Podróżując na trasie Sochaczew - Płońsk mam możliwość obserwować jak przebiegają tegoroczne żniwa. Kombajny sprawnie poruszają się po polach, zboże dojrzałe, stojące, więc kosi się i młóci łatwo. Wypełnione zbożem przyczepy odjeżdżają z pól do silosów w gospodarstwach. Prasy wysokiego zgniotu prasują leżącą na polach wymłóconą słomę w okrągłe, ważące po kilkaset kilogramów baloty. W takiej postaci słoma może być przy pomocy ciągnikowego podnośnika ładowana na przyczepy i wywożona z pól oraz później układana w pryzmy i tak przechowywana do wiosny. Na skoszonych polach w krótkim czasie wykonywane są płytkie orki tzw.podorywki, w celu przykrycia resztek pożniwnych i to już jest zwiastum zbliżającej się jesieni. Wszystkie czynności polowe są teraz w pełni zmechanizowane. A jeszcze pół wieku temu żniwa wyglądały zupełnie inaczej. Już jako mały chłopiec często wyjeżdżałem na wakacje do rodziny na wieś, więc wiele widziałem i pamiętam, a później z wiekiem sam pomagałem przy akcjach żniwnych. Pierwszym symptomem zbliżających się żniw były dochodzące z gospodarstw dźwięki klepanych młotkami kos. Mówiło się, że dobrze zaklepana kosa "sama cięła" zboże. Co jakiś czas należało ją ostrzyć specjalną kamienną osełką do kos. Kosiarz kosząc zboże kładł je w tzw. pokos, a za nim podążała najczęściej kobieta, podbierająca skoszone zboże i wiążąca je przy pomocy wiązki słomy w snopki. Na koniec wszyscy na polu zestawiali po kilkanaście snopków w tzw. kopki. Tak przez kilka dni skoszone zboże dosychało na polu. Potem ładowano snopki, misternie je układając w wysokie pryzmy na drabiniaste fury. Do nich zaprzęgano parę koni i snopki zwożono i składano do stodół. Zdarzało się, że taka kopiasta fura na wyboistej drodze, przewracała się. Z reguły powożący najadał się strachu i czasami wstydu, ale pracy przy ponownym układaniu snopków było co niemiara. Później pojawiły się konne kosiarki z zestawami żniwnymi, które kosiły i porcjowały zboże, ułatwiając pracę osobom wiążącym snopki. Za jakiś czas ruszyły na pola ciągniki z Ursusa, które zaczęły wyręczać przy żniwach zaprzęgi konne. Następnie pojawiły się żniwiarki, które kosiły zboże, ale też wiązały snopki sznurkiem. Składowane w stodołach zboże młócono sukcesywnie, w zależności od potrzeb, przez długi czas ręcznie przy pomocy cepów, a później już przy użyciu młocarni, napędznych początkowo przez kieraty konne, przystawki ciągnikowe, a na końcu przy pomocy silników elektrycznych. Następnie na pola wjechały wydajne kombajny, które kosiły i młóciły zboże i na których usługę oczekiwano w kilkudniowych kolejkach. Pojawiły się też prasy do słomy, które prasowały i wiązały sznurkiem wymłóconą słomę w niewielkie baloty - kostki, które przy pomocy wideł ładowano na przyczepy. W tych czasach wielkim problemem był dostęp do deficytowego sznurka i często był to najważniejszy temat żniwny w prasie, radiu i telewizji! W rolnictwie w ciągu ostatniego półwiecza dokonał się bardzo wielki postęp, zwłaszcza w zakresie mechanizacji prac polowych. O żniwach już się nie pisze i nie mówi jak kiedyś, a o rolnictwie dyskutuje się raczej przy okazji politycznych sporów.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze