W naszym mieście ciągle przybywa pojemników na używaną odzież. Czy trafia ona jako pomoc dla potrzebujących? Wygląda na to, że raczej nie.
Według naszego rozeznania stoi ich w Sochaczewie już około 50, a przeciętny mieszkaniec jest zadania, że są to pojemniki PCK, choć symbol tej organizacji dawno już z nich zniknął. Jak powiedział nam dyrektor sochaczewskiego oddziału PCK Jarosław Chalastra, z pomysłem, aby używaną odzież zbierać za pomocą takich rozstawionych w miastach pojemników wystąpiła pod koniec lat 90. firma ze Skarżyska Kamiennej - Wtórpol. Z nią też zarząd okręgowy PCK w Warszawie podpisał umowę na umieszczenie na nich logo Czerwonego Krzyża. Wydawało się to dobrym pomysłem, zwłaszcza że w zamian PCK miało otrzymywać gratyfikację pieniężną i część uzyskanych tą drogą ubrań.
Pieniądze wytrzepane z ciuchów
Jednak w roku 2008 umowa między PCK i Wtórpolem została rozwiązana i z czasem, bo nie od razu, logo PCK zniknęło z pojemników. Wtedy okazało się, o czym szeroko pisała swego czasu prasa, że tylko niewielka część pozyskanych ubrań trafiała jako pomoc dla tych najbardziej potrzebujących. Resztę sprzedawano. Tę najlepszą w polskich lumpeksach, pozostałą wywożono za granicę. Najgorszą przerabiano na watolinę lub czyściwo do maszyn. Działalność ta okazała się znakomitym biznesem, więc wzorem firmy Wtórpol zaczęły się pojawiać na naszym rynku, jak grzyby po deszczu, podobne pojemniki.
Jarosław Chalastra z sochaczewskiego PCK twierdzi, że przez cały okres umowy z Wtórpolem, czyli 12 lat, nasz oddział żadnych pieniędzy z tego tytułu ani ubrań nie otrzymywał. Na dodatek przybywało skarg, że pojemniki są rzadko opróżniane, często przewracane, a wyciągnięte z nich ubrania leżą porozrzucane po okolicy.
Pojemniki nie są nasze
Tyle, że to Wtórpol opróżniał pojemniki i miał się nimi opiekować.
- Tymczasem do dziś dzwonią do nas ludzie z uwagami dotyczącymi pojemników - dodaje pan Jarosław. - Ale my już nie mamy z tym nic wspólnego. Mogę tylko udostępniać telefon do firmy, by mieszkańcy tam składali swoje pretensje. Tłumaczymy ciągle, że to nie nasze i ubrania też do nas nie trafiają. Mimo to większość utożsamia nas z pojemnikami, a zyskuje na tym prywatna firma.
Kiedyś sochaczewski PCK miał biuro i magazyn przy ul. Wąskiej 17 i tam przynoszone bezpośrednio przez ludzi ubrania rozdzielano i przekazywano zgłaszającym się potrzebującym. Dziś, gdy cały obiekt z kramnicami jest w przebudowie, również PCK musiało opuścić stary lokal i obecnie nie posiada możliwości składowania odzieży.
Pełen tekst w kolejnym numerze "Ziemi".
Sławomir Burzyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze