Ponownie wraca temat zakrywania nosa i ust oraz dezynfekowania rąk. Rzecznik Ministerstwa Zdrowia przypomina o zasadach obowiązujących w sklepach oraz miejscach takich jak: autobusy, tramwaje, kina i teatry, kościoły, urzędy czy banki.
- Pojawiają nam się zakażenia w sklepach i ogniska sklepowe. Tu ponowny apel: jesteśmy w sklepie, to powierzchnia zamknięta, mamy obowiązek stosować maseczki. Niestety, dzisiaj w sklepach przynajmniej połowa odwiedzających nie nosi maseczki. Zaczynają się pojawiać ogniska sklepowe. I to jest pytanie do właścicieli sklepów: czy chcą mieć zamknięty sklep i personel w kwarantannie? Bo jak widać, apele do klientów sklepów nie docierają. Może w końcu dotrą do właścicieli sklepów. - przestrzega wiceminister zdrowia Wojciech Andrusiewicz.
Pojawiła się nawet sugestia, aby sklepy wydelegowały jednego pracownika, który będzie kontrolował zakrywanie nosa i ust oraz dezynfekowanie rąk przez klientów.
Osobiście widziałam kilkakrotnie jak ekspedientki sochaczewskich sklepów zwracają klientom uwagę, aby założyli maseczki, co niejednokrotnie kończyło się awanturą. To samo dotyczy dezynfekcji rąk. Pracownicy sklepów są poirytowani ponieważ nie mają uprawnień, aby zmusić klientów do noszenia maseczek. Jedyne co mogą zrobić to o nie poprosić.
Brak maseczki np. w sklepie lub tramwaju może skutkować mandatem od policji w wysokości 500 zł. Kara może być znacznie wyższa i sięgnąć nawet 30 tys. zł, jeśli sprawa trafi do sanepidu, który przeprowadzi postępowanie administracyjne.
Czy za brak maseczki klient w sklepie powinien być ukarany? Popierasz grzywny?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze