Boryszew ERG SA skończył 100 lat. To piękny jubileusz dla firmy. Na pomyślność zakładu pracowały całe pokolenia pracowników. Wielu związało z fabryką cale swoje zawodowe życie. Dzisiaj pokazujemy zakład widziany oczami Adama Bronieckiego i Mieczysława Sławińskiego. Socjalny weteran Adam Broniecki przepracował w Boryszewie 34 lata. Zaczynał w 1958 r. jako kierownik kina „Chemik” mieszczącego się w Zakładowym Domu Kultury w Boryszewie. Było to pierwsze kino panoramiczne w Sochaczewie. Sześć lat później został kierownikiem ZDK. Przypomina, że w tym czasie pierwsze kroki na muzycznej scenie stawiał Władek Komendarek. Był członkiem zespołu Borysy, działającego w domu kultury. Kariera kaowca nie potrwała jednak długo. Cztery lata później Adam Broniecki awansował na kierownika działu socjalno - gospodarczego. Jak twierdzą starzy pracownicy zakładu, nadawał się na to stanowisko jak mało kto. Zawsze miał żyłkę organizatora. Był czuły na problemy innych i świetnie dogadywał się z ludźmi. Mimo że pełnił ważną i niełatwą funkcję w zakładzie, był powszechnie lubiany. Dział, którym kierował zajmował się gospodarką mieszkaniową, obiektami socjalnymi, stołówką, domem kultury, ośrodkiem wczasowym, administracją biurową i ogrodem. W najlepszych latach dowodził 70 osobami, a Boryszew zatrudniał wtedy 1100 pracowników. Adam Broniecki niemal całe swoje zawodowe życie spędził w zakładzie. Odszedł na emeryturę w 1992 r. Teraz jego największym hobby jest działka. W czasie wieloletniej pracy Adama Bronieckiego siedmiokrotnie zmieniali się dyrektorzy. Kolejno byli to: dyrektor Kapcia, Kowalkowski, Woroniecki, Pfuetzner, Pyrko, Szawłowski i Michalak. Nasz rozmówca najlepiej wspomina dyrektora Zdzisława Szawłowskiego. Z wojska na inwestycje Mieczysław Sławiński trafił do Boryszewa w 1954 r., tuż po wyjściu z wojska. Najpierw pracował w dziale głównego mechanika jako młodszy konstruktor, później w dziale planowania inwestycji, a w 1976 r. został kierownikiem wydziału zaopatrzenia inwestycji i rozwoju. Taką komórkę powołano, gdyż wtedy rozpoczął się okres największych inwestycji w zakładach Boryszew. Mieczysław Sławiński z żalem mówi, że w pięknym albumie, który firma wydała na swoje stulecie, nie ma właściwie inwestycji ogólnozakładowych, które miały ogromny wpływ na rozwój Boryszewa. W 1955 r. wybudowano Zakładowy Dom Kultury, później powstała nowa bocznica kolejowa łącząca Boryszew z Ceramiką i Energomontażem. Wtedy transport materiałów i wyrobów odbywał się głównie drogą kolejową, stąd jej duże znaczenie. W latach 1961–63 powstały trzy bloki przy ul. Żwirki i Wigury. Potem wybudowano blok przy ul. 15 Sierpnia, kolejne przy ul. Fabrycznej i 1 Maja. Łącznie w budynkach zakładowych mieszkało 300 pracowników. Nowoczesność w trudnych czasach W latach 80., już za czasów, kiedy Mieczysław Sławiński odpowiadał za inwestycje, powstała w pełni zautomatyzowana elektrociepłownia z suwnicą i stacją uzdatniania wody. Wybudowano ją we współpracy z Energomontażem, który w Boryszewie zaopatrywał się w parę do ogrzewania. Niezwykle ważnym obiektem była nowa oczyszczalnia ścieków, stacja uzdatniania wody i przepompownia. W tym czasie powstało również, naprzeciwko fabryki, ambulatorium zakładowe. Świetnie wyposażone, m.in. w pierwszy w Sochaczewie ultrasonograf. - Pamiętam, że dwa dni spędziłem w Zabrzu, żeby go zdobyć – opowiada Mieczysław Sławiński. – To były czasy gospodarki centralnej. Materiały, urządzenia były racjonowane. Trzeba było zdobyć przydział na konkretny sprzęt czy materiał. Termin dostawy nie pokrywał się z terminem oddania do użytku jakiegoś obiektu. Czego myśmy nie robili, żeby zegrać te terminy. Praca wtedy wymagała naprawdę niezwykłej operatywności. I to nie tylko ode mnie. Cały zespół ludzi, który pracował wtedy w inwestycjach stawał na głowie, żeby się wywiązać z zadań. To byli doskonali pracownicy - zaznacza. Borygo i naboje Co produkował Boryszew? -W latach 50. produkowaliśmy pierwszy w Polsce płyn do chłodnic i eter do narkozy. Byliśmy potentatem w zakresie płytek PCV, kleju introligatorskiego i styropianu. Prawdziwym przebojem był płyn Borygo i rury z PCV dla rolnictwa, budownictwa i przemysłu, a później plastikowe beczki, wiadra itp. – wspomina Mieczysław Sławiński. Zakład miał też swój udział w produkcji dla wojska. Tajemnicą poliszynela był tzw. wydział „B”, gdzie powstawały elementy uzbrojenia. Co prawda o jego istnieniu mówiło się w mieście, ale tak naprawdę mało kto wiedział, co dokładnie powstaje na szczelnie odgrodzonym wydziale. Wiedzę posiadali jego pracownicy i kilka osób z kierownictwa, ale obowiązywała ich tajemnica. Tylko nieliczni mieli przepustki. Mieczysław Sławiński pamięta jednak, że w latach 90., kiedy nikt jeszcze nie myślał o zmianie systemu, na zmodernizowanie tego wydziału poszły duże pieniądze. Socjal z tucznikami W Boryszewie bardzo rozwinięta była sfera socjalna. Jak wspomina Adam Broniecki, 100 procent załogi jeździło na wczasy, dzieci na kolonie czy zimowiska. Były paczki świąteczne, zabawy choinkowe, imprezy sylwestrowe, wyjazdy na wycieczki. A odbywało się to przy dużym poparciu dyrekcji zakładu. Wizytówką i świetnym miejscem na spędzanie wakacji był ośrodek w Koszelówce. Pierwsze budynki oddano do użytku w 1961 r. Były to trzy drewniane pawilony dla kolonistów i trzy domki dla obsługi oraz stołówka. W 1978 r. powstał nowoczesny budynek wczasowy, a w latach 90. nowy obiekt kolonijny, doskonale wyposażony. Była wypożyczalnia sprzętu wodnego, nowa stołówka, plac apelowy, oczyszczalnia ścieków. Adam Broniecki wiele letnich sezonów spędził w Koszelówce jako kierownik ośrodka. Wydawałoby się, że to bardzo przyjemna praca, ale nie w czasach, kiedy wszystkiego brakowało. - Żeby wykarmić ludzi na wczasach, hodowaliśmy w zakładzie świnie. Ich liczba dochodziła do 60. Dzięki temu pracownicy jeżdżący na wczasy do naszego ośrodka nie musieli oddawać kartek żywnościowych. Młodsi już nie pamiętają, co to takiego, a ja trzymam jedną na pamiątkę. Właśnie ostatnio pokazywałem ją wnuczkowi – opowiada Adam Broniecki. Koszelówki żal Koszelówka przepadła podczas prywatyzacji Boryszewa. - Wszystko oddano za bezcen, a potem w szybkim tempie zostało zniszczone i rozszabrowane - nasi rozmówcy opowiadają o tym z bólem serca. Jeden, jako szef inwestycji wyposażał ośrodek, drugi z racji obowiązków nadzorował go. Kiedy odeszli zakładu, ośrodek w Koszelówce popadł w ruinę. - Już po przejściu na emeryturę trafiłem do pawilonu kolonijnego. Myślałem, że mi serce pęknie. Z tysiąca nowych kompletów pościeli zostały jakieś zużyte szmaty. Zniknęły radia, meble zastąpiono jakimiś starymi gratami. Wyposażenie zdobywane z takim trudem i za olbrzymie pieniądze zmarnotrawiono- opowiada Mieczysław Sławiński. Zdaniem Adama Bronieckiego zakład wcale nie musiał się pozbywać ośrodka. Wystarczyło stworzyć spółkę, która zajęłaby się jego zarządzaniem i eksploatacją. Pewnie nie byłaby potrzebna pomoc finansowa fabryki, ośrodek mógłby zarabiać na siebie.
Ogródkowy raj Jeszcze jeden ważny temat i jednocześnie dziecko Adama Bronieckiego to ogród działkowy „Raj pod górką”. - Wszystko zaczęło się w latach 70., kiedy przyszła moda na zakładowe działki. Pomyślałem wtedy, dlaczego nasi pracownicy nie mogliby skorzystać z takiej formy odpoczynku? Wystąpiłem do Urzędu Miasta w Sochaczewie o przydzielenie nam terenu pod działki pracownicze. Sprawę załatwiono pozytywnie i przy ul. Przyszłej powstało ponad dwadzieścia pierwszych ogródków. Ale to wszystko było mało. Z biegiem czasu więcej pracowników łaknęło rekreacji. A stało się tak, że w latach 80. zakład przygotowywał się do rozbudowy. Miała powstać potężna inwestycja pod nazwą Boryszew II. Kupiono nawet duży teren przy ul. Fabrycznej, naprzeciwko zakładu. Przyszedł jednak kryzys, zmieniły się decyzje i odstąpiono od budowy, a teren został. Po kilku prośbach skierowanych do dyrekcji, aby oddano go nam na ogródki działkowe, w końcu otrzymaliśmy zgodę. Powstało około 100 działek, które nadal są wspaniałym relaksem dla pracowników - opowiada Adam Broniecki. Szuflady pełne wspomnień Pracy w Boryszewie poświęcili całe zawodowe życie. Szuflady mają wypełnione resortowymi i państwowymi odznaczeniami, w tym złotą i srebrną odznaką „Zasłużony dla Boryszewa”. Ale nie dano im szansy skorzystania z prywatyzacji zakładu. Dziś są tym bardzo rozżaleni. - Rok po odejściu na emeryturę uniemożliwiono nam nabycie akcji w związku z prywatyzacją zakładu. Pisaliśmy odwołania do różnych ministerstw. Obiecywano nam zmianę przepisów, tak, byśmy mogli otrzymać akcje. Do dziś nie ukazała się taka ustawa – mówi Mieczysław Sławiński. - A rzecz dotyczy kilkudziesięciu osób z Boryszewa, które w tym czasie przeszły na emeryturę i kilku tysięcy na terenie kraju – dodaje. Adam Broniecki ma jeszcze jeden powód do żalu. Nie znalazł się w gronie byłych pracowników zaproszonych na 100-lecie firmy, które tak hucznie obchodzono we wrześniu. Trzyma jeszcze pamiątkowe zaproszenia i odznaczenia, jakie dostał z okazji 50-lecia i 75-lecia firmy. Pamiątki po 100-leciu nie będzie. Jolanta Śmielak - Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze