Reklama

Jaki Sochaczew - Adam Miłek

Tygodnik Echo Powiatu
21/07/2004 12:57
Jest właścicielem dwóch pizzerii sochaczewskich: Pinokio i Akwarium. Ma 32 lata. - Urodziłem się w Żyrardowie, tylko dlatego, że szpital w Sochaczewie był zamknięty - żartuje. Przez 10 lat mieszkał w Łowiczu, ale jak mówi, był to mało ważny epizod w jego życiu. Właśnie w Sochaczewie czuje, że jest u siebie. W tym tygodniu rozmawiamy z Adamem Miłkiem, młodym biznesmenem, bo myślę, że już tak można go nazywać.
Proszę nam powiedzieć coś miłego o Sochaczewie.
Jestem przywiązany do tego miasta. Bardzo miło mi się kojarzy. Znam tutaj wielu ludzi. Czuję się u siebie. Kiedy skończyłem trzecią klasę podstawówki zamieszkaliśmy w Łowiczu i właściwie tę wczesną młodość spędziłem właśnie tam. A jednak to nie Łowicz, a Sochaczew jest mi bliski. Z czasów łowickich nic szczególnie miłego nie przychodzi mi do głowy. A w Sochaczewie, choćby te beztroskie chwile spędzane z kolegami przy automatach do gry. Zamiast do szkoły wyskakiwaliśmy do pawilonów pograć. Rodzice się złościli, że wydajemy pieniądze, a dla nas wtedy był to powiew wielkiego świata, jak z amerykańskich filmów. Teraz kiedy prawie w każdym domu jest komputer, dzieci nie wiedzą co to znaczy.
Czego brakuje w Sochaczewie?
Uważam, że brakuje estradowej rozrywki. Poza Dniami Sochaczewa nic podobnego się nie dzieje, a przecież widać, że tego właśnie typu zabawy ludziom potrzeba. Jeśli w domu kultury jest jakiś biletowany koncert, ludzie płacą za to pieniądze i idą. Myślę, że w mieście brakuje także lokali dla mieszkańców w średnim wieku. Młodzież coś znajdzie, ale brakuje miejsca z kawą, ciastkami, lampką wina, może przy spokojnej muzyce.
Gdzie według Pana jest centrum miasta?
Myślę, że już w tej chwili nieoficjalnym centrum Sochaczewa jest ulica Żeromskiego. Tutaj skoncentrowany jest handel, usługi. Uważam, że władze powinny zrobić wszystko, aby ta ulica stała się jeszcze bardziej atrakcyjna, by jeszcze bardziej przyciągała. To co się dzieje teraz, stało się samoistnie. Jeśli mieszkańcy lubią ten fragment miasta, trzeba mu pomóc. Mam tu na myśli inwestycje poprawiające estetykę i tę przysłowiową kropkę nad "i", czyli zamkniecie ruchu kołowego, przynajmniej na pewnym odcinku ulic, choćby od Narutowicza do Warszawskiej. Stworzyłby się wtedy deptaczek. Natychmiast pojawiłyby się parasole, lody, chłodne piwko. Jestem pewien, że latem ściągałyby tutaj całe rodziny. Tak jest na przykład na Tumskiej w Płocku. Bardzo mi się to podoba.
Czy Pan ma świadomość, że poprzez swoją działalność, współtworzy Pan pewien klimat w mieście?
Raczej nie. Podchodzę do tego od strony bardziej biznesowej. Chociaż, jeśli już coś robię, to chciałbym, żeby to nieźle wyglądało i miało swój odrębny charakter. Pizzeria Pinokio jest urządzona w stylu wiejskiej chaty. Ma też swoich klientów, raczej dojrzałe osoby. Na pomysł Akwarium wpadła właściwie moja siostra. Te wielkie szyby tak ją zainspirowały, a potem resztę dorobiliśmy do tego założenia. Tutaj gości głównie młodzież. A jak się okazuje pizzę lubią wszyscy. Kiedy półtora roku temu otwierałem Pinokio, w mieście była tylko jedna pizzeria.
A nie myślał Pan o jakimś lokalu z charakterystyczną muzyką?
Oczywiście, że myślałem, on się nawet już powoli robi. W kamienicy pod Akwarium jest spora piwnica. Ma 3,5 metra wysokości, czyli w sam raz na lokal. Szykuję ją pod kątem miejsca, gdzie można będzie urządzać wieczorki karaoke, np. dwa razy w tygodniu, powiedzmy w środy i piątki, albo soboty. Wystrój ma mieć muzyczny, ale na razie za wiele szczegółów nie chciałby zdradzać, bo tak do końca ich nie znam.
rozm. Dorota Rutkowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo e-Sochaczew.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama