Reklama

Nasz człowiek na planie serialu BBC

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
26/06/2012 10:44
Jakub Wojewoda wziął udział w pracach nad polsko-brytyjskim serialem kryminalnym „Szpiedzy w Warszawie” wyprodukowanym przy współpracy BBC i Telewizji Polskiej. W serialu zagrało też sześciu członków Muzealnej Grupy Rekonstrukcji Historycznej im.II/18 pp i Grupy Rekonstrukcji Historycznej 14 PUJ.
Jak mówi nasz bohater, to już druga po filmie Jerzego Hoffmana propozycja, którą otrzymał jako historyk i znawca militariów. Ponieważ akcja serialu rozgrywa się w wielu krajach Europy tuż przed wybuchem i na początku II wojny światowej, pojawia się w nim wiele umundurowanych formacji. Bardzo więc potrzebni byli fachowcy od mundurów.
Magia kina
Mimo że akcja rozgrywa się w kilku europejskich krajach, zdjęcia kręcone były na terenie Polski. Taka magia kina. – Najbliżej Sochaczewa – mówi Jakub Wojewoda – kręciliśmy w pałacu w Nieborowie. Dalej w pałacu w Jabłonnej, Krakowie, Skansenie Taboru Kolejowego w Chabówce i kilku miejscowościach rejonu Rabki. Najwięcej zdjęć było w Warszawie. Głównie na Starówce, ale też w stylowych wnętrzach kamienic przy ulicy Lwowskiej oraz na Pradze. Podziwiałem scenografię tworzoną przez ekipę polsko-angielską i muszę przyznać im pełny profesjonalizm. A przystosowywane były całe ulice, witryny sklepów, szyldy, pojazdy – wszystko musiało pasować. W Chabówce do celów filmu wykorzystywana była lokomotywa i zabytkowy skład z salonką, którą podróżował Bierut.
W serialu pociąg ten, już w trakcie wojny, jedzie w kierunku rumuńskiej granicy. Jego obstawę stanowią żołnierze polscy, w których rolę wcieliła się nasza grupa rekonstrukcyjna, sześciu chłopaków z Sochaczewa: Alan Pszonczenko, Paweł Kowalski, Damian Jaczewski, Michał Ilczuk, Patryk Kosiński i Michał Szymański. W rzeczywistości cała ta podróż nakręcona została w jednym miejscu – na torowisku w Chabówce, po którym pociąg ten jeździł wielokrotnie tam i z powrotem. Takich scen kręciliśmy dziennie nawet po pietnaście. To była bardzo ciężka praca, czasem nawet 16 godzin planu. Każdy wolny dzień przeznaczaliśmy zwyczajnie na odespanie.
Od czapki po buty

Jakub Wojewoda tym razem zajmował się głównie kostiumami militarnymi. Mundury wojskowe, z okresu dwudziestolecia międzywojennego – to była jego działka. Miał je dostarczać na plan i ubierać zarówno statystów, jak i aktorów. Jak Davida Tennanta czy Marcina Dorocińskiego, odtwórców głównych ról – francuskiego i polskiego pułkownika wywiadu. Dlatego spędzał z nimi wiele czasu. Wszystko musiało być precyzyjnie odtworzone. Od munduru polowego przez garnizonowy, codzienny czy wyjściowy. Do jednego nosi się broń palną, do innego białą, w zależności od okazji mundur dekoruje się kompletem odznaczeń, do drugiego nosi się tylko Virtuti Militari. Najwyższe odznaczenie nosi się na wszystkich mundurach.
Bogactwo kręconych scen powodowało, że żołnierz musiał występować w różnym umundurowaniu. W zależności od tego, czy będzie szedł ulicą Warszawy, gościł na bankiecie w ministerstwie, wracał z poligonu, jeździł konno. Wszystko to było bardzo ważne. W Nieborowie kręcona była scena konnej przejażdżki.
- Czasem było wyjątkowo ciężko, zwłaszcza gdy chodzi o pracę ze statystami – opowiada Jakub Wojewoda. – Dziś większość ludzi nie potrafi założyć na siebie munduru czy wziąć do ręki broń z tamtych czasów. Wielu czeka na instrukcje i trzeba poświecić na to wiele czasu. Szczególnie kiedy statystów było na planie kilkunastu. Dopasowanie rozmiaru, potem za każdym ujęciem poprawki wyglądu. Trzeba było być czujnym. Na tym właśnie polega ta praca.
Więcej w najnowszym numerze.
Małgorzata Pałuba
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama