać? Nie ma już siły na więcej. Musi, musi naprawdę odpocząć, a to się nie uda, prowadząc tak lubianą przez sochaczewian kwiaciarnię. Jest jednak coś, co wywołuje uśmiech na twarzy Małgorzaty, co wzrusza ją teraz do łez. Klienci nie chcą, by zniknęła, wszyscy mówią, dobrze, odpocznij, a potem do ciebie przyjdziemy. To dlatego, gdy pytam, czy to już naprawdę koniec, odpowiada z uśmiechem „Nigdy nie mów nigdy”. Wie, że jest potrzebna.
tekst Monika Figut
foto Wiktor Wachowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze