Takiej zasady domagają się prezydenci i burmistrzowie miast kilkudziesięciotysięcznych. Apelują o to do premiera Donalda Tuska. Jak można przeczytać w liście skierowanym do premiera, duże miasta będą miały metropolie, gminy wiejskie fundusz sołecki, a tym w środku pozostają same problemy. Od 10 lat zabiera się tym miastom kompetencje i przekazuje je do powiatów jednocześnie zapowiadając, że są one jeszcze za słabe i trzeba je dalej wzmacniać. Próbuje się wbić do głów hasła o powiatowych wspólnotach, wymyślone w gabinetach oddalonych od naszych miast. A przecież mieszkańcy po to wybierają prezydentów, burmistrzów oraz radnych rad miejskich, aby ci wypełniali wszystkie zadania publiczne istotne dla nich i możliwe do zrealizowania. Tak jak w ministerstwach nie może być dwóch szefów stojących na czele dwóch administracji podległych różnym ośrodkom władzy, tak również w miastach zadania publiczne dotyczące mieszkańców powinny być realizowane przez władze miejskie. A całym nieszczęściem jest to, że podział odpowiedzialności i zakresu obowiązków jest na terenie miast tak niejasny i skomplikowany, że nierzadko mieszkańcy gubią się w domysłach, do kogo się zwracać i kto za co odpowiada. A przykładów jest mnóstwo. Wybraliśmy niektóre z nich, dotyczące także Sochaczewa: - ulice zarządzane są przez czterech zarządców. Jak wytłumaczyć mieszkańcom, że za stan techniczny dróg na terenie miasta nie odpowiada burmistrz - że jest kilku właścicieli - np. Krajowy Wojewódzki, czy Powiatowy zarząd Dróg. I zarządzanie ruchem na ulicach, sprzątanie, odśnieżanie itp., każdy zarządca robi według własnego uznania; każdy zarządca określa sam stawki opłat za zajęcie pasa drogowego, miejsca parkingowe itp.; - ograniczony jest wpływ na inwestycje, bo sprawy związane z budownictwem (pozwolenie na budowę, zgłoszenie) realizuje starosta (przykład nieszczęsnych mostów na Utracie w Chodakowie); - nie można skutecznie włączać się w przeciwdziałanie bezrobociu, bo Powiatowy Urząd Pracy podlega staroście; - szkoły podstawowe i gimnazjalne podlegają miastu, ale szkoły ponadgimnazjalne już starostom; - szpital jest powiatowy, ale w praktyce pieniądze pozyskuje z różnych źródeł, także z miasta i gmin; - miasto podejmuje uchwały o zmianie nazwy ulicy, ale zwolnienie z opłaty np. za wydanie prawa jazdy z tego powodu może udzielić rada powiatu, - mniejsze możliwości w wykorzystaniu środków unijnych, choć potrzeby są niemniejsze. Dowiedziono już, że wolniej rozwijają się miasta, które mają nominalnie jednego, ale w praktyce kilku gospodarzy. Mieszkańcy miast mogli wcześniej wiele sygnalizowanych wyżej spraw załatwić w jednym urzędzie. Obecnie zmuszeni są realizować je w różnych urzędach, przy czym – nim skierują sprawę do właściwego organu – trafiają najczęściej do urzędu miasta w przeświadczeniu, że to jest właściwy adres. Sytuacja ta budzi duże niezadowolenie i stąd częste interwencje kierowane pod adresem miasta. Co odpowie na to premier ? Podane sytuacje nie są odosobnione i niejednokrotnie wskazywaliśmy na konieczność ujednolicenia tych kompetencji. Czy się uda ? wach
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze