Po dziesięciu latach urzędowania mieszkańcy Kolejowej Spółdzielni Mieszkaniowej „Semafor” mówią swojemu prezesowi Mirosławowi Grzelakowi dość. Kiedy z interwencją w tej sprawie zadzwoniła do nas jedna z mieszkanek osiedla, pani Bogusława Michurska, nie mogliśmy uwierzyć w to, co opowiedziała o praktykach stosowanych przez tamtejszego prezesa. Spółdzielcy nic nie wiedzą Gdyby nie fakt, że akurat mąż pani Bogusławy, Jerzy Michurski, był w biurze spółdzielni, nie wszyscy mieszkańcy zostaliby powiadomieni o Walnym Zebraniu. Jak mówi, zobaczył ogłoszenie o zebraniu, które prezes zamierzał wywiesić na tablicy ogłoszeń. Dzięki takim metodom na dotychczasowe zebrania przychodziła garstka spółdzielców. „Powiedziałem mu, że zgodnie z prawem ma obowiązek zawiadomić pisemnie każdego z mieszkańców za pokwitowaniem. Przestraszony przyznał mi rację.” Podczas Walnego Zebrania, które odbyło się w ostatnią środę, niektórzy spółdzielcy wylali swoje żale. Twierdzili, że nie wiedzą, co dzieje się w ich spółdzielni. Sprawozdania z działalności Rady Nadzorczej i Zarządu, kosztorysy remontów, rachunki, a nawet tak oczywista kwestia jak regulamin obrad, były od lat tajemnicą. „Bo jak można było się na ten temat czegokolwiek dowiedzieć, jeśli na prośby o pisma, odpowiadano w spółdzielni, że zawiesił się komputer” –mówili. „Prezes odczytał na zebraniu trzy strony sprawozdania z działalności Rady Nadzorczej za 2005 rok, mówiąc, że można je było otrzymać przed zebraniem. Kiedy poprosiłem o nie w piątek przed zebraniem, nic jednak nie było przygotowane. Protokoły Rady Nadzorczej i Zarządu, jak odpowiedział mi pan prezes, były w mieszkaniu przewodniczącej Rady” - dodaje Jerzy Michurski. W czasie obrad część zebranych miała wątpliwości, czy, mimo zaproszenia mieszkańców, obecność redaktora „Ziemi Sochaczewskiej” jest uzasadniona. Ostatecznie jednak nie potrafili podać argumentu prawnego przeciwko. Na bakier z prawem Dlaczego tak długo mieszkańcy milczeli? Jak tłumaczy jedna z lokatorek Joanna Archacka, przede wszystkim z nieznajomości przepisów, połączenia sił i braku osoby, która odważyłaby się głośno mówić o problemach. Spółdzielcy znaleźli pomoc u państwa Michurskich, którzy sprowadzili się do bloku trzy lata temu. Jak mówią, prezes w ogóle nie przestrzega prawa. Mowa m. in. o statucie spółdzielni. 3 czerwca 2005 ukazały się poprawki do ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, mówiącej, że spółdzielnie, które istnieją w dniu wejścia w życie ustawy, muszą uchwalić nowy statut dla spółdzielni i w ciągu 30 dni zgłosić go do Sądu Rejestrowego. Jak mówi Jerzy Michurski ten termin upłynął 17 czerwca. Na Walnym Zebraniu, mimo że od tej daty minęły już prawie dwa tygodnie, o tym nie było ani słowa. Od momentu objęcia stanowiska prezes nie przeprowadził też lustracji, mimo, że zgodnie z ustawą, każda spółdzielnia ma obowiązek co najmniej raz na trzy lata takiej lustracji się poddać, pod groźbą grzywny albo kary ograniczenia wolności dla prezesa. Blok – skarbonka bez dna To nie jedyne zarzuty, jakie mieszkańcy stawiają Mirosławowi Grzelakowi. Mimo, że blok został oddany do użytku 10 lat temu, ciągle słyszą oni o nowych inwestycjach i opłatach. Rachunków i kosztorysów spółdzielcy jednak nie widzą. „ Po ośmiu latach od oddania bloku do użytku remontowano kominy, mimo że ich żywotność wynosi 30 lat. Gdy próbowaliśmy się dowiedzieć, ile dokładnie kosztowały, co innego mówił nam prezes, a co innego księgowa” – mówi Bogusława Michurska. Mieszkańcy doskonale pamiętają też ubiegłoroczny remont dachu. „Nie zawieszono żadnej siatki zabezpieczającej mieszkania przed spadającymi cegłami, które zrywały i niszczyły doniczki i kwiaty na balkonach - mówi Marzena Duralska. – Ponieważ nie zabezpieczono remontowanych kominów, któregoś dnia gruz wpadł mi do kuchni”- dodaje podirytowana. Padł też zarzut, że na inwestycje nie ogłaszane są żadne przetargi. Na co prezes przedstawił fakturę, za takie ogłoszenie w tygodniku „Ziemia Sochaczewska” sprzed dwóch lat. Najdrożej w Sochaczewie Wiele pytań skierowano do prezesa odnośnie najwyższych w Sochaczewie cen za ciepło. Obecnie mieszkańcy płacą za ogrzewanie olejowe przez cały rok 5,40 zł/ m2, mając własną kotłownię, podczas gdy inne spółdzielnie, co zostało potwierdzone na zebraniu, kupują ciepło od PEC-u w granicach 3-5 zł/m2. Jak tłumaczył prezes, wysokie ceny związane były z kosztami zakupu paliwa. Z tym argumentem nie zgodził się pan Andrzej Dębowski, mówiąc, że koszty związane z ogrzewaniem rosły znacznie szybciej niż ceny oleju. Ponadto, jak stwierdziła Marzena Duralska, od 1 września ub. r. mieszkańcom zaserwowano podwyżkę za ogrzewanie z 3,70 zł/m2 do 5,20/ m2, podczas gdy sezon grzewczy zaczyna się od października. Jak dodał Jerzy Michurski: „Mieszkańców poinformowano o tym we wrześniu, stawiając ich tym samym przed faktem dokonanym. Poza tym w piśmie wystawionym w tej sprawie pod koniec sierpnia powołano się na decyzję Rady Nadzorczej, która skończyła swoją kadencję w czerwcu ubiegłego roku. Gdy zapytaliśmy, dlaczego Rada do tej pory funkcjonuje, prezes odparł, że przedłużył jej kadencję, opierając się na opinii radcy prawnego, którą, jak zobaczyliśmy na zebraniu, wystawiono dwa dni przed Walnym Zebraniem.” I co dalej Co zaś do spotkania spółdzielców, wnioskowali oni o przedstawienie każdemu sprawozdania z działalności za 2005 rok, ekspertyz i kosztorysów, z którymi nie mieli dotychczas możliwości się zapoznać. Spotkanie zakończyło się również podjęciem uchwały zakazującej osobom, które do tej pory wykonywały remonty, pracy na rzecz spółdzielni. Jak potoczą się losy spółdzielni, przekonamy się w środę 12 lipca, podczas kolejnej części Walnego Zebrania. Emocji i tym razem z pewnością nie zabraknie zważywszy na fakt, że mieszkańcy skierowali sprawę do Ministerstwa Sprawiedliwości. Jak mówi Bogusława Michurska, która złożyła pismo w ich imieniu, otrzymała zapewnienie, że w ciągu dwóch tygodni zajmie się tym Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Martyna Mikulska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze