Reklama

Hanna Głuchowska, logopedka – jak najlepiej pracować nad wymową

26/05/2021 10:00

Czasy, kiedy logopeda był osobą pracującą z dziećmi tylko nad poprawą wymowy, mijają. Coraz częściej mówi się o konieczności całościowego podejścia do problemów z mową – wynikających z wad postawy, kondycji psychicznej, problemów zdrowotnych. Jak się okazuje wpływ na to, jak rozwija się mowa dziecka, ma ogromna liczba czynników, a logopeda powinien znać je wszystkie i współpracować z fizjoterapeutami czy psychologami.

O kompleksowym podejściu do problemów z wymową z Hanną Głuchowską, lodopedką, surdopedagożką, specjalistką w dziedzinie emisji głosu i neurologopedii rozmawiała Izabela Goryniak. W wywiadzie także o sygnałach ostrzegawczych, na które powinni zwracać uwagę rodzice i o tym, że na poprawę wymowy nigdy nie jest za późno.

Reklama

Realizacja materiału Wiktor Wachowski

====================================================================

Gościem studia e-Sochaczew.pl jest Hanna Głuchowska, logopedka, surdopedagożka, specjalistka w dziedzinie neurologopedii i emisji głosu oraz autorka książek. Zacznijmy naszą rozmowę od książek, bo masz ich na koncie już bardzo dużo. Są to wydawnictwa z serii „Mównica logopedyczna” i są efektem twojego doświadczenia zawodowego.

Dokładnie tak, tylko sprostuję od razu, że jestem współautorką. Chciałabym przy okazji wyjaśnić, skąd się wzięła nazwa „Mównica logopedyczna”. To jest pomysł syna koleżanki, która jest współautorką pierwszych trzech książeczek, czyli „Szale czy sale”, „Żebra czy zebra”, „Paczka czy packa”. Pomysł jest o tyle fajny, bo uznałyśmy, że mównica logopedyczna to swoisty neologizm, więc wyrażenie tworzone przez dzieci - a książeczki są dla dzieci - więc „mównica logopedyczna” tutaj jak najbardziej pasuje. Książeczki wzięły się z naszej potrzeby - potrzebne nam to było do pracy, brakowało materiałów. A z racji tego, że terapia logopedyczna jest zajęciem dosyć żmudnym i żeby mieć efekty, to potrzebna jest współpraca również rodzica, który ma ten materiał utrwalać w domu, bo tak naprawdę terapia logopedyczna jest oparta na triadzie rodzic, logopeda i dziecko i wtedy rzeczywiście te efekty będą zauważalne. W większości przypadków nasza terapia dotyczy seplenienia i rerania, do tego stopnia, że często logopeda jest utożsamiana jako „pani od safy”.

Reklama

Wy w ten sposób, za pomocą książeczek, włączacie rodziców do pracy, tak? Czyli dziecko wychodzi od was, wraca do domu, bierze sobie na przykład „K i G na usługach głoski R” i pracuje w domu.

Tak. To jest materiał dla rodzica, ale również dla logopedów, żeby ta terapia była w miarę ciekawa, bo tak naprawdę terapia oparta na zabawie, przy zaangażowaniu dziecka, kiedy stosujemy metody aktywizacyjne, daje najlepsze efekty. Nie chodzi w tym wszystkim o powtarzanie, bo powtarzanie jest łatwe, ale nie przyniesie trwałych efektów w postaci poprawy wymowy. Chodzi o nazywanie i trzymanie wzorca w pamięci.

Reklama

Ale chodzi tez o zabawę i o to, żeby to nie był przymus, prawda?

Dokładnie.

Od jak dawna zajmujesz się logopedią?

Od 21 lat. Jeszcze odnośnie tych książeczek, które powstały jako pierwsze i one skierowane są głównie do dzieci w wieku przedszkolnym, bo najczęściej one są odbiorcami naszej terapii jeśli chodzi i seplenienie i reranie, a są to dzieci z reguły nieczytające, więc potrzeba było materiału, który będzie oparty tylko na obrazkach. I po rozmowach z wieloma logopedkami okazało się, że rzeczywiście takiego materiału na rynku wydawniczym brakuje, stąd pomysł rozpoczęcia w ogóle pracy nad książeczkami.

Reklama

Przedstawiając cię nie powiedziałam, że mieszkasz i pracujesz na co dzień w Teresinie, tam pracujesz też w szkole. A ty wspomniałaś o tym, że kiedyś byliście „panią/panem od safy”, a teraz pojęcie logopedy znacząco się zmienia i zakres waszej pracy też się zmienia.

Generalnie jest tak, że jeżeli ktoś pyta o logopedę, to sobie utożsamia z tym, że to jest pani „od safy”, od wymowy, ewentualnie od uczenia głoski r, ale wiąże logopedę tylko i wyłącznie z wymową. A tak naprawdę logopeda to specjalista od komunikacji. Czyli tak naprawdę pracujemy nad tym, żeby tę komunikację bądź poprawić, bądź uzyskać jeżeli na przykład mamy do czynienia z afazją, czyli utratą mowy na skutek uszkodzenia neurologicznego, na skutek uszkodzenia mózgu. Tutaj oczywiście wchodzi z praca neurologopeda. Pracujemy również nad poprawą płynności wypowiedzi, więc osoby, które się jąkają, też są pacjentami logopedów. W tej chwili coraz więcej jest różnych uszkodzeń neurologicznych wśród dzieci, mamy dzieci z afazją motoryczną, które maja problem z mówieniem, mamy dzieci ze spektrum autyzmu, również działania logopedy wchodzą już od najmłodszego wieku - jest logopedia, która dotyczy wczesnego wspomagania rozwoju, więc już pracujemy z takimi maluszkami, które mają trudności ze ssaniem, z właściwym żuciem, z rozszerzaniem diety, tak że zakres oddziaływań logopedy jest bardzo szeroki.

Reklama

No i musicie się bez przerwy dokształcać w związku z tym jak rozumiem - a przynajmniej ty to robisz. Niedawno uczestniczyłaś w szkoleniu w zakresie mioterapii. Co to jest?

Rozbierając słowo mioterapia - mio dotyczy mięśnie, terapia - wiadomo. Chodzi o to, że pracujemy na mięśniach, żeby uzyskać określone funkcje, czyli sprawność języka, sprawność narządu żucia, połykania, właściwego oddychania. Już przed laty, nawet od 1918 roku, pracowano mioterapią w celu wparcia leczenia ortodontycznego, w celu rozwoju żuchwy, właściwego oddychania przez nos i wyglądu twarzy. W tej chwieli też nie powinno się traktować wady zgryzu jako oddzielnej jednostki chorobowej, tak samo bólu w stawie skroniowo-żuchwowym, ponieważ tak naprawdę jest to wynik zaburzonych czynności w naszym układzie orofacjalnym. Mowa i głos to jest skutek tego, co się dzieje w ciele.

Reklama

I tu dochodzimy do wątku, o którym bardzo chciałam z tobą porozmawiać, czyli tego, że tak naprawdę problemy z mową to jest na ogól efekt wielu innych problemów.

Tak jest. Jedne wpływają na drugie. W jednym układzie odbywa się oddychanie, przełykanie, żucie, mówienie. Zaburzenie jednej funkcji zaburza drugą. To jest jak naczynia połączone - jedno wpływa na drugie. Tak samo rozwój struktury twarzy, rozwój zębów - na to ma wpływ ogromny postawa ciała.

Czyli garbiąc się możemy dorobić się wady zgryzu?

Reklama

Tak, dokładnie. Postawa ciała i funkcje mięśniowe naszych narządów typu język, wargi, narząd żucia, podparte jeszcze właściwym oddychaniem - to wszystko ma niesamowity wpływ na rozwój, chociażby twarzy. Połykanie, gryzienie czy wada zgryzu warunkuje nasz wygląd. I tak jak powiedziałam - postawa ciała, czyli stabilne stanie na podłożu, nieobciążanie pewnych mięśni ma wpływ na mówienie. Kiedy pacjent przychodzi na diagnozę do gabinetu powinniśmy od razu popatrzeć jak on stoi, jak ma ustawione barki, jak są ustawione kąciki oczu czy ust, czy nie opadają, jak są kolce biodrowe ustawione - bo napięcie w jakiejkolwiek części ciała przenosi się na napięcia narządów. Czyli na przykład to, że język nam zbacza w bok, to jest efekt tego, że jest niewłaściwe napięcie po jednej stronie i tutaj w pierwszej kolejności powinien wkroczyć fizjoterapeuta. My pracujemy nad skutkiem.

Kiedy na przykład pracujemy nad seplenieniem bocznym, to nie osiągniemy efektu, jaki chcielibyśmy osiągnąć, bez pracy fizjoterapeuty, który nam pewne rzeczy odblokuje czy wręcz odrotuje kręgi.

Reklama

Skoro mówimy co całościowym podejściu, to kiedy tu przyszłaś, zwróciłaś mi uwagę, że buty na obcasie nie są dobrym pomysłem. Dlaczego?

Dlatego, że stopy są fundamentem naszego ciała. To, jak stoimy, jak obciążamy ciało, to buduje u nas strukturę mięśniową. Jeżeli jest napięcie - a zakładając szpilki nienaturalnie układamy stopę, jest napięcie w stopie, które przeniesie się poprzez powięzi mięśniowe chociażby na napięcie stawów skroniowo-żuchwowych. A tutaj widać dyskomfort, kiedy odczuwamy bóle głowy, strzelanie i to jest szkodliwe dla całego narządu żucia. Sokrates już mówił, że najlepsze obuwie to jest bez obuwia.

Reklama

W kontekście tego wszystkiego co mówisz poproszę teraz o taki mały poradnik dla rodziców. Mają małe dziecko, obserwują je uważnie - i kiedy powinni z nim pójść do logopedy?

W każdym momencie, kiedy coś ich niepokoi albo nie są pewni, że rozwój przebiega prawidłowo. Chciałabym tu obalić pewne mity, które mimo upływu lat pokutują. Czasami słyszę od rodziców, że nie przyszli wcześniej, bo córka sąsiadów zaczęła mówić jak skończyła trzy lata, to i moje pewnie też zacznie. Albo że chłopcy zaczynają mówić później - takie mity nadal pokutują i tak naprawdę ten czas, który stracimy odsuwając diagnozę, może się okazać czasem straconym bezpowrotnie, co jest z niekorzyścią dla rozwoju dziecka. Więc kiedy do logopedy? Na pewno kiedy dziecko nie reaguje na dźwięki, to trzeba skonsultować się ze specjalistą. Kiedy dziecko w wieku sześciu-siedmiu miesięcy nie gaworzy, kiedy nie odpowiada na uśmiech, kiedy nie nawiązuje kontaktu wzrokowego, kiedy w wieku kilku miesięcy nie jest w stanie zrobić „pa pa” na nasze polecenie czy wskazać oka czy ucha. Albo kiedy w wieku roku nie mówi pierwszych słów ze zrozumieniem. Kiedy w wieku trzech lat mowa jest niezrozumiała albo dziecko nie mówi zdaniami. Również wtedy, kiedy dziecko w trakcie artykulacji jakiejkolwiek głoski wsuwa język między zęby, bo to jest nienormatywne. Dziecko, które w wieku pięciu-sześciu lat nie wymawia głosek szumiących, nie mówi r. Dzieci, które mówią bezdźwięcznie, czyli na przykład foda zamiast woda. Również w sytuacji kiedy dziecko się zacina, jąka. Również wtedy, kiedy dziecko ssie palec czy oddycha przez usta. Zawsze lepiej wcześniej zareagować i mieć ten czas na terapię i jak najwcześniejsze wsparcie dziecka.

Reklama

Już chyba problemy z przełykaniem u niemowlaków powinny zwrócić naszą uwagę?

Tak. A skąd się biorą te problemy z przełykaniem? Warto zwrócić uwagę na zjawisko tak zwanej ankyloglosji, czyli skrócenie wędzidła języka. W tej kwestii zmieniło się wiele przez lata, bo jak zaczynałam pracę, to warunkiem kwalifikującym pacjenta do podcięcia wędzidła było przy wysunięciu języka tak zwane serduszko. W tej chwili okazuje się, że nie, że tak naprawdę często bądź foniatrzy, bądź chirurdzy stomatologiczni odsyłali do logopedów takie przypadki, żeby wędzidło wyćwiczyć. A tymczasem, jak mówi pani profesor od logopedii, przepraszam za wyrażenie, ale to cytat: wędzidło to nie guma w majtkach, nie da się rozciągnąć. Czyli trzeba operacyjnie. To jest prosty zabieg, a logopeda określa, na podstawie funkcji, czy dane wędzidełko jest do korekty, czy jest wystarczające do realizacji dźwięków mowy czy aktu połykania.

Czy to jest częsty problem?

Tak, bardzo częsty. Po wielu ćwiczeniach my logopedzi możemy wyłuskać, czy jest to wędzidło tylne, które jest trudniejsze do zdiagnozowania, czy to jest wędzidło przednie. Co się wiąże z tym, jeżeli to wędzidełko jest krótkie? Ruchomość języka w pozycji wertykalnej jest utrudniona, w tym momencie mamy niewłaściwą pozycję spoczynkową języka, a właściwa pozycja to język na podniebieniu, który warunkuje prawidłowe przełknięcie, prawidłowe oddychanie przez nos. Jeśli ta pozycja jest niewłaściwa, to oddychamy przez usta, mało tego, język, który leży nisko na dnie jamy ustnej, swoją siła mięśniową napiera na zęby i burzy właściwy zgryz. A ponieważ w ciągu dnia mamy ponad dwa tysiące przełknięć, no to nietrudno sobie wyobrazić, co się dzieje z naszym uzębieniem.

Czyli logopeda lekarzem pierwszego kontaktu nieomalże.... Chciałabym wrócić do tych książeczek. Czy żeby z nich korzystać trzeba najpierw skonsultować się z logopedą, czy też rodzice mogą po prostu sami pracować z dziećmi?

Oczywiście, te książeczki są przeznaczone nie tylko dla logopedów, ale i dla rodziców do samodzielnej pracy w domu, a także dla nauczycieli, którzy na przykład prowadzą z dziećmi zajęcia reedukacyjne czy korekcyjno-kompensacyjne. Pierwsze trzy książeczki są pomyślane w ten sposób, że jest w nich materiał obrazkowy. Ten materiał jest biało-czarny, więc można go wykorzystać z dziećmi do kolorowania. Ćwiczymy sprawność manualną, koordynację wzrokowo-ruchową, a ta sprawność manualna jest niezwykle ważna, bo ośrodek odpowiedzialny za małe ruchy, za precyzję ruchu, jest obok ośrodka mowy. Jeżeli jeden stymulujemy, to automatycznie stymulujemy też drugi. Materiał wyrazowy, w celu identyfikacji co jest na obrazkach, jest umieszczony pod spodem, więc rodzic czy nauczyciel nie ma wątpliwości, jak daną rzecz nazwać. Materiał ten nie służy tylko do ćwiczeń wymowy, ale z tych książeczek mogą też korzystać terapeuci, którzy chcą wzbogacić komunikacyjnie zdolności dziecka. Jest tu mnóstwo materiału językowego - wiadomo, dzieci mają teraz coraz mniejszy zasób słownictwa i tu tak przemyślałyśmy dobór słów, żeby ubogaciły swój zasób językowy. Również percepcję słuchową mogą bogacić, szukają rymów, szukają zależności między obrazkami, uczą się budować zdania, uczą się opowiadać historyjki, z czym dzieci mają ogromny problem - tak naprawdę wyliczają co jest na obrazku, a jeśli chodzi o mowę opowieściową, to ona u bardzo wielu dzieci jest zaburzona. Dobierając materiał językowy do tych książeczek bazowałyśmy na własnych doświadczeniach, obserwując, z czym dzieci mają problem.

Na zakończenie chciałabym zapytać o dwie rzeczy niekoniecznie związane z tym, co mówiłyśmy wcześniej. Czy wielu dorosłym przydałaby się terapia logopedyczna? Jak to oceniasz?

Przydałaby się. Zwracając uwagę chociażby na te wędzidła, które warunkują wymowę, ale jest nacisk kładziony na to, że to nam zaburza funkcje połkania i mówienia jak również artykulację. Przed laty nie zwracano może tak bardzo uwagi na wady wymowy, ludzie w tej chwili mówią szybko, niestarannie.

A przychodzą dorośli do logopedów?

Rzadko się zdarza, aczkolwiek teraz coraz więcej dorosłych, którzy zakładają sobie aparaty przychodzi do nas, bo jest taka tendencja, że ortodonci współpracują ściślej z logopedami. Bo tak naprawdę ortodonta też likwiduje skutek, a nie przyczynę i samo leczenie ortodontyczne, bez wsparcia czynnościowego, czyli uczenia prawidłowych funkcji, które mają wpływa na połykanie, na właściwą pracę języka czy na narząd żucia, spowoduje to, że ta wada może powrócić.

A tak zupełnie na koniec - czy zawód logopedy jest w stu procentach sfeminizowany? Bo ja nie poznałam jeszcze żadnego mężczyzny-logopedy.

Nie, są mężczyźni logopedzi. Akurat mam przyjemność z nimi współpracować. Działam w sieci logopedów w dzielnicy Ursus i w tej chwili bierzemy udział w kolejnym projekcie dotyczącym strefy mówienia. Przygotowujemy plakat na temat prawidłowego rozwoju mowy, który będzie można zawiesić w przychodniach, tam gdzie przychodzą rodzice na bilanse, żeby mogli sobie sprawdzić i porównać, czy ich dziecko prawidłowo się rozwija. Dodatkowo będą - uważam, że to jest świetny pomysł - tworzone karty na bilanse dwulatka, czterolatka, sześciolatka, dla pediatrów.

Dotknęłyśmy dziś bardzo wielu tematów, ale myślę, że zainteresowałyśmy wiele osób. zachęcamy do korzystania z zasobów internetowych, do kontaktu. A za dzisiejszą rozmowę - odpowiednio wyprostowana - bardzo dziękuję.

 

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Na marginesie - niezalogowany 2021-05-26 15:08:21

    tak naprawdę to mówi się pomysł a nie pomys. Pozdrawiam.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gosc - niezalogowany 2021-05-26 15:13:50

    Ilu tych Gluchowskich w mieście?? Cała familia?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Ola - niezalogowany 2021-05-26 16:35:54

    Ta Pani nie jest z Sochaczewa, tylko z Teresina.

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama