Reklama

II Maraton Bydgoski

Klub Maratończyka Aktywni
09/02/2013 16:58

Relacja Artura Kazimierskiego.

MÓJ PIERWSZY MARATON, KRZYŚKA PIERWSZY DWUMARATON, CZYLI O PRZEWADZE ZAWODÓW KAMERALNYCH NAD WIELOTYSIĘCZNIKAMI

Pewnego dnia zwierzyłem się Krzyśkowi, że moim planem na ten rok jest jeszcze maraton ukończyć i że ostatnią szansą na grudzień pozostaje Bydgoszcz ze swoim słynnym dwumaratonem(sobota, niedziela). Dawno nie widziałem żeby się komuś tak oczy zaświeciły(ostatnio u Terminatora). –To ja pojadę z tobą i pobiegnę obydwa. Pomyślałem że żartuje, ale za parę dni zobaczyłem go na liście startowej. Dobra jedziemy, ze względu na aurę wybieramy kolej żelazną, zajeżdżamy w piątek wieczorem do klubu sportowego Gwiazda i rozkładamy śpiwory na materacach w Sali gimnastycznej wśród około trzydziestu innych biegaczy. Spało się średnio, chrapanie się okazuje u biegaczy to norma, co i raz ktoś się kręcił, wchodził, wychodził a o drugiej w nocy przyjechała grupa ultrasów z Błonia z Pawłem Szynalem na czele. Już wtedy sytuacja stała się jasna i klarowna w kwestii podium w Bydgoskim dwumaratonie. Po lekkim śniadaniu przygotowania do startu i prowiant na długą drogę.

Reklama

Start o jedenastej. Około setka biegaczy w blokach startowych, większość z zamiarem dwudniowego startu, niektórzy zaliczą np. półmaraton lub jeszcze mniej, gdyż trasa o dł.4200 metrów pozwala na przebiegnięcie wielokrotności tego dystansu. Mróz sporawy, śniegu niewiele, ogólnie sceneria miła dla oka, trasa biegu po alejkach parkowych wzdłuż starego kanału bydgoskiego, przy nawrotach przebiegamy przez mostek by biegnąc w przeciwnym kierunku pozdrawiać biegaczy po drugiej stronie kanału. Dzikie kaczki wtórują, od czasu do czasu podśmiewując się z nas, że w taki mróz nie siedzimy przy kominku tylko zlani potem i buchając parą zaliczamy kolejne pętle. Łabędzie obojętne, nie odzywały się wcale. Punkt odżywczy zaopatrzony dość dobrze jak na tak kameralny bieg, z gorącą herbatą włącznie. Z założeniem żeby zmieścić się w 4 godzinach wiedziałem że nie będzie łatwo, po prostu wszystkie 10 kółek trzeba zrobić w 24minuty. Wszystko szło zgodnie z planem do 38km, lecz później bieg uniemożliwiał nieznany mi dotychczas kłujący ból w udach, ostatnie kółko bieg mieszałem z krótkim marszem. Czas jest w takich sytuacjach wyjątkowo bezlitosny, pędzi jak szalony, mimo podjętej próby walki nabiegałem 4.06.12 a ostatnie trzysta metrów przed metą wykrzesałem resztką sił pełnowartościowy bieg. Emocje jakie towarzyszą ukończeniu maratonu są jak ten dystans: niesamowite.

Jeśli czegoś mi brakowało to kibiców zagrzewających do walki, jak to bywa na dużych biegach. Tu radzić trzeba sobie samemu.

Reklama

Krzysiek, a jakże, jak dotarłem do mety był już po kąpieli, czas 3.16.41 i siódme miejsce. Po biegu obiad w klubie, a później tort i szampan z okazji setnego maratonu krakowianina Artura Bulki. Niestety nie mogłem zostać na następny dzień kibicować Krzyśkowi w jego zmaganiach i zapakowałem się w pociąg. W niedzielę również pyknął niezły wynik 3.39.14.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości