Cztery dni, od poniedziałku do czwartku, strażacy z całego województwa walczyli z pożarem kompleksu hal magazynowych Agromaksu w Mizerce w gm. Nowa Sucha. Najpierw gasili słupy ognia, później, przez kilka dni, próbowali dogaszać pogorzelisko, z którego jednak cały czas wydostaje się dym i opary spalenizny. Jak nam powiedział z-ca komendanta powiatowego PSP w Sochaczewie asp. sztab. Dariusz Wypierowski, taka sytuacja może potrwać, dopóki nie zostanie całkowicie rozebrana zawalona częściowo konstrukcja hali.
W czwartek 20 listopada po południu strażacy przekazali nadzór nad pogorzeliskiem pracownikom Agromaksu. Jednak w razie pojawienia się kolejnych źródeł ognia lub dużego zadymienia, jednostki straży będą ponownie kierowane w to miejsce.
Przypomnijmy, że pożar w Mizerce wybuchł w nocy z niedzieli na poniedziałek. 17 listopada o 3.00 pracownik Agromaksu powiadomił straż o ogniu wydobywającym się z jednej z hal. Pożar w krótkim czasie rozprzestrzenił się na inne pomieszczenia, a na miejsce kierowane były kolejne jednostki. Dariusz Wypierowski powiedział nam, że łącznie w akcji uczestniczyło kilkadziesiąt samochodów państwowej i ochotniczej straży pożarnej, ponad 200 strażaków, także z jednostki wojskowej ochrony przeciwpożarowej z Bielic, pogotowie energetyczne, policja. Ona też prowadzi dochodzenie w sprawie przyczyn pożaru.
Mieszkańcy pobliskich wsi sąsiadujący z Mizerką skarżą się na uciążliwy nieprzyjemny zapach unoszący się w powietrzu. Pytają, czy opary te nie są toksyczne i szkodliwe dla zdrowia. Uspokaja z-ca komendanta PSP, twierdząc, że jedynie w pierwszej fazie pożaru ulatniały się niebezpieczne toksyny, gdyż paliła się pianka poliuretanowa stanowiąca ocieplenie ścianek hal, dlatego strażacy pracowali w specjalnych maskach. Obecne zadymienie, choć towarzyszy mu nieprzyjemny zapach, nie powoduje zatrucia, spaleniu uległy bowiem produkty organiczne, nie zawierające toksyn. W halach objętych pożarem magazynowano mrożone mięso i warzywa oraz mączkę kostną z tranem. I to właśnie ten surowiec utrudnia całkowite dogaszenie pożaru. Będzie to możliwe dopiero po rozebraniu zawalonej konstrukcji hali i rozgarnięciu pogorzeliska.
To z kolei stanowi poważny problem. Jak twierdzą strażacy, właściciel musi uzyskać odpowiednie pozwolenia, sprowadzić specjalistyczną ekipę i sprzęt do uprzątnięcia terenu dotkniętego pożarem. Dariusz Wypierowski opowiada, że konstrukcja zawaliła się wraz z regałami, na których magazynowano surowce, przy czym część regałów nadal stoi, podtrzymując dach hali. W każdej chwili może dojść do całkowitego zawalenia się tej nadwyrężonej konstrukcji.
Pożar w Mizerce to jedno z największych tego typu zdarzeń na naszym terenie. Straty można liczyć w milionach złotych. Teraz trzeba czekać na ustalenia policji, co do przyczyn pojawienia się ognia, a że sprawa jest poważna, świadczy obecność na miejscu zdarzenia ekipy z Komendy Wojewódzkiej w Radomiu.
Najważniejsze jednak, że w tak wielkim pożarze nikt nie ucierpiał, ani ze strony pracowników firmy, ani strażaków.
Jolanta Sosnowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze