W „Rzeczpospolitej” z dnia 17 lipca 2009 r. ukazał się tekst pod tytułem „Austriacy szukają chętnych na Sochaczew”, w którym jest mowa o tym, że największy udziałowiec w sochaczewskiej spółce lotniskowej, austriacki fundusz Meinl Airports International, chciałby sprzedać swój pakiet, jeśli otrzyma odpowiednią ofertę. Gazeta przyznaje jednak, że Meinl nie zamierza wycofywać się z inwestowania w budowę naszego portu i gwarantuje pokrycie wydatków do kwoty 210 mln euro. Czytamy też, iż zdaniem prezesa sochaczewskiej spółki, Przemysława Nowaka, koszt uruchomienia tego lotniska to ok. 150 mln euro. O dodatkowy komentarz poprosiliśmy więc właśnie Przemysława Nowaka. „Prace związane z uruchomieniem lotniska w Sochaczewie – mówi prezes Mazowieckiego Portu Lotniczego „Sochaczew” odbywają się zgodnie z przyjętym harmonogramem. Główny inwestor prywatny - Airports International - podjął decyzję o zapewnieniu spółce finansowania na kolejny etap projektu, co jednoznacznie dowodzi, że informacje dotyczące rzekomego wstrzymania inwestycji są nieprawdziwe. Chciałbym także podkreślić, że umowa wspólników spółki zapewnia bezpieczeństwo inwestycji i jest skonstruowana w taki sposób, że ewentualna zmiana inwestora nie wpłynie na dalsze losy projektu. W tej chwili wyspecjalizowana firma prowadzi intensywne prace nad inwentaryzacją fauny i flory oraz prace badawcze w zakresie ornitologii oraz chiropterologii, które są niezbędne do przygotowania „Raportu o oddziaływaniu na środowisko”. Rozpoczęliśmy także rozmowy z PAŻP i PPL w celu przygotowania najbardziej optymalnych, z punktu widzenia oddziaływania na środowisko ( chodzi tu głównie o hałas), procedur startu i lądowania. Już wkrótce zostaną wykonane pomiary geodezyjne i mapy do celów projektowych. W najbliższych tygodniach, spółka rozpocznie także procedurę przetargową ( zgodnie z procedurą ustawy o zamówieniach publicznych) na projekt lotniska wraz z uzyskaniem pozwolenia na jego budowę. Oczywiście w całej tej procedurze bardzo istotnym elementem są konsultacje społeczne, prowadzone na etapie wykonywania raportu o oddziaływaniu planowanej inwestycji na środowisko, ale do jego wykonania konieczny jest projekt budowlany infrastruktury lotniska”. Jak wspomniał prezes, obecnie na lotnisku w Bielicach pojawili się pracownicy katowickiej firmy Invest-Eko specjalizującej się w działalności konsultingowo-projektowej w zakresie ochrony środowiska. Przez 10 lat działalności firma ta wykonała setki dokumentacji opiniodawczych w obszarze zagadnień ekologicznych ze szczególnym uwzględnieniem środowiskowych wymagań prawnych. Jest autorem projektu obszaru ograniczonego użytkowania dla lotniska w Pyrzowicach oraz wykonała serię raportów o oddziaływaniu na środowisko podczas kolejnych faz jego rozbudowy. Arkadiusz Primus, właściciel Invest - Eko: Nasza firma dla portu lotniczego Sochaczew wykonuje prace inwentaryzacyjne oraz konsultingowo-projektowe w dwóch obszarach. W zakresie ochrony przed hałasem - jesteśmy odpowiedzialni za opracowanie projektu obszaru ograniczonego użytkowania dla lotniska oraz zbudowania bazy danych przestrzennych dla sprawnego nim zarządzania. A także w zakresie ochrony przyrody - jesteśmy odpowiedzialni za wykonanie inwentaryzacji przyrody na terenie lotniska oraz w jego otoczeniu. Szczególny nacisk został położony w tym obszarze na monitoring ornitologiczny oraz badania występowania nietoperzy w rejonie lotniska. Najważniejsze czynniki kształtujące wpływ lotniska na środowisko naturalne to: - oddziaływanie akustyczne - wymóg ustanowienia obszaru ograniczonego użytkowania, - oddziaływanie na przyrodę ożywioną, - oraz oddziaływania związane ze zmianą stosunków wodnych przez budowę i wymóg odwadniania znaczących powierzchni utwardzonych. Obecnie, w ślad za wymogami postawionymi przez regionalnego dyrektora ochrony środowiska, prowadzone są intensywne prace badawcze w zakresie ornitologii”. Ornitolodzy są więc obecni na lotnisku w Bielicach, ale nie tylko, bo ptaki obserwowane są w wielu punktach obserwacyjnych na linii pasa startowego oraz jego przedłużeniach na liniach przyszłego dolotu i odlotu samolotów, aż do momentu, w którym samoloty osiągają wysokość 600 metrów, bowiem wyżej ptaki na ogół nie latają. Ptaki obserwowane będą w tych miejscach przez okrągły rok, w różnych jego porach i sytuacjach atmosferycznych. Jak powiedział nam jeden z ornitologów, obserwacja polega na tym, aby rejestrować przeloty grup ptaków zauważonych gołym okiem. Lornetki używa się tylko po to, by rozpoznawać je co do gatunku. Chodzi o zorientowanie się, jak na tym terenie ptaki korzystają z przestrzeni powietrznej. Zwłaszcza o stwierdzenie czy nie ma tu jakichś ich szlaków migracyjnych. Bo gdyby okazało się, że są na przykład szlaki gęsi albo żurawi, trzeba będzie wziąć to pod uwagę w kontekście przepisów o ochronie przyrody, ale również ze względu na bezpieczeństwo lotów. Wszystko to znajdzie się później w raporcie oddziaływania lotniska na środowisko. Gdyby się jednak okazało, że na lotnisku są jakieś gatunki cenne, wówczas piszący raport musi, w zamian za ich utratę, zaproponować jakąś kompensację. Oczywiście, jeśli w ogóle będą, bo może się okazać, że tych cennych jest niewiele i w skali kraju nie ma to większego znaczenia. Ciekawostka, jaką podzielił się z nami ornitolog, to fakt zauważenia na terenie naszego lotniska drapieżnego ptaka „trzmielojada” żywiącego się trzmielami i pszczołami. Znajduje się on jednak na terenach, które nie będą dotknięte inwestycją lotniska pasażerskiego. Na lotnisku prowadzone są obecnie również badania aktywności nietoperzy. Odbywają się one w nocy, przy pomocy detektora dźwięku, którego zapisy, przetworzone na komputerze, pozwalają rozpoznać poszczególne gatunki i to, jak one wykorzystują tą przestrzeń, bowiem wszystko co lata jest oczywiście potencjalnym zagrożeniem dla samolotów. Sławomir Burzyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze