Z Czesławem Cieślakiem, dyrygentem Chóru Towarzystwa Śpiewaczego Ziemi Sochaczewskiej, laureatem plebiscytu Sochaczewianin Roku 2007, rozmawia Jolanta Sosnowska. - Jak się Pan czuje jako Sochaczewianin Roku 2007? Słyszałam o wielu gratulacjach, jakie Pan odbiera. - To prawda, odebrałem kilka sympatycznych telefonów z gratulacjami, najwięcej od chórzystów, którzy nie mogli uczestniczyć w uroczystości wręczenia tytułu. Co do pierwszej części pytania, muszę tu powiedzieć, że tego wyróżnienia nie odbieram osobiście, ale jako wyraz uznania dla całego zespołu. Mamy za sobą wiele lat „sympatycznej harówki”, dlatego niezwykle cieszy taki sukces. - Rozumiem Pana skromność, ale chciałabym przypomnieć, że członkowie chóru mówią o Panu „Maestro”. Na taki tytuł trzeba sobie przecież zasłużyć. - Mnie się wydaje, że oni tak mówią, bo chcieliby we mnie widzieć muzyka z większą klasą, jakich można spotkać w dużych ośrodkach muzycznych. Ale jest to bardzo miłe, w tym tytule jest spora doza sympatii. - I uznania. W tym roku obchodzi Pan bowiem 20-lecie dyrygentury. Proszę przypomnieć, jak zaczęła się Pana przygoda z batutą? - To były czasy aktywności śp. dyrektora Nowackiego, w którego orkiestrze symfonicznej przez 15 lat grałem na altówce. W tym samym czasie życie kulturalne Klubu Nauczyciela organizowała również nieżyjąca już, prezes ZNP Janina Niedziela. Kiedy padła propozycja zorganizowania chóru, zaproponowano mi jego prowadzenie. Tak się zaczęła moja 12-letnia przygoda z Chórem Nauczycielskim. I muszę powiedzieć, że przyjąłem ją z radością, bo zawsze interesowało mnie nie tylko kierowanie zespołem, co głęboka praca artystyczna, praca z partyturą, czytanie tego, co inni napisali wcześniej. Później przyszedł czas na powołanie chóru niezależnego od żadnej instytucji, czy urzędu – myślę tu o Towarzystwie Śpiewaczym Ziemi Sochaczewskiej, które działa już ósmy rok. - Chór ma na swoim koncie wiele sukcesów. Które z wydarzeń muzycznych uważa Pan za wyjątkowe? - Filozofia, którą kieruje się nasz zespół, to nie jest poszukiwanie sukcesów za wszelką cenę. Znamy takie chóry, które wiele czasu poświęcają na udział w różnych imprezach muzycznych i ich praca skupia się wokół repertuaru na konkretny festiwal czy przegląd. Zespoły kolekcjonują sobie tytuły lub sam fakt udziału w prestiżowej imprezie, np. w Międzyzdrojach czy Legnicy. My natomiast chcemy być blisko naszego środowiska i na jego potrzeby. Nasze motto, to być gotowym. Mamy próby dwa razy w tygodniu i staramy się być w takiej kondycji, aby, jeżeli pojawia się okazja, a czasami nawet potrzeba występu, możemy to zrobić niemal z dnia na dzień. Wręcz cieszy nas, jeśli po nasz chór sięgają instytucje świeckie czy kościelne. I jeśli pani pyta o te wyjątkowe wydarzenia muzyczne, to na pewno należą do nich nasze dwukrotne wyjazdy do angielskiego Melton. Taka propozycja wypłynęła od samorządu miejskiego. Jeżeli biskup Józef Zawitkowski zaprasza nas do współpracy przy zapewnieniu oprawy muzycznej I Kongresu Eucharystycznego Diecezji Łowickiej, to też jest to dla nas ogromne wyzwanie, ale i wyróżnienie. Przy takich okazjach mamy możliwość współpracy ze świetnie wyszkolonymi chórami i orkiestrami Państwowej Szkoły Muzycznej. - Chyba należy tu przypomnieć także ogromne wyzwanie, jakim była oprawa muzyczna łowickiego etapu pielgrzymki papieskiej z 1999 roku. - To było rzeczywiście wielkie zadanie organizacyjne i muzyczne. Z kilku chórów diecezjalnych trzeba było stworzyć jeden, dobrze brzmiący zespół. Mam wrażenie, że to się udało. Z kolei w Sochaczewie od kilku lat odbywają się Wrześniowe Spotkania z Pieśnią Chóralną organizowane przez nas wspólnie z Miejskim Ośrodkiem Kultury. To też ważna impreza, która popularyzuje śpiew chóralny i daje nam możliwość konfrontacji z innymi tego typu zespołami. - Jakie są Pana marzenia związane z chórem? - Chciałbym, aby Chór Towarzystwa Śpiewaczego Ziemi Sochaczewskiej w formule organizacji pozarządowej istniał jak najdłużej, był wciąż użyteczny i otwarty na potrzeby społeczności miasta i Kościoła. Chciałbym, żeby cieszył się uznaniem i szacunkiem słuchaczy, niesłabnącą życzliwością władz samorządowych, sochaczewskich mediów, aby mógł i miał prawo liczyć na wsparcie sponsorów w realizacji swoich tradycyjnych i nowatorskich pomysłów koncertowych, no i żeby doczekał się jubileuszu 10-lecia. - Jako redakcja mamy nadzieję, że w zrealizowaniu tych marzeń pomoże tytuł Sochaczewianina Roku 2007. - My też wierzymy, że ten sukces nas wzmocni i da więcej sił do dalszej pracy. Ale mam też świadomość, że te marzenia mogą stać się rzeczywistością pod warunkiem, że do zespołu przyjdą nowi ludzie, gotowi poświęcić swój czas i muzyczne zdolności dla dobra wspólnego. A myślę, że warto, bo jak powiedział Benedykt XVI w swojej Encyklice Spe salvi „W życiu człowiek ma przez własne zaangażowanie przyczynić się do tego, aby świat był bardziej promienny i ludzki”. - Jeszcze raz gratulujemy i życzymy dalszego rozwoju zespołu. - Ja również dziękuję redakcji za wzruszającą uroczystość, a czytelnikom „Ziemi Sochaczewskiej” za głosy oddane na nasz chór.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze