Jak informowaliśmy przed tygodniem, do bardzo groźnego w skutkach wypadku doszło w Nowym Białyninie. Bardzo szybko pędzący Volkswagen Passat zjechał z drogi i uderzył w ścianę domu jednorodzinnego. W pojeździe jechało czterech młodych ludzi.
Dziś wiemy, że byli to trzej bracia oraz ich kolega. Wszyscy pochodzą z miejscowości Jeżówka. - Widziano ich pod sklepem w Jeżówce i stamtąd jechali - powiedział nam jeden z okolicznych mieszkańców. - Droga tu wąska i niezbyt dobrej jakości, więc dziwię się, że, jak podali w TVN, szybkościomierz zatrzymał się na prędkości 200 km/godzinę. Nie chce mi się wierzyć, że mogli rozwinąć taką prędkość.
Z kolei, jak usłyszeliśmy od radnego z Nowej Suchej i pracownika gminy Mariusza Wołowczyka, który był na miejscu zdarzenia, samochód wybiło na jakimś wybrzuszeniu, i ostatni odcinek do ściany domu musiał pokonać w powietrzu, nie było bowiem na ziemi żadnych śladów kół. A więc prędkość musiała być spora. Ale jaka, radny Wołowczyk nie wie.
Przypomnijmy też, że w budynku, w momencie uderzenia, znajdowała się 24-letnia córka gospodarzy. Matka przebywała wówczas na podwórku. Była 11.00 przed południem, sobota 10 sierpnia. W wyniku uderzenia jeden z jadących wypadł poza auto. Trzech pozostałych było nieprzytomnych i przybyli na miejsce strażacy musieli wycinać blachę, by ich wydostać.
Na miejsce zdarzenia przybyły aż trzy karetki pogotowia, jednak podjęte zabiegi ratunkowe, w przypadku jednego z pasażerów samochodu, nie przyniosły rezultatu i lekarz stwierdził zgon. Pozostałych trzech, w stanie ciężkim, karetki rozwiozły do szpitali w Sochaczewie, Żyrardowie i Grodzisku Mazowieckim. Pacjent z Żyrardowa opuścił już lecznicę, natomiast kierowca oraz drugi pasażer pozostają nadal w szpitalach w stanie ciężkim, jeden w śpiączce farmakologicznej.
Jak powiedział nam prowadzący sprawę asp. Marcin Gierałtowski z sochaczewskiej komendy, nie wiadomo na razie czy kierowca i pozostali uczestnicy wypadku byli trzeźwi. Pobrano im krew i przekazano do badania na okoliczność zawartości alkoholu lub narkotyków. Wyniki będą jednak znane zapewne dopiero za kilka tygodni.
Uderzenie samochodu w dom sprawiło też, że naruszona została konstrukcja budynku. Dlatego przybyły na miejsce powiatowy inspektor nadzoru budowlanego zalecił zabezpieczenie obiektu poprzez stemplowanie stropu. Jeszcze tego samego dnia ekipa remontowa z Nowej Suchej wraz ze strażakami, z drewna, które ofiarowała gmina, stawiała stemple zabezpieczające budynek przed zawaleniem.
Jak powiedział nam prowadzący sprawę prokurator Marcin Tarczyński: - Właśnie szpital w Żyrardowie opuścił najmłodszy z trzech uczestniczących w wypadku braci. Zleciłem więc wezwać go na przesłuchanie, wtedy będziemy wiedzieli coś więcej.
Waldemara Połcia, ojca poszkodowanej rodziny, w momencie wypadku w domu nie było, zjawił się kilkanaście minut później.
- Córka, która była w środku, tak się przeraziła, że jej pod stół samochód wjeżdża, że, po wyjściu na zewnątrz, zemdlała. Długo nie mogłem się doprosić o karetkę dla niej - mówi Waldemar Połeć. - W końcu zabrali ją na badania do szpitala w Żyrardowie. Do dziś jednak jest w szoku i pewnie potrzebny będzie psycholog. Nocuje u rodziny, bo tu się boi. My z żoną śpimy w małym pomieszczeniu z drugiej strony domu.
Więcej w 33 numerze "ZS".
Sławomir Burzyński
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze