W kolejnej odsłonie Sochaczewskiego Klubu Filmowego przedstawiamy państwu film "DZIECKO" braci Luca i Jeana-Pierra Dardenne.
Geneza "Dziecka", jak mówią twórcy, sięga pewnego dnia w Seraign, gdzie kręcili swój poprzedni obraz.
Codziennie - rano, popołudniu i wieczorem - na Rue du Molinay, widzieli dziewczynę pchającą wózek ze śpiącym niemowlęciem. Ta młoda osoba całymi dniami kręciła się bez celu po okolicy. Często o niej myśleli. O wózku, o śpiącym dziecku i brakującej postaci: ojcu dziecka. Ten brak stał się ważny dla tej historii - historii miłosnej, która jest również historią o ojcu...
Film, który Ci bracia - najwybitniejsi filmowcy belgijscy (ur. 1951 i 1954), twórcy kilkudziesięciu dokumentów i fabuł - nakręcili jest przede wszystkim bardzo życiowy, wzruszający, szokujący.
Bracia uważani są za spadkobierców tradycji kina europejskiego: Rosselliniego, Bressona, Kieślowskiego. Szukając typów do swoich filmów korzystają na równi z Dostojewskiego, Faulknera, Flauberta, z historii zasłyszanych od pracowników socjalnych, z gazetowych "faits divers".
W autentycznej scenerii opowiadają historię ludzi na marginesie, postawionych wobec wielu problemów, z których jeden od pewnego momentu, staje się szczególnie ważny – dziecko. Ale czy zachowania tego typu ludzi różnią się tak bardzo od zachowań ludzi z innych kręgów społecznych?
To jedno z pytań, które się rodzi. Inne (choć na pewno nie wszystkie!) to:
- Czy dziecko może zmienić uczucie?
- Czy dziecko może uczucie utrzymać?
- Czy można decydować o życiu osoby nie mającej świadomości?
- Co zrobić z dzieckiem, które się pojawia i wplątuje nas w tą tajemniczą więź, jaką jest macierzyństwo lub ojcostwo?
- Co to znaczy mieć dzisiaj dziecko?
- Ile kosztuje ludzkie życie?
- Czy poziom szczęścia zależy od ilości pieniędzy?
- Czy wraz z dzieckiem przychodzi odpowiedzialność?
- Co jest lepsze: bogaci rodzice adopcyjni czy biedni rodzice genetyczni?
- Co człowiek może zrobić sam ze sobą pod wpływem drugiego człowieka?
- Czy problemy mogą być błogosławieństwem, dobrodziejstwem?
Złota Palma w 2005 roku za ascetyczny, pozbawiony efektów i ekspresji film. Praktycznie bez słów, bez symboliki, za pomocą najprostszych ludzkich gestów, które powinny być zrozumiałe dla każdego. Świadome ubóstwo środków wyrazu. Surowy styl.
Forma w jakiej zrobiony jest film przypomina skandynawską Dogmę (tworzył w niej m.in. Lars von Trier) - proste, niekiedy długie ujęcia; kamera cały czas podążająca za bochaterami; operator często filmujący "z ręki".
Miejscami bliżej mu do dokumentu niż do fabuły. To kino będące zwierciadłem rzeczywistości.
Film w dużej mierze toczy się bez muzyki, w ciszy.
Ten minimalizm jest wartością samą w sobie, między innymi dlatego, że nic nie rozprasza uwagi skupionej na bohaterach.
Ale mimo, iż obraz filmowany jest w byle jakich miejscach średniego belgijskiego miasta, to staje się przykuwającym kinem akcji, z tym, że dziejącym się wewnątrz postaci, skoncentrowanym na psychice bohaterów.
Film wyraża psychologię poprzez ciało i fizyczne działanie postaci.
"Poruszenia duszy rodzą się wraz z poruszeniami ciała" - uważał zresztą Bresson, jeden z wzorów dla braci Dardenne.
Niesie głęboką refleksję nad różnorodnością ludzkich zachowań.
Zapraszamy do SKFu! – jak zawsze każda sobota, tym razem 3 listopada, jak zawsze godz. 18, i jak zawsze tyły kościoła św. Wawrzyńca.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze