Kreatywność i wyuczona bezradność przeplatają się na wsi. Jednak myli się ten, kto myśli o wsi, jak o skansenie marazmu.
Gdy mówię o oszczędzaniu patrzy na mnie z niedowierzaniem
- Chcę wziąć pożyczkę. Nie mogę. A nie wiem, czemu. Ciężko jest – mówi rolnik z podsochaczewskiej wsi - mam budynki po ojcach. Z tyłu majaczy rozpadająca się stodoła. - Czterech, pięć prosiaków na wagę oddasz i co masz z tego. Opłacić światło i inne rzeczy. To nie jest takie proste. Nie ma kalkulacji. Jeszcze ja nie mam maszyny, to trzeba iść komuś pomóc. Maszyny i wszystko kosztują. Gdy mówię o oszczędzaniu na traktor, wzburza się: - Panie, pan sobie żarty robisz! Jak zarobię, przyniosę parę groszy do domu! Chleb kupię! Gdy pytam o alkohol, chce mi zabrać dyktafon. Nie chce już dłużej rozmawiać.
My tam więcej pracujemy niż narzekamy
- Teraz na wsi to jest taka sytuacja na przetrwanie, taka wegetacja - mówi Wanda z gm. Rybno - jeszcze jak się samemu coś zrobi, ale jak przyjdzie nająć. Nie jest dobrze, nie jest wesoło, wieś pustoszeje, młodych nie ma. Nikomu z młodych ludzi nie proponowałabym, by zostawał na wsi. Teraz nie ma mowy, żeby z gospodarstwa coś tam za swoje pobudować. Mimo tego 13 hektarowe gospodarstwo Mieczysława i Wandy może się poszczycić kilkoma inwestycjami i pomysłowością właścicieli. W gospodarstwie jest 11 dojnych krów. Dojarka. Bardzo pomocny jest schładzalnik do mleka o pojemności 520 litrów. Urządzenie wzięto na raty z pomocą mleczarni. Po mleko przyjeżdża samochód. - Z tym to mamy lepiej. Przyjadą, zabiorą i mamy z głowy. Mąż już nie musi sam jeździć. Ja panu powiem, na pewno trochę się zmieniło. Państwo Mieczysław i Wanda prenumerują także magazyny mleczarskie. Nie mają Internetu. – No powinien być ten komputer, ale zawsze jest coś pierwszego - ciągnie mąż Mieczysław - można z tymi pieniędzmi, z tymi dochodami gospodarzyć. Ale jakby było wszystko wyposażone na sto procent. Jak jest wszystko wyposażone w tę najnowszą technikę, to lżej i łatwej można produkować. Gdy rozmowa schodzi na wyczekujących pod sklepami odpowiadają: – Łatwo się doprowadzić do takiego stanu. Opuścić ręce i tylko narzekać. My tam więcej pracujemy niż narzekamy, bo za narzekanie chleba nie ma. Pani Wanda co drugi dzień wstaje wpół do czwartej zdać mleko. – Ja będę płakać, że ja muszę wstać? - mówi - muszę, bo z tego żyję.
Są pozytywne i negatywne aspekty wejścia do UE
Panu Tadeuszowi z gminy Rybno udało się uzyskać dofinansowanie na nawodnienie sadu. - Załatwianie tej dokumentacji to był horror. W pewnych momentach to bym się już poddał - mówi. W przygotowywaniu dokumentów wytrwała jednak córka Anna. – Pełna dokumentacja, to co wymagali musieliśmy im po prostu przedłożyć. Łącznie z wielkością i wiekiem sadu, odmianami, ilością drzew w rządku – wyjaśnia Anna. Trzeba było nawet podać jak długo sad będzie istniał: - A jak ja mogę to zagwarantować, jedna zima wytłucze wszystko i nie ma - argumentuje Pan Tadeusz. Najpierw trzeba było jednak sfinansować całą inwestycję a dopiero można było liczyć na zwrot 50 procent kosztów kwalifikowanych. Do kosztów kwalifikowanych nie wlicza się podatku VAT, który trzeba było sfinansować z własnych środków. Więc zwrot realnych kosztów inwestycji objął około 40 procent nakładów. Gospodarstwo Pana Tadeusza utrzymuje się z sadu. - Głównie jabłka, 1,5 ha gruszki – wyjaśnia. Wcześniej duża część towaru była sprzedawania hurtowni na Mazurach. Teraz większość jest eksportowana przez firmy pośredniczące z Sochaczewa i Głowna. Przy tych cenach jabłek nie opłaca się jeździć na Bronisze. - Są pozytywne aspekty wejścia do Unii Europejskiej i są te negatywne aspekty – mówi córka Anna - dostaliśmy dofinansowanie, to fakt. Ale wszystko zdrożało. Zdrożały środki ochrony roślin, nawozy. Anna skorzystała też z dofinansowania w ramach programu „Młody rolnik”. Podstawowe dokumenty zebrała w ciągu trzech dni. Pomoc w ramach programu jest udzielana w formie premii wypłacanej jednorazowo osobie, która po raz pierwszy podejmuje prowadzenia gospodarstwa. Ania jest młodą osobą. Ma wykształcenie wyższe. Edukację akademicką zaczynała od sochaczewskiej Wyższej Szkoły Zarządzania i Marketingu. Potem magisterskie studia uzupełniające na Uniwersytecie Warszawskim. Gospodarstwo Pana Tadeusza skorzystało także z dofinansowania na zakup ciągnika - 82 tys. zł. (zwrot 50% minus VAT) i opryskiwacza - 20 tys. Bardzo pomocny w rolnictwie okazuje się także Internet. W sieci można znaleźć m.in. dokładną prognozę pogody przed pryskaniem lub choćby specjalistyczne komunikaty związane z opryskami. Internet przydaje się także do wymiany informacji między sadownikami. GUS podaje, że w 2008 roku prawie 53 procent gospodarstw domowych na terenach wiejskich w Polsce wyposażonych było w komputery.
Mamy szansę zrobić coś wyjątkowego
Fundacja na Rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa podaje, że tylko 15 procent mieszkańców wsi żyje z uprawy roli. Raport „Polska wieś 2008" zdradza też, że coraz więcej rolników pozytywnie ocenia Unię Europejską. Tomasz Lis w swojej ostatniej książce pisze, iż polskie kompleksy są jak samospełniająca się przepowiednia. I dlatego należy z nimi walczyć. „Mamy szansę zrobić coś wyjątkowego, złamać stereotypy z przeszłości i dokonać cywilizacyjnego skoku na miarę pokoleń.” Dlaczego nie? Przecież Polak potrafi.
Daniel Grabarek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze