Wyobrażam sobie, jak mogła wyglądać trasa koncertowa zespołu TSA w 1982 roku.Ponad 300 koncertów rocznie, trzysta miast i miasteczek , trzysta hal i dwa koncerty dziennie, tysiące kilometrów w ciasnym busie, trzysta noclegów i hoteli. Marek Piekarczyk wspomina :„Często nie wiedzieliśmy, jakie to miasto, w którym mieliśmy wystąpić, jaki to dzień, miesiąc, nawet rok. Najczęściej nocowaliśmy w Novotelach, te hotele były identyczne w całej Polsce, po lewej łóżko, po prawej szafka itd. Czasami były problemy z jedzeniem, po koncercie wszystkie bary były zamknięte, poza nocnymi z tańczącymi panienkami. Zamawialiśmy ostatnie 20 kanapek z baru, gdzie jedna kosztowała tyle, co bilet na TSA. ”W październiku zespół wystąpił na niezwykłym festiwalu w Warszawie w ramach „Rock Jamboree 81”, imprezie towarzyszącej kultowemu festiwalowi Jazz Jamboree. Zagrać tam - gdzie deski sceny oglądały takie sławy jak Miles Davis – to było coś. W listopadzie TSA wystąpiło przed dziesięciotysięczną publicznością w Łodzi na „Rockowisku 81”, pokazując wspaniały pirotechniczny show. Tu również powstaje ważny dokument polskiego rocka - „Koncert” Michała Tarkowskiego. W tym czasie dziennikarze, a także część fanów, określali muzykę wykonywaną przez zespół mianem heavy-metalu. W tym miejscu chciałbym się z nimi nie zgodzić, dla mnie był to zawsze ROCK N ROLL . Jego korzenie tkwią w latach sześćdziesiątych, epoce, która wydała takich artystów jak Led Zeppelin , Jimi Hendrix czy Janis Joplin. Grając zawsze szlachetny rock, mocno nasycony bluesem, nigdy nie zapominali o tym, by ich teksty nie były banalne. Kiedy zespoły metalowe śpiewały o smokach i rycerzach, TSA w swoich piosenkach koncentrował się na uczuciach. Ich słowa trafiały na podatny grunt ówczesnych nastolatków. Alienacja i wyobcowanie, brak perspektyw czy nieudana miłość. Były głosem sprzeciwu tamtych lat i kpiną z konsumpcyjnego stylu życia. Tymczasem TSA w marcu 1982 r. w krakowskim Teatrze STU rejestruje pierwszą długogrającą płytę i znów zaskakuje wszystkich. Materiał „na żywo”, z udziałem publiczności, to było wyzwanie. Płyta „Live” ma niesamowity power, tak energetycznego grania nikt w Polsce jeszcze nie słyszał. Żaden liczący się festiwal rockowy w kraju nie mógłby się odbyć bez TSA, byli już zespołem wielkiego formatu, wielką gwiazdą, profesjonalnym i dojrzałym bandem. W listopadzie wchodzą do studia po raz drugi, tym razem zadanie jest wiele trudniejsze niż w przypadku debiutu. Studio wyłapie każde potknięcie, nieczysto zagrany akord i fałsz w śpiewie. Muzycy wychodzą jednak obronną ręką. Album „TSA” jest uznawany za najlepszą płytę w dorobku zespołu. Utwór „51”dostaje się na pierwsze miejsce na Liście Przebojów Programu III i będzie je okupował przez wiele tygodni. Na stałe wpisze się w kanon polskich utworów wszechczasów. Ciągłe trasy, koncerty, i nie ukrywajmy, towarzyszący wszystkim rockowcom alkohol wyczerpują band. Jeszcze raz wejdą do studia i nagrają świetny trzeci longplay „Heavy Metal World” (83), z takimi klasykami jak: „Alien”, „Maratończyk” czy utwór tytułowy. Wkrótce przemęczenie, kłótnie wewnątrz zespołu i wzajemne animozje doprowadzą do rozłamu w grupie. Odejdą Andrzej Nowak (nawiąże współpracę z Martyną Jakubowicz, a później z Tadeuszem Nalepą) i Marek Kapłon (wkrótce w Dżemie). Początek 1984 r. zespół spędza na poszukiwaniu następców Andrzeja i Marka. W lutym na zachodzie ukazuje się pierwsza płyta TSA po angielsku, nosi tytuł „Spunk”, zbiera niezłe recenzje i sprzedaje się w 6 tys. nakładzie. Nowym bębniarzem zostaje Zbigniew Kraszewski, ze swoim potężnym soundem przypomina nieco grę Phila Rudda z AC/DC, on właśnie przyprowadza ze sobą na próbę niezwykle ekspresyjnego młodego gitarzystę Antoniego „Tośka” Degutisa, który już wkrótce na stałe wchodzi w skład TSA. Premiera z nowymi ludźmi wypada na imprezie „Rock Arena” w Poznaniu i to nie z byle kim. TSA na scenie gra z legendarnym zespołem Nazareth, by za chwilę razem ze Szkotami wyruszyć w trasę, między innymi: Wrocław, Opole, Katowice, Warszawa. Przy nadkompletach publiczności, wzbudzając amok i histerię wszędzie tam, gdzie się pojawili. Do legendy przejdzie słynny koncert TSA w Jarocinie, gdzie zespół zagra, jak to określił Marek Piekarczyk: „Ponad 3 godzinny bis”. Od tej chwili losy TSA potoczą się różnie. Jesienią 1985 r. wyjeżdżają na kilka koncertów do Niemiec, Holandii i Belgii, zaliczając kilka niezłych rockowych festiwali. Na początku przyszłego roku rejestrują nowy materiał („Rock’N’Roll”), niestety w wyniku ingerencji cenzury wydanie płyty wstrzymywano w nieskończoność i nowy album wychodzi dopiero po dwóch latach! To, co nieuniknione, musi nadejść, drogi muzyków rozchodzą się . Nowak i Piekarczyk wyjeżdżają do Stanów, pozostali muzycy udzielają się w lokalnych zespołach. Jednak legenda przetrwa w sercach tysięcy fanów i nadzieja, że może kiedyś, gdzieś...Po latach niebytu, plotkach, okazyjnych koncertach, informacjach w prasie, przepychankach w sądach i wielu, wielu dobrych i złych rzeczach jak feniks z popiołów ZESPÓŁ TSA NAGRYWA PŁYTĘ W ORYGINALNYM SKŁADZIE! Nową historię zostawiam w spokoju. To ona dopisze, mam nadzieję, szczęśliwe zakończenie. Oby w SOCHACZEWIE!!!
Nierob
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze