To widok piękny, ale i smutny. Setki dzikich kaczek, niektóre niespotykanych gatunków, oraz dumna rodzina łabędzi próbują przetrwać zimę. Gromadzą się tu codziennie, bo to jedyne miejsce w najbliższej okolicy, gdzie Bzura nie zamarzła. Stado jest coraz mniejsze, umierają z zimna, głodu, a niekiedy również od ciosów okrutnych ludzi. Mróz wiele ptaków okaleczył na zawsze, jak tę kaczkę o jednej łapie, bo druga została w lodowej bryle. Na szczęście o tych słabych stworzeniach nie zapomnieli niektórzy mieszkańcy Boryszewa. Codziennie pojawia się tu ktoś z chlebem czy ugotowaną kaszą dla ptaków. Wiemy też, że to konieczne dokarmianie wsparła piekarnia pana Górskiego. W ubiegłym tygodniu o chleb dla kaczek i łabędzi zwróciliśmy się do właścicielki innej sochaczewskiej piekarni - Wioletty Gzik-Janiak, która bez namysłu podarowała na ten cel ogromny worek pieczywa, obiecując, że to nie koniec pomocy. Za każdy przyniesiony nad rzekę okruch chleba w imieniu kaczek bardzo dziękujemy, wiele z nich tylko dzięki temu przeżyje.
Figa
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze