Są zawsze tam, gdzie ich potrzebują. Sprawni, profesjonalni, w pełnej gotowości do akcji. Służą mieszkańcom najbliższego regionu, ale nie odmawiają pomocy w trudnych sytuacjach także gdzie indziej. Zakonne habity nie przeszkadzają im w pełnieniu strażackiej służby. Druhowie z Niepokalanowa właśnie obchodzili swoje osiemdziesiąte urodziny. Uroczystość z udziałem wielu gości i zaprzyjaźnionych jednostek odbyła się 22 kwietnia.
Założenie Ochotniczej Straży Pożarnej w Niepokalanowie datuje się na 2 lipca 1931 r., ale, aby mówić o jej początkach, musimy się cofnąć do 1928 r. Wtedy to na tereny dzisiejszego klasztoru przybyło z Grodna dwudziestu zakonników na czele z ojcem Maksymilianem Kolbe. Osiedlili się na ziemi podarowanej im rok wcześniej przez księcia Druckiego-Lubeckiego i wkrótce stanęły na niej trzy pierwsze drewniane baraki.
Trzy razy w szynę
Z obawy przed pożarem (bo wszystko było drewniane i łatwopalne), ojciec Maksymilian Kolbe postanowił zorganizować małą straż pożarną. Zadanie to powierzył bratu Salezemu Mikołajczykowi, który przed wstąpieniem do zakonu był członkiem OSP w Sieradzkiem. „Niedługo czekano na sprzęt służący do obrony przed ogniem – czytamy we franciszkańskich kronikach. – Część zrobiono sposobem gospodarczym, jak np.: tłumnice, drabiny i bosaki. Kupiono sikawkę ręczną marki „Tryumf” z kompletnym wyposażeniem, kilka pasów bojowych i wiaderek. Żelazną beczkę po ropie umieszczono w małym dwukołowym wózku na drewnianych kołach, imitując w ten prymitywny sposób beczkowóz strażacki”. Oprócz sprzętu potrzebne było jeszcze przeszkolenie. Zajął się nim pułkownik pożarnictwa Józef Boguszewski z Warszawy, szybko uznany za współzałożyciela i organizatora niepokalanowskiej straży. Na widocznym miejscu stanęła szopa strażacka, w której umieszczono zgromadzony sprzęt. System alarmowy zastępował kawałek szyny kolejowej i młotek. Opracowano także sygnalizację: Trzy uderzenia młotkiem w szynę, przerwa i znów trzy uderzenia, oznaczały pożar poza klasztorem. Ciągłe uderzenia powiadamiały o powstaniu ognia wewnątrz klasztoru. 31 braci, którzy pomyślnie ukończyli szkolenie, podzielono na trzy oddziały: toporników, sikawkowy i wodny. 2 lipca 1931 roku odbyło się zebranie strażackie, na którym wybrano pierwszy zarząd OSP. Prezesem został ojciec Florian Koziura, wiceprezesem brat Wawrzyniec Podwapiński. Funkcję naczelnika objął główny organizator straży brat Salezy Mikołajczyk. Oficjalne zarejestrowanie OSP w Niepokalanowie przeciągnęło się w czasie. Powodem były wątpliwości ówczesnego starosty sochaczewskiego co do zakonnej straży. Jednak ofiarność i skuteczność braciszków podczas pożarów były już w tym czasie powszechnie znane. Zniknęły także obawy mieszkańców, jak druhowie w habitach poradzą sobie z ogniem. 14 czerwca 1932 r. OSP w Niepokalanowie została formalnie zarejestrowana jako pierwsza w Polsce zakonna straż pożarna.
Od pożaru do muzeum
Ciągłe szkolenia teoretyczne i praktyczne, budowa nowej strażnicy, unowocześnianie sprzętu, udział w akcjach gaśniczych i współpraca z innymi tego typu organizacjami zjednywały braciszkom coraz większe uznanie nie tylko w regionie. Dowodem na to może być przyznanie w 1934 r. przez Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych przenośnej motopompy „Silesia” wraz z pełnym wyposażeniem. Żywo zainteresowany działalnością klasztornej straży był ojciec Maksymilian Kolbe, który powrócił do kraju z Japonii, gdzie zakładał ośrodek na wzór Niepokalanowa. Niejednokrotnie sam uczestniczył w akcjach gaśniczych i wspierał pogorzelców. OSP nie zaprzestała działalności także podczas wojny. Jeśli okupanci zabraniali wyjazdów do pożarów, a tak się często zdarzało, doskonalili się na terenie klasztoru. Samodzielnie przebudowali np. włoski samochód osobowy Minerwa z 1905 r. na pojazd pożarniczy. Auto służyło od 1941 do 1958 r. W miarę pozyskiwania nowocześniejszego wyposażenia, stary przestawał być potrzebny. Na szczęście w 1942 r. bracia Jarosław Nowakowski i Cherubin Pawłowicz rozpoczęli gromadzenie eksponatów strażackich, czym zapoczątkowali powstanie muzeum pożarniczego. Brat Cherubin był postacią wyjątkowo zasłużoną dla niepokalanowskiej straży. Doceniły to władze samorządowe gminy Teresin nadając jego imię jednej z ulic. Obecnie kustoszem muzeum jest brat Janusz Kulak, który nawiązał współpracę z wieloma muzealnikami i innymi placówkami. Zaowocowało to poszerzeniem muzeum oraz jego bogatym wystrojem, co doceniają odwiedzający je pielgrzymi.
Czołem, bracia strażacy
Okres powojenny sprzyjał wzbogacaniu się w nowszy sprzęt. Z wraków wojskowych samochodów ciężarowych zmontowano dwa wozy bojowe, powszechnie znane jako „dżemsy”. Pierwszy prawdziwy samochód strażacki franciszkanie otrzymali z Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej w Warszawie w 1969 r. Był to star 21. Dziesięć lat później, kiedy województwo mieliśmy w Skierniewicach, z tamtejszej komendy „przyjechał” star 244. Braciszkowie posiadali też łódź ratunkową, która umożliwiała prowadzenie akcji powodziowych i poszukiwanie topielców. Nieprzerwanie od 1978 do 2001 r. funkcję prezesa pełnił brat Stanisław Leonard Jędrzejczak, twórca Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej składającej się z alumnów Niższego Seminarium Duchownego w Niepokalanowie. Obecny skład zarządu to: br. Janusz Kulak – prezes, br. Janusz Tomoń – I wiceprezes i naczelnik straży, br. Jerzy Kozikowski - II wiceprezes, br. Andrzej Kopczyński – sekretarz i br. Jacek Pawlina – skarbnik. Jednostka liczy 22 członków, w tym 19 czynnych, trzech honorowych i jednego wspierającego. Jest nim klasztor w Niepokalanowie. Wiele było wyjątkowych chwil w 80-letniej historii straży. W opinii braci należą do nich m.in. udział w pogrzebie Prymasa Tysiąclecia Kardynała Stefana Wyszyńskiego, ochranianie papieskich pielgrzymek i przyjazd Ojca Świętego Jana Pawła do Niepokalanowa w czerwcu 1983 r. „Przeżycie było wielkie, kiedy papież zamienił kilka słów i uśmiechem dziękował strażakom za wieloletni wysiłek. Pożegnał się pozdrowieniem: Czołem, bracia strażacy” – wspomina prezes Janusz Kulak.
Wśród najlepszych
Wielkie prestiżowe znaczenie miało dla braciszków wydarzenie z 1999 r., kiedy to, za zgodą przełożonych zakonnych, jednostka zostaje włączona w struktury Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Odbyło się to podczas specjalnej uroczystości z udziałem komendantów wojewódzkiego i powiatowego oraz wielu zaproszonych gości. Jak wynika ze skrupulatnie prowadzonych przez strażaków statystyk, uczestniczyli oni dotychczas w 2770 akcjach, co daje ponad 5300 godzin i 221 dni. Nie zabrakło ich podczas największych pożarów na naszym terenie, m.in. w Mizerce, gdzie płonęły magazyny spożywcze, w Sochaczewie podczas pożaru w tzw. „małej czwórce” i na terenie dawnego Chamiteksu. Dzisiaj posiadają na wyposażeniu profesjonalny sprzęt, wysokiej klasy wozy gaśnicze oraz samochody do ratownictwa drogowego, z których jeden został poświecony podczas uroczystości 80-lecia. Warto też wspomnieć o odznaczeniach będących w posiadaniu strażaków w habitach. Wśród nich znajdują się: Złoty Medal Zasługi dla Pożarnictwa województwa skierniewickiego oraz Złoty Znak Związku Ochotniczych Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej przyznany w 1992 r. przez prezesa Zarządu Głównego ZOSP RP, druha Waldemara Pawlaka. Wiele resortowych odznaczeń posiadają także bracia ochotnicy. Kolejne przyznano 22 kwietnia podczas rocznicowych obchodów. Liczba oficjalnych gości, delegacji strażackich, pocztów sztandarowych, nawet z odległych stron Polski, świadczą o uznaniu i sympatii, jaką cieszą się braciszkowie. Redakcja dołącza się do tych serdeczności, zarówno z okazji 80 lat istnienia, jak i Dnia Strażaka, tradycyjnie obchodzonego 4 maja w imieniny św. Floriana. Jolanta Śmielak-Sosnowska
Autorka składa podziękowania br. Januszowi Kulakowi za udostępnienie niezbędnych materiałów
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze