Reklama

Film CZERWONY

Sochaczewski Klub Filmowy / św.Dominik
27/09/2007 23:19
Wyprodukowany w 1994 roku „Czerwony” to film dzieło. O dziele można powiedzieć dużo, ale najczęściej brakuje słów by go opisać. Często trudno zmierzyć się z jego interpretacją. Co więcej interpretacji może być wiele! To niezwykły film, wiele jest w nim pobocznych wątków i tropów, drobnych szczegółów i symboli. A Kieślowski jest reżyserem wymagającym od widza skupienia uwagi na tym, co widzi, i na tym, co czuje. Bywa, ze jego filmy trzeba obejrzeć kilka razy, by pojąć, co chciał powiedzieć, by niczego nie przeoczyć. Ale dajemy sobie na wszelki wypadek wytłumaczenie – może dane nam będzie obejrzeć raz, ale raz to zawsze więcej niż w ogóle, bo obejrzeć naprawdę warto. Tym bardziej, że Kieślowski jest najbardziej chyba w Europie rozpoznawanym twórcą filmowym, a jego „Czerwony” nie został niedoceniony. Ba, nawet konkurował o Złotą Palmę w Cannes. Przegrał z „Pulp Fiction” Quentina Tarantino, a my powiemy – „Szkoda.” „Czerwony” jest ostatnim z „Trzech kolorów” - trylogii ilustrującej trzy hasła rewolucji francuskiej: wolność, równość, braterstwo. Na zasadzie kojarzenia – Wolność – „Niebieski”, Równość – Biały. Stąd „Czerwony” – Braterstwo. Co w dzisiejszych czasach oznaczają ideały Rewolucji Francuskiej? Jak te abstrakcyjne pojęcia funkcjonują? I czy w ogóle funkcjonują w życiu codziennym? Będziemy próbować to ocenić. Kieślowski pokazuje nam w filmie kilku bohaterów. Jest Karin, August, Michael, Valentine, Joseph. Ale akcja osadza się przede wszystkim wokół dwóch ostatnich. Valentine jest modelką, Joseph sędzią. Poznają się za sprawą psa, którego potrąconego przez auto, Valentine dręczona wyrzutami sumienia, odwozi właścicielowi. Tych dwoje różnych ludzi, których dzieli między innymi pokolenie, sposób patrzenia na świat, zderza się ze sobą. Zniechęcenie i samotność ustępują miejsca głębokiej przyjaźni. Z tego miejsca mówić można o braterstwie, o solidarności, o szacunku dla drugiego. Ale czy Valentine pomagając psu nie myślała o sobie? I tu pojawia się podważenie istnienia tej idei. Losem bohaterów kieruje przypadek, ale czy rzeczywiście? Czy nie są jakoś zaprogramowani? Czyż by nie stracić szansy na przyjaźń czy miłość trzeba uważnie czytać zaszyfrowane znaki? Czy jedynym wyjściem jest urodzić się we właściwym czasie? Czy przychodzi taki czas w życiu człowieka, kiedy jest późno na miłość? Czy przyjaźń nie jest rodzajem miłości? Jest jeszcze kwestia prawdy, jej szukania; tego, czy prawda wyzwala. Jest kwestia osadzania innych. Jest kwestia mierzenia egoizmu w altruizmie, rozmijania się ludzi, pomyłek losu. I to nie wszystko, w filmie który trwa 95 minut. Mistrzostwo. Reżyser daje pole do szerokiej interpretacji
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama