Reklama

Ruszyła budowa środkowego odcinka

Tygodnik Ziemia Sochaczewska
11/06/2003 00:00
O obwodnicy sochaczewskiej pisaliśmy już niejednokrotnie, uważamy jednak, że słusznie, bo jest to bardzo ważna dla nas inwestycja, zmieniająca radykalnie miejską komunikację.
Jak ostatnio informowaliśmy, inwestor Generalna Dyrekcja Dróg i Autostrad z powodu protestów okolicznych mieszkańców nie mógł uzyskać zgody na rozpoczęcie prac na środkowym odcinku. Pozwolenie na budowę było, ale było zaskarżone, bo na skutek 23 odwołań trafiło do drugiej instancji, czyli do Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego, i on właśnie owo pozwolenie na budowę utrzymał w mocy. I mimo, że prawdopodobnie, bo tak zapowiadali protestujący mieszkańcy, zostanie ono zaskarżone do sądu administracyjnego, to skarga taka już nie wstrzymuje wykonania decyzji. Dlatego w oparciu o to pozwolenie na budowę wykonawca wszedł już na ów sporny odcinek obwodnicy nazywany 2B, ciągnący się od torów na dolnym Boryszewie do ulicy Żyrardowskiej.
„Jednak decyzja o wydaniu i następnie utrzymaniu w mocy pozwolenia na budowę – mówi pełnomocnik władz miejskich ds. obwodnicy, Julian Zasuwa – nie obejmuje jednej działki znajdującej się na trasie obwodnicy w Janówku Duranowskim, której właściciel zażądał znacznej sumy za całą działkę łącznie z budynkiem, w sytuacji, gdy szosa obwodnicy ma przechodzić tylko przez jej niewielką część. Wydane inwestorowi pozwolenie nie obejmuje więc tej działki, bo wówczas nie udało się jej jeszcze wykupić”.
„Ponieważ, wnioskując o pozwolenie na budowę, trzeba wykazać się prawem dysponowania nieruchomością – kontynuuje Julian Zasuwa – inwestor zdecydował, aby o tę działkę nie wnioskować i wyłączyć ją z tego pozwolenia na budowę. Był to sprytny wybieg, ale też nonsens, bo jak wyobrazić sobie drogę z kilkudziesięciometrowej szerokości przerwą. Było to, jak myślę, podyktowane chęcią zyskania na czasie. Inwestor sądził, że uda mu się w międzyczasie dojść do porozumienia z właścicielem działki, lub go wywłaszczyć”.
Tak się jednak nie stało, a przyciśnięty terminami inwestor, zgodził się ostatecznie na warunki właściciela spornej posesji i wykupił ją za żądaną cenę. Wzbudziło to rozgoryczenie innych właściciel, którzy sprzedali już wcześniej pod obwodnicę kawałki swoich działek za nieporównywalnie mniejsze pieniądze.
W tym przypadku więc, przysłowie, że „kto pierwszy ten lepszy”, zupełnie się nie sprawdziło, można by nawet powiedzieć, że: „kto na ostatku, ten opływa w dostatku”.
Sławomir Burzyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości