W Milanówku odwiedziliśmy panią Arletę i jej 16-letniego syna, Mikołaja. Jeszcze nie tak dawno był pełnym energii, wysportowanym chłopakiem — jeździł na rowerze, skakał na skakance, brał udział w szkolnych zawodach. Nic nie wskazywało na to, że może mieć jakiekolwiek problemy zdrowotne. Wszystko zmieniło się pewnego styczniowego dnia, gdy w łazience nagle zasłabł i doszło do zatrzymania krążenia. Jak się później okazało, prawdopodobnie urodził się z wadą serca, która nigdy wcześniej nie dawała żadnych objawów.
Dziś Mikołaj potrzebuje stałej opieki. Nie chodzi, nie mówi, nie widzi. Jest karmiony przez PEG-a, oddycha przez rurkę, a w domu uczy się siadać z pomocą rehabilitantów. Mieszkają na pierwszym piętrze bez windy, więc wyjście na świeże powietrze jest praktycznie niemożliwe — Mikołaj większość czasu spędza w mieszkaniu.
Pani Arleta opiekuje się nim przez całą dobę, a oprócz Mikołaja wychowuje jeszcze pięcioro dzieci. Wsparcie męża dużo pomaga, jednak codzienność tej rodziny to ciągła organizacja rehabilitacji i walka o to, by Mikołaj choć trochę odzyskał sprawność. Lekarze podkreślają, że przerwanie terapii grozi cofnięciem się do stanu sprzed miesięcy.
Każda pomoc ma znaczenie — zarówno finansowa, jak i organizacyjna. Trwa przygotowanie koncertu charytatywnego, a osoby, które mogą udostępnić salę lub w inny sposób wesprzeć działania, są mile widziane.
To historia, która mogła wydarzyć się w każdej rodzinie. Dlatego jeśli ktoś ma możliwość dorzucić choć symboliczny grosz lub pomóc w inny sposób, będzie to dla Mikołaja i jego bliskich ogromnym wsparciem. Trzymamy kciuki i liczymy, że ta droga przyniesie mu jak najwięcej małych kroków do przodu.
Â
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze