Budowy obwodnicy nie powstrzymamy, ale wykorzystamy wszystkie środki prawne, by walczyć o odszkodowania od miasta - mówi Sylwester Kaczmarek ze Stowarzyszenia Mieszkańców Zatorza i Boryszewa. Ze względu na spadek wartości naszych działek i obniżenie jakości życia, będziemy dochodzić swych praw na drodze cywilnej.
Generalna Dyrekcja Dróg i Autostrad otrzymała pozwolenie na budowę ostatniego odcinka obwodnicy Sochaczewa, co nie oznacza jednak, że teraz prace będą postępować bez jakichkolwiek zahamowań. Najpierw pozwolenie na budowę musi się uprawomocnić. Protestujący mieszkańcy Zatorza i Boryszewa mają prawo odwołania się od tej decyzji i takie odwołanie trafiło już do wojewody mazowieckiego.
W takich sytuacjach procedura jest następująca: najpierw odwołanie do Wojewódzkiego Nadzoru Budowlanego, a jeśli ten protest odrzuci do NSA.
O protestach mieszkańców Boryszewa wiadomo od dawna, chociaż do tej pory trudno było otrzymać odpowiedź na pytanie, ile osób protestuje. Padały różne liczby: kilka, kilkanaście.
Protestują 23 osoby (rodziny), taką informację otrzymaliśmy od Stowarzyszenia Mieszkańców Zatorza i Boryszewa. Protestujący domagają się wykupu swoich posesji lub innej formy zadośćuczynienia za poniesione straty.
Obecnie czekają na wyrok NSA w sprawie pozwolenia na budowę pierwszego odcinka obwodnicy.
Stowarzyszenie wystąpiło do władz miasta o dokonanie poprawek w planie zagospodarowania przestrzennego uchwalonym jeszcze w 1998 roku. Oczekuje, że Rada Miasta wyrazi zgodę na poszerzenie pasa budowy przeznaczonego pod obwodnicę. Jak twierdzi sekretarz Stowarzyszenia, Sylwester Kaczmarek, gdyby doszło do zmian w planie zagospodarowania, wówczas protestujący mogliby wystąpić do Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad o wykup ich posesji lub inną formę zadośćuczynienia.
Albo wykup naszych domów albo odszkodowania
- Żeby Generalna Dyrekcja mogła wykupić nasze nieruchomości potrzebna jest zmiana planu zagospodarowania przestrzennego uchwalonego przez Radę Miejską w 1998 r. Wnieśliśmy o wprowadzenie poprawek do planu. Gdyby Rada je wprowadziła Generalna Dyrekcja mogłaby wykupić nasze działki. Obecnie twierdzi, że nie ma podstaw prawnych do wykupu. Gdyby nasze posesje ujęte zostały w pasie budowanej obwodnicy, wówczas istniałyby podstawy prawne do wykupu działek.
Władze miasta uznały, że prace przy budowie obwodnicy należy intensyfikować, a wprowadzanie zmian byłoby mnożeniem trudności, na jakie napotyka inwestor. Taką otrzymaliśmy odpowiedź.
Członkowie Stowarzyszenia zapowiadają, że będą protestować do skutku.
Jeśli zmiany w planie zagospodarowania nie zostaną wprowadzone, wtedy mieszkańcy wystąpią o odszkodowania do Miasta. Twierdzą, że wartość ich nieruchomości spadła ze względu na sąsiedztwo obwodnicy, poza tym po jej wybudowaniu znacznie pogorszą się im warunki życia (zwiększony ruch komunikacyjny, hałas, spaliny).
- Zgodnie z ustawą o gospodarce przestrzennej mamy prawo ubiegać się o odszkodowania - mówi Sylwester Kaczmarek.
Stowarzyszenie wystąpiło również o utworzenie komisji urbanistycznej, która byłaby ciałem doradczym w sprawie zmiany planu zagospodarowania przestrzennego, oceniałaby również spadek wartości działek i jakości życia, a następnie uczestniczyła w rozpatrywaniu powstałych sporów.
Jeśli Rada Miejska nie zgodzi się na utworzenie komisji, wówczas protestujący zapowiadają, że będą składać do sądu pozwy cywilne o odszkodowania od miasta.
Stowarzyszenie odwołało się do NSA od pozwolenia na budowę pierwszego odcinka obwodnicy - od mostu na Bzurze do torów kolejowych. Wyrok jeszcze nie zapadł. Jeśli nie będzie korzystny, wówczas odwoła się również w sprawie następnego.
- Mamy świadomość, mówi Sylwester Kaczmarek, że budowy obwodnicy nie powstrzymamy, ale wykorzystamy wszystkie środki prawne, by walczyć o odszkodowania. Gdyby miasto zdecydowało się na wprowadzenie zmian w planie zagospodarowania, wówczas wykup naszych nieruchomości należałby do Generalnej Dyrekcji. Jeśli to nie nastąpi, będziemy dochodzić odszkodowań od miasta.
Nie tędy droga
Stowarzyszenie domaga się również zamknięcia ulicy Tartacznej i Litewskiej dla ruchu pojazdów powyżej 3,5 tony. Obecnie to jedyna droga dojazdowa do powstającej obwodnicy, systematycznie niszczona przez ciężki sprzęt używany przez wykonawcę do budowy. Jest to droga miejska, nieutwardzona i w planie inwestycji nie została przeznaczona ani do remontu ani do modernizacji.
Co prawda inwestor zapewnił władze miasta, że po zakończeniu budowy obwodnicy, wykonawca będzie musiał naprawić wszelkie powstałe szkody, a obowiązkiem inwestora jest ich wyegzekwowanie, jednak te deklaracje nie satysfakcjonują mieszkańców Tartacznej.
- Zafundowano nam obwodnicę w środku osiedlu, ale jeśli ktoś na siłę forsuje taką inwestycję, to powinien robić to z głową. Z każdej strony obwodnicy należało utworzyć 50 metrowy pas ograniczonego użytkowania. Taka decyzja leżała w gestii starostwa powiatowego, jednak starostwo jej nie podjęło. Powinno wyznaczyć obszar ograniczonego użytkowania, ale tego nie zrobiło. Powstanie takiej strefy przewiduje ustawa o ochronie środowiska, ponieważ inwestycja typu obwodnicy niesie ze sobą szczególne zagrożenie dla środowiska. Starostwo ma prawo wyznaczyć strefę ograniczonego użytkowania na podstawie raportu oddziaływania na środowisko. Prawo, ale nie obowiązek. Nie musiało takiej strefy tworzyć i niestety nie utworzyło - mówi sekretarz Stowarzyszenia S. Kaczmarek.
Generalna Dyrekcja twierdzi, że taka strefa zostanie wyznaczona po oddaniu inwestycji. Będzie przeprowadzony monitoring porealizacyjny i na jego podstawie zostanie stwierdzone, czy nastąpiło przekroczenie norm hałasu i zanieczyszczeń.
Stowarzyszenie sceptycznie ocenia planowany monitoring, twierdząc, że skoro leży on w gestii inwestora to będzie on żywotnie zainteresowany tym, by wykazać brak szkodliwego oddziaływania obwodnicy na środowisko. W tej sytuacji mieszkańcy oczekują niezależnych ekspertyz środowiskowych, które finansowane będą ze źródła nie powiązanego w żaden sposób z władzami lokalnymi, inwestorem oraz wykonawcą inwestycji.
- Moja posesja znajduje się w odległości około 20 metrów od skraju jezdni, ale są takie, które znajdą się w odległości 2-5 metrów od skraju nasypu. Generalna Dyrekcja mierzy odległość od osi jezdni do ściany budynku i według jej norm, jeśli ta odległość wynosi 20-25 metrów wówczas budynek nie kwalifikuje się do wykupu. Takie normy oznaczają, że w niektórych punktach 4-metrowy nasyp będzie się opierał o ogrodzenie posesji.
Po raz pierwszy Stowarzyszenie wystąpiło o utworzenie strefy ograniczonego użytkowania w zeszłym roku i wtedy otrzymało odpowiedź odmowną. Wówczas władze miasta powołując się na ustawę o ochronie środowiska odpowiedziały, że utworzenie takiej strefy możliwe jest dopiero po realizacji inwestycji.
- Popełniliśmy błąd, ponieważ od razu należało wystąpić o zmianę w planie pod budowę obwodnicy poprzez rozszerzenie go o kolejne posesje. Z naszej strony było to drobne niedopatrzenie i władze miasta to wykorzystały. Wiadomo, że nikomu nie zależy na wykupie tych posesji, ale łatwiej takie pieniądze zdobyć inwestorowi niż miastu. Nasze protesty i odwołania powodują opóźnienie budowy obwodnicy. Ona dawno byłaby już gotowa, gdybyśmy nie protestowali i taką świadomość ma również Generalna Dyrekcja. Teraz składamy kolejne odwołanie od pozwolenia na budowę wydanego przez Wojewodę Mazowieckiego, dotyczy ono odcinka od torów, przez Zatorze do ulicy Żyrardowskiej. Sytuacja jest następująca. Każda ze stron uważa, że ma rację: mieszkańcy, ponieważ sąsiedztwo obwodnicy będzie dla nich uciążliwe, Generalna Dyrekcja, ponieważ protesty opóźniają budowę i miasto, które nie widzi podstaw do wprowadzania zmiany planu pod budowę obwodnicy.
Prawdopodobnie żadna ze stron nie zmieni stanowiska, można więc oczekiwać w przyszłości procesów sądowych. Chodzi przecież o pieniądze i to duże pieniądze, o miliony złotych.
Grażyna Gajda
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze