Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Jestem w tej szczęśliwiej sytuacji, że otrzymałem tomik w wersji papierowej. Wiesze poprzedzone są fragmentami tekstu Ks. Bp Marka Jędraszewskiego dotyczącego korespondencji, którą w swoim czasie toczyła Edyta Stein z polskim filozofem Romanem Ingardenem. W tych fragmentach listów mamy do czynienia z modelową wręcz sytuacją zetknięcia filozofii i wiary. Oczywiście Edyta Stein, nie przestając być filozofem, stoi twardo na tym drugim gruncie. Mnie zdecydowanie bliżej do Ingardena. Pozostając człowiekiem wierzącym cały czas ocieram się o zwątpienie. Nie ukrywam także, że bliski jest mi ten analityczny nurt myślenia filozoficznego, który wypowiedzi religijne traktuje jako pozbawione sensu. Cały czas jednak pozostaje świadomość, że trzeba woli niezwykle silnej, aby się na takim jałowym gruncie ostać, przetrwać, i nie przeląc się jego pustki. I choć Ksiądz Biskup twierdzi, że postawa Edyty Stein jest odmienna od słynnego zakładu Pascala, to jednak przywodzi takie skojarzenia. Kiedyś zdarzyło mi się popełnić krótki tekst będący próbą obrony Zakładu przed atakiem filozofa w pełnym tego słowa znaczeniu analitycznego. Mam tu na myśli Johna L. Mackiego. To była taka filozoficzna zabawa, bo stawałem przecież po „obcej” mi stronie. A jednak Pascal w pewien sposób mnie przekonał. Wydaje się mi, być na poziomie filozoficznym uczciwszym niż Edyta Stein. To tyle, jeśli idzie o filozofię. Wierze Małgorzaty Szajnwald to poezja najwyższej próby. To jest właśnie poezja wiary. Może dlatego, że zbywa mi czegoś na tym polu, nie potrafię przeżyć ich do końca. Ma się jednak poczucie obcowania z siłą miażdżącą, inaczej – siłą wiary. Małgorzacie Bugalskiej miałem okazję już przekazać swoją opinię. Wierzę, że pozwoli mi się nią podzielić z Państwem. Jej prace korespondują z poezją w osobliwy sposób. Moim zdaniem dużo w nich niepokoju. Są bardziej drogą niż punktem dojścia. Zresztą autorka mówi nam o tym wprost. Na zakończenie – jestem urzeczony tym, co obydwie Panie Małgorzaty zrobiły. Wiem jednak, że tak się „boskim miłowaniem” palić nie potrafię. I to może nigdy nie nadejdzie. Pozostaje mi jeszcze tylko pogratulować po prostu wielkiej sztuki.
Jestem w tej szczęśliwiej sytuacji, że otrzymałem tomik w wersji papierowej. Wiesze poprzedzone są fragmentami tekstu Ks. Bp Marka Jędraszewskiego dotyczącego korespondencji, którą w swoim czasie toczyła Edyta Stein z polskim filozofem Romanem Ingardenem. W tych fragmentach listów mamy do czynienia z modelową wręcz sytuacją zetknięcia filozofii i wiary. Oczywiście Edyta Stein, nie przestając być filozofem, stoi twardo na tym drugim gruncie. Mnie zdecydowanie bliżej do Ingardena. Pozostając człowiekiem wierzącym cały czas ocieram się o zwątpienie. Nie ukrywam także, że bliski jest mi ten analityczny nurt myślenia filozoficznego, który wypowiedzi religijne traktuje jako pozbawione sensu. Cały czas jednak pozostaje świadomość, że trzeba woli niezwykle silnej, aby się na takim jałowym gruncie ostać, przetrwać, i nie przeląc się jego pustki. I choć Ksiądz Biskup twierdzi, że postawa Edyty Stein jest odmienna od słynnego zakładu Pascala, to jednak przywodzi takie skojarzenia. Kiedyś zdarzyło mi się popełnić krótki tekst będący próbą obrony Zakładu przed atakiem filozofa w pełnym tego słowa znaczeniu analitycznego. Mam tu na myśli Johna L. Mackiego. To była taka filozoficzna zabawa, bo stawałem przecież po „obcej” mi stronie. A jednak Pascal w pewien sposób mnie przekonał. Wydaje się mi, być na poziomie filozoficznym uczciwszym niż Edyta Stein. To tyle, jeśli idzie o filozofię. Wierze Małgorzaty Szajnwald to poezja najwyższej próby. To jest właśnie poezja wiary. Może dlatego, że zbywa mi czegoś na tym polu, nie potrafię przeżyć ich do końca. Ma się jednak poczucie obcowania z siłą miażdżącą, inaczej – siłą wiary. Małgorzacie Bugalskiej miałem okazję już przekazać swoją opinię. Wierzę, że pozwoli mi się nią podzielić z Państwem. Jej prace korespondują z poezją w osobliwy sposób. Moim zdaniem dużo w nich niepokoju. Są bardziej drogą niż punktem dojścia. Zresztą autorka mówi nam o tym wprost. Na zakończenie – jestem urzeczony tym, co obydwie Panie Małgorzaty zrobiły. Wiem jednak, że tak się „boskim miłowaniem” palić nie potrafię. I to może nigdy nie nadejdzie. Pozostaje mi jeszcze tylko pogratulować po prostu wielkiej sztuki.