Rolnicy biją na alarm. Ziemia sucha jak pieprz, a te krople deszczu, które od czasu do czasu lizną ziemię, kompletnie nic nie zmieniają. Parę dni temu podobno padał deszcz. Podobno, gdyż spadł go słownie jeden milimetr. W ubiegłym tygodniu było go na naszym terenie nieco więcej, ale to w dalszym ciągu nie rozwiązuje sytuacji. Straty spowodowane niedoborem wody to już fakt zaistniały. Co z powodu suszy miało uschnąć lub dać znacznie mniejsze i mniej wartościowe plony, to już się stało. To jest doprawdy klęska dla rolnictwa, ale jakoś nikt nie kwapi się, by ten fakt zgłosić wojewodom, władnym ogłosić stan klęski. Zresztą kilka kolejnych już lat jak nie przymrozek wiosenny, to susza. Niektórzy rolnicy oceniają, że rzepaku ocaleje zaledwie 30-40%, podobnie z ziemniakami. W sadach i warzywach też nie wygląda to najlepiej. Ale sen z powiek producentom rolnym spędzają galopujące ceny środków ochrony roślin. Nie dość, że ubywa z rynku kolejnych fungicydów, herbicydów i insektycydów, to jeszcze na dokładkę ceny drastycznie podskoczyły. Wystarczy chyba podać jeden przykład istotnego w rolnictwie Roundapu, który w październiku 2007 roku kosztował w przeliczeniu na 1 litr 15 złotych, a w czerwcu tego roku 32 złote 50 groszy. Nie wspominając o nawozach. Polifoska 6-procentowa miała cenę w odnośnym okresie 1100 zł za 1 tonę, a teraz kosztuje 2300 zł. Siarczan amonu, który również w wielu gospodarstwach jest niezbędny zdrożał z ok. 1100 zł aż do 3200 złotych za tonę. Żadne dopłaty unijne nie są w stanie zrekompensować tych podwyżek. Co ciekawe, tak naprawdę nikt nie potrafi wyjaśnić, skąd się one biorą.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze