Reklama

Andrzej Andrysiak - dziennikarz Roku 2024 o wyzwaniach mediów lokalnych

Andrzej Andrysiak, prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych i Dziennikarz Roku 2024, dzieli się refleksjami na temat kondycji mediów lokalnych. Omawia rosnące trudności finansowe i propozycje wsparcia, które mogą uratować lokalne dziennikarstwo przed polityczną zależnością.

Witam państwa bardzo serdecznie. Nazywam się Seweryn Budnik, a naszym dzisiejszym gościem jest prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych oraz laureat nagrody Grand Press – Dziennikarz Roku 2024 – Andrzej Andrysiak.

Dzień dobry. Mogą państwo kojarzyć pana Andrzeja, bo w zeszłym roku prowadził debatę kandydatów na burmistrza miasta Sochaczew.

Zacznijmy od pytania: do czego, według pana, zobowiązuje tytuł Dziennikarza Roku?

Oj, bardzo trudne pytanie na początek. Dziennikarz Roku to nagroda, którą przyznają redakcje. Nie ma tam specjalnego jury, które ocenia osiągnięcia kandydatów, nie ma też formalnych zgłoszeń. Redakcje głosują na tego, kogo uważają za właściwego. W ubiegłym roku większość redakcji zagłosowała na mnie.

Reklama

To jest zobowiązanie przede wszystkim wobec naszej branży, czyli dziennikarzy lokalnych. W konkursie Grand Press zazwyczaj nagradzani są dziennikarze mediów ogólnopolskich – myślę, że w 95% przypadków. Do tej pory tylko dwóch dziennikarzy lokalnych otrzymało ten główny tytuł: Jurek Jurecki w 2012 roku, wydawca „Tygodnika Podhalańskiego”, oraz ja w ubiegłym roku. Dlatego traktuję to jako zobowiązanie właśnie wobec branży lokalnej. Nasza branża musi mieć głos, i ten głos musi być słyszalny. Mam nadzieję, że dzięki temu wyborowi redakcji w ubiegłym roku był i nadal jest słyszalny bardziej.

Chciałbym nawiązać do pańskiej kariery. Ma pan doświadczenie zarówno w mediach lokalnych, jak i ogólnopolskich – „Dziennik Gazeta Prawna”, „Gazeta Radomszczańska”, wcześniej „Życie Warszawy”. Jakie są najistotniejsze różnice między taką gazetą lokalną – jak „Gazeta Radomszczańska” – a tytułami ogólnopolskimi, jak „Dziennik Gazeta Prawna” czy „Gazeta Wyborcza”?

Reklama

Zawsze, kiedy zaczynałem pracę w nowej redakcji, widziałem jedną podstawową rzecz: każda redakcja ma oczywiście swoje „how” – swój styl i sposób pracy – ale samo dziennikarstwo jest wszędzie takie samo. Chodzi w nim o to, żeby próbować opisać rzeczywistość, dotrzeć do niej, patrzeć władzy na ręce, ustalić fakty i wszystko to zweryfikować. Czy to jest redakcja lokalna, regionalna czy ogólnopolska – mechanizm jest ten sam.

Pracowałem w „Życiu Warszawy”, w „Dzienniku Gazecie Prawnej”, w gazecie regionalnej i w małej redakcji lokalnej. Wszędzie trzeba robić dziennikarstwo i pracować nad tym, żeby jak najlepiej poinformować społeczeństwo.

Reklama

Różnica polega na czym innym. W małym mieście bohaterami tekstów są ludzie, których spotykamy na ulicy, którym mówimy „dzień dobry”, z którymi wymieniamy uprzejmości – albo nieuprzejmości, bo oni też potrafią je wymieniać. To są ludzie, których znamy. Bardzo często jest tak, że jakiś znajomy, na przykład ze środowiska biznesowego czy politycznego, zostaje bohaterem tekstu. To powoduje napięcia i emocje. To jest zupełnie inna skala relacji.

W dużej redakcji w Warszawie dziennikarz jest od czytelników bardziej odseparowany. Ma kontakt z informatorami, z bohaterami tekstów, natomiast z czytelnikami – już znacznie mniejszy. W mediach lokalnych ten kontakt jest bardzo bliski: czytelnicy piszą w każdej sprawie, dużo komentują, przychodzą do redakcji – choć rzadziej niż kiedyś, ale wciąż przychodzą. Ta relacja jest naprawdę bezpośrednia.

Reklama

Cele są więc takie same, tylko grupa docelowa jest inna i mniejsza, a kontakt bezpośredni z odbiorcami – dużo bliższy.

Odnosząc się do mediów lokalnych, z którymi jest pan silnie związany – jak ocenia pan ich obecną kondycję?

Nie jest najlepiej. Wydawcy lokalni to ludzie, którzy naprawdę wiele przeszli. Większość tych „osiedziałych” tytułów wychodzi od 20, 30, a nawet 35 lat. To są wydawcy, którzy dziś działają częściowo w papierze, częściowo w internecie – bo kanał dystrybucji ma już mniejsze znaczenie.

Reklama

To ludzie, którzy przeżyli wiele perturbacji i zawsze potrafili się przystosować: nieważne, czy rządziła jedna partia czy druga, czy był kryzys czy hossa. Wydawcy reagowali na zmiany na rynku, na zmiany nawyków czytelniczych. Teraz sytuacja jest jednak znacznie bardziej skomplikowana.

Mamy dwa główne czynniki wpływające na sytuację mediów lokalnych, a właściwie jeden podstawowy: „spustynnienie” rynku reklamowego. To proces, który dotyczy całego świata, ale w Polsce jest bardzo widoczny. Na rynku reklamy internetowej mamy dziś duopol dwóch światowych firm: Google i Meta. Według różnych szacunków mają one od 60 do 70% rynku reklamowego.

Reklama

Żeby to sobie uświadomić: dwie firmy mają 60–70% całego rynku, a pozostałe 30–40% musi wystarczyć dla wszystkich innych – dużych i małych mediów, sklepów internetowych, Allegro i wszystkich miejsc, gdzie pojawia się reklama. Lokalny wydawca ma więc o wiele trudniej, żeby zbilansować swój tytuł.

A żeby uprawiać niezależne dziennikarstwo, trzeba być niezależnym finansowo. Nie ma niezależnej redakcji, do której ktoś stale dokłada pieniądze – to się po prostu nie spina. Zawsze pojawiają się wtedy jakieś interesy. Jeśli brakuje pieniędzy, trzeba do kogoś pójść po wsparcie. A to oznacza zależność.

Reklama

Dlatego, żeby być niezależnym, trzeba mieć własne wpływy reklamowe. Tymczasem struktura rynku jest taka, że jest o to bardzo trudno. Co wiecej, państwo polskie w praktyce premiuje Google i Metę. Czy robi to mimowolnie, czy celowo – to inna kwestia – ale efekt jest taki, że wielkim graczom działa się łatwiej niż mniejszym wydawcom.

W rezultacie sytuacja wydawnictw lokalnych jest bardzo trudna. Kilka tytułów zamknęło się w ostatnim czasie, kilka kolejnych się do tego przymierza. Może dojść do tego, że na poziomie lokalnym będziemy mieli więcej mediów wydawanych przez władzę niż prywatnych. A to – użyję mocnego słowa – byłoby katastrofalne dla demokracji.

Reklama

A jak, według pana, można z takiej krytycznej sytuacji wyjść? Jak zmienić ten stan rzeczy?

Jako Stowarzyszenie Gazet Lokalnych mamy pewien pomysł. Próbowaliśmy zainteresować nim jeszcze poprzedni rząd, ale zostaliśmy odesłani z kwitkiem. Próbowaliśmy zainteresować obecny rząd i tym razem nie zostaliśmy odesłani.

Ten pomysł to Fundusz Wsparcia Mediów Lokalnych. W Polsce jest tak, że gdy ktoś słyszy o wsparciu od państwa, od razu uruchamia mu się odruch: „znowu ktoś wyciąga rękę po pieniądze”. To nie o to chodzi.

Reklama

Fundusze wsparcia mediów lokalnych funkcjonują w Europie Zachodniej. To nie jest pomysł rosyjski ani białoruski, tylko zachodni. Tam państwa uznały, że media lokalne – działające na bardzo trudnych rynkach – są kluczowe dla funkcjonowania państwa. Tak jak wspiera się sport młodzieżowy, kulturę senioralną czy organizowanie imprez przez samorządy, tak samo uznano, że potrzebne jest wsparcie dla mediów lokalnych.

Wsparcie – czyli nie utrzymywanie ich w całości, ale danie im „oddechu”. My napisaliśmy projekt takiej ustawy. Żeby jednak została wprowadzona w życie, musi zostać notyfikowana przez Komisję Europejską. Ministerstwo wystąpiło o notyfikację wiosną, ale ten proces trwa.

Reklama

W tej chwili sytuacja jest taka, że ministerstwo ogłosiło chęć uruchomienia programu ministerialnego na wsparcie mediów lokalnych. To jest rozwiązanie dużo trudniejsze, bo kiedy minister bezpośrednio przyznaje pieniądze, od razu pojawia się zarzut polityczności. Nie wiemy jeszcze, jakie będą zasady tego konkursu, ale on…

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło: materiały własne e-Sochaczew.pl Aktualizacja: 29/12/2025 10:27
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Paulina - niezalogowany 2025-12-16 22:15:38

    Szanowny Panie Sewerynie i Drogi Gościu! Polski rynek prasowy jest spolaryzowany, z podziałem na media prawicowe i lewicowo-liberalne, ale dotyczy to głównie mediów ogólnopolskich. W przypadku mediów lokalnych, ich głównym celem jest relacjonowanie spraw danej społeczności i pełnienie funkcji kontrolnej wobec lokalnych władz, co sprawia, że ich profil ideologiczny jest często mniej wyrazisty lub zależy od konkretnego wydawcy i redakcji. Lewica politycznie wspiera ideę silnych, niezależnych mediów lokalnych, które pełnią funkcję kontrolną wobec władz, to faktyczne powiązania między konkretnymi redakcjami a partiami lewicowymi są raczej sporadyczne i nie wynikają z systemowych zależności, a z indywidualnych postaw redaktorów czy wydawców. Ogólnie jestem przeciwnikiem jako kobieta wszelkich feminatywow typu goscini czy psycholożka. Nie popieram poglądów lewicowych. Temat złożony. Media lokalne są to małe, niezależne redakcje, które patrzą władzy na ręce, ujawniają nadużycia, opisują lokalne konflikty i skandale. Działają blisko mieszkańców i ich problemów, często z minimalnym budżetem, ale z poczuciem misji.??? Czy tak. Jest? Czy redakcja ma ,aż wielka charyzmę i chęci? ?? Czy tylko to praca od do? I serwowanie mało interesujących dla większości artykułów? Ale to już moje zdanie subiektywne .. Pozdrawiam

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    obserwator - niezalogowany 2025-12-19 13:10:25

    a szczegolnie niezalezne jest radio sochaczew. widac to w kazdych wiadomosciach . propagowanie lewicowych rzadow. biora przyklad z gory i chodza na lancuchu. liczy sie tylko kasa a spoleczenstwo jest gleboko... . znalem takie media z dawnych czasow.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama