Przez kilka dni nosiłam w myślach tekst na dzisiejszy wpis. Kiedy wreszcie postanowiłam go sfinalizować i usiadłam do klawiatury, okazało się, że komputer odmówił mi posłuszeństwa. Kiedy podjęłam drugą próbę dokonania wpisu, wyłączyli prąd. Za trzecim razem zaginął Internet. Jednocześnie z folderu ,,Inspiracje” cały czas prosząco spoglądał mnie plik z ,,Przypowieścią o dwóch dzbanach”, którą podzielił się mój znajomy po publikacji jednego z wcześniejszych wpisów na blogu. Nie było już sensu walczyć z przeciwnościami, najwidoczniej z jakiegoś powodu dzisiaj ma być o dzbanach... Niech tak będzie.
Przypowieść o dwóch dzbanach
Pewna stara chińska kobieta miała dwa dzbany. Każdego ranka umieszczała oba dzbany po dwóch stronach deseczki, którą umieszczała na swoich ramionach, a następnie udawała się z nimi do źródełka, by przynieść wodę. Jeden z dzbanów miał jednak pęknięcie. Zawsze gdy kobieta wracała do domu, pod koniec drogi pęknięty dzban był już do połowy pusty.
Trwało to dwa lata. Cały dzban był z siebie bardzo dumny, że mógł wykonywać należycie swoje zadanie. Za to biedne, pęknięte naczynie paliło się ze wstydu za swoją niedoskonałość. Czuło się gorsze ze względu na swoje pęknięcie i było mu przykro, że nie wykonuje właściwie swojego zadania. Po dwóch latach, pełnych bólu i upokorzenia, pęknięty dzban odezwał się w końcu do staruszki:
- Tak bardzo mi
przykro… Tak bardzo mi przykro, że przez moją niedoskonałość
wycieka po drodze tyle wody. Przepraszam…
Na to staruszka z
uśmiechem odpowiedziała:
-
Mój drogi dzbanie… Czy zauważyłeś, że po Twojej stronie drogi
rosną kwiaty? Znam Twoją wadę i dlatego zasiałam po Twojej
stronie drogi te wszystkie kwiaty, które widzisz. A Ty, nawet o tym
nie wiedząc, każdego dnia podlewałeś je, zapewniając im wodę
niezbędną do życia. Już dwa lata te kwiaty przystrajają mi całą
drogę od mego domu aż do
potoku. Gdyby
nie Ty i Twoje pęknięcie, nie byłoby tu tego piękna.
Doskonałość istnieje tylko w baśniach i mitach. Prawdziwa doskonałość tkwi w tym, że każdy z nas jest właśnie taki, jaki jest. Dzięki temu, że jesteśmy tak różni świat jest naprawdę pięknym i fascynującym miejscem. Tylko od Ciebie zależy, czy będziesz skupiać się na swoich „pęknięciach”, czy zamiast tego potraktujesz je jako okazję do tego, by stworzyć z nich coś pięknego. Tylko od Ciebie zależy czy w otaczającym Cię świecie i innych ludziach będziesz dostrzegać „pęknięcia”, czy nauczysz się dostrzegać w nich ukryte w każdym z nas piękno. Co dziś wybierzesz?
Zauważaj i doceniaj bezcenne kwiaty, które rosną przy Twojej drodze. Żadna niedoskonałość nie dorówna temu pięknu.
Źródło:
http://www.eioba.pl/a/38yo/opowiesc-o-dwoch-dzbanach
emisja z dnia 08.09.2013 r.
Jeśli będziemy porównywać się z innymi, zawsze znajdziemy kogoś, kto w naszym mniemaniu ma gorzej i może pojawić się ryzyko, że popatrzymy na drugiego człowieka z perspektywy doskonałego dzbana, z pychą, zarozumialstwem, poczuciem wyższości. Jeśli będziemy porównywać się z innymi, zawsze też znajdzie się ktoś, kto w naszym mniemaniu jest lepszy, bo ma więcej pieniędzy, lepszą pracę, bardziej udane życie osobiste, więcej przyjaciół, jest inteligentniejszy, piękniejszy, bardziej przebojowy, pewniejszy siebie etc. W takiej sytuacji faktycznie można poczuć się jak niedoskonały dzban, który marnotrawi wodę, ma niskie poczucie własnej wartości i obniżoną samooceną. Niska samoocena lub brak poczucia własnej wartości to brak przyznania, że jestem bezcenny, niepowtarzalny, zasługuję na szacunek oraz na miłość innych i tym również obdarowuję innych, ze względu na fakt, że jestem i posiadam imię; jak to pięknie powiedziała ostatnio moja mentorka Marzenka Bajeńska.
Najlepiej z nikim nie porównywać się, skupić się na sobie, poznać siebie i swoje pęknięcia... Zamiast biadolić, rozpaczać, poddawać się i okładać samego siebie złymi myślami, że jest się do niczego, warto pomyśleć o tych pęknięciach jak o źródle swoich nowych możliwości. Poza tym jeśli dasz sobie prawo do bycia tym, kim jesteś, do swojej niepowtarzalności i wyjątkowości, to takie prawo dasz także innym. Akceptowanie siebie jest punktem wyjściowym do akceptacji innych ludzi. Jeśli dasz sobie prawo do błędu, to także pozwolisz innym popełniać błędy. A błędy to przecież nic innego jak sytuacje, które uczą.
Życzę nam wszystkim, żebyśmy byli doskonali. Zapytacie: Doskonali czyli jacy? Przecież nikt nie jest doskonały. No właśnie :) Dla mnie doskonały człowiek to taki, który nie jest doskonały, który ma tego świadomość, dobrze zna swoje ,,pęknięcia” i je akceptuje, nie udaje, że ich nie ma, nie wypiera, nie maskuje przed innymi i samym sobą. I coś z tym robi pracując nad sobą, by ze swoich słabych stron zrobić atuty. Warto spojrzeć na swoje niedoskonałości nie jak na rysę na krysztale, ale właśnie jak pęknięcie na dzbanie, dzięki któremu wyrosną najpiękniejsze kwiaty.
Czym jest Twoje pęknięcie na dzbanie?
Jakie kwiaty dzięki pęknięciu mogą wyrosnąć?
Co zrobisz, żeby tak się stało?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ogrodnik porównywał swój trawnik z innymi, pewnie dlatego czuł się zawiedziony i próbował ,,przyciąć” go zgodnie z obowiązującym kanonem. Przyjmowanie i akceptacja nowego wiąże się z wyjściem ze swojej strefy komfortu, przekraczaniem swoich granic. Jedną z metod pogłębiania samoświadomości, bardzo skuteczną, jest coaching. No i warto docenić to co się posiada. Każdy ma swoje mlecze :)
Ale przecież ogrodnik czuł się zawiedziony, że jego trawnik nie jest taki jak u innych. Można powiedzieć że mlecze okazały się mocniejsze od niego. Całej jego wiedzy i umiejętności nie starczyło, by poradzić sobie z tym problemem. Dopiero gdy urzekło go piękno kwitnących mleczy na trawniku, pogodził się ze swoją porażką.To co wcześniej czuł, to była pewnie rezygnacja ze swych ambicji. Myślę że nie jest łatwo coś takiego zaakceptować.Akceptacja bez świadomości, bez zrozumienia, nie jest chyba możliwa. Dzbanowi pomogła w tym staruszka, ogrodnikowi czas który sprawił że mlecze zakwitły.Rodzi się więc pytanie - jak zdobyć tą samoświadomość która pozwoli zaakceptować (jednak, mimo wszystko) ułomność.
Karolu, to właśnie szczerość i otwartość sprawiają, że podzielił się Pan swoimi przemyśleniami. A potrzeba równowagi, o której Pan pisze to asertywność. Na szczęście do wyćwiczenia :) Może wsparciem byłaby jakaś lektura w tym temacie? Ostatnio w księgarniach pojawiło się sporo tytułów dotyczących asertywności. Otwartość, szczerość, pomaganie innym to piękne wartości.
Gaj, przytoczoną przez Pana przypowieść o ogrodniku odbieram jako opowieść o akceptacji tego, co się pojawia. Akceptacja rzeczywistości daje nam spokój, pozwala odnaleźć radość w dniu dzisiejszym, aktualnej chwili i budować na tym swoją przyszłość. Choć pewnie ilu ludzi, tyle byłoby interpretacji...
Po przeczytani Pani artykułu przypomniała mi się przypowieść ks. Malinowskiego. O ogrodniku który chciał mieć piękny trawnik. Klasyczny angielski kobierzec równo przyciętej trawy. Nie do końca mu się to udało. Na trawniku pojawiły się mlecze. Próbował je zlikwidować, ale żaden ze sposobów znany ogrodnikom nie poskutkował. W końcu dał za wygraną. Pozwolił mleczom rosnąć. Czuł się bardzo zawiedziony, bo w innych ogrodach widział ładne, zadbane trawniki. Pewnego ranka otworzył okno wychodzące na ogród i oniemiał zachwytu. - Mlecze zakwitły.
Nie pamiętam morału tej historii, ale jakoś łączy się z opowieścią o staruszce i dzbanach. Może chodzi o sposób patrzenia na świat. Na swoje pragnienia. I że nie zawsze to co inni uważają za wadę, rzeczywiście nią jest .
Myślę że jak popracuję nad tym tematem w końcu dostrzegę analogię :)
Słowo do Karola - Niektórzy powiedzą że angielski trawnik pokryty kwiatami jest śmieszny.
Na te trzy pytania odpowiadam ...:)
Moim pęknięciem na dzbanie jest szczerość i otwartość.
Kwiatki jakie wyrastają z niej to wykorzystywanie przez innych.
Żeby zachować równowagę muszę ją ograniczyć w przeciwnym razie jak mówi mój kolega zmieni się to w naiwność i śmieszność a z tego pięknych kwiatów nie będzie...;-)
Pozdrawiam, Karol
Ps. Wyjaśniając powyższe powiem tak, lubię pomagać ludziom lecz często jest to postrzegane jako mój obowiązek i wręcz wykorzystywane. Dlatego muszę to ograniczyć i obowiązek pomocy odróżnić od naiwności by nie stać się śmiesznym...:)
Tylko trzeba pozwolić im zakwitnąć? :)
Ogrodnik porównywał swój trawnik z innymi, pewnie dlatego czuł się zawiedziony i próbował ,,przyciąć” go zgodnie z obowiązującym kanonem. Przyjmowanie i akceptacja nowego wiąże się z wyjściem ze swojej strefy komfortu, przekraczaniem swoich granic. Jedną z metod pogłębiania samoświadomości, bardzo skuteczną, jest coaching. No i warto docenić to co się posiada. Każdy ma swoje mlecze :)
Ale przecież ogrodnik czuł się zawiedziony, że jego trawnik nie jest taki jak u innych. Można powiedzieć że mlecze okazały się mocniejsze od niego. Całej jego wiedzy i umiejętności nie starczyło, by poradzić sobie z tym problemem. Dopiero gdy urzekło go piękno kwitnących mleczy na trawniku, pogodził się ze swoją porażką.To co wcześniej czuł, to była pewnie rezygnacja ze swych ambicji. Myślę że nie jest łatwo coś takiego zaakceptować.Akceptacja bez świadomości, bez zrozumienia, nie jest chyba możliwa. Dzbanowi pomogła w tym staruszka, ogrodnikowi czas który sprawił że mlecze zakwitły.Rodzi się więc pytanie - jak zdobyć tą samoświadomość która pozwoli zaakceptować (jednak, mimo wszystko) ułomność.