Myślę że tylu ilu będzie wypowiadających się, tyle będzie opinii , moja żona akurat chwali sobie poród w Sochaczewskim szpitalu... ale nie koniecznie może to być regułą ;)
Ja na swój poród w sochaczewskim szpitalu nie mogę narzekać bo odbył się bez żadnych problemów ,może dlatego że rodziłam tylko 45 min. a 3 godziny spędziłam na sali przedporodowej. Bardzo życzliwe panie położne(pomagały jak mogły najlepiej) i akurat trafiłam na fajnych lekarzy. Po porodzie też było ok. tylko ja niestety miała duży problem bo nie miałam pokarmu więc położne karmiły moja córcie(na początku glukozą a w drugiej dobie już mleczkiem ze słoiczka).
Więc nie ma czego się bać- akurat na położnictwie personel do zniesienia
A ja powiem tak, jeśli poród przebiega bez komplikacji, to myślę że w Sochaczewie może nie być on traumą, natomiast w sytuacjach niekonwencjonalnych, trudnych, lub też po prostu niespodziewanych w naszym szpitalu lekarze, a zwłaszcza Pani Ordynator, pokazuje że zamiast specjalizacji z ginekologii i położnictwa, robiła specjalizację z weterynarii.
Ja miałam cesarkę, po 12 dniach przenoszenia, niechciano mi jej zrobić, bo Pani doktor stwierdziła, że mam urodzić sama, a cesarka to jakaś moja fanaberia. Przy czym po usg okazało się ,że dzieciątko jest naprawdę spore, a poza tym moja macica jest niezdolna do skurczów, nie reaguje nawet na oksytocynę. i tak podczas operacji, usłyszałam jeszcze-"cholera jakie zielone wody!" całe szczęście z dzidzią wszystko wporządku, ale myślę, że poród w sochaczewskim szpitalu nie należy do wspaniałych przeżyć. Jedno co naprawdę warto podkreślić, to fakt iż położne są naprawdę wyrozumiałe i pomocne. Wielkie dzięki za ich serdeczność.
Ja mój pierwszy poród wspominam źle. Położna nieprzyjemna ( taka mulatka- podczas badania nie delikatna, łaskę robiła, że ma mi pomóc urodzić). Po 13 godzinach męczarni urodziłam, ale strasznie popękałam, a o szyciu przez Panią Buczek nic nie wspomnę. Drugi poród to już bez porównania. Położna super (Pani Jagoda), bardzo delikatna, 1,5 godziny i było już po wszystkim. Tak mnie porozciągała, że nic nie popękałam, nawet żadnego otarcia, nic. Także wszystko zależy od tego na kogo trafisz. Pobyt na oddziale ok.
Perosonel jest różny, zależy na jaką zmianę trafisz, chociaż położne w tej chwili wszystkie miłe i pomocne. Poród też przebiega różnie, tu nie ma reguły, wszystko zależy indywidualnie od osoby.
Pierwsze dziecko rodziłam naturalnie, wspomnienia nie wywołują u mnie jakiejś traumy, wszystko przebiegło bez komplikacji i naprawdę szybko.
Drugie dziecko urodziłam poprzez cc, jak dla mnie tragedia, zerowy próg bólu, cierpiałam niemiłosiernie gdy już puściło znieczulenie. Środki przeciwbólowe niewiele dały. Poza tym mnóstwo kobiet rodzących, personel nie wiedział gdzie ręce wkładać ;)
Bardzo długo zastanawiałam się nad porodem w sochaczewskim szpitalu. Po wielu "za" i "przeciw" stwierdziliśmy z mężem, że nie będziemy jeździć w obce miejsce, bo to i tak nie gwarantuje, że w innym szpitalu trafię na super załogę.
Personel był ludzki :-) Zarówno położna jak i wszystkie obecne tam panie (nie wnikałam pomiędzy skurczami na jakich są stanowiskach :-) były bardzo miłe i rzeczywiście pomagały. Doradzały, podpowiadały, sugerowały. Może nie było to przymilanie się, ale nie czułam się też w jakimś stopniu piątym kołem u wozu.
Może miały na to wpływ dwa czynniki: trafiłam na koniec jednej zmiany i początek drugiej a także na pustkę w salach porodowych (byłam jedyna).
Poród odbierała dr Buczek i położna, pani Martyna. I mimo moich wątpliwości, co do pani doktor (miałam wczesniej niemiłe doświadczenia w traktowaniu pacjentek), zostałam pozytywnie zaskoczona. Pani położna była przemiła i bardzo delikatna.
Szycie rzeczywiście nie było najlepiej zrobione, jednak mimo wszystko poród w tym szpitalu nie był dla mnie traumą. Na brak zrozumienia trafiłam jednak będąc na oddziale już z maluszkiem. Co zmiana, to inne zasady, a gdy dziecko płakało w nocy, przychodziły oburzone panie zpokoju pielęgniarek, że przeszkadzamy im w spaniu. I to chyba jeden wielki minus jak dla mnie. Ale kobieta po porodzie ma na oczach takie klapki ze szczęścia, że wszystko przeżyje i te 3-5 dni szybko mijają.
ilonaro7 ciekawi mnie kilka konkretnych rzeczy, jak znajdziesz chwilę to proszę napisz. Czy położna chroniła krocze w czasie porodu, czy zostałaś nacięta? Czy bezpośrednio po urodzeniu położyli Ci gołego maluszka na brzuchu na 2 godziny, czy może po chwili zabrali do ważenia i badania i oddali ubranego? Czy proponowali Ci różne pozycje w momencie rodzenia się dziecka, żebyś mogła wybrać jak Ci najlepiej?
Bardzo mnie interesują aktualne informacje, czy dostanę to "standardowo" czy będę musiała się upominać? Jeśli inne mamy będą chciały się podzielić nowymi wrażeniami z oddziału to też proszę napiszcie coś. Jest na forum sporo opinii, jednak wszystkie są sprzed ładnych paru miesięcy. Zależy mi na świeżych opiniach. Pozdrawiam :)
ja swój poród wspominam dobrze rodziłam pół roku temu. Miałam cc robiła mi je dr Buczek szycie również robiła dr Buczek i wyszło jak dla mnie bardzo ładnie w tym momencie jest tylko lekki ślad. Na położnictwie miłe panie położne nie można na nie narzekać.
Rodziłam w maju 2011 roku swoje pierwsze dziecko w naszym sochaczewskim szpitalu. I naprawdę mimo ogromnego bólu i wysiłku wspominam to bardzo dobrze. Panie położne są naprawdę super. Ja trafiłam na dzień w którym nie było innych porodów więc to też był wielki komfort. Pani położna zajęła się mną wyjątkowo dobrze. Rozmawiałyśmy, pośmiałyśmy się (oczywiście w tych pierwszych fazach porodu). Bardzo mi pomogła. Mimo że byłam przecież zupełnie dla niej obcą osobą odwiedziła mnie i moje maleństwo później na sali na której leżałam. Gdybym jeszcze raz miała rodzić to zgłosiłabym się do niej osobiście. Specjalnie zapisałam sobie jej imię i nazwisko. Panie z ginekologi też bardzo sympatyczne.
NA koniec dodam że też bardzo długo zastanawiałam się nad wyborem szpitala. I uważam że jeżeli z dzidziusiem jest wszystko ok to nie ma co wymyślać. Osobiście znam kilka przypadków rodzących w renomowanych warszawskich szpitalach które nie są zadowolone.
_ ja zostałam nacięta i sama też popękałam. Ale mnie zszywał pan doktor i szybko się zagoiło. - Dziecko położyli mi na brzuchu zaraz po urodzeniu na kilka chwil. Zaraz po tym jak zostałam zszyta i przewieziona do salki poporodowej dzidziuś już był ze mną. - Pani Położna mówiła mi jakie pozycje mogę przybierać podczas skurczy. Miałam do dyspozycji również piłkę. Sama decydowałam co w danej chwili przyniesie mi odrobinę ulgi.
Kurcze, czyli jednak nie przestrzegają nowych przepisów. Nie powinni Ci zabierać dziecka na czas rodzenia łożyska i szycia, a ważenie, mierzenie i ubieranie powinno odbyć się dopiero po 2h od porodu (oczywiście jeśli nie było powikłań). Co do pozycji to domyślam się, że piszesz o I fazie porodu. Mnie chodzi bardziej o II fazę. Jak ja rodziłam pierwsze dziecko to chciałam je urodzić na stojąco (tak mi w tamtej chwili podpowiadało ciało), ale wszyscy byli zbulwersowani moim pomysłem i praktycznie siłą wpakowali mnie na łóżko i nie pozwolili już z niego zejść. Była to dla mnie ekstremalnie niewygodna pozycja (na siedząco) i teraz wiem, że nie mięli prawa tak zrobić. Dlatego tak szczegółowo się Was wypytuję, bo mam poczucie, że nie mogłam urodzić tak jak chciałam i żadna przemiła położna mi tego nie zrekompensuje (były dla mnie miłe dopóki zgadzałam się na to co proponują).
Mnie położna powiedziała przy przyjęciu, że ich interesuje, żeby miejsce ew. nacięcia było bez włosów. Mnie w ogóle nie goliły (byłam ogolona "po swojemu" ale nie na zero). Nie wiem jak jest w przypadku cesarki.
kijsen555, ja rodziłam prawie rok temu i z tego co wiem przez ten czas nic się nie zmieniło. Przepisów nie przestrzegają, ja też nie chciałam rodzić na siedząco, była ostra wymiana zdań z położnymi i usłyszałam że "przepisy przepisami, my też znamy te standardy ale tu po prostu nie ma warunków na to wszystko" I to jest niestety prawda. U nas nie ma odpowiedniego wyposażenia do rodzenia w dogodnej dla kobiety pozycji. Krocze nacinają chyba jak leci, jeszcze nie spotkałam się żeby komuś nie nacięli.A tym goleniem to się tak nie przejmujcie, jak już będziecie przyjmowane na porodówkę to będzie to tylko drobny zabieg.
No i to mnie właśnie wkurza. Jak to nie ma warunków?! Do tego żeby pani położna ukucnęła na podłodze? Ja usłyszałam argument, że jeśli dostanę krwotoku to jak oni mnie na to łóżko wpakują. Uważam, że 5 osób, które były przy porodzie by sobie spokojnie dało radę (w tym dwóch panów). tylko, że u nas jeszcze pokutuje takie głupie przekonanie, że to personelowi ma być wygodnie, bo to oni odpowiadają. Tylko, że to nie prawda. Jeżeli rodzi dziewczyna zdrowa psychicznie, mająca pełnię praw obywatelskich to sama decyduje o sobie i o swoim dziecku, a rolą personelu jest ją uprzedzić o ewentualnym zagrożeniu i jak najlepiej wypełnić swoją pracę. Ale decyzję od początku do końca powinna podjąć pacjentka.
Mnie się udało urodzić pierwsze dziecko bez nacięcia, chociaż nie obyło się bez walki z położną. Pani oburzona moją prośbą z fochem odpowiedziała, że żeby ochronić krocze to trzeba najpierw współpracować z położną (to było przy przyjęciu na oddział, potem mój mąz musiał pani o tym przypominać, bo juz miała nożyczki w ręku). Żeby nie było różowo to dostałam też dolargan bez mojej zgody. Panie zaproponowały mi "dobry zastrzyk znieczulający, polecamy". Dla mnie to żadna informacja. Byłam już tak otumaniona skurczami, że nie zadałam żadnych pytań. Nikt mi nie powiedział jak ten środek sie nazywa, jaki działa i jakie ma skutki uboczne. Dopiero po porodzie dowiedziałam się od pediatry, że dziecko musiało dostać leki i jest otumanione, bo ja wziełam dolargan (!!!). Niedługo rodze znowu i znowu zapowiada się walka z personelem. Tym razem będę mądrzejsza i wszystkie moje prośby będą na piśmie. zobaczymy.
chciałabym podziękować całemu personelowi oddziału położniczego szpitala w Sochaczewie. Rodziłam 15.10.Był to mój pierwszy poród i wspominam go bardzo milo. Panie pracujące na tym oddziale są bardzo miłe i starają sie zawsze pomóc. Odpowiadają na każde pytanie i służą oomocą. Polecam ten szpital z całego serca
bardzo milo się czyta podziękowania bo my jako naród mamy coś takiego ,że krytykujemy , wymagamy a sami nie zawsze jesteśmy w porządku - życzę wszystkiego dobrego Tobie i maluszkowi !
Czasami krytyka jest nieunikniona. Ja mojego pierwszego porodu który odbył się w naszym szpitalu nie zapomnę do końca życia. Mało brakowało a znalazła bym się między aniołkami. Miesiąc po porodzie wylądowałam w Warszawie na stole operacyjnym , bo położna pani doktor zostawiły kawałek łożyska w macicy. Mimo wielu wizyt u naszych wspaniałych lekarzy, próśb o usg, łyżeczkowania w czasie nie kończącego się połogu , musiałam szukać pomocy prywatnie w Warszawie. Skończyło się to dla mnie szczęśliwie trafiłam pod opiekę naprawdę wspaniałych specjalistów którzy postanowili mnie ratować. Dzięki nim mam dwóch synków. Nasz szpital radzę omijać z daleka . Polecam Warszawski szpital Dzieciątka Jezus bo dla mnie najważniejszy jest wykwalifikowany personel ,który wie co robić kiedy pojawią się komplikacje.
Witam. JA ODRADZAM PORODU W SOCHACZEWSKIM SZPITALU ZDECYDOWANIE!!!
Na początek byłam na badaniu i przebito mi przypadkowo wody płodowe!!! TAK też było to dla mnie szokiem. Pani która mnie badała była niemiła i nie delikatna. Po przejściu na porodówkę bez bóli i rozwarcia leżałyśmy na sali do rodzenia we trzy a że byłam jak to Panie stwierdziły pierwodódką to muszę się nasłuchać.Była przy nas jedna połozna i jedna pielegniarka.Połozna oczywiście co ponoć w Sochaczewie jest nie realne była opłacona przez jedna z dziewczyn i wiadomo kim się zajmowała!!!
JA ZDECYDOWANIE NIE POLECAM PORODU W SOCHACZEWIE!!!
Jeśli ktos ma mozliwość niech wybierze Pruszków lub ewentualnie Warszawę jest tyle dobrych szpitali i opieka nieziemska a i o Żyrardowie też bardzo dobre opinie słyszałam.
Na początek przy badaniu przebito mi wody połodowe!!! TAK też byłam w szoku.Skierowano mnie na porodówkę.Dostałam podartą koszulę z jednym trokiem i z piersiami na wierzchu musiłam sobie lezeć, a co tam.Tam leżałyśmy we 3 i co najlepsze jedna połozna i jedna pielęgniarka, w tym połozna opłacona przez jedną z dziewczyn co ponoć w Sochaczewie jest NIEMOŻLIWE a jednak, co robi KASA!!!Ze byłam jak stwierdzono pierworódką ,,musze sie nasłuchać i rodzic ostatnia,,
Trwało to cały dzień, nikt sie mna nie przejmował no wiadomo kim sie zajmowano /opłaconą/. Podczas porodu gdy wyszła głowka dziecka kazano przestac przec i poczekac bo nie przyszła jeszcze Pani doktor. I to miało konsekwencje swoje dalej.Dziecko urodziło sie osłabione i dostałam je dopiero po 6h.gdzie mi je przyniesiono jak spałam i nic nie powiedziano. I tak dwa dni leżałam w tej samej pokrwawionej koszulce co rodziłam, koleżanki też a o prześcieradłach to sie juz nie mówi.Jak doszłam do siebie zmieniłam koszulę na swoja i jakoś dopiero wtedy znalazły sie koszule.
3 dnia podczas odwiedzin koleżanka zorientowała się że cos jest z moim dzieckiem nie tak.Ja tego nie zauważyłam choc na obchodach mówiłam że dziecko nie je i nie płacze.To jedna z Pań złapała mnie mocno za sudka i powiedziała ze mleko jest i ze pewnie zle przystawiam.Po poinformowaniu personelowi o dziecku zabrano go na 30min.Okazało się że miało w sobie jeszcze wody płodowe!!! CO SIE WIĄŻE Z TYM UDUSIŁO BY SIĘ i nie było by oczywiście winnego.Potem dziecko i popłakało i jadło, nie miałam z tym żadnego problemu.
Na jednej zmianie totalnie nas olewano, nie reagowano na dzwonki czy inne prośby KOSZMAR. Kolejna zmiana była ok. Ogólnie teksy personelu sa nie do przyjęcia, kto zatrudnia tak wyszkolone Panie, chyba nie do tego co potrzeba. Z łaska odpowiadają lub wcale jak by same nie były MATKAMI.Brak szacunku do innych i na to wychodzi że do siebie.
cesarskie cięcie- położna z irytacją odpowiada na pytania -przez ile czasu ma być utrzymany cewnik, jak długo trzeba leżeć" na płasko ".Wsciekła bo ktoś z rodziny ośmielił zakłócić jej rytuał picia kawy w dyżurce .następne 2 dni to samo ...odpowiedzi z łaski . Nie dziwmy się wiec ,że sochaczewska porodówka i ginekologia kuleje .Jedynymi przyjaznymi osobami okazały się Panie Salowe...Szpital przyjazny dziecku i matce - tylko na certyfikacie niestety
Ja pół roku temu rodziłam drugie dziecko w Sochaczewie i z przykrością stwierdziłam, że nic się na lepsze nie zmieniło. Do szpitala pojechaliśmy z mężem o 2 w nocy i akurat parę minut po nas przyjechała druga rodząca bardziej zaawansowana w porodzie więc zajęto się nią. Nagminną sytuacją jest w szpitalu to, że położne próbują odesłać męża do domu żeby się wyspał jeśli poród wypadnie w nocy. Mimo że powtarzałam, że nie zostanę sama położne do ostatniej chwili wmawiały mężowi, że na pewno do 8 nie urodzę więc one do niego zadzwonią o 8 i sobie przyjedzie(urodziłam o 5 rano!). Z wielką łaską pozwoliły mu wejść na sale przedporodową na której byliśmy sami bo ta druga rodząca trafiła na salę porodową. Co jakiś czas przychodziła Pani i pytała czy już boli bardzo?!Oczywiście mówiłam że boli ale ona nastawiona była że jeszcze nie urodzę bo przecież na ktg wyszły bardzo niewielkie skurcze... I tak właśnie na sali przedporodowej na stojąco zaczęły mi się skurcze parte i dziecko o mały włos nie odebrałby mąż albo wylądowałoby na podłodze. Jakby go nie było nie miałby kto w ogóle zawołać personel! A jak już zawołał Panie z ledwością przeniosły mnie na łóżko i salę porodową i oczywiście kazały nie przeć?! Na sali porodowej byłam 7 minut.. Od razu uprzedzę, że nie mogłam jechać nigdzie indziej gdyż nie miał mnie kto zawieźć a w domu czekało 2 dziecko więc został tylko Sochaczew. To była zmiana Pani Ordynator, ale nie chciało jej się nawet nie zszyć więc zrobiła to bardzo słabo położna.
Rodziłam w 2011. Z racji tego że byłam już po terminie chodziłam na KTG przez kilka dni do szpitala. Miałam bardzo słabe ruchy dziecka, ale wszyscy zgodnie mówili, że jestem za gruba i dziecko ma ciasno. Tego ostatniego dnia trafiłam na Panią Ordynator w poradni K. Z racji tego że nadal ruchy były znikome, kazano mi iść na badanie do ww Pani. Tak mnie przebadała, że do dziś pamiętam. Nie wspomnę, że stwierdziła że mam skurcze i rozwarcie na dwa palce. Wysłano mnie na sale porodową. Zrobiono test OTC (chyba tak to się nazywało) jednak mój organizm wcale na to nie reagował więc trafiłam na oddział. Na moje szczęście przyszła kolejna zmiana i jeden z Panów lekarzy zaniepokojony moim stanem zrobił masę badań i zadecydował o natychmiastowym wywołaniu porodu. Po czym się okazało że dziecko dusi się nawet przy najmniejszych skurczach więc ostatecznie zrobiono mi cesarkę. Przy czym się okazało że nie miałam ani skurczy ani rozwarcia tak jak twierdziła Pani doktor. Jeśli chodzi o oddział, to zależy na kogo się trafi. Są Panie które bardzo się interesują. Ale były również dni że nawet nikt nie zajrzał przez cały dzień, a leżałam sama na sali. Naprawdę wszystko zależy na jakie osoby się trafi. Z powodu komplikacji spędziłam tam 5 dni. Ogólnie wspominam ok. jednak uważam ze stanowczo oddział powinien mieć innego ordynatora. Czasy kiedy kobieta ma posłusznie leżeć i cierpieć bo tak rodzą kobiety od wieków już dawno minęły Pani Ordynator.
Rodziłam w 2011. Z racji tego że byłam już po terminie chodziłam na KTG przez kilka dni do szpitala. Miałam bardzo słabe ruchy dziecka, ale wszyscy zgodnie mówili, że jestem za gruba i dziecko ma ciasno. Tego ostatniego dnia trafiłam na Panią Ordynator w poradni K. Z racji tego że nadal ruchy były znikome, kazano mi iść na badanie do ww Pani. Tak mnie przebadała, że do dziś pamiętam. Nie wspomnę, że stwierdziła że mam skurcze i rozwarcie na dwa palce. Wysłano mnie na sale porodową. Zrobiono test OTC (chyba tak to się nazywało) jednak mój organizm wcale na to nie reagował więc trafiłam na oddział. Na moje szczęście przyszła kolejna zmiana i jeden z Panów lekarzy zaniepokojony moim stanem zrobił masę badań i zadecydował o natychmiastowym wywołaniu porodu. Po czym się okazało że dziecko dusi się nawet przy najmniejszych skurczach więc ostatecznie zrobiono mi cesarkę. Przy czym się okazało że nie miałam ani skurczy ani rozwarcia tak jak twierdziła Pani doktor. Jeśli chodzi o oddział, to zależy na kogo się trafi. Są Panie które bardzo się interesują. Ale były również dni że nawet nikt nie zajrzał przez cały dzień, a leżałam sama na sali. Naprawdę wszystko zależy na jakie osoby się trafi. Z powodu komplikacji spędziłam tam 5 dni. Ogólnie wspominam ok. jednak uważam ze stanowczo oddział powinien mieć innego ordynatora. Czasy kiedy kobieta ma posłusznie leżeć i cierpieć bo tak rodzą kobiety od wieków już dawno minęły Pani Ordynator.
Zgadzam się z Tobą w zupełności - zależy na kogo się trafi.....
Moja koleżanka dostała w nocy buli, mąż zawiózł ją do Sochaczewa. To jej drugi poród, wiedziała że się zaczyna na siłe kazano jej by przyjęła lewatywę i w łazience podczas załatwiania zaczął sie poród, mąż był za drzwiami, miał jechać jak wyjdzie z łazienki i dobrze ze nie pojechał wcześniej kiedy usłyszał jej wołania i przeraźliwy krzyk łapał co było miękkiego pod ręką by jej pomóc i razem krzyczeli by ktoś przyszedł. To było ok.4 miesiące temu urodziła w łazience w sali przedporodowej w Sochaczewie. GDZIE BYŁ PERSONEL???
Innej koleżance powiedziano ...,, udusiła by Pani swoje dziecko,,..... dostała buli i także mąż ja zawiózł do Sochaczewa i nie czekała wcale w domu tak jak to stwierdzono i jej wmawiano!!!
I wiele wiele innych przypadków nieciekawych z życia tegoż szpitala, kochane kobitki PORÓD DLA KAŻDEJ KOBIETY POWINIEN BYĆ PRÓCZ BÓLU RADOŚCIĄ!!! A nie strachem że może się coś stać, że za chwile ktoś powie Ci coś niemiłego i obawa czy możesz w danej sytuacji udać się z prośba i zapytaniem do personelu i nie zostaniesz zlekceważona!!!
Także się zgadzam ....... pani ww......nie od dzis tak bada na co skarży sie wiele kobiet i ja też!!! bo to ona mi przebiła przy zwykłym badaniu wody płodowe...byłam przerażona!!!
Witam! Ja rodziłam w sochaczewskim szpitalu 3 tyg temu, poród odbył się przez cc. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt że przytrafił mi się zespół popunkcyjny (dzięki bardzo doświadczonej-wiek i bardzo pewnej siebie-rutyna pani anestezjolog. Powiem krótko, jest czas na pracę, ale jest też czas kiedy tę pracę należy zakończyć i odejść na zasłużoną emeryturę. Nie będę wymieniać nazwiska, ale Pani doktor tak trzęsą się ręce, że nie jest w stanie prawidłowo założyć wenflonu, a wykonuje znieczulenia wkłuwając się w kręgosłup, dodam że u mnie kilkukrotnie podejmowała próbę, a znieczulenie i tak nie zadziałało, więc zastosowano znieczulenie ogólne. Ale utrata płynu mózgowo-rdzeniowego dała znać o sobie później. O ile się nie mylę anestezjolog jest „pożyczona” z innego oddziału. DRAMAT!!!). Takiego koszmarnego bólu głowy nie życzę najgorszemu wrogowi. Nie byłam w stanie nawet podnieść głowy by zjeść śniadanie czy inny posiłek, wiec byłam głównie na kroplówkach i lekach przeciwbólowych. Nie było praktycznie mowy o tym by zająć się maleństwem. I tutaj mój wielki UKŁON w kierunku lekarzy, a w szczególności pań położnych. Zarówno pań od noworodków jak i tych które opiekują się kobietami. Trudno wymienić jedną najlepszą. Takiej opieki i troski nie spodziewałam się nigdy w życiu. Dodam że nie miałam ani nikogo znajomego tam, ani nie byłam w ciąży pod opieką żadnego lekarza z tego szpitala. Zarówno w nocy jak i dzień panie położne przychodziły i pytały czy nie zająć się maleństwem czy może mi nie potrzeba jakiegoś środka przeciwbólowego. Na ręce tych PAŃ składam PODZIĘKOWANIE, a paniom oddziałowym GRATULUJĘ tak świetnego personelu. Myślę że nie jeden warszawski szpital może PANIOM zazdrościć tak wspaniałego i oddanego zespołu. Z czystym sumieniem mogę polecić oddział ginekologiczno-położniczy sochaczewskiego szpitala, bo ja tam byłam.
Witam, Rodziłam w styczniu bieżącego roku w sochaczewskim szpitalu i z ręką na sercu mogę powiedzieć że jestem jak najbardziej ZA- za porodem w Sochaczewie. przyjęto mnie późno w nocy i nikt nie robił z tego problemu zostałam zbadana dokładnie i położona na sali. o 3 nad ranem przy silnych bólach wezwałam położną która spała o tej godzinie i też żadnego problemu nie robiła że została obudzona, zbadała mnie znów i zaprowadziła na porodówkę gdzie odebrała poród nad ranem i żadnych pretensji nie miała. Strasznie przemiłe i BARDZO POMOCNE W CZASIE PORODU Panie położne. Co do oddziału położniczego nie mam zastrzeżeń. Opieka nad matką i dzieckiem super nie ma się do czego przyczepić, przez 3 doby które leżałam nie odczułam braku zainteresowania wręcz przeciwnie- chętnie wszystkie Panie pielęgniarki pomagały (w nocy również i pretensji nie było że np. dziecko non stop płacze!!!) co do kwestii dokarmiania dziecka przez pielęgniarki- guzik prawda. DZIECKO DOKARMIANE JEST NA ŻYCZENIE MATKI!!! one same nie dokarmiaja na własną rękę. Ja nie chciałam dokarmiać dziecka i moja decyzja została uszanowana a pielęgniarki pomogły w kwestii karmienia piersią. Naprawdę Was zachęcam dziewczyny do porodu w Socho ja tez się bałam bo naczytałam się różnych opinii ale było warto zaryzykować.
Poród oraz pobyt w szpitalu w Sochaczewie wspominam ogólnie dobrze. Szczególnie wyglądało to nieco gorzej.
Położne -
Zależy jaka zmiana, niektóre pracują bo muszą a inne bo mają takie powołanie. Uważam, że niektórym przydałyby się dodatkowe szkolenia o karmieniu piersią, podejściu do pacjentek a także metodach łagodzenia stresu podczas pracy. Osobiście nie jestem wymagająca ale niektóre odzywki wymawiane w stylu : "Pani jest kompletnie nie przygotowana do porodu" , "po co Pani tyle toreb?" (nie miałam dużej walizki to było więcej małych torebek) jak również wykład o lewatywie, że " świat zwariował odrzucając tą metodę" oraz inne teksty nie napawające optymizmem kobietę rodzącą, która nie wie co się wydarzy. Może to są jakieś głupie sprawy ale sposób ich wymawiania nie należał do miłych a w głowie rodził się niepokój.
Po drugie brakuje jednolitości w tym co mówią położne. Jedna mówi że trzeba tak dziecko trzymać, że jest przejedzone itp., druga że wręcz przeciwnie że trzeba trzymać inaczej, jest wygłodzone. I bądź tu mądry kogo słuchać? Najlepiej zaufać jednej konkretnej położnej.
Na szczęście były również takie położne których rady były konkretne i uargumentowane sensownymi stwierdzeniami. Szczególnie zapamiętałam Panią Beatę M. - która chyba jako jedyna nosiła etykietkę z nazwiskiem. To jest przykład położnej! Miła, konkretna, uśmiechnięta, z poczuciem humoru i zaangażowaniem.
Zwróciłam jeszcze uwagę na sposób w jaki zmieniają się zmiany. Przychodzi 19 czy też 7 a tu nagle robi się głośno jak na wiejskim targu:) Po drugie słychać nieraz komentarze z pokoiku położnych jaka to praca, co kazali robić, wykład o pracy itp. - o takich rzeczach to się rozmawia w ciszy a nie wśród pacjentów którzy potem się zastanawiają o co chodzi.
Panie od noworodków były bardzo miłe i pomocne. Odpowiadały na pytania, przychodziły na dzwonek i pomagały.
Lekarze - biorąc pod uwagę podejście do pacjentek miło wspominam Panią Buczek, Pana Wronisza, Panią Dałek gorzej Panią Jaworską - ze względu na jej styl bycia.
Ordynator - Fakt jest to kobieta konkretna w tym co robi i mówi, ale ogólnie uważam że jak już coś tłumaczy to tak żeby słuchacz rozumiał z czym to się je. Myślę, że głównie jej osobowość wzbudza tyle niepokoju. Jeśli ma się dystans do niektórych jej tekstów naprawdę można się z nią dogadać jak z normalnym lekarzem. Co do jej kompetencji zawodowej to nie mogę się wypowiedzieć.
Warunki w szpitalu - bardzo czysto, są prysznice - ciepła woda, często zmieniają prześcieradła jak się zabrudzą, sprzątaczki na bieżąco dbają o porządek. Wizualnie niektóre rzeczy są już przestarzałe ale czystość daje górę.
Pediatrzy - bardzo mili i jak na moje oko i opinie innych znają się na rzeczy.
Mimo oceny 3+ polecam ten szpital. Nie można też czepiać się wszystkiego bo nie o to chodzi - opisałam tylko te rzeczy które najbardziej mi zaszły w pamięci.
Jedynie o czym trzeba pamiętać leżąc w tym szpitalu to: mieć swoje zdanie, nie wstydzić się i pytać się jeśli mamy jakieś wątpliwości, w chwilach trudnych dać do zrozumienia że należy nam się pomoc, pytać się o stan dziecka, czasami warto być razem z dzieckiem w zabiegowym po to by się dowiedzieć co jemu dolega i co będzie mu podane.
Rodziłam w sochaczewskim szpitalu w ubiegłym roku w październiku i naprawde nie mogę złego słowa powiedzieć zarówno na położne jak i lekarza dyżurującego. Poród zaczął się siłami nautry ale niestety musiał skończyć się cięciem cesarski. I tu fakt cieszyłam się, że tego dnia cięcie wykonywał doktor Jalowski! Jedyne złe wspomnienie to styczność z pania Ordynator ;/ cała reszta jak najbardziej za!!!
Rodziłam w Sochaczewie w styczniu tego roku. Niestety nie mogę nic dobrego powiedzieć o oddziale położniczym. Trafiłam na oddział o godzinie 23:00 z odpływającymi wodami. Położna która mnie badała nie zwróciła uwagi, że nie posiadam żadnego rozwarcia, a ja krzyczałam z bólu już podczas tego badania. Na dyżurze nocnym była P. D nie zajrzała do mnie przez całą noc. Jedyny pozytywy aspekt to, że cały czas monitorowano stan dziecka. Leżałam z bólami całą noc i cały następny dzień i jedyne co mi powtarzano to że czekamy na rozwarcie które się nie pojawiało, kroplówki też mi nie podłączono, bo niby można dopiero przy rozwarciu 5 cm. Dopiero Pan. W, który zmienił się po nocnym dużurze z Panią D. zainteresował się moją osobą o godzinie 19:00 wieczorem zrobił USG i postanowił podłączyć mi kroplówkę, choć też rozwarcia nie było, dlaczego więc nie podłączono mi jej rano. NA sali porodowej przeżyłam już koszmar i po spłynięciu całej kroplówki i tak trzeba było mi zrobić cesarkę, a to głównie zasługa jednej z Pań położnych która przekonała lekarza, że i tak nic z tego nie będzie. Na cesarkę musiałam czekać do 22:00 bo jak się okazuje niepotrzebnie o 18:00 podano mi jeszcze kolację. Jeśli chodzi o dalszą opiekę to miło wspominam Panie które opiekują się kobietami, Panie od dzieci zależy jaka zmiana niektóre robią łaskę, że coś powiedzą i ciężko jest im przyjść coś pomóc niektóre są bardzo życzliwe, ale to chyba już kwestia zamiłowania do pracy z dziećmi. A Pani ordynator to szkoda gadać, nie pomogła nic choć całą ciążę chodziłam do niej. Jeśli będę mieć jeszcze dzieci to na pewno nie będę rodzić w Sochaczewie!!!!!
Czy któraś z Pań korzystała może już ze znieczulenia podtlenkiem azotu jakie oferuje od niedawna sochaczewski oddział położniczy? Bardzo proszę o opinie i jakieś informacje.
wiadomo coś odnośnie tego jak obecnie wyglądają porody w Sochaczewie? tzn jakie jest podejście do pacjentki odkąd jest nowy ordynator? ktoś coś słyszał?
Przyszłym Mamom mogę tylko powiedzieć, że ja rodziłam jeszcze za poprzedniej kadencji, w grudniu 2012 r i czerwcu 2011 r. I powiem Wam, że nie powiem złego słowa na lekarzy, położne na porodówce i położne noworodkowe. Opieka i pomoc bez zastrzeżeń :)
Bardzo dziękuję Personelowi- Lekarzom, Położnym, Salowym!!
ps. koleżanka rodziła w Wwie, na Madalińskiego i wbrew niektórym opiniom, jaka to Wwa wspaniała, koleżanka naturalnie urodziła córkę 4880g i 63cm!! Obie ledwo uszły z życiem, a córcia urodziła się z martwicą i porażeniem barku- była za duża na poród naturalny, ale nikt nie wpadł na pomysł, żeby zrobić usg :o
Także moje drogie- myślcie pozytywnie i powodzenia!!
Moja koleżanka rodziła niedawno - co do nowego ordynatora to nie wiem bo go nie było ale ta nowa pielęgniarka co z nim przyszła to jakiś koszmar! Pani Julita czy Jowita ( nie zapamiętałam) to jakaś nawiedzona jest i zamiast odebrać poród to cyrk odstawia męcząc kobite! Biega, skacze rozmawia do dziecka zamiast pomóc rodzącej:| Poważnie się zastanawiam czy po raz trzeci rodzić w Sochaczewie bo jak trafię na tą kobietę na zmianie to aż się boję rodzić! Poprzednie dwa porody miałam super ale po tym co mi koleżanka opowiedziała co przeżyła z nią to ja nie chcę... A któraś z Was miała jakieś doświadczenia z nową położną od Pana Ordynatora?
witam,ja z P.Julita spotkalam sie w szkole rodzenia,wyklady byly fantastyczne!!!narawde goraco polecam wszystkim,zwlaszcza ze szkola rodzenia jest teraz bezplatna,ja konczylam platny kurs ale naprawde bylo warto!!czekalam na ten porod bez obaw ze czegos nie wiem czy niepotrafie!mialam wielkie szczescie ze trafilam na nia podczas porodu,to bardzoo kompetentna mila i troskliwa osoba,zadbala o przyjemna atmosfere,byla dla mnie i mojego meza ciepla,przemila,takie obydwoje mamy wrazenia,dbala o mnie i o moja coreczke,lagodzila stres moj i meza ,ktory byl przy mnie obecny caly czas tak jak sobie wymarzylam,moja Niunia trafila od razu na moj brzuch i zostala z nami przez caly pobyt w sali porodowej,a jak juz sie poprzytulalysmy i pokarmilysmy tata uczestniczyl w wazeniu i ubieraniu malenstwa,rodzilam pierwszy raz ,dzieki jej radom i roznym pozycjom porodowym udalo sie ochronic krocze,za co jestem bardzo wdzieczna!!!!polecam opisywac wlasne doswiadczenia a nie jakies opowiesci zaslyszane od kolezanek,ja swoje drugie dziecko napewno urodze w Sochaczewie i mam nadzieje ze wlasnie z Pania Julitka,pozdrawiam
Witam, do p. Julity (cudownej położnej) chodziłam do szkoły rodzenia i rodziłam z nią w Warszawie na Żelaznej. Rodziłam w różnych pozycjach: na piłce, w wodzie, itp. w końcu zdecydowałam się na poród przy drabinkach (kucając). Złego słowa na temat p. Julity nie mogę powiedzieć. Jest cudowną położną. Gdyby nie Ona nie dałabym rady. Zajęła się mną naprawdę wspaniale, pomagała znaleźć mi najwygodniejszą pozycję do rodzenia a później pomogła przy dziecku i pierwszym karmieniu. P. Julita pomogła urodzić moje dziecko bardzo profesjonalnie i w bardzo przyjaznej atmosferze. Bez niej bym sobie nie poradziła. Następne dziecko chcę rodzić tylko z p. Julitą :) inne położne wymiękają :D
Witam, rodziłam w lipcu tego roku, tak się złożyło, że w szpitalu w Warszawie. Początkowo planowałam że będzie to Sochaczew, ale rozważając wszelkie za i przeciw wybrałam Warszawę. Wyboru nie żałuję, na poród w naszym szpitalu chyba zabrakło mi odwagi, bo odwaga jest tu chyba niezbędna... nie chciałam "grać w ruletkę" i trafić na miły lub niemiły personel, to przecież jakieś niepoważne. Jak tylko dowiedziałam się o zmianie ordynatora a potem o tym że Pani Julita będzie pracować w Sochaczewie, to naprawdę, szczerze się ucieszyłam, wreszcie coś się zmienia, wreszcie coś nowego, wreszcie konkretne działania i wreszcie będą wprowadzone prawidłowe procedury w trakcie i po porodowe. Przyszło mi poznać Panią Julitę na zajęciach Szkoły rodzenia, to konkretna, rzeczowa i bardzo profesjonalna specjalistka w swojej dziedzinie. Zajęcie prowadzone na wysokim poziomie merytorycznym ale przy tym w miłej, ciepłej atmosferze. Pani Julita to także miła, ciepła osoba, niezwykle pomocna. Była do naszej (osób uczestniczących w zajęciach) dyspozycji w dzień i w nocy, mi pomogła rozwiać swoje wątpliwości nawet w trakcie swojego urlopu! Nie rodziłam z Panią Julitą a z inną równie sympatyczną położną z Żelaznej. Poród i stan po porodzie to nic przyjemnego ale dzięki takim osobom łatwiej przez to wszystko przejść. Ja życzyłabym sobie żeby położne były podobne w swoich działaniach i podejściu do pacjentek do Pani Julity i do położnej która odbierała moją córkę. Mam nadzieję że kolejne dziecko będę mogła bez wątpliwości urodzić w Sochaczewie. Dodam, że dzięki nowemu Ordynatorowi i Pani Julicie między innymi oczywiście, mamy darmową szkołę rodzenia, nową pojedynczą salę porodową a kobiety na oddziale położniczym nie są traktowane przedmiotowo a podmiotowo. Oczywiście wiem, że i w Sochaczewie są wspaniałe położne, miłe i pomocne, fachowe, ale ja niestety (nie będąc w ciąży) trafiłam na te mniej miłe... Żałowałam że nie było Pani Julity na oddziale, bo pewnie moja sprawa byłaby załatwiona zupełnie inaczej.
po pierwsze- bardzo mnie zirytował fakt że wypowiada się Pani o osobie z którą najwidoczniej nie miała Pani nigdy do czynienia-skoro pisze Pani o przeżyciach swojej koleżanki a nie własnych. a to po polsku nazywa się plotkowanie...
po drugie-będąc w ciąży(2012rok za kadencji poprzedniego ordynatora), w szpitalu w Sochaczewie byłam na wizycie tylko jeden raz i o jeden raz za dużo. zostałam tam oczerniona, obrażona i spławiona z kwitkiem-nawet mnie pani doktor nie zbadała.... więc raczej oczywiste było że nigdy więcej tam moja noga nie postanie i rodzić będę w warszawie.
i tak było, rodziłam na żelaznej-właśnie z Panią Julitą!!!!! Sympatyczniejszej kobiety nie poznałam, bardzo fachowa, konkretna a przy tym bardzo ciepła. Podczas porodu Pani Julita bardzo mi pomogła, proponowała różne pozycje, nawet takie które nigdy by mi do głowy nie przyszły. Nie leżałam biernie na łóżku porodowym tylko próbowałyśmy najwygodniejszej pozycji. Ja marudziłam a Pani Julita cierpliwie słuchała i starała się pomóc tylko jak mogła. dzięki tym "skakaniom" i "klękaniom" córkę urodziłam w 3godz. dziecko dostałam na klatkę piersiową i to było najprzyjemniejsze uczucie na świecie. Dzięki pomocy i fachowemu podejściu Pani Julity był to najpiękniejszy dzień w moim życiu.
Dodam jeszcze tylko, że to Pani Julita pokazała mi wszystko przy dziecku, pokazała jak prawidłowo przystawić dziecko do piersi, wytłumaczyła mi że tylko ciężka praca moja i dziecka zaowocuje dobrą laktacją. Dzięki jej doświadczeniu i radom, karmię dziecko do tej pory(ma teraz 8mcy).
Dowiedziałam się niedawno że pracuje Ta Pani w szpitalu w Sochaczewie i że dużo się pozmieniało. Bardzo się cieszę z tego powodu, że normy jakie w warszawie są normalnością zagoszczą i u nas w szpitalu i przyszłe mamy nie będą musiały jechać aż do warszawy. Kolejne dziecko z wielką chęcią urodzę już w Sochaczewie i mam nadzieję że poród odbierze również Pani Julita bo to jest ANIOŁ a nie położna, sobie i przyszłym mamom tego życzę.
Witam, poznaliśmy Julitę na szkole rodzenia. Jej wiedza i doświadczenie tylko pomoże przyszłym sochaczewskim matkom. Na pewno zrobi wszystko by mamy z Sochaczewa chciały rodzić w Sochaczewie. Jest to osoba, która wprowadzi opiekę nad mamą i dzieckiem na nowy poziom. Czekam na opinię rodzących.
Witam. Koleżanka pewnie myślała że się prześpi, położna za nią dziecko urodzi(przecież od tego jest) a jak się obudzi to już zobaczy ślicznego, ubranego w piękne ubranka dzidziusia.
Dzięki "tym męczarnią" jakie odprawiała P Julita urodziłam dwoje dzieci. Obydwa porody odbyły się do wody, szybko i sprawnie a ja wyszłam z tego bez szwanku. Dodam że pierwsza córcia ważyła prawie 4 kg. Dzięki szkole rodzenia w której zajęcia prowadziła owa P Julita niczego się nie bałam. Krok po kroku opowiadała co może nas spotkać w porodzie, przed i po nim o laktacji i pielęgnacji maluszka. Odpowiadając czasem na najbardziej bzdurne pytania. W trakcie porodu konkretna, rzeczowa a przy tym bardzo miła i ciepła objęła nas swoją opieką. Jej zainteresowanie nie skończyło się wraz z urodzeniem dziecka. Jako świeżo upieczona mama miałam wiele rozterek, zawsze kończyły się one pomocą P Julity. Dzięki niej porody wspominamy z mężem jako wspaniałe przeżycie a nie krytyczne wydarzenie. Niestety szpital w Sochaczewie nie cieszy się najlepszą opinią ale może dzięki takim osobą jak P Julita można będzie tam rodzić po ludzku. tak jak nam rodzącym odpowiada a nie tak jak położnej się przywidzi. Za P Julitą pojadę na koniec świata żeby tylko z nią urodzić. Anioł nie kobieta.
P Julicie życzę jak najwięcej radości z pracy ale i wytrwałości
Cieszy mnie to że mają Panie tak dobre zdanie o P. Julicie. Ja jednak jeste zwolenniczkom spokoju podczas porodu i nienwyobrażam sobie takiego biegania i potoku słów wokół mnie podczas porodu. Położna ma pomagać a nie robić dodatkowe zamieszanie. Co do kładzenia na brzuch noworodka i własnych ubranekmoraz miłego wyrazu na twarzy "starych" położnych z Sochaczewa nie mam nic im do zarzucenia- również otrzymałam te wszystkie cudowne chwile od nich i niezbędną pomoc w spokoju. Tak się zastanawiam ( może któraś z Pań wie) czemu tak wybitna położna jak P. Julita ( tak wynika z powyższych postów) przyszła z renomowanego, warszawskiego szpitala do małego, biednego sochaczewskiego? Przecież jak ktoś z sochaczewa chciałby rodzić w warszawaie to żaden problem?
Ja codziennie dziękuję Bogu że moje dziecko przeżyło poród odbierany przez Panią J. ! I żeby nie było -to nie tylko moja opinia ale również pediatry mojego dziecka! Zamiast mi pomóc to siedziała i gadała głupoty do mojego rodzącego się dziecka! Przez co moja niunia urodziła się z tragicznie niskim wynikiem! Uważa że jest mądrzejsza od matki natury i zjadła wszystkie rozumty! Może jak w Warszawie sobie ją opłaciłyście w szkole rodzenia to inaczej się Wami zajęła. W Sochaczewie nikt nie będzie jej płacił łapówek za prywatne porody - skoro jest taka cudowna to zabierzcie sobie ją do warszawy z kąd przyszła i niech tam męczy kobiety swoimi mądrościami! Jak dane mi będzie mieć drugie dziecko to mąż zadba żeby pani J. się do mnie nie zbliżyła! A poza tym co to za wysyp wyznawców Pani J.? A może sama pani J. Pisze sobie pochwały?sochaczewskie forum to nie jest zbyt uczęszczanym miejscem.
Trochę nie na temat ale tyczy się ciąży i sochaczewskich lekarzy z ginekologii...
Dlaczego jest tak, że jak tylko pomyślę lepiej o tym szpitalu to staje się coś co przywraca mnie do rzeczywistości??
Sytuacja z wczoraj:
dzwoni do mnie spanikowana żona (6 miesiąc, leczenie hormonalne, podtrzymanie ciąży), że dostała krwotoku z nosa, którego nie może opanować, krew ciurkiem leciała. Przyjechało pogotowie, udało im się opanować krwotok, ale po chwili zaczął się jeszcze większy, więc bez zastanowienia do karetki i szpital. Jak powiedziała w jakiej jest sytuacji to od razu na ginekologię ją zawieźli. I się zaczęło... przyjął ją Jalowski i zdziwiony, że ona przecież nie powinna trafić do niego, on nie będzie się zajmował takim przypadkiem. Wszyscy mu mówią, że trzeba ją zbadać ze względu na stan ciąży, czy z dzieckiem wszystko w porządku. Ale po co. Nawet na nią nie patrzył jak mówił, jakby jej nie widział.
W końcu przyszła inna lekarka, wygoniła Jalowskiego z gabinetu i ona dopiero zbadała czy wszystko w porządku. Tzn. chciała zbadać, ale okazało się, że: nie mają czym zrobić USG, nie mogą zrobić KTG i sprawdzili jedynie czy serce dziecka bije.
Poszliśmy do poradni K, tam lekarka miała zrobić dokładne badania. Okazało się, że też nie ma czym. Co więcej: żona jest w 6 miesiącu i do tej pory w szpitalu nie miała ŻADNEGO USG. Najbliższe zaplanowane jest na bodajże 27 tydzień... To ma być szpital???
Kilka słów do Jalowskiego: Ty łysy chuju, dobrze, żeś się słowem nie odezwał jak Cię zobaczyłem, bo ledwo panowałem nad sobą mendo. Ciesz się, że z dzieckiem wszystko w porządku, bo za takie zachowanie to ty byś potrzebował pomocy. Jesteś w tym szpitalu nie po to by spacerować po korytarzu z rękami w kieszeni i kiwając główką. Masz pomagać ludziom. Jesteś od leczenia tak jak dupa od srania. Więc się tym zajmij.
A jak potrzebowaliśmy skierowanie do laryngologa, to poszła pielęgniarka do niego. Jak je nam dawała to powiedziała, że jakoś udało się załatwić...
Ja codziennie dziękuję Bogu że moje dziecko przeżyło poród odbierany przez Panią J. ! I żeby nie było -to nie tylko moja opinia ale również pediatry mojego dziecka! Zamiast mi pomóc to siedziała i gadała głupoty do mojego rodzącego się dziecka! Przez co moja niunia urodziła się z tragicznie niskim wynikiem! Uważa że jest mądrzejsza od matki natury i zjadła wszystkie rozumty! Może jak w Warszawie sobie ją opłaciłyście w szkole rodzenia to inaczej się Wami zajęła. W Sochaczewie nikt nie będzie jej płacił łapówek za prywatne porody - skoro jest taka cudowna to zabierzcie sobie ją do warszawy z kąd przyszła i niech tam męczy kobiety swoimi mądrościami! Jak dane mi będzie mieć drugie dziecko to mąż zadba żeby pani J. się do mnie nie zbliżyła! A poza tym co to za wysyp wyznawców Pani J.? A może sama pani J. Pisze sobie pochwały?sochaczewskie forum to nie jest zbyt uczęszczanym miejscem. Ja nie płaciłam położnej za odbiór mojego porodu. Moje zdanie o Pani Julicie poparte jest doświadczeniami jakie miałam w kontakcie z Nią. Opisałam konkretne sytuacje. Rozumiem Pani rozżalenie, ale może częściowo ta zła opinia o położnej wynika z tego że dziecko urodziło się w złym stanie. Proszę mi wierzyć położna to nie Bóg nie wie wszystkiego i nie wszystko przewidzi, Jej, tak jak lekarzowi czasem ciężko jest podejmować konkretne decyzje. No i przecież nie sama położna odbiera poród, jest też lekarz...on też powinien ocenić sytuację. Myślę, że Pani Julita robiła wszystko żeby poród i dla Pani i dla dziecka był jak najlepszym doznaniem i żeby zakończył się dobrze. Moja ciąża od samego początku do końca przebiegała bez żadnych problemów, rodziłam też bez większych problemów, ale do czasu, bo skończyło się cesarskim cięciem na "ostatniej prostej" porodu. Dziecko nie urodziło się naturalnie, bo zagrożone było jego życie. Męczyłam się kilka godzin, choć miałam przeczucie że nic z tego nie będzie, doszłam rawie do samego końca a wyszło jak wyszło. Czyja to wina? Moja? Położnej? Lekarza? NIE! robili wszystko żeby uratować moje dziecko i za to im dziękuję. Położna próbowała naprawdę wszystkiego żeby ulżyć mi w bólu, też nie wiedziała od samego początku jaki będzie finał porodu.
Witam Odbiegając od tematu odnośnie porodu w szpitalu,wydaje mi się,że po tylu latach krzywdy jakie wyrządzili ,,pseudo lekarze""w sochaczewskim szpitalu i po wytrwałym zniechęcaniu ludzi do podjęcia chociażby próby leczenia w owym szpitalu,która się zawsze kończyło uciekanie z tego szpitala.Nie jeden przypadek,czy nie jeden lekarz zachęci by znowu ludzie zaczeli tam przychodzić,a nie jak w większość już po prostu nie mieli wyjścia(przypadek losowy,bądz brak samochodu)zmuszał ich do pójścia do tego,bo inaczej tego nie można było nazwać grajdołku lekarzy-kliki sochaczewskiej,że chyba musi minąć kilka bądz kilkanaście lat zanim przy dobrych frekfencjach się coś zmieni.Sam wylądowałem tam z dzieckiem dwa razy-pierwszy i ostatni. Zwracam się z prośba do personelu tam w większości pracującego(bo nie można powiedzieć,że wszyscy) praca w szpitalu to nie jest MUS,jeżeli nie czujecie chęci pomagania ludziom,co powinniście robić-godząc,wybierając prace w szpitalu,że na zmianę pracy zawsze jest dobra pora-nie męczcie ludzi,którzy przychodzą po pomoc i leczenie..
Życzę dużo wytrwałości nowemu Panu Ordynatorowi,gdyż nie łatwą drogę Mu wysłali wcześniejsi poprzednicy i proszę zwrócić uwagę na śmietankę sochaczewską,która pracuje wyżej i jak do tej pory nie była do ruszenia,bo jak to w Sochaczewie rączka-rączkę myje.
Witam, jak widać jest dużo osób, które staje w obronie nowej położnej, ponieważ po pierwsze zyskała popularność dzięki szkole rodzenia ( polecam bardzo ), po drugie jest przesympatyczną kobietą, po trzecie jest profesjonalną położną, a po czwarte myślę, że wiele kobiet chciałoby, aby nasza sochaczewska porodówka zaczęła być miejscem, gdzie można bez lęku urodzić swoje dziecko. Te kobiety, które miały te szczęście i mogły rodzić w szpitalu na żelaznej , mogą się wypowiedzieć o wysokim poziomie tego miejsca, zaczynając od sali porodowej: pokoju gdzie rodząca jest jedna, ma do swojej dyspozycji wannę, łazienkę i przestrzenna sale do swojej dyspozycji, profesjonalne położne, np Julitę, która sama ogarnia cały poród, kończąc na świetnych lekarzach i profesjonalnych oddziałach. Wiadomo nie dorównamy nigdy temu szpitalowi, bo to jest placówka wyspecjalizowana z tematyce położnictwa i ginekologii i zajmują się tylko tym. Ale mam nadzieję, że cała załoga oddziału położnictwa w sochaczewie przyjmie cenne rady, pomysły i rozwiązania położnej, która pracowała w szpitalu, którego nawet nie można porównywać z naszym!! Tu chodzi o dobro kobiet. Ja miałam to szczęście i rodziłam razem z Julitą. Dzięki Niej nie boję się drugiego porodu, wspominam te wydarzenie baaardzo symaptycznie, pomimo bólu, ponieważ słuchając się Jej, dałam sobie pomóc!! Ta położna na prawdę wie co robi i nawet jeśli nam się wydaję, że skakanie na piłce jest bez sensu, to dzięki temu możemy sobie pomóc i rzeczywiście ten poród może być łatwiejszy. Niech coś się w końcu zmieni, nie znam innej położnej,która mogłaby to zrobić!! Wierze w Nią, trzymam kciuki, i mam nadzieję na następny poród w sochaczewie!!
Witam:)
Chciała bym poznać wasze zdanie co do porodów w naszym szpitalu. Jak on przebiega, jaki jest personel.
Myślę że tylu ilu będzie wypowiadających się, tyle będzie opinii , moja żona akurat chwali sobie poród w Sochaczewskim szpitalu... ale nie koniecznie może to być regułą ;)
Ja na swój poród w sochaczewskim szpitalu nie mogę narzekać bo odbył się bez żadnych problemów
,może dlatego że rodziłam tylko 45 min. a 3 godziny spędziłam na sali przedporodowej. Bardzo życzliwe panie położne(pomagały jak mogły najlepiej) i akurat trafiłam na fajnych lekarzy.
Po porodzie też było ok. tylko ja niestety miała duży problem bo nie miałam pokarmu więc położne karmiły moja córcie(na początku glukozą a w drugiej dobie już mleczkiem ze słoiczka).
Więc nie ma czego się bać- akurat na położnictwie personel do zniesienia
A ja powiem tak, jeśli poród przebiega bez komplikacji, to myślę że w Sochaczewie może nie być on traumą, natomiast w sytuacjach niekonwencjonalnych, trudnych, lub też po prostu niespodziewanych w naszym szpitalu lekarze, a zwłaszcza Pani Ordynator, pokazuje że zamiast specjalizacji z ginekologii i położnictwa, robiła specjalizację z weterynarii.
Ja miałam cesarkę, po 12 dniach przenoszenia, niechciano mi jej zrobić, bo Pani doktor stwierdziła, że mam urodzić sama, a cesarka to jakaś moja fanaberia. Przy czym po usg okazało się ,że dzieciątko jest naprawdę spore, a poza tym moja macica jest niezdolna do skurczów, nie reaguje nawet na oksytocynę. i tak podczas operacji, usłyszałam jeszcze-"cholera jakie zielone wody!" całe szczęście z dzidzią wszystko wporządku, ale myślę, że poród w sochaczewskim szpitalu nie należy do wspaniałych przeżyć. Jedno co naprawdę warto podkreślić, to fakt iż położne są naprawdę wyrozumiałe i pomocne. Wielkie dzięki za ich serdeczność.
Ja mój pierwszy poród wspominam źle. Położna nieprzyjemna ( taka mulatka- podczas badania nie delikatna, łaskę robiła, że ma mi pomóc urodzić). Po 13 godzinach męczarni urodziłam, ale strasznie popękałam, a o szyciu przez Panią Buczek nic nie wspomnę. Drugi poród to już bez porównania. Położna super (Pani Jagoda), bardzo delikatna, 1,5 godziny i było już po wszystkim. Tak mnie porozciągała, że nic nie popękałam, nawet żadnego otarcia, nic. Także wszystko zależy od tego na kogo trafisz. Pobyt na oddziale ok.
Perosonel jest różny, zależy na jaką zmianę trafisz, chociaż położne w tej chwili wszystkie miłe i pomocne. Poród też przebiega różnie, tu nie ma reguły, wszystko zależy indywidualnie od osoby.
Pierwsze dziecko rodziłam naturalnie, wspomnienia nie wywołują u mnie jakiejś traumy, wszystko przebiegło bez komplikacji i naprawdę szybko.
Drugie dziecko urodziłam poprzez cc, jak dla mnie tragedia, zerowy próg bólu, cierpiałam niemiłosiernie gdy już puściło znieczulenie. Środki przeciwbólowe niewiele dały. Poza tym mnóstwo kobiet rodzących, personel nie wiedział gdzie ręce wkładać ;)
Bardzo długo zastanawiałam się nad porodem w sochaczewskim szpitalu. Po wielu "za" i "przeciw" stwierdziliśmy z mężem, że nie będziemy jeździć w obce miejsce, bo to i tak nie gwarantuje, że w innym szpitalu trafię na super załogę.
Personel był ludzki :-) Zarówno położna jak i wszystkie obecne tam panie (nie wnikałam pomiędzy skurczami na jakich są stanowiskach :-) były bardzo miłe i rzeczywiście pomagały. Doradzały, podpowiadały, sugerowały. Może nie było to przymilanie się, ale nie czułam się też w jakimś stopniu piątym kołem u wozu.
Może miały na to wpływ dwa czynniki: trafiłam na koniec jednej zmiany i początek drugiej a także na pustkę w salach porodowych (byłam jedyna).
Poród odbierała dr Buczek i położna, pani Martyna. I mimo moich wątpliwości, co do pani doktor (miałam wczesniej niemiłe doświadczenia w traktowaniu pacjentek), zostałam pozytywnie zaskoczona. Pani położna była przemiła i bardzo delikatna.
Szycie rzeczywiście nie było najlepiej zrobione, jednak mimo wszystko poród w tym szpitalu nie był dla mnie traumą. Na brak zrozumienia trafiłam jednak będąc na oddziale już z maluszkiem. Co zmiana, to inne zasady, a gdy dziecko płakało w nocy, przychodziły oburzone panie zpokoju pielęgniarek, że przeszkadzamy im w spaniu. I to chyba jeden wielki minus jak dla mnie. Ale kobieta po porodzie ma na oczach takie klapki ze szczęścia, że wszystko przeżyje i te 3-5 dni szybko mijają.
ilonaro7 ciekawi mnie kilka konkretnych rzeczy, jak znajdziesz chwilę to proszę napisz.
Czy położna chroniła krocze w czasie porodu, czy zostałaś nacięta?
Czy bezpośrednio po urodzeniu położyli Ci gołego maluszka na brzuchu na 2 godziny, czy może po chwili zabrali do ważenia i badania i oddali ubranego?
Czy proponowali Ci różne pozycje w momencie rodzenia się dziecka, żebyś mogła wybrać jak Ci najlepiej?
Bardzo mnie interesują aktualne informacje, czy dostanę to "standardowo" czy będę musiała się upominać?
Jeśli inne mamy będą chciały się podzielić nowymi wrażeniami z oddziału to też proszę napiszcie coś. Jest na forum sporo opinii, jednak wszystkie są sprzed ładnych paru miesięcy. Zależy mi na świeżych opiniach.
Pozdrawiam :)
ja swój poród wspominam dobrze rodziłam pół roku temu. Miałam cc robiła mi je dr Buczek szycie również robiła dr Buczek i wyszło jak dla mnie bardzo ładnie w tym momencie jest tylko lekki ślad. Na położnictwie miłe panie położne nie można na nie narzekać.
Odpowiedziałam na priv.
Wielkie dzięki. Odpisałam :)
Witam
Rodziłam w maju 2011 roku swoje pierwsze dziecko w naszym sochaczewskim szpitalu.
I naprawdę mimo ogromnego bólu i wysiłku wspominam to bardzo dobrze.
Panie położne są naprawdę super. Ja trafiłam na dzień w którym nie było innych porodów więc to też był wielki komfort. Pani położna zajęła się mną wyjątkowo dobrze. Rozmawiałyśmy, pośmiałyśmy się (oczywiście w tych pierwszych fazach porodu). Bardzo mi pomogła. Mimo że byłam przecież zupełnie dla niej obcą osobą odwiedziła mnie i moje maleństwo później na sali na której leżałam. Gdybym jeszcze raz miała rodzić to zgłosiłabym się do niej osobiście. Specjalnie zapisałam sobie jej imię i nazwisko. Panie z ginekologi też bardzo sympatyczne.
NA koniec dodam że też bardzo długo zastanawiałam się nad wyborem szpitala. I uważam że jeżeli z dzidziusiem jest wszystko ok to nie ma co wymyślać. Osobiście znam kilka przypadków rodzących w renomowanych warszawskich szpitalach które nie są zadowolone.
Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia
Odpowiadając na pytania:
_ ja zostałam nacięta i sama też popękałam. Ale mnie zszywał pan doktor i szybko się zagoiło.
- Dziecko położyli mi na brzuchu zaraz po urodzeniu na kilka chwil. Zaraz po tym jak zostałam zszyta i przewieziona do salki poporodowej dzidziuś już był ze mną.
- Pani Położna mówiła mi jakie pozycje mogę przybierać podczas skurczy. Miałam do dyspozycji również piłkę. Sama decydowałam co w danej chwili przyniesie mi odrobinę ulgi.
pozdrawiam
Kurcze, czyli jednak nie przestrzegają nowych przepisów. Nie powinni Ci zabierać dziecka na czas rodzenia łożyska i szycia, a ważenie, mierzenie i ubieranie powinno odbyć się dopiero po 2h od porodu (oczywiście jeśli nie było powikłań).
Co do pozycji to domyślam się, że piszesz o I fazie porodu. Mnie chodzi bardziej o II fazę. Jak ja rodziłam pierwsze dziecko to chciałam je urodzić na stojąco (tak mi w tamtej chwili podpowiadało ciało), ale wszyscy byli zbulwersowani moim pomysłem i praktycznie siłą wpakowali mnie na łóżko i nie pozwolili już z niego zejść. Była to dla mnie ekstremalnie niewygodna pozycja (na siedząco) i teraz wiem, że nie mięli prawa tak zrobić. Dlatego tak szczegółowo się Was wypytuję, bo mam poczucie, że nie mogłam urodzić tak jak chciałam i żadna przemiła położna mi tego nie zrekompensuje (były dla mnie miłe dopóki zgadzałam się na to co proponują).
Dziewczyny podpowiedzcie proszę jak z goleniem krocza do porodu? To obowiązek w Sochaczewie?
Mnie położna powiedziała przy przyjęciu, że ich interesuje, żeby miejsce ew. nacięcia było bez włosów. Mnie w ogóle nie goliły (byłam ogolona "po swojemu" ale nie na zero). Nie wiem jak jest w przypadku cesarki.
kijsen555, ja rodziłam prawie rok temu i z tego co wiem przez ten czas nic się nie zmieniło. Przepisów nie przestrzegają, ja też nie chciałam rodzić na siedząco, była ostra wymiana zdań z położnymi i usłyszałam że "przepisy przepisami, my też znamy te standardy ale tu po prostu nie ma warunków na to wszystko" I to jest niestety prawda. U nas nie ma odpowiedniego wyposażenia do rodzenia w dogodnej dla kobiety pozycji. Krocze nacinają chyba jak leci, jeszcze nie spotkałam się żeby komuś nie nacięli.A tym goleniem to się tak nie przejmujcie, jak już będziecie przyjmowane na porodówkę to będzie to tylko drobny zabieg.
No i to mnie właśnie wkurza. Jak to nie ma warunków?! Do tego żeby pani położna ukucnęła na podłodze? Ja usłyszałam argument, że jeśli dostanę krwotoku to jak oni mnie na to łóżko wpakują. Uważam, że 5 osób, które były przy porodzie by sobie spokojnie dało radę (w tym dwóch panów). tylko, że u nas jeszcze pokutuje takie głupie przekonanie, że to personelowi ma być wygodnie, bo to oni odpowiadają. Tylko, że to nie prawda. Jeżeli rodzi dziewczyna zdrowa psychicznie, mająca pełnię praw obywatelskich to sama decyduje o sobie i o swoim dziecku, a rolą personelu jest ją uprzedzić o ewentualnym zagrożeniu i jak najlepiej wypełnić swoją pracę. Ale decyzję od początku do końca powinna podjąć pacjentka.
Mnie się udało urodzić pierwsze dziecko bez nacięcia, chociaż nie obyło się bez walki z położną. Pani oburzona moją prośbą z fochem odpowiedziała, że żeby ochronić krocze to trzeba najpierw współpracować z położną (to było przy przyjęciu na oddział, potem mój mąz musiał pani o tym przypominać, bo juz miała nożyczki w ręku).
Żeby nie było różowo to dostałam też dolargan bez mojej zgody. Panie zaproponowały mi "dobry zastrzyk znieczulający, polecamy". Dla mnie to żadna informacja. Byłam już tak otumaniona skurczami, że nie zadałam żadnych pytań. Nikt mi nie powiedział jak ten środek sie nazywa, jaki działa i jakie ma skutki uboczne. Dopiero po porodzie dowiedziałam się od pediatry, że dziecko musiało dostać leki i jest otumanione, bo ja wziełam dolargan (!!!).
Niedługo rodze znowu i znowu zapowiada się walka z personelem. Tym razem będę mądrzejsza i wszystkie moje prośby będą na piśmie. zobaczymy.
Witam,
chciałabym podziękować całemu personelowi oddziału położniczego szpitala w Sochaczewie. Rodziłam 15.10.Był to mój pierwszy poród i wspominam go bardzo milo. Panie pracujące na tym oddziale są bardzo miłe i starają sie zawsze pomóc. Odpowiadają na każde pytanie i służą oomocą. Polecam ten szpital z całego serca
Iwona
bardzo milo się czyta podziękowania bo my jako naród mamy coś takiego ,że krytykujemy , wymagamy a sami nie zawsze jesteśmy w porządku - życzę wszystkiego dobrego Tobie i maluszkowi !
Czasami krytyka jest nieunikniona. Ja mojego pierwszego porodu który odbył się w naszym szpitalu nie zapomnę do końca życia. Mało brakowało a znalazła bym się między aniołkami. Miesiąc po porodzie wylądowałam w Warszawie na stole operacyjnym , bo położna pani doktor zostawiły kawałek łożyska w macicy. Mimo wielu wizyt u naszych wspaniałych lekarzy, próśb o usg, łyżeczkowania w czasie nie kończącego się połogu , musiałam szukać pomocy prywatnie w Warszawie. Skończyło się to dla mnie szczęśliwie trafiłam pod opiekę naprawdę wspaniałych specjalistów którzy postanowili mnie ratować. Dzięki nim mam dwóch synków. Nasz szpital radzę omijać z daleka . Polecam Warszawski szpital Dzieciątka Jezus bo dla mnie najważniejszy jest wykwalifikowany personel ,który wie co robić kiedy pojawią się komplikacje.
Witam.
JA ODRADZAM PORODU W SOCHACZEWSKIM SZPITALU ZDECYDOWANIE!!!
Na początek byłam na badaniu i przebito mi przypadkowo wody płodowe!!! TAK też było to dla mnie szokiem. Pani która mnie badała była niemiła i nie delikatna. Po przejściu na porodówkę bez bóli i rozwarcia leżałyśmy na sali do rodzenia we trzy a że byłam jak to Panie stwierdziły pierwodódką to muszę się nasłuchać.Była przy nas jedna połozna i jedna pielegniarka.Połozna oczywiście co ponoć w Sochaczewie jest nie realne była opłacona przez jedna z dziewczyn i wiadomo kim się zajmowała!!!
Witam..
JA ZDECYDOWANIE NIE POLECAM PORODU W SOCHACZEWIE!!!
Jeśli ktos ma mozliwość niech wybierze Pruszków lub ewentualnie Warszawę jest tyle dobrych szpitali i opieka nieziemska a i o Żyrardowie też bardzo dobre opinie słyszałam.
Na początek przy badaniu przebito mi wody połodowe!!!
TAK też byłam w szoku.Skierowano mnie na porodówkę.Dostałam podartą koszulę z jednym trokiem i z piersiami na wierzchu musiłam sobie lezeć, a co tam.Tam leżałyśmy we 3 i co najlepsze jedna połozna i jedna pielęgniarka, w tym połozna opłacona przez jedną z dziewczyn co ponoć w Sochaczewie jest NIEMOŻLIWE a jednak, co robi KASA!!!Ze byłam jak stwierdzono pierworódką ,,musze sie nasłuchać i rodzic ostatnia,,
Trwało to cały dzień, nikt sie mna nie przejmował no wiadomo kim sie zajmowano /opłaconą/.
Podczas porodu gdy wyszła głowka dziecka kazano przestac przec i poczekac bo nie przyszła jeszcze Pani doktor. I to miało konsekwencje swoje dalej.Dziecko urodziło sie osłabione i dostałam je dopiero po 6h.gdzie mi je przyniesiono jak spałam i nic nie powiedziano.
I tak dwa dni leżałam w tej samej pokrwawionej koszulce co rodziłam, koleżanki też a o prześcieradłach to sie juz nie mówi.Jak doszłam do siebie zmieniłam koszulę na swoja i jakoś dopiero wtedy znalazły sie koszule.
3 dnia podczas odwiedzin koleżanka zorientowała się że cos jest z moim dzieckiem nie tak.Ja tego nie zauważyłam choc na obchodach mówiłam że dziecko nie je i nie płacze.To jedna z Pań złapała mnie mocno za sudka i powiedziała ze mleko jest i ze pewnie zle przystawiam.Po poinformowaniu personelowi o dziecku zabrano go na 30min.Okazało się że miało w sobie jeszcze wody płodowe!!! CO SIE WIĄŻE Z TYM UDUSIŁO BY SIĘ i nie było by oczywiście winnego.Potem dziecko i popłakało i jadło, nie miałam z tym żadnego problemu.
Na jednej zmianie totalnie nas olewano, nie reagowano na dzwonki czy inne prośby KOSZMAR. Kolejna zmiana była ok.
Ogólnie teksy personelu sa nie do przyjęcia, kto zatrudnia tak wyszkolone Panie, chyba nie do tego co potrzeba.
Z łaska odpowiadają lub wcale jak by same nie były MATKAMI.Brak szacunku do innych i na to wychodzi że do siebie.
NIE POLECAM ZDECYDOWANIE TAM RODZIĆ!!!
cesarskie cięcie- położna z irytacją odpowiada na pytania -przez ile czasu ma być utrzymany cewnik, jak długo trzeba leżeć" na płasko ".Wsciekła bo ktoś z rodziny ośmielił zakłócić jej rytuał picia kawy w dyżurce .następne 2 dni to samo ...odpowiedzi z łaski . Nie dziwmy się wiec ,że sochaczewska porodówka i ginekologia kuleje .Jedynymi przyjaznymi osobami okazały się Panie Salowe...Szpital przyjazny dziecku i matce - tylko na certyfikacie niestety
Ja pół roku temu rodziłam drugie dziecko w Sochaczewie i z przykrością stwierdziłam, że nic się na lepsze nie zmieniło. Do szpitala pojechaliśmy z mężem o 2 w nocy i akurat parę minut po nas przyjechała druga rodząca bardziej zaawansowana w porodzie więc zajęto się nią. Nagminną sytuacją jest w szpitalu to, że położne próbują odesłać męża do domu żeby się wyspał jeśli poród wypadnie w nocy. Mimo że powtarzałam, że nie zostanę sama położne do ostatniej chwili wmawiały mężowi, że na pewno do 8 nie urodzę więc one do niego zadzwonią o 8 i sobie przyjedzie(urodziłam o 5 rano!). Z wielką łaską pozwoliły mu wejść na sale przedporodową na której byliśmy sami bo ta druga rodząca trafiła na salę porodową. Co jakiś czas przychodziła Pani i pytała czy już boli bardzo?!Oczywiście mówiłam że boli ale ona nastawiona była że jeszcze nie urodzę bo przecież na ktg wyszły bardzo niewielkie skurcze... I tak właśnie na sali przedporodowej na stojąco zaczęły mi się skurcze parte i dziecko o mały włos nie odebrałby mąż albo wylądowałoby na podłodze. Jakby go nie było nie miałby kto w ogóle zawołać personel! A jak już zawołał Panie z ledwością przeniosły mnie na łóżko i salę porodową i oczywiście kazały nie przeć?! Na sali porodowej byłam 7 minut..
Od razu uprzedzę, że nie mogłam jechać nigdzie indziej gdyż nie miał mnie kto zawieźć a w domu czekało 2 dziecko więc został tylko Sochaczew.
To była zmiana Pani Ordynator, ale nie chciało jej się nawet nie zszyć więc zrobiła to bardzo słabo położna.
Rodziłam w 2011. Z racji tego że byłam już po terminie chodziłam na KTG przez kilka dni do szpitala. Miałam bardzo słabe ruchy dziecka, ale wszyscy zgodnie mówili, że jestem za gruba i dziecko ma ciasno. Tego ostatniego dnia trafiłam na Panią Ordynator w poradni K. Z racji tego że nadal ruchy były znikome, kazano mi iść na badanie do ww Pani. Tak mnie przebadała, że do dziś pamiętam. Nie wspomnę, że stwierdziła że mam skurcze i rozwarcie na dwa palce.
Wysłano mnie na sale porodową. Zrobiono test OTC (chyba tak to się nazywało) jednak mój organizm wcale na to nie reagował więc trafiłam na oddział.
Na moje szczęście przyszła kolejna zmiana i jeden z Panów lekarzy zaniepokojony moim stanem zrobił masę badań i zadecydował o natychmiastowym wywołaniu porodu. Po czym się okazało że dziecko dusi się nawet przy najmniejszych skurczach więc ostatecznie zrobiono mi cesarkę. Przy czym się okazało że nie miałam ani skurczy ani rozwarcia tak jak twierdziła Pani doktor.
Jeśli chodzi o oddział, to zależy na kogo się trafi. Są Panie które bardzo się interesują. Ale były również dni że nawet nikt nie zajrzał przez cały dzień, a leżałam sama na sali. Naprawdę wszystko zależy na jakie osoby się trafi.
Z powodu komplikacji spędziłam tam 5 dni. Ogólnie wspominam ok. jednak uważam ze stanowczo oddział powinien mieć innego ordynatora. Czasy kiedy kobieta ma posłusznie leżeć i cierpieć bo tak rodzą kobiety od wieków już dawno minęły Pani Ordynator.
Rodziłam w 2011. Z racji tego że byłam już po terminie chodziłam na KTG przez kilka dni do szpitala. Miałam bardzo słabe ruchy dziecka, ale wszyscy zgodnie mówili, że jestem za gruba i dziecko ma ciasno. Tego ostatniego dnia trafiłam na Panią Ordynator w poradni K. Z racji tego że nadal ruchy były znikome, kazano mi iść na badanie do ww Pani. Tak mnie przebadała, że do dziś pamiętam. Nie wspomnę, że stwierdziła że mam skurcze i rozwarcie na dwa palce.
Wysłano mnie na sale porodową. Zrobiono test OTC (chyba tak to się nazywało) jednak mój organizm wcale na to nie reagował więc trafiłam na oddział.
Na moje szczęście przyszła kolejna zmiana i jeden z Panów lekarzy zaniepokojony moim stanem zrobił masę badań i zadecydował o natychmiastowym wywołaniu porodu. Po czym się okazało że dziecko dusi się nawet przy najmniejszych skurczach więc ostatecznie zrobiono mi cesarkę. Przy czym się okazało że nie miałam ani skurczy ani rozwarcia tak jak twierdziła Pani doktor.
Jeśli chodzi o oddział, to zależy na kogo się trafi. Są Panie które bardzo się interesują. Ale były również dni że nawet nikt nie zajrzał przez cały dzień, a leżałam sama na sali. Naprawdę wszystko zależy na jakie osoby się trafi.
Z powodu komplikacji spędziłam tam 5 dni. Ogólnie wspominam ok. jednak uważam ze stanowczo oddział powinien mieć innego ordynatora. Czasy kiedy kobieta ma posłusznie leżeć i cierpieć bo tak rodzą kobiety od wieków już dawno minęły Pani Ordynator.
Zgadzam się z Tobą w zupełności - zależy na kogo się trafi.....
NIE NIE NIE SOCHACZEW DO RODZENIA!!!
Moja koleżanka dostała w nocy buli, mąż zawiózł ją do Sochaczewa. To jej drugi poród, wiedziała że się zaczyna na siłe kazano jej by przyjęła lewatywę i w łazience podczas załatwiania zaczął sie poród, mąż był za drzwiami, miał jechać jak wyjdzie z łazienki i dobrze ze nie pojechał wcześniej kiedy usłyszał jej wołania i przeraźliwy krzyk łapał co było miękkiego pod ręką by jej pomóc i razem krzyczeli by ktoś przyszedł. To było ok.4 miesiące temu urodziła w łazience w sali przedporodowej w Sochaczewie. GDZIE BYŁ PERSONEL???
Innej koleżance powiedziano ...,, udusiła by Pani swoje dziecko,,..... dostała buli i także mąż ja zawiózł do Sochaczewa i nie czekała wcale w domu tak jak to stwierdzono i jej wmawiano!!!
I wiele wiele innych przypadków nieciekawych z życia tegoż szpitala, kochane kobitki PORÓD DLA KAŻDEJ KOBIETY POWINIEN BYĆ PRÓCZ BÓLU RADOŚCIĄ!!! A nie strachem że może się coś stać, że za chwile ktoś powie Ci coś niemiłego i obawa czy możesz w danej sytuacji udać się z prośba i zapytaniem do personelu i nie zostaniesz zlekceważona!!!
GODNY PORÓD WYBIERAMY SAME!!!!
Także się zgadzam ....... pani ww......nie od dzis tak bada na co skarży sie wiele kobiet i ja też!!! bo to ona mi przebiła przy zwykłym badaniu wody płodowe...byłam przerażona!!!
Witam!
Ja rodziłam w sochaczewskim szpitalu 3 tyg temu, poród odbył się przez cc. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt że przytrafił mi się zespół popunkcyjny (dzięki bardzo doświadczonej-wiek i bardzo pewnej siebie-rutyna pani anestezjolog. Powiem krótko, jest czas na pracę, ale jest też czas kiedy tę pracę należy zakończyć i odejść na zasłużoną emeryturę. Nie będę wymieniać nazwiska, ale Pani doktor tak trzęsą się ręce, że nie jest w stanie prawidłowo założyć wenflonu, a wykonuje znieczulenia wkłuwając się w kręgosłup, dodam że u mnie kilkukrotnie podejmowała próbę, a znieczulenie i tak nie zadziałało, więc zastosowano znieczulenie ogólne. Ale utrata płynu mózgowo-rdzeniowego dała znać o sobie później. O ile się nie mylę anestezjolog jest „pożyczona” z innego oddziału. DRAMAT!!!). Takiego koszmarnego bólu głowy nie życzę najgorszemu wrogowi. Nie byłam w stanie nawet podnieść głowy by zjeść śniadanie czy inny posiłek, wiec byłam głównie na kroplówkach i lekach przeciwbólowych. Nie było praktycznie mowy o tym by zająć się maleństwem. I tutaj mój wielki UKŁON w kierunku lekarzy, a w szczególności pań położnych. Zarówno pań od noworodków jak i tych które opiekują się kobietami. Trudno wymienić jedną najlepszą. Takiej opieki i troski nie spodziewałam się nigdy w życiu. Dodam że nie miałam ani nikogo znajomego tam, ani nie byłam w ciąży pod opieką żadnego lekarza z tego szpitala. Zarówno w nocy jak i dzień panie położne przychodziły i pytały czy nie zająć się maleństwem czy może mi nie potrzeba jakiegoś środka przeciwbólowego. Na ręce tych PAŃ składam PODZIĘKOWANIE, a paniom oddziałowym GRATULUJĘ tak świetnego personelu. Myślę że nie jeden warszawski szpital może PANIOM zazdrościć tak wspaniałego i oddanego zespołu. Z czystym sumieniem mogę polecić oddział ginekologiczno-położniczy sochaczewskiego szpitala, bo ja tam byłam.
Witam,
Rodziłam w styczniu bieżącego roku w sochaczewskim szpitalu i z ręką na sercu mogę powiedzieć że jestem jak najbardziej ZA- za porodem w Sochaczewie. przyjęto mnie późno w nocy i nikt nie robił z tego problemu zostałam zbadana dokładnie i położona na sali. o 3 nad ranem przy silnych bólach wezwałam położną która spała o tej godzinie i też żadnego problemu nie robiła że została obudzona, zbadała mnie znów i zaprowadziła na porodówkę gdzie odebrała poród nad ranem i żadnych pretensji nie miała. Strasznie przemiłe i BARDZO POMOCNE W CZASIE PORODU Panie położne.
Co do oddziału położniczego nie mam zastrzeżeń. Opieka nad matką i dzieckiem super nie ma się do czego przyczepić, przez 3 doby które leżałam nie odczułam braku zainteresowania wręcz przeciwnie- chętnie wszystkie Panie pielęgniarki pomagały (w nocy również i pretensji nie było że np. dziecko non stop płacze!!!) co do kwestii dokarmiania dziecka przez pielęgniarki- guzik prawda. DZIECKO DOKARMIANE JEST NA ŻYCZENIE MATKI!!! one same nie dokarmiaja na własną rękę. Ja nie chciałam dokarmiać dziecka i moja decyzja została uszanowana a pielęgniarki pomogły w kwestii karmienia piersią.
Naprawdę Was zachęcam dziewczyny do porodu w Socho ja tez się bałam bo naczytałam się różnych opinii ale było warto zaryzykować.
Poród oraz pobyt w szpitalu w Sochaczewie wspominam ogólnie dobrze. Szczególnie wyglądało to nieco gorzej.
Położne -
Zależy jaka zmiana, niektóre pracują bo muszą a inne bo mają takie powołanie. Uważam, że niektórym przydałyby się dodatkowe szkolenia o karmieniu piersią, podejściu do pacjentek a także metodach łagodzenia stresu podczas pracy. Osobiście nie jestem wymagająca ale niektóre odzywki wymawiane w stylu : "Pani jest kompletnie nie przygotowana do porodu" , "po co Pani tyle toreb?" (nie miałam dużej walizki to było więcej małych torebek) jak również wykład o lewatywie, że " świat zwariował odrzucając tą metodę" oraz inne teksty nie napawające optymizmem kobietę rodzącą, która nie wie co się wydarzy. Może to są jakieś głupie sprawy ale sposób ich wymawiania nie należał do miłych a w głowie rodził się niepokój.
Po drugie brakuje jednolitości w tym co mówią położne. Jedna mówi że trzeba tak dziecko trzymać, że jest przejedzone itp., druga że wręcz przeciwnie że trzeba trzymać inaczej, jest wygłodzone. I bądź tu mądry kogo słuchać? Najlepiej zaufać jednej konkretnej położnej.Na szczęście były również takie położne których rady były konkretne i uargumentowane sensownymi stwierdzeniami. Szczególnie zapamiętałam Panią Beatę M. - która chyba jako jedyna nosiła etykietkę z nazwiskiem. To jest przykład położnej! Miła, konkretna, uśmiechnięta, z poczuciem humoru i zaangażowaniem.
Zwróciłam jeszcze uwagę na sposób w jaki zmieniają się zmiany. Przychodzi 19 czy też 7 a tu nagle robi się głośno jak na wiejskim targu:) Po drugie słychać nieraz komentarze z pokoiku położnych jaka to praca, co kazali robić, wykład o pracy itp. - o takich rzeczach to się rozmawia w ciszy a nie wśród pacjentów którzy potem się zastanawiają o co chodzi.
Panie od noworodków były bardzo miłe i pomocne. Odpowiadały na pytania, przychodziły na dzwonek i pomagały.
Lekarze - biorąc pod uwagę podejście do pacjentek miło wspominam Panią Buczek, Pana Wronisza, Panią Dałek gorzej Panią Jaworską - ze względu na jej styl bycia.
Ordynator - Fakt jest to kobieta konkretna w tym co robi i mówi, ale ogólnie uważam że jak już coś tłumaczy to tak żeby słuchacz rozumiał z czym to się je. Myślę, że głównie jej osobowość wzbudza tyle niepokoju. Jeśli ma się dystans do niektórych jej tekstów naprawdę można się z nią dogadać jak z normalnym lekarzem. Co do jej kompetencji zawodowej to nie mogę się wypowiedzieć.
Warunki w szpitalu - bardzo czysto, są prysznice - ciepła woda, często zmieniają prześcieradła jak się zabrudzą, sprzątaczki na bieżąco dbają o porządek. Wizualnie niektóre rzeczy są już przestarzałe ale czystość daje górę.
Pediatrzy - bardzo mili i jak na moje oko i opinie innych znają się na rzeczy.
Mimo oceny 3+ polecam ten szpital. Nie można też czepiać się wszystkiego bo nie o to chodzi - opisałam tylko te rzeczy które najbardziej mi zaszły w pamięci.
Jedynie o czym trzeba pamiętać leżąc w tym szpitalu to: mieć swoje zdanie, nie wstydzić się i pytać się jeśli mamy jakieś wątpliwości, w chwilach trudnych dać do zrozumienia że należy nam się pomoc, pytać się o stan dziecka, czasami warto być razem z dzieckiem w zabiegowym po to by się dowiedzieć co jemu dolega i co będzie mu podane.
Rodziłam w sochaczewskim szpitalu w ubiegłym roku w październiku i naprawde nie mogę złego słowa powiedzieć zarówno na położne jak i lekarza dyżurującego. Poród zaczął się siłami nautry ale niestety musiał skończyć się cięciem cesarski. I tu fakt cieszyłam się, że tego dnia cięcie wykonywał doktor Jalowski! Jedyne złe wspomnienie to styczność z pania Ordynator ;/ cała reszta jak najbardziej za!!!
Rodziłam w Sochaczewie w styczniu tego roku. Niestety nie mogę nic dobrego powiedzieć o oddziale położniczym. Trafiłam na oddział o godzinie 23:00 z odpływającymi wodami. Położna która mnie badała nie zwróciła uwagi, że nie posiadam żadnego rozwarcia, a ja krzyczałam z bólu już podczas tego badania. Na dyżurze nocnym była P. D nie zajrzała do mnie przez całą noc. Jedyny pozytywy aspekt to, że cały czas monitorowano stan dziecka. Leżałam z bólami całą noc i cały następny dzień i jedyne co mi powtarzano to że czekamy na rozwarcie które się nie pojawiało, kroplówki też mi nie podłączono, bo niby można dopiero przy rozwarciu 5 cm. Dopiero Pan. W, który zmienił się po nocnym dużurze z Panią D. zainteresował się moją osobą o godzinie 19:00 wieczorem zrobił USG i postanowił podłączyć mi kroplówkę, choć też rozwarcia nie było, dlaczego więc nie podłączono mi jej rano. NA sali porodowej przeżyłam już koszmar i po spłynięciu całej kroplówki i tak trzeba było mi zrobić cesarkę, a to głównie zasługa jednej z Pań położnych która przekonała lekarza, że i tak nic z tego nie będzie. Na cesarkę musiałam czekać do 22:00 bo jak się okazuje niepotrzebnie o 18:00 podano mi jeszcze kolację. Jeśli chodzi o dalszą opiekę to miło wspominam Panie które opiekują się kobietami, Panie od dzieci zależy jaka zmiana niektóre robią łaskę, że coś powiedzą i ciężko jest im przyjść coś pomóc niektóre są bardzo życzliwe, ale to chyba już kwestia zamiłowania do pracy z dziećmi. A Pani ordynator to szkoda gadać, nie pomogła nic choć całą ciążę chodziłam do niej. Jeśli będę mieć jeszcze dzieci to na pewno nie będę rodzić w Sochaczewie!!!!!
Czy któraś z Pań korzystała może już ze znieczulenia podtlenkiem azotu jakie oferuje od niedawna sochaczewski oddział położniczy? Bardzo proszę o opinie i jakieś informacje.
wiadomo coś odnośnie tego jak obecnie wyglądają porody w Sochaczewie? tzn jakie jest podejście do pacjentki odkąd jest nowy ordynator? ktoś coś słyszał?
A to nowość, nawet nie wiedziałam :)
Przyszłym Mamom mogę tylko powiedzieć, że ja rodziłam jeszcze za poprzedniej kadencji, w grudniu 2012 r i czerwcu 2011 r. I powiem Wam, że nie powiem złego słowa na lekarzy, położne na porodówce i położne noworodkowe. Opieka i pomoc bez zastrzeżeń :)
Bardzo dziękuję Personelowi- Lekarzom, Położnym, Salowym!!
ps. koleżanka rodziła w Wwie, na Madalińskiego i wbrew niektórym opiniom, jaka to Wwa wspaniała, koleżanka naturalnie urodziła córkę 4880g i 63cm!! Obie ledwo uszły z życiem, a córcia urodziła się z martwicą i porażeniem barku- była za duża na poród naturalny, ale nikt nie wpadł na pomysł, żeby zrobić usg :o
Także moje drogie- myślcie pozytywnie i powodzenia!!
Moja koleżanka rodziła niedawno - co do nowego ordynatora to nie wiem bo go nie było ale ta nowa pielęgniarka co z nim przyszła to jakiś koszmar! Pani Julita czy Jowita ( nie zapamiętałam) to jakaś nawiedzona jest i zamiast odebrać poród to cyrk odstawia męcząc kobite! Biega, skacze rozmawia do dziecka zamiast pomóc rodzącej:| Poważnie się zastanawiam czy po raz trzeci rodzić w Sochaczewie bo jak trafię na tą kobietę na zmianie to aż się boję rodzić! Poprzednie dwa porody miałam super ale po tym co mi koleżanka opowiedziała co przeżyła z nią to ja nie chcę... A któraś z Was miała jakieś doświadczenia z nową położną od Pana Ordynatora?
witam,ja z P.Julita spotkalam sie w szkole rodzenia,wyklady byly fantastyczne!!!narawde goraco polecam wszystkim,zwlaszcza ze szkola rodzenia jest teraz bezplatna,ja konczylam platny kurs ale naprawde bylo warto!!czekalam na ten porod bez obaw ze czegos nie wiem czy niepotrafie!mialam wielkie szczescie ze trafilam na nia podczas porodu,to bardzoo kompetentna mila i troskliwa osoba,zadbala o przyjemna atmosfere,byla dla mnie i mojego meza ciepla,przemila,takie obydwoje mamy wrazenia,dbala o mnie i o moja coreczke,lagodzila stres moj i meza ,ktory byl przy mnie obecny caly czas tak jak sobie wymarzylam,moja Niunia trafila od razu na moj brzuch i zostala z nami przez caly pobyt w sali porodowej,a jak juz sie poprzytulalysmy i pokarmilysmy tata uczestniczyl w wazeniu i ubieraniu malenstwa,rodzilam pierwszy raz ,dzieki jej radom i roznym pozycjom porodowym udalo sie ochronic krocze,za co jestem bardzo wdzieczna!!!!polecam opisywac wlasne doswiadczenia a nie jakies opowiesci zaslyszane od kolezanek,ja swoje drugie dziecko napewno urodze w Sochaczewie i mam nadzieje ze wlasnie z Pania Julitka,pozdrawiam
Witam, do p. Julity (cudownej położnej) chodziłam do szkoły rodzenia i rodziłam z nią w Warszawie na Żelaznej. Rodziłam w różnych pozycjach: na piłce, w wodzie, itp. w końcu zdecydowałam się na poród przy drabinkach (kucając). Złego słowa na temat p. Julity nie mogę powiedzieć. Jest cudowną położną. Gdyby nie Ona nie dałabym rady. Zajęła się mną naprawdę wspaniale, pomagała znaleźć mi najwygodniejszą pozycję do rodzenia a później pomogła przy dziecku i pierwszym karmieniu. P. Julita pomogła urodzić moje dziecko bardzo profesjonalnie i w bardzo przyjaznej atmosferze. Bez niej bym sobie nie poradziła. Następne dziecko chcę rodzić tylko z p. Julitą :) inne położne wymiękają :D
Witam, rodziłam w lipcu tego roku, tak się złożyło, że w szpitalu w Warszawie. Początkowo planowałam że będzie to Sochaczew, ale rozważając wszelkie za i przeciw wybrałam Warszawę. Wyboru nie żałuję, na poród w naszym szpitalu chyba zabrakło mi odwagi, bo odwaga jest tu chyba niezbędna... nie chciałam "grać w ruletkę" i trafić na miły lub niemiły personel, to przecież jakieś niepoważne. Jak tylko dowiedziałam się o zmianie ordynatora a potem o tym że Pani Julita będzie pracować w Sochaczewie, to naprawdę, szczerze się ucieszyłam, wreszcie coś się zmienia, wreszcie coś nowego, wreszcie konkretne działania i wreszcie będą wprowadzone prawidłowe procedury w trakcie i po porodowe. Przyszło mi poznać Panią Julitę na zajęciach Szkoły rodzenia, to konkretna, rzeczowa i bardzo profesjonalna specjalistka w swojej dziedzinie. Zajęcie prowadzone na wysokim poziomie merytorycznym ale przy tym w miłej, ciepłej atmosferze. Pani Julita to także miła, ciepła osoba, niezwykle pomocna. Była do naszej (osób uczestniczących w zajęciach) dyspozycji w dzień i w nocy, mi pomogła rozwiać swoje wątpliwości nawet w trakcie swojego urlopu! Nie rodziłam z Panią Julitą a z inną równie sympatyczną położną z Żelaznej. Poród i stan po porodzie to nic przyjemnego ale dzięki takim osobom łatwiej przez to wszystko przejść. Ja życzyłabym sobie żeby położne były podobne w swoich działaniach i podejściu do pacjentek do Pani Julity i do położnej która odbierała moją córkę. Mam nadzieję że kolejne dziecko będę mogła bez wątpliwości urodzić w Sochaczewie. Dodam, że dzięki nowemu Ordynatorowi i Pani Julicie między innymi oczywiście, mamy darmową szkołę rodzenia, nową pojedynczą salę porodową a kobiety na oddziale położniczym nie są traktowane przedmiotowo a podmiotowo. Oczywiście wiem, że i w Sochaczewie są wspaniałe położne, miłe i pomocne, fachowe, ale ja niestety (nie będąc w ciąży) trafiłam na te mniej miłe... Żałowałam że nie było Pani Julity na oddziale, bo pewnie moja sprawa byłaby załatwiona zupełnie inaczej.
witam.
po pierwsze- bardzo mnie zirytował fakt że wypowiada się Pani o osobie z którą najwidoczniej nie miała Pani nigdy do czynienia-skoro pisze Pani o przeżyciach swojej koleżanki a nie własnych. a to po polsku nazywa się plotkowanie...
po drugie-będąc w ciąży(2012rok za kadencji poprzedniego ordynatora), w szpitalu w Sochaczewie byłam na wizycie tylko jeden raz i o jeden raz za dużo. zostałam tam oczerniona, obrażona i spławiona z kwitkiem-nawet mnie pani doktor nie zbadała.... więc raczej oczywiste było że nigdy więcej tam moja noga nie postanie i rodzić będę w warszawie.
i tak było, rodziłam na żelaznej-właśnie z Panią Julitą!!!!! Sympatyczniejszej kobiety nie poznałam, bardzo fachowa, konkretna a przy tym bardzo ciepła. Podczas porodu Pani Julita bardzo mi pomogła, proponowała różne pozycje, nawet takie które nigdy by mi do głowy nie przyszły. Nie leżałam biernie na łóżku porodowym tylko próbowałyśmy najwygodniejszej pozycji. Ja marudziłam a Pani Julita cierpliwie słuchała i starała się pomóc tylko jak mogła. dzięki tym "skakaniom" i "klękaniom" córkę urodziłam w 3godz. dziecko dostałam na klatkę piersiową i to było najprzyjemniejsze uczucie na świecie. Dzięki pomocy i fachowemu podejściu Pani Julity był to najpiękniejszy dzień w moim życiu.
Dodam jeszcze tylko, że to Pani Julita pokazała mi wszystko przy dziecku, pokazała jak prawidłowo przystawić dziecko do piersi, wytłumaczyła mi że tylko ciężka praca moja i dziecka zaowocuje dobrą laktacją. Dzięki jej doświadczeniu i radom, karmię dziecko do tej pory(ma teraz 8mcy).
Dowiedziałam się niedawno że pracuje Ta Pani w szpitalu w Sochaczewie i że dużo się pozmieniało. Bardzo się cieszę z tego powodu, że normy jakie w warszawie są normalnością zagoszczą i u nas w szpitalu i przyszłe mamy nie będą musiały jechać aż do warszawy. Kolejne dziecko z wielką chęcią urodzę już w Sochaczewie i mam nadzieję że poród odbierze również Pani Julita bo to jest ANIOŁ a nie położna, sobie i przyszłym mamom tego życzę.
Witam,
poznaliśmy Julitę na szkole rodzenia. Jej wiedza i doświadczenie tylko pomoże przyszłym sochaczewskim matkom. Na pewno zrobi wszystko by mamy z Sochaczewa chciały rodzić w Sochaczewie. Jest to osoba, która wprowadzi opiekę nad mamą i dzieckiem na nowy poziom.
Czekam na opinię rodzących.
Witam. Koleżanka pewnie myślała że się prześpi, położna za nią dziecko urodzi(przecież od tego jest) a jak się obudzi to już zobaczy ślicznego, ubranego w piękne ubranka dzidziusia.
Dzięki "tym męczarnią" jakie odprawiała P Julita urodziłam dwoje dzieci. Obydwa porody odbyły się do wody, szybko i sprawnie a ja wyszłam z tego bez szwanku. Dodam że pierwsza córcia ważyła prawie 4 kg. Dzięki szkole rodzenia w której zajęcia prowadziła owa P Julita niczego się nie bałam. Krok po kroku opowiadała co może nas spotkać w porodzie, przed i po nim o laktacji i pielęgnacji maluszka. Odpowiadając czasem na najbardziej bzdurne pytania. W trakcie porodu konkretna, rzeczowa a przy tym bardzo miła i ciepła objęła nas swoją opieką. Jej zainteresowanie nie skończyło się wraz z urodzeniem dziecka. Jako świeżo upieczona mama miałam wiele rozterek, zawsze kończyły się one pomocą P Julity. Dzięki niej porody wspominamy z mężem jako wspaniałe przeżycie a nie krytyczne wydarzenie. Niestety szpital w Sochaczewie nie cieszy się najlepszą opinią ale może dzięki takim osobą jak P Julita można będzie tam rodzić po ludzku. tak jak nam rodzącym odpowiada a nie tak jak położnej się przywidzi. Za P Julitą pojadę na koniec świata żeby tylko z nią urodzić. Anioł nie kobieta.
P Julicie życzę jak najwięcej radości z pracy ale i wytrwałości
Cieszy mnie to że mają Panie tak dobre zdanie o P. Julicie. Ja jednak jeste zwolenniczkom spokoju podczas porodu i nienwyobrażam sobie takiego biegania i potoku słów wokół mnie podczas porodu. Położna ma pomagać a nie robić dodatkowe zamieszanie. Co do kładzenia na brzuch noworodka i własnych ubranekmoraz miłego wyrazu na twarzy "starych" położnych z Sochaczewa nie mam nic im do zarzucenia- również otrzymałam te wszystkie cudowne chwile od nich i niezbędną pomoc w spokoju. Tak się zastanawiam ( może któraś z Pań wie) czemu tak wybitna położna jak P. Julita ( tak wynika z powyższych postów) przyszła z renomowanego, warszawskiego szpitala do małego, biednego sochaczewskiego? Przecież jak ktoś z sochaczewa chciałby rodzić w warszawaie to żaden problem?
Ja codziennie dziękuję Bogu że moje dziecko przeżyło poród odbierany przez Panią J. ! I żeby nie było -to nie tylko moja opinia ale również pediatry mojego dziecka! Zamiast mi pomóc to siedziała i gadała głupoty do mojego rodzącego się dziecka! Przez co moja niunia urodziła się z tragicznie niskim wynikiem! Uważa że jest mądrzejsza od matki natury i zjadła wszystkie rozumty! Może jak w Warszawie sobie ją opłaciłyście w szkole rodzenia to inaczej się Wami zajęła. W Sochaczewie nikt nie będzie jej płacił łapówek za prywatne porody - skoro jest taka cudowna to zabierzcie sobie ją do warszawy z kąd przyszła i niech tam męczy kobiety swoimi mądrościami! Jak dane mi będzie mieć drugie dziecko to mąż zadba żeby pani J. się do mnie nie zbliżyła!
A poza tym co to za wysyp wyznawców Pani J.? A może sama pani J. Pisze sobie pochwały?sochaczewskie forum to nie jest zbyt uczęszczanym miejscem.
Trochę nie na temat ale tyczy się ciąży i sochaczewskich lekarzy z ginekologii...
Dlaczego jest tak, że jak tylko pomyślę lepiej o tym szpitalu to staje się coś co przywraca mnie do rzeczywistości??
Sytuacja z wczoraj:
dzwoni do mnie spanikowana żona (6 miesiąc, leczenie hormonalne, podtrzymanie ciąży), że dostała krwotoku z nosa, którego nie może opanować, krew ciurkiem leciała. Przyjechało pogotowie, udało im się opanować krwotok, ale po chwili zaczął się jeszcze większy, więc bez zastanowienia do karetki i szpital. Jak powiedziała w jakiej jest sytuacji to od razu na ginekologię ją zawieźli. I się zaczęło... przyjął ją Jalowski i zdziwiony, że ona przecież nie powinna trafić do niego, on nie będzie się zajmował takim przypadkiem. Wszyscy mu mówią, że trzeba ją zbadać ze względu na stan ciąży, czy z dzieckiem wszystko w porządku. Ale po co. Nawet na nią nie patrzył jak mówił, jakby jej nie widział.
W końcu przyszła inna lekarka, wygoniła Jalowskiego z gabinetu i ona dopiero zbadała czy wszystko w porządku. Tzn. chciała zbadać, ale okazało się, że: nie mają czym zrobić USG, nie mogą zrobić KTG i sprawdzili jedynie czy serce dziecka bije.
Poszliśmy do poradni K, tam lekarka miała zrobić dokładne badania. Okazało się, że też nie ma czym. Co więcej: żona jest w 6 miesiącu i do tej pory w szpitalu nie miała ŻADNEGO USG. Najbliższe zaplanowane jest na bodajże 27 tydzień... To ma być szpital???
Kilka słów do Jalowskiego: Ty łysy chuju, dobrze, żeś się słowem nie odezwał jak Cię zobaczyłem, bo ledwo panowałem nad sobą mendo. Ciesz się, że z dzieckiem wszystko w porządku, bo za takie zachowanie to ty byś potrzebował pomocy. Jesteś w tym szpitalu nie po to by spacerować po korytarzu z rękami w kieszeni i kiwając główką. Masz pomagać ludziom. Jesteś od leczenia tak jak dupa od srania. Więc się tym zajmij.
A jak potrzebowaliśmy skierowanie do laryngologa, to poszła pielęgniarka do niego. Jak je nam dawała to powiedziała, że jakoś udało się załatwić...
Ja codziennie dziękuję Bogu że moje dziecko przeżyło poród odbierany przez Panią J. ! I żeby nie było -to nie tylko moja opinia ale również pediatry mojego dziecka! Zamiast mi pomóc to siedziała i gadała głupoty do mojego rodzącego się dziecka! Przez co moja niunia urodziła się z tragicznie niskim wynikiem! Uważa że jest mądrzejsza od matki natury i zjadła wszystkie rozumty! Może jak w Warszawie sobie ją opłaciłyście w szkole rodzenia to inaczej się Wami zajęła. W Sochaczewie nikt nie będzie jej płacił łapówek za prywatne porody - skoro jest taka cudowna to zabierzcie sobie ją do warszawy z kąd przyszła i niech tam męczy kobiety swoimi mądrościami! Jak dane mi będzie mieć drugie dziecko to mąż zadba żeby pani J. się do mnie nie zbliżyła!
A poza tym co to za wysyp wyznawców Pani J.? A może sama pani J. Pisze sobie pochwały?sochaczewskie forum to nie jest zbyt uczęszczanym miejscem.
Ja nie płaciłam położnej za odbiór mojego porodu. Moje zdanie o Pani Julicie poparte jest doświadczeniami jakie miałam w kontakcie z Nią. Opisałam konkretne sytuacje. Rozumiem Pani rozżalenie, ale może częściowo ta zła opinia o położnej wynika z tego że dziecko urodziło się w złym stanie. Proszę mi wierzyć położna to nie Bóg nie wie wszystkiego i nie wszystko przewidzi, Jej, tak jak lekarzowi czasem ciężko jest podejmować konkretne decyzje. No i przecież nie sama położna odbiera poród, jest też lekarz...on też powinien ocenić sytuację. Myślę, że Pani Julita robiła wszystko żeby poród i dla Pani i dla dziecka był jak najlepszym doznaniem i żeby zakończył się dobrze. Moja ciąża od samego początku do końca przebiegała bez żadnych problemów, rodziłam też bez większych problemów, ale do czasu, bo skończyło się cesarskim cięciem na "ostatniej prostej" porodu. Dziecko nie urodziło się naturalnie, bo zagrożone było jego życie. Męczyłam się kilka godzin, choć miałam przeczucie że nic z tego nie będzie, doszłam rawie do samego końca a wyszło jak wyszło. Czyja to wina? Moja? Położnej? Lekarza? NIE! robili wszystko żeby uratować moje dziecko i za to im dziękuję. Położna próbowała naprawdę wszystkiego żeby ulżyć mi w bólu, też nie wiedziała od samego początku jaki będzie finał porodu.
Witam
Odbiegając od tematu odnośnie porodu w szpitalu,wydaje mi się,że po tylu latach krzywdy jakie wyrządzili ,,pseudo lekarze""w sochaczewskim szpitalu i po wytrwałym zniechęcaniu ludzi do podjęcia chociażby próby leczenia w owym szpitalu,która się zawsze kończyło uciekanie z tego szpitala.Nie jeden przypadek,czy nie jeden lekarz zachęci by znowu ludzie zaczeli tam przychodzić,a nie jak w większość już po prostu nie mieli wyjścia(przypadek losowy,bądz brak samochodu)zmuszał ich do pójścia do tego,bo inaczej tego nie można było nazwać grajdołku lekarzy-kliki sochaczewskiej,że chyba musi minąć kilka bądz kilkanaście lat zanim przy dobrych frekfencjach się coś zmieni.Sam wylądowałem tam z dzieckiem dwa razy-pierwszy i ostatni.
Zwracam się z prośba do personelu tam w większości pracującego(bo nie można powiedzieć,że wszyscy) praca w szpitalu to nie jest MUS,jeżeli nie czujecie chęci pomagania ludziom,co powinniście robić-godząc,wybierając prace w szpitalu,że na zmianę pracy zawsze jest dobra pora-nie męczcie ludzi,którzy przychodzą po pomoc i leczenie..
Życzę dużo wytrwałości nowemu Panu Ordynatorowi,gdyż nie łatwą drogę Mu wysłali wcześniejsi poprzednicy i proszę zwrócić uwagę na śmietankę sochaczewską,która pracuje wyżej i jak do tej pory nie była do ruszenia,bo jak to w Sochaczewie rączka-rączkę myje.
Pozdrawiam
Witam,
jak widać jest dużo osób, które staje w obronie nowej położnej, ponieważ po pierwsze zyskała popularność dzięki szkole rodzenia ( polecam bardzo ), po drugie jest przesympatyczną kobietą, po trzecie jest profesjonalną położną, a po czwarte myślę, że wiele kobiet chciałoby, aby nasza sochaczewska porodówka zaczęła być miejscem, gdzie można bez lęku urodzić swoje dziecko. Te kobiety, które miały te szczęście i mogły rodzić w szpitalu na żelaznej , mogą się wypowiedzieć o wysokim poziomie tego miejsca, zaczynając od sali porodowej: pokoju gdzie rodząca jest jedna, ma do swojej dyspozycji wannę, łazienkę i przestrzenna sale do swojej dyspozycji, profesjonalne położne, np Julitę, która sama ogarnia cały poród, kończąc na świetnych lekarzach i profesjonalnych oddziałach. Wiadomo nie dorównamy nigdy temu szpitalowi, bo to jest placówka wyspecjalizowana z tematyce położnictwa i ginekologii i zajmują się tylko tym. Ale mam nadzieję, że cała załoga oddziału położnictwa w sochaczewie przyjmie cenne rady, pomysły i rozwiązania położnej, która pracowała w szpitalu, którego nawet nie można porównywać z naszym!! Tu chodzi o dobro kobiet. Ja miałam to szczęście i rodziłam razem z Julitą. Dzięki Niej nie boję się drugiego porodu, wspominam te wydarzenie baaardzo symaptycznie, pomimo bólu, ponieważ słuchając się Jej, dałam sobie pomóc!! Ta położna na prawdę wie co robi i nawet jeśli nam się wydaję, że skakanie na piłce jest bez sensu, to dzięki temu możemy sobie pomóc i rzeczywiście ten poród może być łatwiejszy. Niech coś się w końcu zmieni, nie znam innej położnej,która mogłaby to zrobić!! Wierze w Nią, trzymam kciuki, i mam nadzieję na następny poród w sochaczewie!!