Na Korneli, pod Sochaczew znów padł strach. Tym razem ofiarą nocnego łowcy nie były kozy. W jednym z gospodarstw zostało zabitych 20 kur. Do podobnej sytuacji doszło w Cyprianach.
Mieszkańcy Kornelina pod Sochaczew znów zaczynają bać się o swój inwentarz. Kilka dni temu nieznany łowca dokonał rzezi kur na terenie jednego z gospodarstw, zabijając 20 ptaków. Do podobnej sytuacji, z taką samą liczbą ofiar doszło w Cyprianach.
Zdenerwowaniu rolników nie ma się co dziwić, jeżeli przypomnimy zdarzenia do jakich doszło w Kornelinie w nocy z 28 na 29 czerwca 2009 roku. Wtedy to w gospodarstwie państwa Antoniaków doszło do masakry kóz.
Drapieżnik, który dostał się na teren gospodarstwa zabił 8 spośród 17 kóz. Zrobił to w bardzo osobliwy sposób. Każda z kóz została pozbawiona życia bez śladów jakiejkolwiek walki. Wszystkie miały na szyjach okrągłe otwory, przez które została wyssana krew.
Sposób zabijania przypominał ten stosowany przez Chupacabrę, legendarnego drapieżnika z Ameryki Środkowej.
Według świadków, którzy mieli widzieć stwora w innych miejsca na terenie powiatu sochaczewskie miał on około 1.5 metra wysokości i świecące na czerwono oczy. Stał w pozycji wyprostowanej i poruszała się, wykonując dziwaczne skoki jak kangur.
Wszystko jednak wskazuje, że tym razem nie mamy do czynienia z Chupacabrą. Choć zwierzę, które dokonało masakry w kurnikach w Kornelinie i Cyprianach jest również drapieżny i krwiożerczy.
Tym razem mamy do czynienia z kuną domową - niezwykle sprytnym, szybkim i bezwzględnym drapieżnikiem. Potrafi dostać się do kurnika przez otwór szerokości kilku centymetrów i w ciągu jednej nocy zabić nawet całe stado. Wystarczy chwila paniki wśród ptaków, aby uruchomił się jej silny instynkt łowiecki. Ten nakazuje kunie zabijanie wszystkiego co się porusza.
Typowy atak kuny wygląda inaczej niż napaść psa lub lisa. W kurniku widoczne są rozrzucone pióra, ale zwykle brakuje śladów długiej walki. Kury mają podgryzione szyje albo kark. Często kilka sztuk jest jedynie zagryzionych i pozostawionych na miejscu. Drapieżnik działa błyskawicznie, przeskakując z jednej ofiary na drugą. Hodowcy, którzy rano odkrywają straty, są zwykle w szoku, bo wszystko wydarza się niemal bezgłośnie.
Kuna wcześniej obserwuje teren gospodarstwa. Sprawdza, gdzie znajdują się nieszczelności, czy okna są dobrze zabezpieczone i o której godzinie gaśnie światło. Zwierzę doskonale wspina się po drewnie, murach i siatkach. Potrafi wejść na poddasze, przecisnąć się pod dachem albo wykorzystać źle zamknięty wywietrznik.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
A może to lizak ciupaciups
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
A może to lizak ciupaciups