Reklama

Film Opowieści o zwyczajnym szaleństwie

Sochaczewski Klub Filmowy / św.Dominik
16/11/2007 17:58
Czesi jak żadna inna nacja w Europie, potrafią za pomocą surrealistycznych i absurdalnych chwytów, wywołujących salwy śmiechu na sali, opowiadać o społeczeństwie i jednostce, postawach moralnych i obyczajach, pasjach i wierze, o naszym małym życiu. W ten styl wpisuje się Petr Helenka, który obok Jana Sveráka, Davida Ondricka i Jana Hrebejka jest jednym z czołowych czeskich filmowców średniego pokolenia. Zelenka wierny jest czeskiej tradycji mądrego humoru spod znaku Haszka, Hrabala, Havla i Menzla. Bohaterowie jego filmów to ludzie poszukujący - sensu życia, wrażeń, ale przede wszystkim miłości. Taki też jest Petr z "Opowieści o zwyczajnym szaleństwie". Zbieżność imion, jak zapewnia reżyser, przypadkowa. "Opowieści o zwyczajnym szaleństwie" to film o poszukiwaniu szczęścia, tęsknocie za miłością, potrzebie życia w związku, zmaganiu z samotnością i brakiem porozumienia między ludźmi, a także przełamywaniu bariery niezrozumienia, problemów komunikacyjnych, z którymi borykamy się każdego dnia próbując znaleźć kontakt z innymi ludźmi. Bohaterami tej tragikomedii są ludzie uwikłani w dziwne związki emocjonalne. Szaleństwo staje się tu jedynym sposobem na zmierzenie się ze światem. Ale jednocześnie Zelenka ukazuje działania swych bohaterów tak, że ich zwariowane zachowanie wydaje się nam całkiem logiczne Film uświadamia, że szaleństwo jest rzeczą względną. Bohaterowie tego dzieła żyją kierując się uczuciami, robią to, co wydaje im się słuszne i co chcą robić. Są pozbawieni kulturowych konwenansów, które normalnie, w znacznej mierze, determinują nasze życie i postępowanie. Są w pewien sposób "wyzwoleni" i właśnie to jest ich szaleństwem. Nie mogą jednak odnaleźć szczęścia i spełnienia. Ciągle szukają i tym właśnie różnią się od większości ludzi, że nie czują strachu przed tym, co im mówi serce. W „Opowieściach o zwyczajnym szaleństwie” Zelence udało się zachować niesamowicie delikatną równowagę pomiędzy ironicznym humorem i, czasami bolesną, rzeczywistością. Uciekanie w żart wychodzi filmowi na dobre. Reżyser traktuje swoich bohaterów z sympatią, nawet nie dziwiąc się im zanadto, kiedy samotni i wyobcowani gotują włosy ukochanej w mleku; przy skoku w ostatniej chwili otwierają spadochron; zakochują się w manekinie. Jednak całość tej lekko surrealistycznej historii przyprawiona jest słodko-gorzkim sosem. Obraz odmalowany przez Petra Zelenkę skłania do wejrzenia w siebie, wówczas gdy samotni wyjdziemy z teatru czy kina, gdy ucichnie rechot widowni i wejdziemy w noc, bowiem choć film niesie śmiech, to każe się nam zastanawiać nad ważnymi tematami. Można zadać pytanie: Czy takie szaleństwo może być sposobem na życie? Dodać trzeba, że twórca takich filmów jak „Guzikowcy” , „Samotni”, „Rok diabła”, film ten nakręcił na podstawie własnej sztuki teatralnej. Znana jest ona polskiej widowni m.in. z adaptacji Agnieszki Glińskiej w warszawskim Teatrze Dramatycznym.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości